LIST: „Przez rodziców jestem coraz grubsza! Nie chcą mi kupować zdrowszego jedzenia...”

18-letnia Martyna jest zdana na tłustą kuchnię, jaką serwuje się w jej domu.
LIST: „Przez rodziców jestem coraz grubsza! Nie chcą mi kupować zdrowszego jedzenia...”
19.11.2014

Cześć,

mam 18 lat i mieszkam z rodzicami, tak jak większość osób w moim wieku. Trudno, żeby było inaczej, skoro chodzę do szkoły i nie zarabiam... Nie jestem z tego powodu za bardzo zadowolona. Bycie z nimi pod jednym dachem i uzależnienie od ich widzimisię wpędza mnie w jeszcze większe kompleksy. W wielu sprawach potrafimy się jakoś dogadać i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ich poglądy na temat jedzenia. Oni dalej żyją w jakimś innym świecie.

Od urodzenia słyszę ciągle to samo – trzeba się najeść, żeby mieć siłę, żadne kalorie nie są złe, obiad bez mięsa to nie obiad itd. Takie typowe domowe mądrości. Zrozumiałabym, gdyby tak mówiła moja babcia, która żyła w ciężkich czasach, ale oni? Mamy XXI wiek, na każdym rogu inny sklep, nie umieramy z głodu, możemy kupować co tylko sobie wymyślimy.

A oni, jak to było 15 lat temu, tak samo dzisiaj nie uznają obiadu bez ziemniaków i czegoś w rodzaju kotleta, jedzą tylko biały chleb, słodzą cukrem, z warzyw to głównie buraki i kapustę. I jak tu się dziwić, że wyglądam, jak wyglądam? Może nie jestem najgrubsza, ale bardzo daleko mi do normalności.

 

fat

Ta „moda” może im się nie podobać, ale tak po prostu jest. Trzeba jakoś wyglądać, żeby nie być wyśmiewanym. Nie mówię już o tym, że gdybym schudła i zaczęła się lepiej odżywiać, to byłabym zwyczajnie zdrowsza. Najwidoczniej oni mają gdzieś moje potrzeby i szczęście. Już usłyszałam, że jak mi nie pasuję, to powinnam się stołować gdzie indziej.

Tak naprawdę, to całej mojej rodzinie przydałaby się zmiana, ale na to nawet nie liczę. Chcę zacząć od siebie i nie mam takiej możliwości. Ostatnio na zakupach wybuchła prawie awantura, bo wzięłam brązowy cukier. A na co, po co, dlaczego... Przecież to takie drogie, a zwykły kosztuje 2 zł. Odłożyłam i stwierdziłam, że dobrze, od cukru mogę się odzwyczaić. Ale potem próbowałam wziąć mięso indyka, brązowy ryż, kilka paczek mrożonych warzyw i za każdym razem coś im się nie podobało.

 

fat

Jedyne, co mogłam zrobić, to zrezygnowałam z cukru, nie jem słodyczy, które oni codziennie kupują i zaczęłam ćwiczyć. Oczywiście w domu, bo karnetu na siłownię nie dostanę. Ale to wszystko jest bez sensu, bo potem na obiad dostanę karkówkę, do szkoły biorę zwykłe kanapki, na kolację jajecznica albo jakieś parówki. Co bym nie robiła, to bez diety się nie zmienię. To dlaczego to wszystko jem? Bo gdybym przestała, to by się skończyło głodówką, a to jeszcze gorsze.

Zastanawiam się, czy tylko ja jestem w takiej beznadziejnej sytuacji... Chciałabym wiedzieć, co zrobić, żeby rodzice wreszcie trochę zmądrzeli. Ich nawyków nie zmienię, ale gdyby chociaż mnie pozwolili spróbować...

Proszę o pomoc!

Martyna

fat

Od razu widać, w którym domu zwraca się uwagę na takie rzeczy. Moje szczupłe koleżanki pochodzą z rodzin, gdzie się na to patrzy. Byłam niedawno u jednej z nich i normalnie jej zazdroszczę. Na obiad był łosoś z warzywami na parze, do tego kubek zielonej herbaty, można było sobie posłodzić brązowym cukrem. U nas dostałaby schabowego, kupę ziemniaków, kapuchę z boczkiem i słodki kompot. Ja rozumiem, że tak się kiedyś gotowało, ale KIEDYŚ!

Moi rodzice i tak są trochę lepsi od babci. We wczesnym dzieciństwie to ona się mną głównie zajmowała, kiedy oni pracowali. Gotowała pysznie, ale strasznie tłusto i niezdrowo. Wszystko smażyła na smalcu, do ciast dosypywała kilogram cukru, smarowała kanapki margaryną z dwóch stron. Miałam kilka lat i obżerałam się jak jakiś potwór.

A co miałam zrobić? Wtedy jeszcze nie myślałam o tym, czym to się skończy. Jak potem doszłam do wniosku, że jestem grubsza od innych koleżanek, to słyszałam od rodziny, że przynajmniej zdrowo wyglądam. To jest takie płytkie rozumowanie.

fat

Wychodzi na to, że paśli mnie przez tyle lat, żebym była zdrowa i szczęśliwa. Trochę im to nie wyszło, bo nadwaga jest najzwyklejszą chorobą. A do zadowolenia mi daleko, skoro teraz muszę zrzucać tuszę, którą tylko im zawdzięczam. No, ale co się dziwić, skoro oni nie zwracają uwagi na to, jak sami wyglądają. Babcia już zmarła, ale pod koniec życia była bardzo otyła. Mama jeszcze jakoś wygląda, ale widocznie ma dobry metabolizm. Tata jest coraz większy.

Jemu się nie przemówi do rozsądku, żeby zaczął coś z sobą robić. Po pracy musi dostać pełną miskę ziemniaków i mięsa, bo inaczej by chyba umarł. Na podwieczorek jakieś ciasto, na kolację jajecznica na szynce z 4-5 jajek. Martwię się nie tylko o siebie, ale o niego też. Ja jestem jeszcze młoda i może uda mi się zmienić, ale z nim będzie coraz trudniej. Oby go jakaś choroba nie dopadła.

Widzicie, w jakich warunkach ja muszę żyć. Naprawdę trudno schudnąć i potem to utrzymać. Jestem zdana na to, co oni kupią i ugotują, jak większość osób w moim wieku. Nie wiem, jak ja mam się ratować.

fat

Odstawiłam wszystko i naprawdę chciało mi się płakać na środku sklepu. Ja już nie wiem co mam robić. Przecież nie mam własnych pieniędzy, żeby sobie wszystko kupować i samej gotować. Jeśli oni mi na to nie pozwolą, to dalej będzie tak samo. Próbowałam rozmawiać z samą mamą, to powiedziała, że podwójnych zakupów robić nie będzie. A w ogóle, to szkoda gazu na moje bezsensowne gotowanie.

Zostałam z tym sama i nie wiem, czy to się kiedyś zmieni. Niektórzy wyprowadzają się na studia i mogą zacząć żyć po swojemu, ale u mnie to odpada. Mieszkam w dużym mieście i nie mam potrzeby wyjeżdżać. Przez pierwsze lata raczej czasu na pracę nie będzie, więc utyję jeszcze bardziej.

fat

W większości spraw się dogadujemy. Długo mi się wydawało, że możemy rozmawiać o wszystkim i nikt mnie nie wyśmieje, ale w tym temacie jest tragicznie. Ciągle słyszę, że nie potrzebuję żadnej diety, bo wyglądam normalnie. A poza tym, oni nie mogą się zgodzić, bo tyle się słyszy o anoreksji i bulimii. Nie będą przykładali do tego ręki. Wiem, że to wynika z ich niewiedzy, ale nie potrafię tego przełamać. Dla nich, jak ktoś je zdrowo, to znaczy, że niszczy swoje zdrowie. To jest tak bez sensu, że nawet nie chce mi się tego tłumaczyć. Nie potrafię, tacy po prostu są.

Według rodziców jedzenie ciemnego pieczywa, warzyw, chudego mięsa, gotowanie na parze i unikanie cukru to jakaś groźna moda. Naoglądałam się modelek i teraz wydziwiam. Szkoda, że nie potrafią spojrzeć na mnie obiektywnie. Zobaczyliby, że jestem większa od koleżanek i każdego roku jest mnie więcej. Przy ich jedzeniu skończę jako samotna grubaska, która nie będzie miała się do kogo odezwać. Takie są przecież czasy.

 

Komentarze (117)

Ocena: 4.66 / 5
Jagoda (Ocena: 5) 17.03.2018 21:50
Też tak miałam tylko z trochę innego powodu. Chodzę na kółko teatralne i dostałam główną rolę jako pulchna dziewczyna. Wtedy jeszcze ważyłam 61 kilo przy 174 cm. Mama powiedziała mi,że jeśli chcę dobrze zagrać moją rolę muszę trochę przytyć. Chodziliśmy codziennie na obiady do Mc i KFC na kolację 4 banany i jajecznica ćwiczenia spowalniające metabolizm i po 3 miesiącach ważyłam 78 kg. To była jakaś masakra. Na szczęście po przedstawieniu przeszłam na dietę. Tylko mam jeden problem. Trochę trudno jest mi się odzwyczaić od jedzenia fast food-ów ale już minęły 4 miesiące i ważę 72kg.
odpowiedz
Ola (Ocena: 5) 15.05.2015 03:00
Uff moja mama sie mie zawsze pyta na co mam ochotę itp
odpowiedz
Zoo (Ocena: 3) 13.05.2015 16:58
Wiele ludzi umiera na otyłość. Zgłoś to na policję. To co twoi rodzice robią, nie jest normalne
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 09.05.2015 12:01
A moze zacznij przygotowywac sobie samej posilki? :)
odpowiedz
Zoo (Ocena: 5) 22.02.2015 19:49
To jest karalne.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo