LIST: „Jestem wegetarianką i nie chcę, żeby moja córka jadła mięso. Mąż jest przeciwny. I co teraz?!”

Lena nie wyobraża sobie przygotowywania mięsnych potraw i nie rozumie obaw męża.
LIST: „Jestem wegetarianką i nie chcę, żeby moja córka jadła mięso. Mąż jest przeciwny. I co teraz?!”
01.07.2015

Szanowna Redakcjo!

Piszę do Was, bo myślę, że nie tylko ja mam taki problem. Coraz więcej ludzi przejmuje się losem zwierząt i własnym zdrowiem, rezygnując z przyjmowania pokarmów zwierzęcych lub przynajmniej mięsa. Można powiedzieć, że weganizm i wegetarianizm są teraz w modzie, co bardzo mnie cieszy. Sama zrezygnowałam z kotletów i wędlin już 3 lata temu. Mam się świetnie, czuję się dobrze, jestem zdrowa jak ryba i co najważniejsze – mam czyste sumienie. Jestem pewna, że do mięsa już nigdy nie wrócę. Nie tylko się od niego odzwyczaiłam, ale zwyczajnie się go brzydzę.

Nie wyobrażam już sobie, żebym miała za własne pieniądze kupić kawałek schabu lub piersi z kurczaka, a potem dotykać je rękami. Już nawet nie wspominam o przygotowaniu mięsnej potrawy i włożenia tego do ust. To już zupełnie odpada i nie ma takiej możliwości. Nie jestem dziwaczką – zapytajcie innych wegetarian i wegan, a każdy potwierdzi, że tak to wygląda. Zwłaszcza, że ja zrezygnowałam ze zwierzęcego białka nie tylko dla zdrowia, ale dlatego, że było mi żal zwierząt. Mój mąż tego nie rozumie, a znaleźliśmy się w specyficznej sytuacji...

 

wegetarianizm

Ślub wzięliśmy jeszcze zanim przeszłam na wegetarianizm i mąż pamięta czasy, kiedy razem potrafiliśmy wyjść wieczorem na kebaba, a w weekend smażyłam dla niego kotlety. Myślałam, że już się od tego odzwyczaił, ale czuję, że on ma ciągle żal. Czasami coś tam mruczy, że chciałby, aby znowu było „normalnie”. Wtedy go pytam, czy ma mnie za nienormalną i on oczywiście zaprzecza. „Nie o to mu chodzi”. To o co? Jak kocha, to powinien poprzeć moją decyzję, bo wie, jakie to jest dla mnie ważne. No, ale ok, jakoś przeżył te 3 lata. Nasze życie od tego czasu trochę się zmieniło.

Wzięliśmy ślub, a rok temu zaszłam w ciążę. Dzisiaj nasza córka ma 3 miesiące i na razie nie ma problemu z jej karmieniem. Tylko, że czas szybko biegnie i niedługo staniemy przed decyzją, co powinna jeść. A raczej on stanie, bo dla mnie nie ma żadnej dyskusji. Nie chcę, żeby kiedykolwiek jadła mięso – to po pierwsze. A po drugie – ja już mięsa nie przygotowuję w domu, więc kto miałby je gotować dla córki? Mąż jest w kuchni zupełnie nieporadny. Więc niby wszystko jasne, a on dalej marudzi.

wegetarianizm

Według niego powinnam schować do kieszeni swoją miłość do zwierzaków i własne smaki, bo małe dziecko potrzebuje mięsa, aby się zdrowo rozwijać. Dla niego to proste. Sama nie muszę jeść takich rzeczy, ale dla córki mam biegać do sklepu mięsnego, przygotowywać takie potrawy, a potem pewnie ich próbować, bo na ślepo dziecku nie podam. Każdy wegetarianin i weganin dobrze wie, że jest to niemożliwe. Po 3 latach bez mięsa nie jestem w stanie tego zrobić. Nawet jeśli chodzi o najukochańsze maleństwo. Nie potrafiłabym spojrzeć w lustro, a jeszcze bym zwymiotowała.

Na samą myśl, że mam w rękach kawałek schabu albo jakiś drób, dosłownie miękną mi kolana. Od razu mam odruchy wymiotne. Sytuacji nie poprawia jego postawa i ciągłe wiercenie mi dziury w brzuchu. Nie mówi tego wprost, ale z tego, co słyszę, to muszę to zrobić dla dziecka. W przeciwnym razie wyjdę na złą matkę, bo stawiam własne widzimisię ponad jego dobrem. To jest najgorszy szantaż, jaki mogę sobie wyobrazić. Bo muszę tego słuchać, a wiem, że nigdy się na to nie zdecyduję.

wegetarianizm

Do tej pory byliśmy zgodni niemal we wszystkim i przez wiele lat związku prawie nigdy się nie kłóciliśmy. Zdarzały się sprzeczki o głupoty, ale to pierwsza taka poważna kryzysowa sytuacja. Rozmawiamy o tym od momentu, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Niedługo przyjdzie moment poszerzenia menu córki i boję się, że konflikt przybierze na sile. Nie wiem co mam zrobić, żeby on przestał i zaakceptował mój wybór. Podsuwam mu pod nos mnóstwo publikacji, które mówią o tym, że można żyć normalnie bez mięsa. Dziecko będzie się normalnie rozwijać, bo zadbam o zbilansowaną dietę. Tyle, że bez zwierzęcego tłuszczu.

Jego zdaniem zaczynam się zachowywać jak „sekciara”, które własne wierzenia stawia ponad zdrowym rozsądkiem. To bardzo krzywdzące, bo od kiedy wrażliwość na cierpienie innych (w tym przypadku zwierząt) można porównać do sekty? Opieram się na własnych przekonaniach, ale też wiarygodnych badaniach. Te mówią wprost, że wegetariańskie dzieci rosną, rozwijają się i są wręcz zdrowsze od tych, którym wprowadza się do diety mięso. To nie jest tak, że jestem w tej chwili w stanie wybierać między tym i tamtym. Ja mięsa już nigdy nie tknę!

wegetarianizm

Rozmawiałam na ten temat z moim lekarzem i na szczęście trafiłam na oświeconego człowieka. Według niego mam pełne prawo zdecydować o tym, czy moje dziecko będzie jadło mięso. Ma sporą wiedzę na ten temat, prowadził już kilka takich matek i jeszcze się nie spotkał z negatywnymi konsekwencjami.

Mój mąż ma zerową wiedzę na ten temat, a niestety wtóruje mu też jego matka. Od momentu, kiedy powiedziałam o ciąży jego rodzina zaczęła mnie namawiać, żebym zaczęła normalnie jeść. Bo inaczej dziecko urodzi się słabe albo upośledzone. I co? Urodziłam absolutnie zdrową i silną córkę.

Kto Waszym zdaniem ma rację w tym sporze?

Lena

Komentarze (117)

Ocena: 4.69 / 5
klaudia nieznane (Ocena: 5) 24.05.2016 21:03
Zgadzam sie i z ojcem dziecka i z teściową. To, ze Ty nie jesz mięsa nie oznacza, że dziecko ma też nie jesć
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 06.07.2015 23:37
a ja lubie mieso mogę jesc nawet surowe jak jaskiniowcy smacznego
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 05.07.2015 10:58
Ja nie mówię, że każdy musi mieć z tego powodu problemy, tylko że mięso w dużych ilościach po prostu szkodzi. Tyle.
odpowiedz
Zwegowana (Ocena: 3) 02.07.2015 23:32
Robale strzącham, pająki wynoszę na balkon i pomijając fakt że nie mam myszy- owszem, nastawiłabym pułapkę, taką, która nie zrobiłaby jej krzywdy a potem wyniosła. Problem z głowy? Z głowy.
odpowiedz
Zwegowana (Ocena: 3) 02.07.2015 23:29
Napisz komentarz...Jak czytam te komentarze to włos się na głowie jeży. Wymyślcie coś lepszego, bo widać, że nie wiecie KOMPLETNIE NIC ani na temat wegetarianizmu, ani weganizmu- tym bardziej. Bo jedyny argument jest taki, że dziecko potrzebuje mięsa. Kto Wam, ludzie, takich głupot naopowiadał?! Mój mąż- weganin od 9 lat. Ja jestem weganką 10 lat, zaczęłam gdy miałam lat 14. Tak, tak, naprawdę. Nie jadłam nabiału, jajek, mięsa i żyłam. I żyję nadal. Chodzę na siłownie, biegam, jeżdżę na rowerze, mam 3,5 letnią córeczkę która je tak jak my, będąc kiedyś ze mną w sklepie spytała z troską w głosie " Mamusiu, dlaczego ci ludzie kupują zwłoki?". Zszokowało mnie to, przyznam. Ciąży nie planowałam, w każdym razie jestem niezmiernie szczęśliwa, że mam Anasię przy sobie. I nikt, żaden durny, niedouczony lekarz nie był i nadal nie byłby mi w stanie wmówić, że białko zwierzęce, swoją drogą napchane sterydami, hormonami, jest mi potrzebne. Absurd! Warto powiedzieć, że wegetarianie, weganie witarianie itd. mają dużo większe pojęcie na temat pożywienia, zdrowej i zbilansowanej diety. Ucząc się, jak łączyć warzywa z warzywami uczymy się przy okazji wszystkiego o jedzeniu. A tak w ogóle, czy naprawdę myślicie, że gdyby pokazać dziecku rzeźnię( swoją drogą myślę, że większość z Wam nie ma zielonego pojęcia co się dzieje w przemyśle nabiałowym, mięsnym, o o tym, że wapń z mleka jest bezużyteczny to nawet nie będę wspominać) to z chęcią popędziłoby do lodówki i wyciągnęło kiełbaskę? Popatrzyłoby na tych ludzi jak na zwyrodnialców, morderców, gwarantuję. Ja już się kurde tyle w życiu natłumaczyłam, że zupa na mięsie to to samo co z mięsem, że ryba to mięso, i nie, nie rośnie do jasnej ciasnej na drzewach, odpowiadania na tysiące pytań w stylu: ,,a co Ty tak w ogóle jesz?" i zamiast wymieniać jarmuż, szpinak, orzechy, jabłka, pomidory, ogórki, koktajle, soję, tempeh, hummus, falafele, tofu, pestki, papryka i czekolada itd nauczyłam się odpowiedzi pochłaniającej znacznie mniej tlenu: Trawę. Kategorycznie, nieodwołanie, do końca swoich nędznych dni na nędznej diecie, tylko i wyłącznie trawę, "Jak ty możesz nie jeść masła, ja bym tak nie mogła?" komentarzy poniżej poziomu krytyki w stylu "Rośliny też cierpią, żryj kamienie!", "dlaczego nie używasz kosmetyków testowanych na zwierzętach? Przecież to bez sensu!" . I dajcie żyć w końcu normalnym weganom, którzy nie wściubiają nosa w Wasze talerze. Przestańcie po prostu zachowywać się jak ignoranci, i dowiedzcie się w końcu coś na temat diety, której tak zażarcie bronimy, bo chyba musi być coś na rzeczy, że ludzie nagle zaczynają dostrzegać ten ból i cierpienie niewinnych stworzeń, żebyś Ty mógł położyć sobie jego zwłoki na talerzu czy też umyć głowę szamponem przetestowanym na spojówkach królika.
zobacz odpowiedzi (2)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo