LIST: „Chciałam zrobić mu dobrze, a prawie go zabiłam... Miłość francuska mogła doprowadzić do tragedii!”

Joanna ostrzega - chwila przyjemności może się zakończyć poważnymi konsekwencjami.
LIST: „Chciałam zrobić mu dobrze, a prawie go zabiłam... Miłość francuska mogła doprowadzić do tragedii!”
20.05.2015

Szanowna Redakcjo!

Piszę ten list i mam wielką nadzieję, że go opublikujecie. Nie dlatego, że jestem żądna sławy, ale mam wrażenie, że mogę w ten sposób pomóc. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że coś takiego może się wydarzyć. Ja to przeżyłam i uprzedzam. W tej historii łączę się ja, mój chłopak i... moja szminka. No, ale po kolei.

Dostaliśmy zaproszenie na ślub w poprzedni weekend. Nie za bardzo chciało nam się tam jechać, bo kawał drogi, ale wreszcie się zdecydowaliśmy. Pojechałam tam sama z nim, chociaż moi rodzice też byli zaproszeni. Ze względu na pracę nie dali rady i mieliśmy pełną swobodę. Chyba aż za dużą, bo szybko postanowiliśmy to wykorzystać...

Powiem wprost – uprawialiśmy seks w miejscu publicznym.

 

smutek

Na szczęście powoli było z nim coraz lepiej. Już się tak nie drapał, a i kolor przyrodzenia się trochę zmienił. Lekarz dalej nas wypytywał, skąd ten problem. Może chłopak miał kontakt z jakimiś chemikaliami? Może bielizna albo garnitur były prane w jakimś nowym detergencie? Chwytał się wszystkiego. A ja wtedy zrozumiałam, że jedyne, z czym nowym miał kontakt, to moja szminka.

Brzmi śmiesznie, ale pierwszy raz użyłam pomadki, która ma powiększyć usta. Ma w sobie jakieś drażniące składniki, które tak działają na skórę, że puchnie. W tym przypadku to bezpieczne, ale kiedy się kochaliśmy, odrobina musiała dostać się w jego miejsce intymne. Silna reakcja alergiczna i po weselu. Na szczęście lekarz pomógł i mogliśmy po kilku godzinach wrócić. Posiedzieliśmy godzinę, posłuchaliśmy muzyki i poszliśmy spać.

Chciałam mu zrobić dobrze, a prawie go zabiłam. Na opuchliźnie mogło się nie skończyć, dlatego ostrzegam!

Joanna

smutek

To znaczy, nie na weselu oczywiście, ale wcześniej. W drodze na miejsce (a jechaliśmy tam ok. 6 godzin) musieliśmy odpocząć. Wtedy jakoś tak się wydarzyło, że doszło do stosunku. Najpierw to była miłość francuska, o którą cała sprawa się rozbija. Nikt nas na niczym nie przyłapał, ale konsekwencje tej chwili spontaniczności były groźne.

Szybko poszło, zjedliśmy coś jeszcze i ruszyliśmy dalej. Dotarliśmy na miejsce po 11, więc trzeba było się szybko zameldować w pokoju i szykować się na wesele. Ślub w kościele był już o 13. Wyrobiliśmy się spokojnie i nic wielkiego miało się już tego dnia nie wydarzyć. Chciałam się pobawić do rana i chłopak też był w nastroju.

Coś zaczęło się dziać jeszcze w kościele. Zauważyłam, że on jest jakiś niespokojny.

smutek

I co tu zrobić? Przydałoby się chociaż przemyć to miejsce, a w publicznej toalecie się nie da. Musieliśmy wrócić do pensjonatu, a blisko nie było.

Stamtąd na miejsce wesela przywiózł nas specjalny autobus, więc teraz nie było wyjścia i trzeba było dopłacić z własnej kieszeni, żeby nas tam zabrał. Chłopak wpadł tylko do łazienki, zrzucił z siebie wszystko, zaczął nalewać wodę do wanny i usiadł w środku. Już wtedy wiedziałam, że moczenie tutaj niewiele da. Jeszcze nie chciał słyszeć o żadnym szpitalu, ale dzisiaj mi za to dziękuje.

 

smutek

Zadzwoniłam do kuzyna, on przyjechał i zabrał nas na izbę przyjęć. Na szczęście to tylko kilka kilometrów dalej. W rejestracji nie wiedzieliśmy jak to ująć w słowa... Wreszcie się dostał do lekarza. Penis był jeszcze większy i ciemniejszy, niż wcześniej. Lekarz stwierdził, że w życiu czegoś takiego nie widział.

Wyglądało to jak paskudne uczulenie, ale jeszcze nikt nie wiedział na co. Chłopak dostał zastrzyk i podłączono go pod kroplówkę. Zamiast tańców do rana, miałam nasiadówkę w szpitalu.

smutek

To była zapowiedź gorszych rzeczy, ale po kolei... W kościele wiercił się coraz bardziej, ale nie potrafił powiedzieć, co mu się dzieje. Raz mówił, że mu niewygodnie na twardej ławce, a potem, że mu niby za gorąco. Dyskretnie wyszedł się przewietrzyć, wrócił i już nie wydziwiał. Potem, wiadomo, składanie życzeń, dojazd na salę weselną itd. Nic wielkiego mu się nie działo, chociaż znowu marudził, że „coś mu się dzieje”.

W trakcie wesela zaczęło go coś swędzieć, więc jeszcze bardziej się wiercił. W czasie tańca powiedział, że musi wyjść do toalety. Po chwili telefon – przyjdź do mnie, bo coś mi się stało. Jakoś się dostałam do męskiego WC, weszłam z nim do kabiny i pokazał mi problem. Krocze miał dwa razy większe, niż normalnie. Do tego taki siny kolor. Nie mógł się powstrzymać i drapać.

 

Komentarze (20)

Ocena: 4.45 / 5
Anonim (Ocena: 5) 27.06.2015 23:05
FACET MIAL ALERGIE NA KTORYS SKLADNIK KTORY ZAWIERALA SZMINKA MIAL PECHA
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 21.05.2015 17:45
Padłam haha, ta historia jest tak durna że aż śmieszna
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 21.05.2015 00:00
Masakra! Dobrze, że wszystko się tak skończyło!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 20.05.2015 22:53
SEX SEND ME TO THE ER... ;d
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 20.05.2015 22:38
jechali autem to jest raz, dwa polecam wpisać w google słowo 'dziwk*' i przeczytanie, co oznacza to słowo. trzy- jak już coś to seks oralny, a nie lacha, to że Ty ciągniesz ile wlezie to nie znaczy, że masz mierzyć swoją miarką.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo