LIST: „Masz w swoim otoczeniu grubasa i siedzisz cicho? Jesteś współwinna jego otyłości!”

Lidia uważa, że rodzina i znajomi mają obowiązek wytknięcia problemu. Jej wygarnęła przyjaciółka.
LIST: „Masz w swoim otoczeniu grubasa i siedzisz cicho? Jesteś współwinna jego otyłości!”
21.06.2015

Witam serdecznie...

Mój list nie spodoba się wielu osobom, ale chyba zaryzykuję. Nie jestem kolejnym chudzielcem, który wytyka palcem tłuściochów. Bliżej mi do tej drugiej grupy, chociaż bardzo się staram. A byłoby pewnie jeszcze gorzej, gdyby nie jeden taki chudzielec, który wygarnął mi, że wyglądam fatalnie i muszę się wziąć za siebie. Chyba jestem nieczuła, ale dziękuję za te ostre słowa. Bez tego wstrząsu pewnie dalej bym się obżerała. Osoby z nadwagą, chociaż zdają sobie sprawę z problemu, raczej z nim nie walczą. Łakomstwo jest silniejsze od potrzeby schudnięcia i przypodobania się innym.

Wiem to po sobie, bo otyła byłam od wczesnego dzieciństwa i przez lata nic się nie zmieniło. Trochę urosłam do góry, ale wszerz jeszcze bardziej. Widziałam to, nie lubiłam swojego tłuszczu, często mi dogryzano, ale zawsze jakoś to sobie tłumaczyłam. Mam kiepską przemianę materii, taka moja uroda, przynajmniej jestem sympatyczna, nikomu nic do tego... Znalezienie powodu, żeby nic nie zmieniać to żadna filozofia. Dlatego ja jestem zwolenniczką zasady, że lepsza brutalna prawda, niż fałsz.

 

otyłość

Czy coś się po tej rozmowie zmieniło? Wiele. Mam przyjaciółkę, która widzi problem i chce mi pomóc z nim walczyć. Dzięki mocnym słowom ograniczyłam jedzenie. Już się nie obżeram pustymi kaloriami i pierwsze efekty widać. Schudłam 6 kg w miesiąc. Mało? Do tej pory tylko tyłam! Rodzice zaczęli dbać o to, co mi podają do jedzenia. Sama też zaczęłam gotować, głównie na parze. Każdego dnia przynajmniej przez pół godziny się ruszam. Na razie w domu, bez świadków, ale myślę, że to dopiero początek. Jednych spodni już się pozbyłam, bo zaczęły na mnie wisieć.

Wierzę w to, że schudnę i przestanę być pośmiewiskiem. To by się nie stało, gdyby wszyscy dalej siedzieli cicho. I nie ma co mówić, że jestem wyjątkiem i każdy inny by się obraził. Myślę, że wszystkie grubasy podświadomie czekają na takie słowa. Bo wtedy wszystkie wymówki przestają mieć znaczenie.

Rozmawiajcie o tym, nie udawajcie, że problemu nie ma!

Lidia

otyłość

Wspominałam, że obrażano mnie przez lata w szkole, ale niespecjalnie się tym przejęłam. Chudym osobom to się może wydawać dziwne, ale wytłumaczenie jest proste. To odruch obronny. Nic ze sobą nie zrobię, żeby nie przyznać im racji. Jeśli mnie krytykują, ja zacznę się nagle głodzić i schudnę, to wyjdzie na to, że mnie do tego zmusili. A mnie zdanie innych zupełnie nie interesowało. Najbliżsi jakoś się do mnie tak nie odzywali i nie dostrzegali problemu. Rodzicom podobałam się taka, jaka jestem, siostra nic nie mówiła, znajomi też nie poruszali tego tematu. Skoro oni mnie akceptują, to niech tak zostanie.

To jest niestety błędne koło. Bliskie osoby mają to do siebie, że nie chcą nas zranić i choćby było fatalnie, to i tak tego nie przyznają. Dalej będą poklepywać po plecach, byle nie popsuć mi humoru. Krytykują obcy, którzy nie mają dla mnie znaczenia. I właśnie dlatego wielu otyłych nic ze sobą przez lata nie robi. Byłam jedną z nich, więc dokładnie wiem, o czym mówię. Powinno to wyglądać zupełnie inaczej...

otyłość

Ona przez lata była jedną z tych osób, które przymykały oczy na wszystko, co złego robiłam. W życiu mnie nie zniechęcała, kiedy chciałam odwiedzić fast food albo pochłonąć kolejny kubełek lodów. Jadła razem ze mną albo się przyglądała. Miała to szczęście, że jej tłuszcz się nie tykał i do dzisiaj ma świetną figurę. Byłam przekonana, że ona nie widzi w tym nic złego. Siedzi cicho, nie krytykuje mnie, dalej się ze mną przyjaźni, więc widocznie akceptuje sytuację. Jeśli któraś z Was dostrzega w tym siebie, to czas najwyższy przestać udawać. Takie osoby są współodpowiedzialne. Osoba chorobliwie gruba nie potrzebuje takich przytakiwaczy, ale konstruktywnych krytyków!

Nie mówię, żeby rzucać obelgami i szantażować, że „jak grubasie nie schudniesz, to nie chcę cię znać”. To zadziała w odwrotny sposób. Większość ludzi nie lubi takiego traktowania. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pozwolić sobie na szczerą rozmowę i wskazać problem. „Słuchaj, widzę, że sobie nie radzisz, martwię się o ciebie i jak mogę ci pomóc?”. Zazwyczaj wystarczy. Odbiorca tych słów zorientuje się, że inni jednak też to dostrzegają. To najlepszy impuls do zmiany na lepsze. Przekonałam się o tym na sobie, chociaż moja przyjaciółka w słowach nie przebierała...

otyłość

Można powiedzieć, że zrobiła to brutalnie, ale w moim przypadku inaczej nie warto. Trzeba mocno i dobitnie. W rozmowie, na którą się odważyła, padły takie określenia jak „gruba”, „obżarstwo”, „nigdy sobie nikogo nie znajdziesz”, „jesteś obiektem żartów”, „musisz coś z tym zrobić”. Pierwsza moja reakcja była do przewidzenia –łzy napłynęły mi do oczu i miałam ochotę ją wykopać za drzwi. Myślałam, że to koniec przyjaźni i nigdy już się do niej nie odezwę. Ale to byłoby bez sensu. Mam ją karać za odwagę, na którą zbierała się kilka lat? W takich sytuacjach człowiek nagle trzeźwieje.

Przyznałam jej rację. Popłakałam się strasznie, ale nie z żalu, tylko z bezsilności. Poprosiłam ją o pomoc i wsparcie. Po chwilowej złości byłam jej zwyczajnie wdzięczna. Taki cios między oczy zmienia patrzenie na wiele spraw. Kiedy opowiedziałam o tym rodzicom, nagle się okazało, że oni też się o mnie martwią. Chcieli mi to powiedzieć, ale nie wiedzieli jak, bali się mojej reakcji. Kto jak kto, ale rodzice powinni mieć odwagę to zrobić. Przecież chodzi o dobro ich dziecka!

otyłość

Uważam, że rodzina i znajomi grubasów mają obowiązek rozmowy na ten temat. Nie mówię o obrażaniu epitetami, ale kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, trzeba się do tego odnieść. Zamiatanie sprawy pod dywan i dalsze dokarmianie kiedyś może doprowadzić do tragedii. Jeśli nie zdrowotnej, to psychicznej, bo tusza to nie tylko choroba ciała, ale też duszy. Mnie tak traktowano i z tego powodu byłam coraz większa. Rodzice dalej rozpieszczali mnie jedzeniem, znajomi nie reagowali, kiedy się obżerałam, reszta rodziny mnie komplementowała, że wyglądam „zdrowo”. Dzisiaj uważam ich wszystkich za współwinnych mojej trudnej sytuacji.

Można to porównać do alkoholizmu. To tak, jakby ktoś w Waszym najbliższym otoczeniu codziennie pił, zataczał się, bełkotał i rujnował sobie życie, a Wy dawalibyście mu kolejną butelkę do ręki. Albo byście się nie sprzeciwiali, tylko klepali po plecach. W takiej chorobie jak otyłość połowa sukcesu leczenia zależy nie od pacjenta, ale jego otoczenia. Gdyby nie jedna odważna koleżanka, już bym się pewnie przekręciła. Albo byłoby blisko tragedii.

Komentarze (30)

Ocena: 4.6 / 5
Anonim (Ocena: 5) 05.07.2015 10:44
Pozwólcie, że się nie zgodzę. Dwa lata temu ważyłam równo 140 kilogramów, obecnie 67. Może nie jest to wynik zadowalający dla innych, ale dla mnie osobiście - jest ogromnym sukcesem. Przez te dwa lata znalazłam wymarzoną pracę i chłopaka, którego kocham. A moja historia zaczęła się nie od słów, a od zdjęcia. Zawsze wiedziałam, że jestem otyła, ale kiedy zobaczyłam się na zdjęciach, to był dla mnie przerażający moment. Oglądałam je z innymi ludźi i kiedy zobaczyłam, że oni nie komentują tego, jak wygladam, poczułam się strasznie... Zdałam sobie sprawę z tego, że jestem potworem. Moim zdaniem kazdy musi dojrzeć do tej decyzji, bo każda osoba gruba, jest świadoma, że jest gruba, ale musi być jakiś impuls, żeby wzięła się za siebie. Nie muszą to być koniecznie obraźliwe słowa koleżanki. W swojej rodzinie i wśród przyjaciół miałam zawsze pełne wsparcie i nigdy nie odczułam, że jestem obrzydliwa czy inna. Za to ich kocham.
odpowiedz
Lola (Ocena: 5) 02.07.2015 20:11
To, co powiedziała koleżanka autorki to zwyczajna przemoc psychiczna w czystej formie, a ona bierze to za dowód przyjaźni...
odpowiedz
ss (Ocena: 5) 23.06.2015 00:01
Całe życie słyszę od rodziców, że jestem gruba, wyzywają mnie, obrażają, kontrolują i liczą kiedy i ile jem. Przez lata nabawiłam się nerwicy i nie wychodzę z domu. Gruba jestem nadal. Chyba jednak nie jest to dobre rozwiązanie.
zobacz odpowiedzi (1)
neeena (Ocena: 5) 22.06.2015 00:46
Dziewczyny ile w was jadu! Nie sadze ze chcecie byc grube,bo nie oszukujmy sie ale nadmierna tkanka tluszczowa nie jest oznaka zdrowia i urody. To wyglada okropnie po prostu. Nie rozumiem jak ktos moze sie w lustrze patrzec na siebie w takim stanie i nic z tym nie robic. Mnie tez waga sie chwiala raz bylam w sam raz , potem bardzo chuda. Dzisiaj jestem zdecydowanei fit ale tylko dlatego ze trenuje i odzywiam sie zdrowo.
odpowiedz
Różowy Gerber (Ocena: 5) 21.06.2015 21:29
niestety glupoty gadasz. bo kazdy musi sam chciec i zdecydowac sie na ta walke i zmiane. musi znalezc motywacje w sobie. a umoralniajace pogadanki pomoga jedynie zwiekszyc poczucie winy. a porownanie z alkoholikai niestety rownie nie trafne - alkoholik musi czesto upasc az na samo dno, aby zechcial sie leczyc i zadne prosby, zmuszanie i umoralnianie nie pomoze, a moze przyniesc odwrotny efekt. pozdr
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo