LIST: „Zarabiam 1000 zł i jestem fajną, zadbaną dziewczyną. Reszta potrafi się tylko użalać!”

Magda uważa, że niskie zarobki to nie wyrok. Nadal można o siebie dbać.
LIST: „Zarabiam 1000 zł i jestem fajną, zadbaną dziewczyną. Reszta potrafi się tylko użalać!”
18.02.2015

Witajcie,

jestem Magda, mam 23 lata i mieszkam w średniej wielkości mieście. Uważam siebie za zadbaną dziewczynę, chociaż na pewno nie mam takich możliwości jak zamożne mieszkanki Warszawy, Krakowa albo Wrocławia. Często widuję tutaj wypowiedzi moich rówieśnic, które swoje lenistwo i brak pomysłów próbują usprawiedliwić biedą. Twierdzą, że ich nie stać na to, żeby dobrze wyglądać.

Gdybym miała w to uwierzyć, to wyszłoby na to, że o urodę mogą dbać tylko żony milionerów, bo cała reszta Polek to biedaczki, które muszą walczyć o to, żeby mieć co włożyć do garnka, a nie o ciuchy czy inne kosmetyki. Nie zaprzeczam, że wielu z nas żyje się ciężko, ale to nie powód, żeby sobie odpuszczać. Ja bogaczką nie jestem, a na pewno nie wyglądam tak źle, jak wiele z Was.

Czasami zdarza mi się odwiedzać większe miasta i tam naprawdę są albo kobiety, które inwestują w siebie duże pieniądze, albo szare myszki, na które nikt nie chce spojrzeć. Nie mówcie tylko, że to przez niskie zarobki. Według mnie to wynika z lenistwa.

 

uśmiech

Gdybym chciała żyć, tak jak większość dziewczyn w Polsce, to chyba naprawdę bym się załamała. Naoglądacie się różnych rzeczy w telewizji, wypatrzycie coś w Internecie albo u koleżanek i upieracie się, że chcecie dokładnie to samo. Kosmetyki muszą być z Sephory, ubrania z dobrych sieciówek albo droższych sklepów, a buty i torebki za mniej, niż 500 zł to byle co.

Dlatego sobie odpuszczacie i najnormalniej w świecie użalacie się nad sobą. Skoro nie stać Was na luksusy, to nie ma sensu się starać, bo tanio nie można fajnie wyglądać. Dla mnie to są brednie, bo nigdy nawet nie marzyłam o zakupach w galeriach handlowych i noszeniu na sobie ubrań za setki, jeśli nie tysiące złotych. Styl to chyba coś innego, niż metka z ceną.

Nie jestem zachwycona swoją sytuacją, ale mimo wszystko staram się do niej dostosować. Nikt mi raczej nie powie, że wyglądam na biedaczkę, chociaż faktycznie nią jestem!

uśmiech

Studiuję zaocznie i pracuję na 3/4 etatu. Na szczęście mieszkam jeszcze z rodzicami, więc dzięki temu mam w ogóle jakieś pieniądze dla siebie. 300 zł wydaję miesięcznie na czesne, kilkadziesiąt na bilet komunikacji miejskiej, tyle samo rachunek telefoniczny. Są jeszcze inne wydatki i naprawdę zostaje mi niewiele. Nie wspomniałam jeszcze o tym, że cała kwota, jaką mam do dyspozycji to prawie dokładnie 1000 zł.

Śmieszne pieniądze i dobrze o tym wiem. Na razie to i tak była najlepsza oferta, jaką udało mi się znaleźć. Gdzie indziej dają jeszcze mniej, albo pracy w ogóle nie ma. Tylko, że piszę ten list, bo uważam, że zarobki to sprawa naprawdę drugorzędna. Nie wydaję na ubrania i kosmetyki więcej, niż 200-300 zł miesięcznie, a jakoś potrafię wyglądać. Dla dziewczyn z Warszawy to pewnie jakaś kpina...

Wy wydajecie tyle na jedne perfumy albo parę butów. Ja mam takie pieniądze na wszystkie wydatki. Czy czuję się gorsza? Raczej nie. Po prostu muszę bardziej kombinować i nie poddaję się, jak niektóre rozpieszczone dziewczyny.

uśmiech

Zrozumiałam, że pieniądze nie rosną na drzewach, więc bezsensowne wydawanie ich w sklepach to najgorsze możliwe wyjście. Tak naprawdę trudno dostrzec różnicę w tym, co niektóre z Was kupują sobie w sieciówkach za setki złotych, a co noszę ja, wydając o wiele mniejsze kwoty. Najważniejsze to pozbyć się uprzedzeń, że koszuli ze straganu w życiu na siebie nie założę, do ciucholandu nie zajrzę, a porządne buty trzeba kupić w salonie, a nie na targu.

Wiem, że nie na wszystkim da się tak oszczędzić. Niektóre rzeczy z porządniejszych sklepów są lepszej jakości, ale zazwyczaj wcale nie widać różnicy. Moja biała koszula, którą kupiłam ze 2 tygodnie temu za 20 zł i ta, która wisi w sieciówce za 90, i tak zostały uszyte gdzieś w Azji z tych samych materiałów. Różnią się tylko metką, której nikt nie zauważy. Ale do niektórych to nie przemawia...

Są przecież dziewczyny, które same ze sobą czułyby się źle, gdyby założyły taką byle jaką „szmatę”. One muszą czuć dobrą markę i wysoką cenę, bo wtedy się dowartościowują. Nie widzicie, jakie to jest głupie?

uśmiech

Niedawno wróciłam z pracy. Mam kontakt z klientami, więc muszę wyglądać elegancko. Co mam na sobie? Fajne, zwężane jeansy w kolorze czarnym. Takie się teraz nosi i często widuję coś podobnego. Sprawdzałam na stronach sieciówek i za mniej, niż 150 zł się ich nie kupi. Ja zajrzałam do małego sklepiku na naszym targowisku, pani wyceniła je na 70 zł, mnie opuściła do 55. Niczym się nie różnią!

Do tego wspomniana biała koszulka za 20 zł. Gładka, bez udziwnień, trudno zgadnąć, że kosztowała przynajmniej 3 razy mniej, niż wyda na nią klientka dużej galerii handlowej. Buty eleganckie, niewysoki obcas, kupione na tym samym bazarku, tyle że stoisko obok. 40 zł, a chodzę w nich już chyba od września. Jakimś cudem nic się nie psuje, a podobno to straszne dziadostwo...

Kosmetyki kupuję zazwyczaj na stoisku, które rozstawia się przed wejściem na targ. Na stoliku leżą różne rzeczy, czasami podróbki. Tych nie kupuję, bo nie chcę nikogo okradać, ale inne są równie dobre. Perfumy trzymają się cały dzień, maskara nie spływa po twarzy, a szminka nie zostaje na kubku. Oszczędnie, ale wcale nie gorzej.

uśmiech

Czy wolałabym mieć więcej pieniędzy na takie rzeczy? Pewnie, że tak. Marzy mi się swobodne wyjście do sklepu i nie patrzenie na ceny. Tylko nikt mi nie wmówi, że jak nie ma się takiej możliwości, to trzeba wyglądać beznadziejnie. Polki zawsze potrafiły kombinować i nasze mamy jakoś sobie radziły. Nam się poprzewracało w tyłkach i chcemy nie wiadomo czego. Trzeba czasem pomyśleć, zamiast ulegać temu ślepemu pędowi.

Nie wiem czy kogoś przekonałam, ale może przynajmniej pocieszyłam. Niskie zarobki to nie jest wyrok. Nie musisz wyglądać jak obraz nędzy i rozpaczy, jeśli tego nie chcesz. Za małe pieniądze też można zrobić się na bóstwo i bez wstydu wyjść do ludzi.

Trzeba tylko chcieć, a niektóre z Was potrafią się tylko użalać i poddawać...

Magda

Komentarze (130)

Ocena: 4.29 / 5
blaneczKa (Ocena: 5) 16.05.2015 11:01
jak dla mnie kpina jest ten artykul. ale no tak.. tysiaczek wystarczy gdy mieszka sie z rodzicami i nie trzeba sie dokladac do rachunkow ;]
odpowiedz
Ola (Ocena: 1) 25.02.2015 15:15
Kosmetyki z targu - już widzę swoją skórę. Mnie uczula niemal wszystko, nie mogę się malować, kosmetyki pielęgnacyjne kupuję tylko w aptece, wśród drogeryjnych produktów latami nie potrafiłam znaleźć czego bezpiecznego. Ciekawe co w takiej sytuacji zrobiłaby nasza oszczędna autorka listu... 200-300 zł miesięcznie na kosmetyki i ubrania? - też bym tak chciała!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 22.02.2015 23:16
Gdybym miała 300 miesięcznie na same szmatki byłabym meeegaa szcześliwa. Ja mam rapotem 50 albo czasem mniej i za to musze się ubrać. Natomaist gdy chce kurtkje lub buty to już muszę sobie uzbierać .. więc proszę cię nie wiesz co to dysponować małą kasą
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 20.02.2015 09:27
Ja mam niecałe 800zl na życie, opłacam mieszkanie, jedzenie i jeszcze mi zostaje, cos odłoze, kupie ciuch w galerii na wyprzedazy za smieszne pieniadze i chodze normalnie ubrana i na kosmetyki tez mam, a i nie mieszkam z rodzicami wiec autorko, nie wiem czy sie dokładasz do rachunkow i jedzenia rodzicom, ale mieszkajac z nimi i zarabiajac 1000zł utrzymac sie to nie jest zaden wyczyn :) Pozdrawiam
odpowiedz
8888888888 (Ocena: 1) 20.02.2015 00:01
Aha, dzięki za info.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo