LIST: „Czemu mam się tłumaczyć, że w wieku 26 lat nie mam chłopaka?! Dajcie mi spokój...”

Hania jest zmęczona ciągłymi pytaniami o jej życie uczuciowe.
LIST: „Czemu mam się tłumaczyć, że w wieku 26 lat nie mam chłopaka?! Dajcie mi spokój...”
12.10.2014

Droga Redakcjo...

Wydaje mi się, że to nie jest tylko mój problem. Wiele dziewczyn ma kłopot ze znalezieniem chłopaka i potem muszą się wszystkim tłumaczyć. Tak, jakby to była jakaś zbrodnia. Bo jak jesteś sama, to znaczy, że coś jest z tobą nie tak. Ludzie od ciebie oczekują, że z kimś będziesz i zupełnie nie potrafią się w takiej sytuacji zachować. Zamiast się zamknąć i nie drążyć tematu, to ciągle te głupie pytania... Wątpię, żeby chodziło o troskę.

Czy takie wypytywanie o chłopaka, którego nie mam i nigdy nie miałam, ma mi jakoś pomóc? Bardzo jestem ciekawa, w jaki sposób. To, że mama, babcia, albo koleżanka zaczną się głośno zastanawiać nad moją samotnością nie sprawi, że nagle się jakiś pojawi! Zaczynam sądzić, że tu wcale nie chodzi o moje szczęście. Osoby, które tak mnie męczą, po prostu chcą się dowartościować. Im się udało, a ja taka dziwna i nieprzystosowana.

Może przeczyta to ktoś, kto robi to samo i się nad sobą zastanowi. Prawda jest taka, że gadanie niczego nie zmienia. Może mnie najwyżej wpędzić w rozpacz, bo po rozmowie z niektórymi chce mi się płakać. Nie wybrałam sobie tego, że jestem sama. Chcę to zmienić, ale się nie udaje. Ale presja też mi w tym nie pomaga.

 

single

W drugą stronę to też nie działa, bo jeszcze nie znalazł się żaden, który by się mną na poważnie zainteresował. Mnie się nie podrywa, bo nie wiem... Nie zasłużyłam? Mam jakiś dziwny wyraz twarzy? Myślę o tym od dawna i nie mogę znaleźć powodu. To, że jestem nieśmiała, to nie powinien być aż taki problem.

Z samotnością jeszcze sobie jakoś radzę. Zaciskam zęby i udaję, że jest dobrze. Najgorzej jest z ludzkim gadaniem i pytaniami. Niektórzy nie potrafią się zachować. Nie są delikatni, tylko od razu wchodzą w moje życie z buciorami. W końcu to jest „niemożliwe, żeby zdrowa i normalna dziewczyna nie mogła nikogo znaleźć”. Jestem dowodem na to, że to możliwe. A już pomijając to, to dlaczego ze mną się rozmawia tylko o tym? To, czy z kimś jestem, czy nie, to zawsze pierwszy temat do rozmowy.

 

single

Męczy mnie to i boli. Nie wybrałam sobie takiego życia, więc nie wiem, dlaczego wszyscy chcą mnie dobić. Jak się zakocham, to pierwsza im o tym powiem. Na razie powinni mi dać spokój, bo zamiast dodawać mi odwagi, to mi ją kompletnie odbierają. Jedno głupie pytanie i mam myślenia na kilka dni. Płaczę w poduszkę, bo co innego mogę zrobić.

Tego nie zrozumie nikt, kto nie był w takiej sytuacji. Dlatego proszę wszystkie z Was, byście się tak nie znęcały nad osobami takimi, jak ja. Gadanie nic nie daje. Może tylko jeszcze bardziej popsuć humor.

Hania

single

Mam 26 lat i mogłabym powiedzieć, że jestem singielką. Tylko że dla mnie to głupia wymówka. Naprawdę istnieje jakaś młoda dziewczyna, która z założenia nie chce nikogo mieć? Koniecznie musi być sama i niezależna? Wydaje mi się, że to poza. Ja mogę powiedzieć szczerze, że chcę mieć kogoś bliskiego, myślę o tym, marzę, ale na razie się nie udało. Czasami się zastanawiam, dlaczego prawie wszystkie koleżanki są w związkach, a ja nie. Nie znam odpowiedzi na to pytanie.

Może mam zwyczajnego pecha, który kiedyś się odwróci? A może rzeczywiście jestem jakaś dziwna i upośledzona? Może za brzydka i za głupia, żeby ktoś się zainteresował? Zawsze mi się wydawało, że jakoś strasznie nie wyglądam, można się ze mną dogadać i jestem miła dla ludzi. Albo się mylę, albo naprawdę chodzi o jakieś fatum. Prawda jest taka, że chłopaka nie miałam nigdy. Jak się ktoś pojawiał, to zostawał moim kolegą.

Ale czy to jest jakaś zbrodnia, że się nie udało? Coraz częściej czuję się winna. Inni doprowadzają mnie do takiego stanu, że w ogóle przestaję w siebie wierzyć.

single

Koleżanki... Tak, jakby się zmówiły. Nagle wszystkie mnie wypytują, czy wreszcie sobie kogoś znalazłam. One w większości są w związkach. Od lat z tymi samymi chłopakami, albo ciągle ich zmieniają. Mają powodzenie, więc nie rozumieją mojej sytuacji. Głośno się zastanawiają, co musi być ze mną nie tak, skoro nikt mnie nie chce. Dałyby sobie już spokój, bo mnie to wcale nie pociesza.

Ludzie z pracy... Nawet dla nich to jest sensacja, że młoda dziewczyna jest sama. Wiele razy pojawiły się teksty, że pewnie spieszę się do „narzeczonego”, ja tłumaczę, a oni się dziwią. Dzisiaj już wszyscy wiedzą, jak jest. Co nie oznacza, że ten temat się nie pojawia. Jak znajome rozmawiają o facetach, to zdarza im się powiedzieć, że „mnie to przecież nie dotyczy, nie znam problemu”.

Rodzice... Myślałam, że się przyzwyczaili, ale czasami mama próbuje mnie dopytywać. Np. byłam ostatnio na imprezie organizowanej przez znajomą, a po powrocie chcieli się dowiedzieć, czy przypadkiem kogoś nie poznałam. Mam tego dosyć. Przynajmniej oni powinni dać mi spokój.

single

Jakim weselu? O czym oni mówią? Wszyscy wiedzą, że nie miałam nawet zwykłej sympatii, a co tu mówić poważnym związku, który miałby doprowadzić do ślubu. Nie wiem, czy to się wydarzy przed czterdziestką. Nie wiem, czy w ogóle będzie mi to dane. To jest dobijanie leżącego i inaczej nie mogę tego odbierać.

Tak, mogę powiedzieć, że mam z tym problem. Nie udaję singielki, która zdecydowała się żyć w pojedynkę. Gdybym mogła, to bym to zmieniła nawet dzisiaj. Prawda jest taka, że jak mnie się ktoś podoba, to nie mam odwagi i nie umiem zacząć znajomości. Jak już zaczniemy ze sobą rozmawiać, to zaraz się okazuje, że jestem wspaniałą przyjaciółką, a na pewno nie kandydatką na dziewczynę. Może ja jestem za dobra?

 

single

Dalsza rodzina... Z niektórymi ciotkami, wujkami i kuzynami widzę się rzadko. Raz na rok na święta, jak jest jakiś ślub w rodzinie, albo coś takiego. Zazwyczaj ich nie interesuje, jak idzie mi na studiach (kiedy jeszcze studiowałam), albo w pracy (teraz). Jest „cześć, masz już tego chłopaka?”. Ręce mi opadają. Czy tylko związek ma o mnie świadczyć?

Ginekolog... Nawet jemu muszę się spowiadać, że nikogo nie mam, nie miałam i z nikim teraz nie sypiam. Każda wizyta to jest dla mnie stres. Czuję się upokorzona. Umówiłam się z nim nawet, że gdyby się coś zmieniło, to sama mu powiem. Mam nadzieję, że następnym razem da mi spokój.

To są sytuacje na co dzień. A najgorzej to jest na ślubach, kiedy panuje jakaś zmowa. Ze 3 razy złapałam już welon, a to nie może być przypadek. Z litości mi go wkładają w ręce, żebym nie traciła nadziei. Jak widzę kogoś, z kim na co dzień nie mam kontaktu, to życzy mi, abyśmy następnym razem spotkali się na moim weselu. Chce mi się płakać.

Komentarze (85)

Ocena: 5 / 5
Tajemnicza nieznajoma (Ocena: 5) 07.08.2016 23:59
Nie obraź się, ale Pani wyżej ma rację. Tekst jest chaotyczny, sama nie bardzo go zrozumiałam. Poza tym autorka pisze , że ma 26 lat jest i była sama a ty wyjeżdżasz z jakąś dziwną historią jak to ty się ukrywasz że swoim facetem niczym w 3 klasie podstawówki Bez urazy Taka prawda
odpowiedz
Cherry (Ocena: 5) 15.10.2014 20:17
Czuję się 1000x lepiej wiedząc, że nie jestem sama w takiej sytuacji i że nie każdy ma związek jako miejsce piewsze na liście prorytetów w życiu :)
odpowiedz
Miki (Ocena: 5) 13.10.2014 22:20
Hej :) Poznałam pewnego chłopaka na parapetówce u znajomego ( przy okazji dowiedziałam się, że razem studiujemy tylko w innych grupach). Zwrócił na mnie uwagę, zagadał, ale jakoś nie zwróciłam uwagi na niego- jakoś niebyli w głowi się mi chłopaki, wychodziłam z wniosku, że jak na razie lepiej być samemu. Chciałam się wyszaleć, więc każdy chłopak zawsze był kolegą i nie chciałam tego zmieniać. Oczywiści później spotykaliśmy się na uczelni. Zawsze się przywitaliśmy, uśmiechaliśmy do siebie. Spotkaliśmy się innym razem w pewnym klubie na imprezie – integracji naszego kierunku. Spędziliśmy miły wieczór rozmawiając, trochę się wygłupiając. Spodobałam mu się, choć tego od razu nie zauważyłam, ( ale to się czuje). Nie zwróciłam na to szczególnej uwagi aż………. Aż pewnego pamiętnego dnia poszłam tak trochę do niechcenia, raczej za namową znajomych na parapetówkę do koleżanki i tam się spotkaliśmy. Oczywiście wszyscy dobrze się bawiliśmy ( w grę wchodzi alkohol, który lał się strumieniami). Wpadliśmy na siebie na korytarzu. Zaczęliśmy rozmawiać, śmiać się i nagle całować, ale tak namiętnie. Prawie posunęliśmy się o krok dalej, ale uznałam, że lepiej nie, zaakceptował to. Siedzieliśmy rozmawialiśmy- raczej to on mówił jak mu się podobam i takie tam…… Po dwóch dniach spotkaliśmy się na wydziale i jak się spotkaliśmy na korytarzu mijając się śmieliśmy się z tego nawzajem. Dopóki wiadomość o tym miłym incydencie nie rozeszła się wśród znajomych. Oczywiście każdy sobie coś pododawał. Zaczęło mnie to denerwować, ale niech sobie gadają. I nagle nasze relacje z kolegą zaczęły się zmieniać. Zaczęliśmy się do siebie oddalać ( było nam chyba trochę głupio, bo przesadziliśmy) a z drugiej stromy zaczęło mi na nim bardzo zależeć. I mu chyba też, nie wiem czy bardzo, ale też. Widziałam to w jego spojrzeniach na mnie jak niby nie patrzę. Ja zaczęłam ciągle o nim myśleć. Spotykałam się z innymi chłopakami i żałośnie ciągle podkreślałam, że w moim życiu był ktoś, kto jest dla mnie bardzo ważny. Nie pozwalałam się zbyt do siebie zbliżyć, bo zawsze przypominałam sobie nie chcą! - ten wieczór, w którym się całowaliśmy, obejmowaliśmy – byłam jego tylko jego. Przyszły wakacje każdy z nas wyjechał do domu. Teraz po 3 miesiącach jak się spotkaliśmy pierwsze, co zrobiłam jak go zobaczyłam odwróciła wzrok w drugą stronę udawaną, że go nie widzę. Ale na wykładzie, co jakiś czas rzucał spojrzenie w moim kierunku. A dwa dni temu kompletnie przypadkiem usłyszałam rozmowę jego przyjaciela, że w tym chłopaku zakochałam się koleżanka z grupy. Lecz on jej nie chce. Niby boi się, że ja zrani. Jakie to dziwne, lecz do momentu kiedy się o tym dowiedziałam jest mi z tym lepiej.
zobacz odpowiedzi (3)
Anonim (Ocena: 5) 13.10.2014 21:14
Mnie denerwuje z kolei coś takiego: mam koleżankę, która nigdy nie miała prawdziwego chłopaka. Jeden ją oszukał, inni obmacywali. Mam z nią niezbyt częsty kontakt, bo czuję dyskomfort ze względu na to, o czym czasami opowiada. Gdy się z nikim nie spotyka, w pośredni sposób krytykuje moje życie (poprzez miny, dziwne spojrzenia, dopytywanie się o coś). Jestem ze swoim chłopakiem kilka lat i jest to dla mnie najważniejsze, mimo, że nie epatuję tym i mam swoje zajęcia itd. Nie rozumiem tego.
odpowiedz
Alicja (Ocena: 5) 13.10.2014 17:21
E tam . Nie ma się czym przejmować . Jak byłam sama też ciągle wszyscy pytali czy mam kogoś i czemu sama jestem . Dla świętego spokoju opowiadałam bajki że mam kogoś . Później , tzn teraz jak już z kimś jestem przychodzą pytania kiedy ślub i dziecko , problem w tym , że ślub będzie , ale termin ustalimy sami , a dziecko też kiedy będziemy chcieli . Mnie tak dręczono tymi głupimi pytaniami i naciskami , że odsunęłam się od rodziny , a jak zaczęli wydzwaniać i dopytywać dlaczego to powiedziałam , że mam już dość tych pytań i że to dla mnie męka...Chyba zrozumieli , bo odpuścili . Jak coś się zadzieje to dam im znać . Nie martw się , przyjdzie na ciebie czas , ja pierwszego wartościowego i jedynego spotkałam po 30-stce , a byłam i nadal jestem bardzo atrakcyjna .
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo