LIST: „Na zakupach przeżywam traumę! Inni kupują markowe rzeczy, a ja te najtańsze...”

Anecie marzą się produkty spożywcze i ubrania znanych marek. Niestety, jej rodzina nie może sobie na nie pozwolić.
LIST: „Na zakupach przeżywam traumę! Inni kupują markowe rzeczy, a ja te najtańsze...”
01.04.2015

Witajcie...

Nigdy nie byłam bogata, więc powinnam się do tego wszystkiego przyzwyczaić. Ale do biedy jakoś nie potrafię. To mnie każdego dnia upokarza. Możecie mówić, że pieniądze to nie wszystko, ale ja ciągle czuję się gorsza od innych. Mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni, ale przecież nie szybko to nastąpi. Tydzień temu skończyłam 19 lat, w maju matura, potem pewnie studia. Zanim zacznę zarabiać, to minie jeszcze sporo czasu. A żyć jakoś trzeba!

Nie mam żalu do moich rodziców, że radzą sobie tak, a nie inaczej. Kocham ich i wiem, że jak coś by się stało, to oni staną na głowie, żeby mi pomóc. No, ale wstyd mi czasami jest i to w najgłupszych sytuacjach. Wiem, że za bardzo się przejmuję, ale mam nadzieję, że to normalne w tym wieku.

Moje koleżanki nie mają takich problemów. Wiem z ich opowieści, że jak coś chcą, to dostają, a my dziadujemy nawet na zakupach spożywczych. Nie mogę sobie kupić markowego jogurtu, bo na półce jest o połowę tańszy. Co z tego, że smakuje beznadziejnie i aż odechciewa mi się tego jeść...

 

vogue supermarket

Moi rodzice muszą sobie jakoś radzić, więc oszczędzamy dosłownie na wszystkim. Moim zdaniem to są pozorne oszczędności. Kupujemy kiepskiej jakości rzeczy, więc jemy byle co albo wszystko zaraz się rozwala. Za co bym w domu nie chwyciła, to wszystko jest dziadowskie. Denerwuje mnie to, ale nie mogę powiedzieć ani słowa. Bo przecież trzeba szanować rodziców i ich pieniądze.

Wstydzę się tego, co mamy w domu, a na samych zakupach też się krępuję. Możecie mnie wyśmiać, ale zazdroszczę wszystkim, którzy wchodzą do sklepu i załadowują koszyki czym tylko chcą. My modlimy się przed tymi półkami i zawsze szukamy okazji. Wiadomo z czym to się wiąże – wszystko mamy gorsze.

Rodzice nie przejmują się czymś takim jak jakość. Ważna jest tylko i wyłącznie cena. Nawet jeśli jest podejrzanie niska. To krępujące i często zwyczajnie głupie. Najlepszy przykład to moje buty. Przez rok miałam chyba 4 pary i wydałam na nie więcej, niż gdybym kupiła jedne porządne. Oni tego nie widzą?

vogue supermarket

Pierwszą parę kupiłam na targowisku i zaraz się rozleciały. Sprzedawca zniknął i nawet nie można było reklamować. No to kolejne z centrum handlowego, też zaraz się dziura pojawiła. W następnych po miesiącu przetarła się pięta. Ja się nawet nie dziwię, bo kupowanie butów za 30-40 zł musi się tak skończyć. Nie wspominam nawet o tym, że zwyczajnie jest mi wstyd przed znajomymi. Wyglądam najgorzej z nich.

Moje koleżanki paradują w butach, które kosztują tyle, co wszystkie moje ubrania razem wzięte. Nie wiem skąd biorą na to pieniądze, ale dla nich to nie problem, żeby kupić takie za 500 zł. Mogę tyko pomarzyć... Tyle to my chyba wydajemy miesięcznie na jedzenie. Chodzę w byle czym i jemy też byle co, bo z jakiegoś powodu to żarcie jest takie tanie.

Wędlina za kilka złotych za kilogram, najtańszy chleb nafaszerowany nie wiem czym, napoje za kilkadziesiąt groszy. Aż mi się odechciewa jedzenia, bo nie znam smaku niczego porządnego.

vogue supermarket

W szkole wyciągamy kanapki. Koleżanki mają ładne bułeczki z porządnym serem, małe pomidorki, jakieś sałaty, sałatki. Ja mam dzień w dzień kanapkę ze zwykłego chleba, a w środku jakaś mortadela czy coś takiego. Z czego to jest zrobione? Chyba z tektury, bo kilogram za kilka złotych to naprawdę podejrzana sprawa. Wszystko wpakowane do starego worka po czymś, bo przecież specjalnych śniadaniowych nie kupią.

Trampki, w których chodzę, mam chyba od początku drugiej klasy. Wytarte, dziurawe spod spodu i obrzydliwe. Ciuchy takie same, bo albo z sali w markecie (nie z butików, tylko ze stoiska pomiędzy jedzeniem), albo mama wynajdzie coś „wspaniałego” w ciucholandzie. Noszę to, żeby jej nie było przykro, a potem zżera mnie wstyd.

Może jestem materialistką, ale ja po prostu chciałabym normalnie żyć. Bez tego liczenia każdego grosza. Teraz muszę się zastanawiać czy na pewno wybrałam najtańszą rzecz, bo przecież taka o 20 gr droższa to już marnotrawstwo...

vogue supermarket

Na zakupach przeżywam koszmar, zwłaszcza jak kogoś spotkam znajomego. Może jestem przewrażliwiona, ale wydaje mi się, że wszyscy patrzą w nasz koszyk. A tam same rzeczy bez marki, najtańsze odpowiedniki, zdarzają się warzywa i owoce z resztek (te gorzej wyglądające czasami przeceniają). Niby nic, a mnie to normalnie boli. Dziadujemy tak od zawsze i to się raczej nie zmieni.

Ja wiem, że nie wszystkie te tanie rzeczy są zawsze najgorsze, ale najczęściej tak jest. Nie wmawiajcie mi, że jest inaczej. Jak jem ten przykładowy markowy jogurt, to czuję, że tam są owoce. W najtańszym jakaś miazga, a w składzie owoców jest 1 procent. Nie dość, że biedna, to jeszcze się faszeruję takim świństwem. Pewnie mało kto mnie zrozumie, ale spoko. Dobrze, że nie macie takich problemów.

Nie chcę nawet myśleć co będzie na studiach... A może nie powinnam się nigdzie wybierać, tylko od razu do pracy?

vogue supermarket

Dużo się mówi o biednych studentach, ale jakoś w to nie wierzę. Widzę na ulicach jak oni są ubrani. Wyglądają jak gwiazdy filmowe, a nie wygłodzeni studenci. Firmowe buty i okulary, modne kurtki, w ręce iPhone. Takiego poziomu to ja nigdy nie osiągnę. Efekty widać już od dawna, bo mam niewielu znajomych. Wszyscy w takiej sytuacji, jak ja. Nikt bogatszy nie chce się ze mną zadawać.

Bo niby po co? Z litości? Przecież my nie mamy wspólnych tematów. Oni spędzają czas w klubach, chodzą do kina, niektórzy nawet mają własne samochody. Ja mogę pomarzyć o kinie raz na rok, a o prawie jazdy to już w ogóle. To i tak bez sensu, bo nie miałabym czym i za co jeździć.

Życie biedaczki jest naprawdę trudne, kiedy wszyscy wokół epatują bogactwem...

Aneta

Komentarze (95)

Ocena: 4.81 / 5
mua (Ocena: 5) 04.04.2015 01:58
No akurat z butami się zgodzę- ciuchy z lumpa to nie problem, ale na buty potrafię oszczędzać ze 3 miesiące jak chce. I to nie prawda ze buty za 500 zł są takie jak za 100Zł . Napisała to ewidentnie osoba która nigdy takich nie miała ale to niewazne, materiał i wykonanie się liczy. co do pieniędzy- kiciu, przed Tobą piękne 4 miesiące wakacji. Pomysł ile możesz zarobić i odłożyć np jadąc za granicę? na tyle że spokojnie będziesz miała na wszystko co potrzebne. potem jakaś praca dorywcza i już nigdy nie bd prosić rodziców o pieniądze ani kupować tanich jogurtów
zobacz odpowiedzi (2)
Anonim (Ocena: 2) 03.04.2015 21:51
Powiem Ci szczerze. Nikt nie ZAUWAŻA TEGO JAK SIĘ UBIERASZ I CO JESZ. No dobra, może nie tak znowu nikt, ale prosze Cię, chcesz mieć lepiej? Idź do pracy. Ja odrazu po szkole poszłam do pracy, pracuje dorywczo, zdobywam zawód, pomagam rodzicom w domu, tak, że nic nie muszą robić. Jak nie zapracujesz na nic, to nic nie będziesz miała. Nic nie przychodzi w życiu łatwo. I powiem Ci, że ci wszyscy studenci też pracują, to nie jest tak, że wszystko dostają od rodziców. Wiem, bo połowa moich znajomych to studenci. Nie użalaj się nad sobą, bo to żałosne, lepiej weź się do roboty.
odpowiedz
Wika (Ocena: 1) 03.04.2015 20:07
Zarabiam od kiedy skończyłam 16 lat. Prace dorywcze, korepetycje, prace sezonowe. Po liceum poszłam na studia - studia zaoczne, które sama opłacam. Usilnie szukając pracy dostałam się na staż. Nie udało się zaczepić - wiadomo, w JST jest to niewykonalne. Nie poddałam się, zaczepiłam o kolejny staż. Prace dorywcze weekendami w sklepach, w magazynach przy rozładunku, nocami przy księgowości. Początkowe pieniądze nie były wysokie. Drugi staż był przełomem. Dawałam z siebie wszystko, po stażu dostałam etat. Od trzech lat pracuję w międzynarodowej firmie, pnę się w górę. Trochę pomysłu na siebie, na życie, mniej biadolenia. Chcesz wszystko dostać od życia za darmo? Nie włożysz wysiłku - nie masz prawa na wyrzuty względem swojego statusu. Pisze to córka sprzątaczki i woźnego - najlepszych rodziców pod słońcem.
odpowiedz
jolka (Ocena: 4) 03.04.2015 08:22
Po pierwsze masz 19 lat to mozesz isc do pracy. Ja w wieku 16 lat jezdzilam na zbiory wisni, jablek, truskawek. Zawsze cos zarobilam i moglam sobie kupic to co chcialam. Po drugie idz na studia zaoczne. Zdobedziesz doswiadczenie w pracy i zarobisz pieniadze, bo studiowanie przez 5 lat nie zapewni Ci pracy za przyzwoite pieniadze. Po trzecie tansze nie znaczy gorsze. Wazny jest sklad. Jesli nie masz ochoty jesc szynki to jej nie jedz. ja sama czesto szukam promocji, kupuje przecenione ubrania, nawet do ciucholandu zagladam bo nozna upolowac swietne ubrania nie wydajac 90 zl za bluzke. Dziewczyno zacznij dzialac.
odpowiedz
ania (Ocena: 5) 02.04.2015 19:23
o matko, dzięki Tobie zrozumiałam właśnie, że jestem lumpem, bo zamiast chodzić do almy, zasuwam z rodzicami do biedronki.. a zamiast kupować buty w najdroższych sklepach chodzę do ccc i noszę balerinki za 59 zlotych.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo