LIST: „Często narzekacie, że wstydzicie się zagadać chłopaka. Ja boję się nawet kupić bilet w kiosku!”

Karolina przez całe życie ucieka przed ludźmi. Załatwienie najprostszej sprawy to dla niej problem nie do przeskoczenia.
LIST: „Często narzekacie, że wstydzicie się zagadać chłopaka. Ja boję się nawet kupić bilet w kiosku!”
28.06.2015

Cześć,

mam 19 lat, zaraz odbiorę wyniki matury i wybieram się na studia. Najgorsze jest to, że w ogóle mnie to nie cieszy. Nawet jak dobrze zdam i dostanę się tam, gdzie chciałam, to i tak będę przerażona. Dla mnie zmiana otoczenia to straszne przeżycie. Nagle sami obcy ludzie w grupie i wykładowcy, nowe okoliczności i stary strach...

On mi towarzyszy praktycznie od zawsze. Co by się w moim życiu nie działo, to zawsze się boję. Tego, że nie dam rady, ktoś na mnie krzywo popatrzy, albo źle oceni. Kiedyś można było powiedzieć, że jestem wstydliwa. Potem, że zakompleksiona. Teraz to w ogóle nie nadaję się do życia, bo wszystko mnie przerasta. Mam problem nawet z prozaicznymi rzeczami.

Niektóre dziewczyny narzekają, że boją się zagadać chłopaka. Ja nawet biletu w kiosku sobie nie potrafię kupić!

 

nieśmiała dziewczyna

Nie chcę tak o sobie myśleć, ale uważam, że jestem nienormalna. Nie mówię, że powinnam być przebojowa, jak moje koleżanki, ale żeby chociaż tak nie uciekać przed wszystkim... Często czuję, że tym razem będzie inaczej, a potem wychodzi tak, jak zawsze. Nie radzę sobie, ale nie potrafię też poprosić o pomoc. Szkoda, że rodzice nie zrobili tego za mnie. Ja na pewno potrzebuję jakiejś terapii.

Boję się, że trzeba będzie sobie coś zrobić, żeby inni zobaczyli moje wołanie o pomoc. Jak się dostanę na studia, to pewnie je zawalę, bo będę się bała tam chodzić. Coraz częściej nie chce mi się wstawać z łóżka z powodu tej mojej inności. Teraz już prawie w ogóle nie wychodzę z domu.

Co ze mną dalej będzie?

Karolina

nieśmiała dziewczyna

Zawsze robię wszystko, aby to inni mnie wyręczyli. Niby mam coś do powiedzenia, bo na pewno nie jestem głupia, ale jak trzeba się odezwać, to mnie paraliżuje. Długo się zastanawiam, zanim coś powiem. Przejmuję się tym, jak to zabrzmi, czy druga osoba mnie zrozumie, jak zareaguje. I jak już mam coś z siebie wykrztusić, to zawsze wychodzi inaczej, niż chciałam.

Okazuje się, że powiedziałam za cicho i muszę to powtórzyć, co jest podwójnie stresujące. Albo palnę taką głupotę, że chciałabym zniknąć z powierzchni ziemi. Najbanalniejsze sytuacje urastają do rangi wielkiego wydarzenia od którego zależy całe moje życie. To już chyba nie jest nieśmiałość, ale jakaś choroba.

Wszyscy to widzą, ale jestem z tym zupełnie sama. Nikt nie wpadł na to, że przydałoby mi się pomóc.

nieśmiała dziewczyna

W jaki sposób? Nie wiem... Może spróbować porozmawiać na spokojnie i mnie rozluźnić? Albo wreszcie powiedzieć mi w twarz, że dziwnie się zachowuję i powinnam poszukać pomocy u specjalisty? Sama myślę o tym, że przydałby mi się jakiś psycholog. Wątpię, żebym potrafiła się z własnej woli odblokować. Patrzę na moich znajomych z klasy i strasznie im zazdroszczę.

Oni na pewno się nad wszystkim tak nie zastanawiają. Coś trzeba załatwić albo powiedzieć, to po prostu to robią. W szkole czuję się całkiem dobrze, bo nikt mnie nie wytyka i każdy wie, jaka jestem. To się już skończyło, bo czekam tylko na odbiór świadectwa dojrzałości i będę musiała znaleźć sobie miejsce w nowej grupie.

Chcę studiować, ale najchętniej wybrałabym indywidualny tok. Żeby nie musieć się kontaktować z nikim, poza wykładowcami...

nieśmiała dziewczyna

Nie mam chłopaka, ani bliskich przyjaciół. Nie radzę sobie nawet w relacjach z rodziną, bo chyba wszyscy mają mnie za dziwaka. Nikt nawet nie próbuje do mnie dotrzeć. Skreślili mnie, bo wiedzą, że jestem odludkiem. Ale to nie jest do końca prawda... W środku bardzo chcę poznawać ludzi, mieć z nimi dobry kontakt i nawet wydaje mi się, że wiem, jak z nimi rozmawiać. Potem trzeba się naprawdę odezwać i wychodzi kretyńsko.

Były takie dni, kiedy wychodziłam z domu bez śniadania i mama mówiła mi, żebym sobie coś kupiła po drodze do szkoły. Mijałam kolejne sklepy i bałam się wejść. Potem wychodziło na to, że do 16 nic nie jadłam. Czego się bałam? Sama nie wiem... Rozmowy ze sprzedawcą, wybierania tego, co chcę, płacenia. Samej obecności w obcym miejscu z obcym człowiekiem.

Tak samo wyglądają moje większe zakupy, kiedy muszę coś koniecznie kupić. Tygodniami potrafię o tym myśleć.

nieśmiała dziewczyna

Jak mi się zepsuła ładowarka do komputera, to rodzice dali mi na nią pieniądze i miałam sama to załatwić. Prawie przez miesiąc tego nie zrobiłam, aż wreszcie znalazłam ją w Internecie i tak zamówiłam. Jak mam kupić coś do ubrania, to często proszę mamę, żeby poszła ze mną. Sama czuję się w sklepach bardzo źle. Nie umiem się dogadać, czego chcę, jaki rozmiar itd.

Kiedy muszę zjeść coś na mieście, to wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą. Jak mijam kogoś, kto wyraźne chce się mnie o coś zapytać, to na wszelki wypadek uciekam gdzieś w bok. Ja całe życie uciekam od ludzi, bo wiem, że sobie z nimi nie radzę.

Nigdy nie zorganizowałam sobie urodzin z prawdziwego zdarzenia. To by było zbyt stresujące. Nawet nie miałabym kogo zaprosić. Rzadko gdzieś wyjeżdżam, a jak już, to tylko z rodzicami samochodem.

Komentarze (60)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 30.09.2017 07:59
Ja mam prawie 15 lat i jakoś boję się kupować w zwykłym sklepie, kompletnie tego nie rozumiem większość ludzi kupuje i rozmawia z obcymi z taką lekkością a ja się poprostu BOJE. Przejmuje się najmniejszymi rzeczami co jest strasznie stresujące :/ niewiem czy to też powinnam pisać ale zauważyłam że jestem nawet bardzo agresywna wobec rodzeństwa, może się to zdawać całkowicie normalne ale mnie denerwują bardzo małe rzeczy a jak ktoś się jeszcze śmieje gdy się z nim kłócę to mam ochotę go udusić dosłownie więc rzucam się na tą osobę i popycham gwałtownie lub kopię. Jeśli chce uniknąć czegoś takiego to uciekam wkurzona z płaczem najczęściej na dwór (bo mam sporo ludzi w domu i nie mam własnego pokoju) i płacze krzyczę nawet się bije ale nigdy się nie samookaleczałam raczej drapała czy "chlastałam". To sprawia że jestem nawet bardzo agresywna wobec rodzeństwa i siebie. Kocham rysowanie i gdy próbuje coś narysować (a jak wspomniałam nie mam własnego pokoju, dziele go z siostrami ) to nie nawidze gdy ktoś mi włazi do pokoju i jeszcze się patrzy i pyta co rysuję albo jak już coś narysowałam i ktoś się pyta: "sama to narysowałaś?" No nie kurna z psem . Bosz irytuje mnie to, irytuje mnie wszystko jestem też dość zazdrosna o przyjaciółke i chłopaka który mi się podoba, jestem zmieszana bo on jest fajny i wgl xp pisze do mnie często miłe słowa i serca wysyła ja z resztą też chociaż w szkole tak nie ma no rozumiem może się wstydzić więc rozbawia mnie często, śmiejemy się nawet mi zdj robi xd ale my z najlepszą przyjaciółką też mu robimy ale tylko z takim śmiesznym filtrem że snapa hehe no i moja przyjaciółka też zaczęła ostatnio tak robić i się z nim śmiać ( uwaga to nie najlepszą przyjaciółką) i nie ukrywam że jestem bardzo zazdrosna i zastanawiam się czy on też tak z nią pisze no na grupie klasowej wysłała jakieś jego śmieszne zdjęcia i serduszka że niby tak dla jaj -,- i on też :c może jestem zbyt przewrażliwiona ale ja już sama nwm eh boję się ludzi boję się komuś zaufać nwm co robić pójście do psychologa nie wchodzi w grę nie tylko dlatego że się boje ale też z powodu braku większej ilości kasy bo nie jestem jakaś tam bogata nie mam też kieszonkowego jak już to zarabiam z rodzeństwem na wiśniach wstydzę się pisać o wszystkim ale główne rzeczy napisała Więc proszę jeśli jest ktoś kto to przeczytał i może mi pomóc to bardzo proszę.
odpowiedz
A (Ocena: 5) 18.08.2015 20:11
Miałam to samo. Dochodziło do tego, że gdy mijałam kogoś znajomego na ulicy, to uciekałam na drugą stronę. Płakałam, gdy miałam iść w obce miejsce i panicznie się tego bałam. Znam nawet kobietę cierpiącą na to, która ucieka przed ludźmi na ulicy. Z czasem przeszło samo. Mam momentami jeszcze takie zapędy, że boję sie chwilowo gdzies isc, ale staję w miejscu biorę trzy wdechy , tłumaczę sobie , że to nic takiego i idę dalej.
odpowiedz
Agata (Ocena: 5) 02.07.2015 23:39
Też na to cierpię. 3 lata temu podjęłam leczenie na tzw: fobię społeczną (lęk przed ludźmi, wyjściem z domu itd). Niestety po tabletkach które brałam miałam myśli samobójcze i znalazłam się w szpitalu. Biorąc te tabletki 2 miesiące one pomogły mi na 5 miesięcy i od nowa zaczęło się to samo. Musisz się liczyć z tym, że musisz leczyć się przynamiej przez rok i mieć pod opiekę i PRZEDE WSZYSTKIM WSPARCIE rodzinę bo bez tego się nie obejdzie. Chciałabym Cię chętnie poznać bo potrzebuję takiej bratniej duszy jak Ty (zrozumiałabyś mnie w każdym aspekcie a nie to co inni). Pozdrawiam
zobacz odpowiedzi (2)
Anonim (Ocena: 5) 30.06.2015 15:43
A ja myślę, że żaden psycholog i faszerowanie się lekami nie pomoże tak, jak prawdziwa przyjaciółka. Osoba, która zrozumie, zaakceptuje, nie wyśmieje. Osoba, z którą powoli będzie się robiło te wszystkie rzeczy, które stresują (zakupy i tak dalej). Ktoś, kto pokaże, że każdy czasem palnie coś głupiego, z każdego się czasem inni śmieją, ale to tak naprawdę nic złego. Ktoś, kto połazi po sklepach i powybiera ubrania z nami, ktoś, z kim można posiedzieć i poplotkować przy pizzy. Jestem szczęśliwą kobietą w związku, ale zawsze marzyłam o prawdziwej przyjaciółce. Sama nie mam problemów towarzyskich, ale stresują mnie spotkania w grupie, nigdy nie wiem, co mam powiedzieć. Na studiach bałam się odezwać, bo byłam w bardzo mocnej grupie i ciągle czułam się głupsza. Mam dużo znajomych, nie mam problemów z zakupami (nie licząc tego, że wiecznie kupuję za dużo :D), więc nawet nie próbuję porównać sytuacji ludzi z fobiami do moich małych stresów, ale serio uważam, że nic tak nie pomaga, jak zaufany człowiek.
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 29.06.2015 23:19
Uszy do góry, tylko koniecznie musisz zapisać się na leczenie. Ja postanowiłam walczyć sama i wyszło na to, że wyjechałam do obcego miasta zamieszkać w akademiku - oczywiście skończyło się na tym, że nie wychodziłam z pokoju kolejne dwa lata (jedynie czasem na zajęcia), w końcu nawet zrezygnowałam z zajęć i wtedy poszłam do psychiatry (to było rok temu). Czekam ciągle na terapię indywidualną, na grupowej już byłam i dostałam leki i naprawdę, średnio raz na tydzień/dwa uczestniczę nawet w jakichś spotkaniach towarzyskich. Najgorsza jest beznadzieja, ale kiedy już widzisz jakieś efekty, wiesz, że może być lepiej. Idź do specjalisty, bo możesz jeszcze bardzo wiele zmienić w swoim życiu
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo