LIST: „Rodzice chcą mi zaaranżować małżeństwo! Syn sąsiadów zaraz się oświadczy...”

Rodzina 20-letniej Renaty robi wszystko, by dziewczyna została na wsi.
LIST: „Rodzice chcą mi zaaranżować małżeństwo! Syn sąsiadów zaraz się oświadczy...”
20.07.2014

Szanowna Redakcjo!

Chcę, a nawet muszę opowiedzieć o czymś, co podobno w Polsce już się nie zdarza. Nic bardziej mylnego. Nawet w XXI wieku, kiedy na wsi już dawno jest kanalizacja, kablówka i Internet, a prawie nikt nie hoduje zwierząt, panują takie same obyczaje, jak dawniej. Gdybym żyła 100-200 lat temu, to pewnie nie miałabym pretensji i żalu. Ale żyję tu i teraz, a moi rodzice chcą mi zaaranżować małżeństwo. Nie żyjemy w lepiankach, cywilizacja już dawno tutaj dotarła, ale ich myślenie wcale się nie zmieniło.

Moja mama nie jest zwykłą kurą domową, która w pocie czoła tylko gotuje, pierze i wychowuje gromadę dzieci. Jestem jedynaczką i do tego dorosłą, więc nie ma przy mnie większej roboty. W wolnych chwilach jeździ sobie z koleżankami na wystawy koni, do kosmetyczki, albo do kina. Mój ojciec nie jest niepiśmiennym chłopem, który potrafi tylko zaorać i zasiać. To biznesmen, który ma od tego drogi sprzęt i kilku ludzi. Niby jesteśmy nowocześni, ale mentalność nadal wiejska.

Mamy ładny dom, ogromne gospodarstwo, źle nam się nie żyje i właśnie z tego powodu oni próbują mnie na siłę zeswatać. Żeby był ślub i dzieci, bo inaczej wszystkie te dobra przepadną. Nie doczekali się syna, więc potrzebny będzie zięć, który to wszystko ogarnie.

 

ślub

Inna sprawa, to mój wiek. Jak na pannę ze wsi to jestem wyjątkowo stara, bo mam 20 lat. Teraz strasznie żałuję, że nie udało się normalnie rozpocząć studiów. Może bym stąd wyjechała i miała święty spokój. Dzisiaj nie ma na to szans, bo oni zwietrzyli świetną okazję i nigdzie mnie nie puszczą. Odejdę sama, to nie pomogą i zginę z głodu.

Ostatnio ten mój „mąż” przyszedł i chciał normalnie porozmawiać. Zapytał, co ja na to wszystko. Czy słyszałam, co ich rodzice planują. Powiedziałam, że wiem wszystko i wydaje mi się to chore. Stwierdził, że może to dziwne, ale czy mamy jakieś lepsze wyjście? Może lepiej spróbować. On jest dobry, podobam mu się od zawsze, byłoby mi dobrze. Małżeństwo bez miłości? Ja go przecież nie kocham. Nie widzi w tym problemu, bo na wsi tak przecież jest. Potem ludzie jakoś się docierają i żyją ze sobą do końca. Szczęśliwi.

 

ślub

Potem się zaczęło. Na początku myślałam, że to żarty, ale coraz częściej mówili mi o synu sąsiadów. „Zobacz, on też nikogo nie ma, więc się zainteresuj” - tak mi radzili. Nie byłam nim zainteresowana, bo to na pewno nie jest mój ideał. Jakiś taki niski, roztyty, strasznie ograniczony człowiek. Ciężko haruje ze swoim ojcem, żeby gospodarstwo jakoś działało, ale to mi do szczęścia nie wystarczy. Ale dla nich to idealna sytuacja – w jednym domu wolna dziewczyna, w drugim chłopak, więc musi być ślub.

Z czasem było coraz gorzej. Nawet mnie to rozśmieszyło, kiedy matka wymyśliła, żebym poszła z nim na studniówkę. Miała dosyć moich narzekań, że pójdę sama, bo żadnego fajnego chłopaka nigdzie tu nie ma. Jak to ona, wzięła sprawy w swoje ręce i zaprosiła go w moim imieniu. Myślałam, że to jakieś żarty i byłam już nastawiona na to, że idę bez partnera. Zdarza się. Ale tego dnia on przyszedł do nas odświętnie ubrany i razem pojechaliśmy do szkoły. Myślałam, że spalę się ze wstydu, bo on taki niewyjściowy. Na dodatek w za dużej marynarce.

Nie bawiłam się dobrze, bo on siedział cały czas za stołem i po kryjomu rozlewał wódkę. Tak się zaczyna. Wiem, że i jego ojciec lubi sobie czasem walnąć coś mocniejszego. I to on jest zdaniem rodziców idealnym kandydatem na mojego męża.

ślub

Próbował mnie przekonywać, że przecież niczego nie będzie nam brakowało. Dwa domy przepisane na nas, dwa gospodarstwa, przy których można zatrudnić ludzi. Ja będę tylko leżała i pachniała, a jak przyjdzie dobry moment, to urodzę dzieci. Im też będzie dobrze, bo będą pochodzić z dobrej i zaradnej rodziny. Kiedyś przejmą to wszystko. On mówi dokładnie to samo, co mój ojciec, czyli sprawa jest już poważna. Knują za moimi plecami!

Namawia tego chłopaka, żeby mi się zaraz oświadczył. Jak się nie zgodzę, to ma przeczekać i wreszcie zmięknę. Ślub w przyszłym roku, a pierwsze dziecko zaraz potem, bo przecież muszę rodzić, póki jestem młoda. Oni już wszystko ustalili, a ja mogę tylko siedzieć cicho i czekać nie wiem na co. Nie mam nikogo w mieście, żeby się stąd wyrwać, pracy też nie ma innej, niż na gospodarstwie. Oni nie przyłożą do tego ręki, bo mam zostać tu, gdzie moje miejsce i gdzie niczego mi nie brakuje.

 

ślub

Tak naprawdę, to wcale ich nie interesuje, że jest wyjątkowo mało urodziwy. Sięga mi do ramion, brzuch ma coraz większy, zrośnięte brwi, zniszczone ręce. Nie dałybyście za niego złamanego grosza. Mówi gwarą, chociaż to już się u nas prawie nie zdarza, co niedzielę biegnie pierwszy do kościoła, a każdy wie, że daleko mu do świętości. Dla nich jest ideałem i koniec. Nie interesuje ich, co sobą reprezentuje. Wystarczy, że jest synem sąsiadów i mu się podobam. Ja nie mam zbyt dużo do powiedzenia, bo trzeba zadbać o „dziedzictwo”.

Za tym wielkim słowem kryje się nasz dom i gospodarstwo. Ojciec zawsze mówił, że nie po to tak ciężko pracuje, żebym ja to kiedyś sprzedała i uciekła do miasta. Zięć, który zna się na rzeczy, zagwarantuje, że ojcowizna zostanie w słusznych rękach. On już nawet ma z sąsiadem konkretny plan. Domy się ze sobą połączy, tak jak obydwa gospodarstwa. Dla żartów mówi, że zostanę królową wsi, nikt więcej nie będzie miał. Jakoś mnie to nie przekonuje. Wcześniej traktowałam to jako żarty, ale to są coraz poważniejsze plany.

Nie mam prawa się sprzeciwiać. „Nie znalazłaś sobie sama, to teraz nie narzekaj” - słyszę tylko. Przecież to jest nienormalne!

ślub

Nie zapowiadało się na to. Przez długie lata miałam pełną swobodę i dzisiaj żałuję, że z niej nie skorzystałam. Ale co miałam zrobić? We wsi aż tylu kawalerów nie ma, a co jeden, to gorszy. Mogę się związać z rolnikiem, honor mi w tym nie przeszkadza, ale niech on coś sobą reprezentuje! Nie tylko praca w polu, disco polo, tłuste jedzenie i gorzała po wszystkim. Jeśli ma to być rolnik, to nowoczesny i z olejem w głowie. Nie doczekałam się. Był jeden kandydat, ale wszystko się popsuło i już go nie ma. Z perspektywy czasu widzę, że tu też winni byli rodzice.

Byłam w nim naprawdę zakochana, ale na każdym kroku słyszałam, że to jakaś oferma. „Ten chłopak zginie, bo nic nie potrafi” - mówił mi ojciec. „Co to za chłop, jak ciężkiej pracy się boi?” - słyszałam od matki. Oczywiście to nieprawda, bo on był taki sam, jak wszyscy tutaj. Wiedział, że trzeba się napracować i jak to wszystko wygląda. Ale czytał też dużo książek, planował studia, może nawet przeprowadzkę do miasta. A ja głupia, zamiast postawić na swoim, to pozwoliłam im zniszczyć ten związek.

Oni nie chcą, żebym była szczęśliwa z chłopakiem. Wystarczy, że on zajmie się gospodarstwem. Najlepiej już teraz, bo oni chcieliby wreszcie sobie odpocząć na stare lata.

ślub

Właśnie, że brakuje. Normalności mi brakuje, bo dwie rodziny już się zmówiły, jak ma wyglądać moją przyszłość. I wiecie czego najbardziej się boję? Że wreszcie będę miała wszystkiego dosyć, stracę nadzieję na życie po swojemu i naprawdę zmięknę. Oni dopną swego i zostanę królową wsi z mężem, który mi się nawet nie podoba i dwoma gospodarstwami.

Nie wiem, gdzie mam szukać ratunku, póki nie jest za późno.

Renata

Komentarze (78)

Ocena: 4.82 / 5
MalGanis (Ocena: 1) 04.08.2017 13:28
Co ona chce. Aranżowane małżeństwa są bardziej udane niż te z tzw. "miłości" która znika po pierwszych 3 latach związku. Poza tym aranżowane małżeństwa rozwiązują wiele problemów. na przykład wiele kobiet nie wie czego chce, tak dostają i już wiedzą :). Ja chciałbym aby rodzina mi zaaranżowała małżeństwo, ale nikt się nie kwapi. Kobieto bierz syna sąsiada jak ci go dają, zobaczysz za ok 3 lata będziesz go "kochać".
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 10.02.2015 02:03
Jeśli to prawda...Laska spir.zepszaj jak najdalej, jakaś normalna rodzina, ciotka, wujek, a może kuzynka - bo to chore.
odpowiedz
Blaugran (Ocena: 5) 06.09.2014 03:56
Teraz już jestem pewien, że ktoś z redakcji to pisze. Fakt ktoś pomylił? Czy Super Ekspres? Życie na wsi tak nie wygląda. W żadnym k...wa CALU. W żadnym. Nikt nie swata względem dóbr materialnych. Rolnik to nie tylko gorzała, disco polo i tłuste jedzenie. Ktoś tak generalizuje, że się niedobrze robi... Powiedzenie, że ludzie ze wsi praktycznie nie czytają książek i nie mają ambicji by pójść na porządne studia to potwarz. Ale największą komedią jest ten cytat "Sięga mi do ramion, brzuch ma coraz większy, zrośnięte brwi, zniszczone ręce. Nie dałybyście za niego złamanego grosza. Mówi gwarą, chociaż to już się u nas prawie nie zdarza, co niedzielę biegnie pierwszy do kościoła". Całkowicie stereotypowe potraktowanie człowieka ze wsi. Takiego typowego wsioka. Droga redakcjo. Odezwijcie się. Też lubię pisać. Wstrzeliłbym się w takie historie za odpowiednie wynagrodzenie. Odezwijcie się a maila podrzucę..
odpowiedz
24 (Ocena: 5) 06.08.2014 02:11
powiedz rodzicom,ze to nie sredniowiecze,a jak beda ci kazac wyjsc za kogokolwiek to ich wysmiej i odpowiedz ze prawo jest po twojej stronie ;)
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 23.07.2014 23:07
chyba żartujesz? dziewczyno jesteś dorosła, więc weź im wreszcie dosadnie powiedz co o tym wszystkim myślisz i że NIE BĘDZIESZ BRAĆ ŚLUBU Z ŻADNYM CHŁOPAKIEM Z SĄSIEDZTWA! DOOSADNIE! czaisz? dosadnie! dajesz sobą manipulować, a przecież masz chyba swój rozum? to że są to Twoi rodzice nie daje im prawa do decydowania o Twoim życiu... pakuj się i w świat! to są Twoi rodzice... powinni uszanować Twoje zdanie. Jeśli tego nie robią, to dlaczego nic z tym nie zrobisz?
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo