LIST: „Żal mi koleżanek. W necie udają modne i popularne, a w realu są nikim!”

Weronika twierdzi, że w Internecie kreujemy swój nieprawdziwy wizerunek.
LIST: „Żal mi koleżanek. W necie udają modne i popularne, a w realu są nikim!”
15.06.2014

Droga Redakcjo!

Mam 17 lat, wydaje mi się, że jestem zwykłą nastolatką, ale chyba nie do końca. Zupełnie nie rozumiem tego, co moje rówieśnice wyprawiają w Internecie. Nigdy nie przejmowałam się Facebookiem, Instagramem, Naszą Klasą i podobnymi rzeczami. Mam własne profile, ale pokazuję tam prawdziwą siebie. Nikogo nie udaję, nie chcę się kreować, nie pokazuję innego życia, niż mam w rzeczywistości. One zupełnie straciły kontakt z rzeczywistością i tego typu portale nie służą im do kontaktowania się z innymi, ale ohydnego lansowania się.

Zanim zaczęłam pisać ten list, pomyślałam sobie – dziewczyno, co cię to obchodzi. Daj żyć innym, jak tylko chcą, nie przejmuj się głupotami, bo i tak niczego i nikogo nie zmienisz. Ale doszłam do wniosku, że chyba lepiej się na ten temat wypowiedzieć. Może któraś z Czytelniczek zauważy podobne objawy u siebie i przestanie robić z siebie pośmiewisko.

Nie mam nic przeciwko temu, żeby się udzielać w necie. Wrzucać fotki, posty, dodawać znajomych, ale niech to będzie naturalne, a nie nastawione na zwiększanie „popularności”. Niektórym się wydaje, że jeśli są rozchwytywani w sieci, to znaczy, że są kimś. Przykro mi to mówić, ale to nie tak działa! Podam przykład mojej koleżanki, która jest najlepszym tego przykładem...

 

przyjaciółki

To jest zwykłe rozdwojenie jaźni. Jestem pewna, że gdybym zaprosiła ją na prawdziwą imprezę, to powiedziałaby, że nie może. Rodzice zabraniają, ma dużo nauki itd. Gdybym ją poznała z jakimś chłopakiem, to spaliłaby się ze wstydu i nie powiedziała ani słowa. Ale w necie błyszczy jak gwiazda i to jej wystarcza.

Z jednej strony chce mi się śmiać, ale z drugiej – raczej płakać. Wolę być normalną i otwartą dziewczyną na co dzień, niż jakąś wymyśloną postacią z Internetu. Wam też to radzę.

Weronika

przyjaciółki

Profil założyła jakieś 2 miesiące temu, a już ma ponad 4 tysiące obserwatorów. Nie dziwi mnie to, bo przy każdej fotce dodaje tagi w stylu #followme albo #follow4follow, czyli to zwykłe żebranie o polubienia. Kilka pierwszych zdjęć... Na jednym nie widać jej twarzy, bo kadr skierowany jest na jej piersi. Nie przypuszczałam, że ma takie duże. Chyba je wypchała, albo poprawiła w Photoshopie. Na drugim smutna twarz, ale tak wymalowana, że trudno ją rozpoznać. Na innym odwrócona, ale z butelką whisky w ręce. Na jeszcze innym w lustrze w pięknej sukience, ale wiem, że to nie jej kiecka. Zrobiła je w przymierzalni sklepu.

Przy wszystkich tagi w stylu #party, #sexy i w ogóle żenada. Te jej „party” to zazwyczaj na działce z rodzicami. Ona udaje kogoś, kim kompletnie nie jest. Na tych zdjęciach to przebojowa imprezowiczka. Zbuntowana i wyzywająca. W rzeczywistości jest aż za spokojna. Boi się odezwać do obcych ludzi, w szkole mało kto ją zauważa. No, ale w necie może błyszczeć i udawać, że jest inaczej. Jak na to patrzę, to jest mi jej po prostu żal.

Odkryłam też, że ma profil na Asku (ask.fm – serwis społecznościowy, w którym użytkownicy zadają sobie pytania – przyp. red.). Tym się jeszcze nie chwaliła i wcale mnie to nie dziwi. Nie ma czym.

przyjaciółki

Nie znam się na tym, ale tam też tysiące obserwatorów, ciągle nowe pytania, jakieś serduszka, przypinki itd. Jak to odkryłam, to czytałam, czytałam i nie mogłam uwierzyć, jakie bzdury ona wciska ludziom. Z jej odpowiedzi wynika, że nie interesuje ją szkoła, bo ta jest dla mięczaków. Ciągle imprezuje, zmienia chłopaków i oczywiście nie jest dziewicą. Mnie mówiła co innego. Co drugi wpis jest o facetach i seksie, więc ona ma chyba jakąś obsesję. W realu tego nie ma, więc chociaż tam sobie poszaleje...

Dowiedziałam się też, że słucha alternatywnego rocka, bo taka jest niegrzeczna. Pamiętam, że jeszcze kilka miesięcy temu kochała One Direction, więc szybko się to zmieniło. Nie chcę tak tego nazywać, ale wszystko co robi w necie to jest jedno wielkie kłamstwo. Ona się kreuje na kogoś, kim nie jest. Odważna dziewczyna z sieci to tak naprawdę nieśmiała uczennica z dobrego domu, której każdy dzień wygląda tak samo. Chłopaków i imprezy to ma, ale chyba w snach.

 

przyjaciółki

Karolina jest w moim wieku, chodzimy razem do klasy. Znam ją od zawsze, bo już w podstawówce trzymałyśmy się razem. Spokojna, grzeczna i niewyróżniająca się dziewczyna. Ludzie, którzy ją znają osobiście, wiedzą, że trudno ją nazwać duszą towarzystwa. Całkiem dobrze się uczy, chodzi na zajęcia taneczne, ale poza tym niewiele się u niej dzieje. Ze szkoły wraca do domu, czasami spotyka się z koleżankami, nie ma chłopaka, rodzice raczej krótko ją trzymają. Jak większość, bo sama dobrze wiem, że trudno w pełni ufać komuś w tym wieku.

Nigdy nie usłyszałam, żeby powiedziała jakieś brzydkie słowo. Nigdy nie widziałam jej z alkoholem albo papierosem. Nigdy z nikim się przy mnie nie obściskiwała. Jest raczej nieśmiała. Jej jedyne rozrywki to te tańce, koleżanki z klasy i wyjazdy z rodzicami na działkę. Czy to źle? Na pewno nie dla mnie. Sama nie za bardzo się od niej różnię. Nie imponują mi te wszystkie szkolne gwiazdy, które na siłę szukają poklasku.

A jak przedstawia się w Internecie? Gdybyście zobaczyły, co dodaje, to można pomyśleć, że to wulgarna imprezowiczka z tysiącami znajomych. Nie słucha rodziców i robi, co chce. Ale to tylko ściema!

przyjaciółki

Właśnie oglądam jej profil na Facebooku. Ja mam ok. 120 znajomych. Wszystkich znam lub znałam osobiście. Ludzie z osiedla, klasy, szkoły, kilka osób z rodziny. Wiecie ile ona ich ma? Na ten moment 1187!!! Skąd ich się tylu wzięło? Nie za bardzo wiem, ale większości w ogóle nie kojarzę. To dziwne, bo przecież znamy się od lat i nie mieszkamy znowu w aż tak wielkim mieście. Pewnie to znajomi tylko z Internetu. Widziałam kiedyś taką grupę na której ludzie w naszym wieku proszą o dodawanie siebie do znajomych. Żeby liczba była jak największa.

Po co mieć ich tylu i do tego nieznanych? Tego nie pojmuję. Na zdjęciu profilowym zdjęcie obrobione tak, że trudno ją rozpoznać. Grzywka na twarz, dzióbek, jakieś kolorowe filtry. Wygląda bardzo zadziornie, czego nie można powiedzieć o tym, jak prezentuje się w rzeczywistości. Zdjęć dodaje sporo. Do tego ciągle jakieś posty po angielsku, czyli skopiowane teksty piosenek. Tylko, że ja wiem, jakie ona ma problemy z tym językiem. Nie wiem, czy będzie miała chociaż 3 na świadectwie.

To oczywiście nie koniec jej aktywności w Internecie, bo najwięcej wrzuca na Instagram. Tam się dopiero dzieje...

przyjaciółki

Nie piszę tego, żeby się na kimś wyżyć. Niczego jej nie zazdroszczę. Tylko, że ona nie jest jedyna i w ten sposób żyje coraz więcej młodych dziewczyn. Odgrywamy coraz dziwniejsze role. Wystarczy, że lubią nas w necie. Przecież to jest jeden wielki fałsz.

Jeśli spojrzeć na profile moich rówieśnic, albo jeszcze młodszych dziewczyn, to wszystkie są takie alternatywne, odważne i dorosłe. Problem w tym, że na co dzień wstydzą się wszystkich i wszystkiego. Na Facebooku tysiące znajomych, a w realu nie rozmawiają z więcej, niż kilkoma. Ze zdjęć wynika, że imprezują, chleją, palą, a tak naprawdę całymi dniami siedzą w domu z rodzicami. Do czego to ma prowadzić? Sama robiłam w życiu różne głupie rzeczy, ale tego nie potrafię zrozumieć.

 

Komentarze (74)

Ocena: 4.57 / 5
Anonim (Ocena: 5) 08.06.2015 18:20
Super lecz ciupine dziwne
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.06.2015 18:18
Trochę dziwne
odpowiedz
oliqq (Ocena: 5) 26.06.2014 00:26
TAK BARDZO CIĘ ROZUMIEM
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 19.06.2014 07:56
jeszcze autorka zapomniała wspomnieć o robieniu z siebie modelek - nagle wszystkie są superszczupłe, długie nogi, talie osy, wielkie biusty i buźki księżniczek. szkoda że w realu to spore babki o figurze klocka i twarzą chomika.
odpowiedz
ANONIM (Ocena: 5) 18.06.2014 16:06
ZAZDROSNA PIONDA
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo