LIST: „Przyczyniłam się do aborcji córki. Nie oceniajcie, spróbujcie zrozumieć...”

Ewa zaakceptowała decyzję córki i sfinansowała zabieg. Dlaczego?
LIST: „Przyczyniłam się do aborcji córki. Nie oceniajcie, spróbujcie zrozumieć...”
08.10.2014

Witajcie...

Korzystając z okazji, chciałam poruszyć bardzo trudny temat. Prawdopodobnie nie spotkam się ze zrozumieniem, ale na lincz chyba też nie zasługuję. Kto nie był w takiej sytuacji, ten nigdy mnie nie zrozumie. Nikomu nie odmawiam własnej opinii, dlatego zależy mi na spokojnym wyjaśnieniu tego, co wydarzyło się w ubiegłym roku. Wcześniej chyba nie potrafiłabym napisać o tym ani słowa.

Dlaczego wywlekam prywatną i kontrowersyjną sprawę na światło dzienne? Nie robię tego, by kogoś zgorszyć. W tym przypadku kieruję się dobrem mojej córki. Nie mogę być pewna, czy kiedyś ktoś się o tym nie dowie. Bardzo chciałabym, żeby wtedy mogła liczyć chociaż na próbę zrozumienia, a nie brutalny atak. Nadal uważam, że to było najlepsze możliwe rozwiązanie.

Mogłam odgrywać rolę obrończyni życia, ale czyste sumienie miałabym tylko przez chwilę. Zdawałam sobie sprawę, że nie jest gotowa na taki etap w życiu. Mogłam radykalnie zareagować, albo później patrzeć na jej nieszczęście. Wybrałam pierwsze rozwiązanie.

 

smutek

Nie liczę na podziw, ani współczucie. Możecie mnie potępić, ale czułam potrzebę podzielenia się naszą historią. Nie jesteśmy potworami pozbawionymi uczuć. Tak rozwiązałyśmy nasz problem i będziemy musiały z tym żyć. Na szczęście obie widzimy światełko w tunelu, co jeszcze rok temu było nie do pomyślenia.

Warto zrozumieć, że różnie bywa. Kiedyś w podobnej sytuacji możesz stanąć sama, albo ktoś bardzo bliski. Tutaj nie ma miejsca na radykalne osądy. A kto sobie na nie pozwala, ten najprawdopodobniej nie zna życia.

Ewa

smutek

Madzia (imię zmienione przez redakcję) nigdy nie sprawiała żadnych problemów. To silna dziewczyna, która przeszła tak samo wiele złego, co ja. Razem przeżywałyśmy bardzo trudne chwile, kiedy jej tata, a mój mąż, zachorował. Wspólnie o niego walczyłyśmy, a kiedy odszedł, stanowiłyśmy dla siebie wsparcie. Gdybym ja nie miała jej, a ona mnie – tragedia gotowa. Było ciężko, ale trochę lżej.

38-latka z 14-letnią córką zostają praktycznie same. Moi rodzice nie żyją, a teściowie od lat mieszkają za granicą. Nie mogłam oczekiwać, że nagle wrócą i otoczą nas opieką. To była wielka próba, ale dzisiaj wiem, że dałyśmy sobie radę. Do pełni szczęścia brakowało tylko spokoju, bo kiedy zaczęłyśmy panować nad sytuacją, wtedy córka zaszła w ciążę.

Słyszałam o wielu takich przypadkach, ale ona? Przecież to dobre dziecko. Pomocna, odpowiedzialna, lubiana. Nie zadawała się z szemranym towarzystwem, nigdy mnie nie zawiodła, rozmawiałyśmy ze sobą jak przyjaciółki. Mogłam się obawiać wszystkiego, ale nie tego, że postawi siebie i mnie w takiej sytuacji.

smutek

To nie było tak, jak to się często słyszy. Nie było szaleńczej miłości nastolatków. Nawet nie miała chłopaka. Wpadka była dziełem totalnej nieodpowiedzialności. Jak ja to mówię, na chwilę przestała kontaktować i przyszło jej za to zapłacić sporą cenę. Nigdy wcześniej, ani później nie zawiodła mnie tak bardzo. Na nic moje łzy i próby zrozumienia, dlaczego akurat nas to spotkało. Trzeba było działać.

W pierwszym odruchu miałam tylko jeden pomysł – otoczyć ją opieką, pociągnąć do odpowiedzialności tego przypadkowego chłopaka i ratować sytuację. Gdyby okoliczności sprzyjały, to zapewne tak by się to skończyło. Niestety, każdy kolejny dzień utwierdzał mnie w przekonaniu, że tutaj nie ma miejsca na moralność i naiwne marzenia. Nic z tego nie będzie.

Córka wpadła w rozpacz, co przypłaciła depresją. Chociaż nie byłam pod opieką lekarza, prawdopodobnie pociągnęła mnie za sobą. Miałam podręcznikowe objawy. Chłopak okazał się równie niedojrzały, co ona. Nie było nawet sensu myśleć, że mogłaby na niego liczyć. Z problemem zostałam tylko ja i ona. Kilka tygodni żyłyśmy w zawieszeniu, nie wiedząc, co dalej.

smutek

Oddalałam od siebie myślenie o przyszłości. Jak dziecko we mgle czekałam, aż wszystko samo się rozwiąże. Niestety, córka nie potrafiła tak bezczynnie siedzieć. Zaczęła robić wiele, by pozbyć się problemu. Przechwyciłam od niej tabletki poronne niewiadomego pochodzenia. Byłam świadkiem, jak się przemęczała, sądząc że to doprowadzi do rozwiązania problemu. Później przestała udawać, że jest inaczej.

Każdego kolejnego dnia z płaczem mówiła mi, że ona tego nie chce. To się musi skończyć, bo inaczej oszaleje. Nie może urodzić, bo nie będzie dobrą matką. Nie stać ją na to psychicznie, ani tym bardziej finansowo. W tym jednym musiałam jej przyznać rację, bo nie wiem, jak miałabym utrzymać dodatkową osobę w domu. Przestała chodzić do szkoły i bałam się, że dojdzie do tragedii.

Wreszcie doszło do tego, że mam dwa wyjścia. Wesprzeć ją, albo udawać, że nic nie widzę. Efekt byłby ten sam, bo zdecydowała o przerwaniu ciąży. To rzeczywiście był ostatni moment. To ja umówiłam wizytę, sprawdziłam lekarza i zapłaciłam za zabieg. Nie jestem z tego dumna.

smutek

Byłaby mamą, ale jak by się to skończyło? Przerwaniem nauki, bezsilnością, brakiem szans na cokolwiek lepszego w przyszłości. Dzisiaj jest inaczej i z nadzieją na to wszystko patrzę. Wymazałyśmy ten temat z naszej świadomości, a przynajmniej nie rozdrapujemy tej rany. I ja, i córka mamy swoje przemyślenia, ale ostatnie jej słowa na ten temat brzmiały „mamo, dobrze się stało”.

Nie wiem, czy dobrze. Mogę gdybać, bo sytuacja jest zupełnie inna. Praktycznie wyszłyśmy z depresji, córka powoli kończy liceum, planuje studia. Ja mogę spokojnie pracować. Żyjemy tak jak wcześniej. Z tą różnicą, że jesteśmy jeszcze bliżej siebie. Czy tak samo byłoby, gdyby była dzisiaj matką, a ja babcią? Wątpliwe, ale pewności nigdy nie będzie.

 

smutek

Ale nie można też powiedzieć, że czuję się jak potwór. Nie postrzegam tego w tych kategoriach. Trochę ze zdrowego rozsądku, a trochę dlatego, żeby samej nie oszaleć. Zaakceptowałam fakty. Nie szczycę się tym, ale chcę dać siłę wszystkim, których to spotkało. Niezależnie od tego, czy sama musiałaś poddać się nielegalnemu zabiegowi, czy tylko w tym współuczestniczyłaś. Nie mówię, że to zawsze najlepsze wyjście. Na pewno nie.

Tylko nie mogę pozbyć się wrażenia, że każde inne byłoby jeszcze gorsze. Poród w tak młodym wieku, na progu dorosłości, w momencie, kiedy trzeba walczyć najpierw o siebie, a dopiero potem o innych – to w gruncie rzeczy wilczy bilet. Urodzisz i przepadłaś. Wszyscy przejmują się zarodkiem, ale później dziecka nikt nie zauważa. Córka mogłaby zapomnieć o normalnym życiu.

 

Komentarze (339)

Ocena: 4.79 / 5
Anonim (Ocena: 5) 08.02.2015 12:31
Bardzo dobrze zrobiłaś, to najlepsza decyzja.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 24.10.2014 12:40
Gratuluję matce rozsądku i charakteru. Tak należało postąpić, choć na pewno było to trudne. Szkoda że tak niewiele matek stać psychicznie na taką pomoc. Ja zawsze byłam dumna z mojej mamy, gdy dawno temu, w pierwszej klasie liceum, powiedziałam jej, że moja przyjaciółka boi się, że wpadła. Pamiętam jak moja mama po cichu powiedziała mi: "jeśli Małgosia zdecyduje usunąć ale nie będzie miała skąd wziąć na zabieg, przyjdźcie do mnie. Ja jej pomogę i zapłacę". Na szczęście koleżanka jednak nie była w ciąży, jak się okazało. Mimo to nigdy nie zapomnę tych słów mamy. Była wspaniała. Tyle w temacie.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 20.10.2014 09:43
Nie mogę czytać tych waszych komentarzy. Jak można być tak zamroczonym? Sieczka z mózgu. Reprezentujecie taki ciemnogród, że aż boję się myśleć w jakim kierunku to zmierza. Pseudo-katolickie podejście do ciąży i narodzin - ciekawa jestem czy w ramach tego jakie poglady reprezentujecie, chodzicie co niedziele do kościoła? Nie uprawiacie sek*u przed ślubem? Nie żyjecie na kocią łapę? Zastanówcie się nad sobą. Wypowiadacie się na tematy na które nie macie zielonego pojęcia, oceniacie nie znając sytuacji. Tak- urodzę dziecko za wszelką cenę! Nie ważne , że mnie na nie nie stać, że zmarnuje mi życie, nie ważne że moje życie jest zagrożone lub dziecko urodzi się chore! To jest wszytsko nie ważne bo pseudo patki polki karzą mi urodzić! Nikt nie jest niewolnicą własnego ciała i każda kobieta ma prawo robić z nim co jej się podoba. To jest kwestia tylko i wyłącznie jej sumienia, decyzje podejmuje sama. Mam urodzić chore dziecko? - w imię czego? Każda z was jest jeszcze większą hipokrytką od drugiej, a do tego jeszcze poglądy rodem ze średniowiecza lub z gabinetu chazana. Gratuluje. Ja jestem za aborcją a wielkie przeciwniczki zapraszam do odwiedzenia hospicjum gdzie są dzieci chore, z wadami genetycznymi. Może wtedy się zastanowicie czy warto robić coś za wszelką cenę wbrew sobie.
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 19.10.2014 17:41
no właśnie... dziw.ko-sz.maty. (czy. bohaterki artyk.)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 13.10.2014 19:59
Ja nie zamierzam Cie oceniac. Ale skoro piszesz ze bylysciez corka jak przyjaciolki to nie rozmawials z nia o seksie? Czy ona nie prosila Cie o rade w sprawie wspolzycia? A co do aborcji-moim zdaniem lepeij jest oddac dziecko do adpcji niz zabijanie...
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo