LIST: „Kupiłam sobie małego pieska, ale to mnie przerosło. Muszę się go pozbyć. Co z nim zrobić?!”

Nasza Czytelniczka nie przewidziała, że to wielka odpowiedzialność. Teraz szuka dla zwierzaka nowego domu.
LIST: „Kupiłam sobie małego pieska, ale to mnie przerosło. Muszę się go pozbyć. Co z nim zrobić?!”
21.12.2014

Pewnie wyjdę na nieczułą, ale łatwo się mówi. Wszyscy kochają słodkie zwierzątka i zawsze ich bronią. Ja nie chcę niczego złego zrobić. Po prostu się przeliczyłam i nie wiem co dalej. Chyba nie byłam gotowa na aż tak wielkie poświęcenie. Wydawało się, że mały pies to mały kłopot, ale nie dla mnie. Przynajmniej umiem się przyznać do błędu i nie mam zamiaru go przywiązywać do drzewa w lesie, jak wielu sadystów.

Moi rodzice nigdy nie pozwolili na to, żebyśmy mieli jakieś większe zwierzę. Tylko raz zgodzili się na chomika, ale pożył chyba rok i na więcej nie było szans. Bardzo się do niego przywiązałam, rozpaczałam i powiedzieli „dość”. Zawsze zazdrościłam kolegom, którzy mieli w domu psa albo kota. Była we mnie wielka tęsknota za tym. Przysięgałam, że się wszystkim zajmę, ale nic z tego.

Kiedy wreszcie się wyprowadziłam i miałam na to warunki, spełniłam swoje marzenie. Tylko nie przewidziałam kilku rzeczy i teraz wychodzę na potwora...

 

mały piesek

Mogłabym tak wyliczać. Pies był dla mnie spełnieniem marzeń i ogromną radością, ale niestety stał się problemem. To, że go mam, wyznacza całe moje życie. Muszę liczyć się z wydatkami, ustalać sobie grafik w pracy, rezygnować ze spotkań ze znajomymi, nie mogę odwiedzać rodziców. Niby sobie z tego wszystkiego zdawałam sprawę, ale nie tak to miało wyglądać! Nie wiem, dlaczego to mnie spotkało...

Byłam trochę naiwna, fakt. Wszystko wydawało się proste, bo chłopak zawsze pomoże. Będziemy razem, weźmiemy ślub i jeszcze nasze dzieci będą się opiekować pieskiem. A teraz przez tego pieska nie mogę normalnie żyć i szanse na znalezienie kogoś nowego są zerowe. Przez cały ten czas nie byłam na żadnej randce.

Przykro mi to mówić, ale tak się dłużej nie da. Muszę się go pozbyć. Wiem, że wyjdę na potwora, ale kto tego nie przeżył, ten mnie raczej nie zrozumie. 

mały piesek

Miałam chłopaka, można nawet powiedzieć, że prawie narzeczonego. Mieszkaliśmy ze sobą rok i myślałam, że tak już zostanie. Na dziecko zdecydowanie za wcześnie, więc namówiłam go na psa. Nie miał nic przeciwko, ale od razu powiedział, że on będzie mój. Tak jakby coś przewidywał... Wybrałam małą i bezproblemową rasę. Wszystko było naprawdę super. Jakoś podzieliliśmy się obowiązkami.

Oboje pracowaliśmy, czasami w różnych godzinach, ale zawsze miał kto wyjść z nim na spacer. Jak trzeba było się przemieścić, to też bez problemu, bo chłopak miał samochód. Dzięki temu mogłam, tak jak wcześniej, jeździć do moich rodziców. Było naprawdę fajnie, ale nagle to wszystko się skończyło, a ja zostałam z wielkim problemem na głowie.

Nie daję sobie rady sama z psem i przez niego czuję się uwięziona. Nie mogę niczego zaplanować, ani nigdzie się ruszyć. Przyznaję – nie przewidziałam tego wszystkiego!

mały piesek

Cieszę się, że jest ze mną, ale potem płaczę z bezsilności. To nie jest normalne. I co dalej? Do schroniska go oczywiście nie oddam, bo tego bym sobie nie darowała. Nawet nie wiem, jak można coś takiego zrobić. Przychodzisz, oddajesz i po sprawie? Nie jestem nieczuła. Próbowałam pytać wśród znajomych, ale nie było tematu. Od razu było „Chyba żartujesz?!”.

Pomysł, żeby go zostawić z rodzicami wydawał się najlepszy, ale oni twierdzą, że to nie dla nich. „Mamy wystarczająco dużo problemów na głowie”. Widzą, jak się męczę, ale na nich nie mogę w tej sprawie liczyć. W hodowli z której go wzięłam, tez nie chcą o tym słyszeć.

Już nie mam siły. Nie wiem co robić!

K.

mały piesek

Dopóki moje życie wyglądało, tak jak wcześniej, wszystko było super. Ale stało się najgorsze i z narzeczonym wcale ślubu nie wzięłam. Wręcz przeciwnie – związek się rozleciał, musiałam znaleźć sobie mieszkanie i zostałam sama z psem. Nie przeczę, jego obecność mnie nawet uspokajała. Przynajmniej miałam powód, żeby codziennie rano wstać i wyjść z domu. No i ten maluch kręcił się po mieszkaniu, więc też jakoś milej się zrobiło.

Potem przyszła szara proza życia i od tej pory sobie nie radzę. Pracę od 8 do 16 musiałam zmienić i teraz często nie ma mnie w domu po 10 godzin. Zdarza się, że wypadają nocne zmiany. Kto ma psa, ten może sobie wyobrazić, co to oznacza. Muszę strasznie kombinować, żeby z nim wyjść na spacer. Czasami się nie udaje i wracam zmęczona do obsikanego (albo gorzej) mieszkania. Nie mam siły.

Wyjście na imprezę, a przecież muszę odreagować, też jest wielkim wyzwaniem. Nigdy nie wiadomo, ile to potrwa, więc muszę prosić znajomą o opiekę nad nim. Nie zawsze jest to możliwe, więc jestem normalnie uziemiona.

mały piesek

Nie wspominając o wizytach u rodziców. To już większy problem, bo wcześniej chętnie tam jeździłam na cały weekend. A teraz co? Na tak długo psa nie zostawię, a podróż z nim jest prawie niemożliwa. To jest ok. 200 km, więc tylko autobus albo pociąg wchodzi w grę. Zwierzaka oczywiście przewieźć nie można. I co? W ostatnich kilku miesiącach byłam w domu tylko raz. Bo znajomi zgodzili się go przygarnąć na sobotę i niedzielę.

Zrozumiałam też, że utrzymanie nawet takiego malucha jest kosztowne. Każda wizyta u weterynarza, a niestety są jakieś problemy, to koszt przynajmniej 100-200 zł. Dla singielki to nie jest mało. Przyzwyczaił się też do najdroższej karmy i jest tak, że ja rezygnuję z lepszego jedzenia, żeby przynajmniej on coś zjadł.

Ostatnio byłam chora, ponad 40 stopni gorączki i co? 3 razy dziennie trzeba było wyjść na spacer, więc długo nie mogłam dojść do siebie.

Komentarze (185)

Ocena: 4.68 / 5
gość (Ocena: 5) 04.08.2018 17:12
Ja też wzięłam psa . Dodam , że nigdy psów nie lubiłam , ale chłopak zawsze miał w domu psa i bardzo nadal chciał mieć . No i jest mała słodka kulka. Lubię go , dbam o niego i staram się być dobra właścicielka ale osobiście szczerze żałuję , że go wzięłam . Pies wstaje o 5.30 , nie można go zostawić długo samego bo załatwia się w domu . Nie mam dziecka a też czuje , ze pies mnie ogranicza . Dzielimy się opieką z chłopakiem , ale wiem ze gdybym znala kogoś komu mój pies niesamowicie by się podobał i znałabym tych ludzi wiedząc że będzie mu z nimi dobrze to myślę , że chętnie bym go oddala.
odpowiedz
Natala (Ocena: 1) 25.07.2018 12:34
Moja siostra oddala psa po roku czasu w dobre rece i do dzis go odwiedza, dodam ze ma dwojke dzieci i jest wspaniala mama a pies ma sie wspaniale... nie wierze ile w ludziach jest nienawisci... teksty typu nie miej nigdy dzieci nie rozmnazaj sie wtf... co z ludzmi jest nie tak tymi czasy? dziewczyna moze faktycznie tu nie co przesadzila z tym ze MUSI sie go pozbyc i inne duperele tak jak ze nie moze chodzic na imprezy bylo tu juz lekka przesada ale wy ludzie nie jestescie wcale lepsi w tym co piszecie... ten artykul nie wiadomo czy jest nawet prawdziwy jak wiekszosc a wy jak byscie mogli to byscie w ta ta dziewczyne kamieniami zasypali... zle zrobila owszem ale tak jak pisalam na poczatku moja siostra ma dzieci nie nie jest zla matka a oddala psa po roku czasu w rece osob ktore maja duzo wiecej czasu i mialy lepsze warunki bo dom z wielka dzialka i wszyscy maja sie dobrze... pies rowniez jak najbardziej. A dziewczyna tutaj czym predzej go odda w dobre rece tym lepiej bo wiadomo czym wiecej czasu mija tym bardziej i jej bedze trudniej i psu.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 18.04.2017 03:58
Trzeba było se kupić pluszowego psa jak chciałaś zwierzaka a nie teraz dupe na forum publicznym zawracać bo trzeba sie nim zająć, nieodpowiedzialna babo .
odpowiedz
;) (Ocena: 5) 28.03.2017 17:23
Po co się uzalac? Po prostu nie wzięłas pod uwagę że w Chinach jedzą psy. Było ugotować i zjesc skoro jadłas gorzej od niego. Proste i logiczne. Zezarlabys i było by po kłopocie. Żal mi ciebie. Mam cicha nadzieję że pies ma kochający dom a o tobie zapomniał wpizdu
odpowiedz
Marta (Ocena: 1) 28.03.2017 17:07
Gdyby nie ta skala dałabym ci babo -10. Kobieto jak bralas to było fajnie, nie wpadłas na pomysł ze jest to obowiązek który cię kocha bardziej od siebie, nie widzi nikogo poza toba? który będzie gryźć buty sikal, chorował, miał źle i dobre dni? I będzie trzeba wydawać na jego jedzenie i leczenie? Za opłatą wsadzić psa w pociąg nie ma z tym problemu. Natomiast ty jesteś problematyczna i uzalasz się nad sobą jak jakaś sierota, u mnie w Anglii bezdomni mają psy i radzą sobie mimo braku mieszkania a psy są bardziej zadbane od nich i jakoś się nie uzalaja jak ty. Tobie się znudził i tyle. Ja kupiłam Akite amerykańska i nie wyobrażam sobie żebyś ty miała takiego psa a gdybyś miała to chyba żyły byś podciela. Mam nadzieję że pies trafił do kochającego domu bo taka osoba jak ty nie powinna mieć nawet muchy w domu a co do dziecka to tym bardziej się nie nadajesz. Leżało by zasrane i głodne całymi dniami bo ty byś płakała z tej depresji że na imprezę nie możesz wyjść itd. to jest jeszcze więcej obowiązków niż z psem. I radzę jak wpadniesz na pomysł "zrobienia" sobie dziecka to lepiej kup lalke bo zawsze będziesz mogła odstawić na półkę.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo