LIST: „Pracuję w sklepie odzieżowym. Młode klientki zachowują się jak bydło!”

Paulina uważa, że nastolatki nie mają w sobie za grosz kultury.
LIST: „Pracuję w sklepie odzieżowym. Młode klientki zachowują się jak bydło!”
11.06.2014

Szanowna Redakcjo...

Postanowiłam zabrać głos, chociaż wiem, że większego skutku to nie przyniesie. Gdyby chociaż jednej osobie otworzyły się w tym momencie oczy, to byłabym zadowolona. Otóż, chodzi o zachowanie Polaków w sklepach. Zwłaszcza tych, w których można kupić odzież, bo w takim pracuję od 2 lat. Wiadomo, że sieciówka to nie jest ekskluzywny salon, w którym wszystko zawsze wygląda idealnie, ale uwierzcie mi – gdyby klienci nie zachowywaliby się jak świnie, to byłoby całkiem podobnie. No, ale niestety, coś w nich wstępuje i w jednym miejscu potrafią pokazać klasę, a w drugim nie znają żadnego umiaru.

Dotyczy to traktowania towaru, który po całym dniu wygląda jak wyjęty wprost z ciucholandu oraz personelu, który zdaniem niektórych nie zasługuje na szacunek. Jeśli pracujesz w sklepie z ubraniami, to znaczy, że jesteś gorsza. Można ci powiedzieć wszystko i potraktować jak służącą. Codziennie wracając do domu czuję się nie tylko zmęczona, ale też upodlona. Muszę się uśmiechać i przytakiwać, a najchętniej wykrzyczałabym głośno – LUDZIE, CO SIĘ Z WAMI DZIEJE?!

Nie wiem skąd to się bierze, ale w sklepie z ludzi wychodzi wszystko, co najgorsze. Niektórzy pewnie są grzeczni i porządni, nie pyskują, utrzymują dom w porządku, a tutaj wydaje im się, że mogą wszystko. Najgorsze są młode dziewczyny. One czują się jak wielkie panie!

 

ubrania

Czy one naprawdę czują się lepiej, kiedy chociaż w sklepie mogą sobie porządzić? Dlaczego nie biorą pod uwagę, że jestem tu tylko pracownikiem, zarabiam niewiele i wypadałoby mnie chociaż w minimalnym stopniu szanować? Skąd się bierze to nieokrzesanie? Naprawdę życzę im tego, żeby kiedyś trafiły do pracy w takim miejscu. Wtedy zrozumieją, co to znaczy.

Zachęcam wszystkie Czytelniczki do lepszego zachowania. Sklep z ciuchami to nie jest miejsce, w którym powinno się wyładowywać frustracje i kompleksy. Jeśli chcemy, żeby starsi patrzyli na nas łaskawszym okiem, to zacznijmy od szacunku do swoich rówieśników.

Paulina

ubrania

Zacznę od tego, jak takie dziewczyny odnoszą się do personelu. Zazwyczaj jestem w sklepie z jedną lub dwiema innymi sprzedawczyniami. Zajmujemy się dosłownie wszystkim. Układamy ciuchy, niektóre musimy wyprasować, zabieramy spod przebieralni to, na co klienci się nie zdecydowali i rozwieszamy ponownie na sali, stoimy za kasą, przyjmujemy towar itd. Po prostu wszystko. W czasie całej dniówki bywa i tak, że nie mam nawet 15 spokojnych minut, żeby coś zjeść i wypić. Tymczasem wielkie panie traktują mnie z góry jak nieroba, który tylko siedzi i pachnie. Zupełnie normalne jest zwracanie się do nas bezosobowo. Zdarzają się prośby, które zaczynają się od „ej, podejdź tu” albo „może byś podeszła?”.

Muszę się bardzo kontrolować, żeby nie odpowiedzieć „ej, sama tu podejdź” albo „może byś się nauczyła kultury?”. Tu nie chodzi o mój brak kultury. Człowiek po całym dniu takich odzywek chętnie zachowałby się w ten sam sposób, co nieokrzesani klienci. Oczywiście nie mogę, więc latam w tą i z powrotem jak jakaś służąca, a 16-letnie koleżanki traktują mnie jak śmiecia. Mam wrażenie, że one tak chodzą od sklepu do sklepu, żeby poczuć się lepiej od sprzedawców. Mogą mówić, co im ślina na język przyniesie, bo wiedzą, że musimy siedzieć cicho i na wszystko przytakiwać.

ubrania

Uwielbiam starszych klientów, którzy przychodzą do nas uśmiechem. Zawsze odpowiadają na dzień dobry, a nawet sami zaczynają wizytę od przywitania. Mają do nas wiele szacunku, ciągle powtarzają, że „proszą”, że „jeśli to nie będzie kłopot”, że „pani jest taka sprytna i pomocna”. Im młodsza paniusia, tym mniejsza szansa na ludzkie traktowanie. A praktycznie brak szans. Ktoś taki wchodzi naburmuszony, nigdy nie odpowiada na dzień dobry, a na pytanie, w czym mogę pomóc, słyszę różne odpowiedzi. Najczęściej, że nic ode mnie nie chcą i tylko patrzą, ale zdarzył się np. tekst, że powinnam dać jej spokój. Robię to z ogromną przyjemnością, bo z takim chamstwem nie chcę dłużej obcować. Ale co mi z tego, skoro potem i tak tracę przez nią nerwy.

Młode dziewczyny traktują sklep z ubraniami jak swój pokój. Przyjdzie, wyjmie z szafy wszystko, rzuci na ziemię i mama posprząta. Po 2 latach spędzonych w tym miejscu jestem w stanie ocenić, czy ktoś przyszedł na zakupy, a kto tylko zabija nudę. W tym drugim przypadku klientka potrafi spędzić u nas 20-30 minut, doprowadzając sklep do ruiny. Przejdzie, potrąci stojak i zrzuci kilka ubrań na wieszakach? Niech sobie leżą. Przecież nie będzie się schylać. Potem dalsza część buszowania. Przekłada wieszaki z jednego miejsca w drugie, a tam gdzie ubrania leżą na półkach, wywala je wszystkie, żeby sobie popatrzyć. Wyciąga ładnie złożony sweter i rzuca go gdzieś obok jak szmatę.

ubrania

Dla niektórych to za mała rozrywka. Wtedy decydują się wziąć jak najwięcej rzeczy do przymierzalni. W większości nie mają pieniędzy, żeby coś rzeczywiście kupić, ale przynajmniej się pobawią. Wiele razy słyszałam dźwięk aparatu w telefonie, więc pewnie o to chodzi. Przebierają się w ciuchy, na które ich nie stać, pstrykają fotki i wrzucają na Facebooka. Po pół godziny wychodzą i zostawiają nas z tym burdelem. Nawet nie chce im się odwiesić tych rzeczy na specjalny wieszak obok przebieralni. Wszystko zostaje w kabinie. Bywa, że na ziemi. Na odchodne zdarza się usłyszeć, że mamy tu straszną biedę i szkoda pieniędzy na takie szmaty. Potem patrzę, w czym taka dama do nas przyszła i raczej nie jest to ekskluzywna odzież... Tak nerwowo reagują, kiedy coś im się podoba, ale nie mogą tego kupić.

Żebyście zobaczyły, co się dzieje z tymi ubraniami, które zostają po nich w przebieralniach. Tu już nie chodzi o to, że są wymięte jak szmaty i trzeba to posprzątać. Zdarzają się pourywane metki, a co drugi kołnierzyk wysmarowany jest jakimś tanim podkładem albo tuszem do rzęs. Wiele fajnych rzeczy w ten sposób trafiło do kosza, a personel miał przez to problemy. Nie mam prawa tego sprawdzić w danym momencie, więc co się dziwić. Klasa człowieka wychodzi właśnie w momencie, kiedy wie, że nikt go nie widzi. Wtedy zachowuje się dokładnie tak, jak czuje. Jeśli ubrania mierzy 40-latka to coś takiego nigdy się nie zdarza. Nastolatka – prawie zawsze.

ubrania

Nie wiem skąd się bierze takie chamstwo i to zwłaszcza wśród młodych dziewczyn. Przecież one urodziły się w wolnym kraju, gdzie takie sklepy są na każdym kroku. Nie muszą odreagowywać swoich kompleksów. Mogłabym zrozumieć 50-latka, który pierwszy raz widzi na oczy tyle towaru i z wrażenia wszystko rozrzuca po podłodze, ale nastolatka... Błagam. Już nawet nie o ten burdel chodzi, ale wystarczyłoby się jakoś zachowywać. Nie wrzeszczeć na sprzedawców, mówić dzień dobry, dziękować za pomoc. A nie tylko ej, daj, chodź tu, ale syf. Wielkie miastowe damy, które szaleją za kieszonkowe od rodziców.

Sama kilka lat temu byłam w ich wieku, ale nie przyszło mi do głowy, żeby chodzić po sklepach i nękać niewinnych ludzi. Jak coś brałam, to odkładałam. Jak szukałam rozmiaru, to PROSIŁAM o pomoc. Potrafiłam się uśmiechnąć, podziękować, pożegnać, kiedy wychodziłam. Nie zabierałam do przymierzalni 50 rzeczy, żeby tylko zrobić burdel. Zaczynam brzmieć jak stary zgred, ale dopiero w tej pracy zrozumiałam, jaka jest dzisiejsza młodzież. Potrafią tylko żądać i rozkazywać. Żadnych ludzkich uczuć.

 

ubrania

Czymś zupełnie normalnym dla takich dziewczyn jest obarczanie odpowiedzialnością za wszystko sprzedawców. Chyba nie zdają sobie sprawy, że to nie my szyjemy te ubrania, nie my wybieramy wzory, nie mamy wpływu na rozmiary, a nawet na dostępność towaru. O wszystkim decyduje firma i nasi przełożeni. Tymczasem, codziennie wysłuchuję, że „ten syf rozpada się w rękach”, dyskryminujemy pełniejsze dziewczyny, bo wszystkie spodnie są wąskie (np. obcisłe rurki), jest za drogo, niczego nie można znaleźć itd.

My naprawdę robimy wszystko, żeby było jak najlepiej, bo zależy nam na rentowności sklepu, w którym pracujemy. Niektórych rzeczy po prostu nie przeskoczymy. No, ale lepiej wyżyć się na nas, niż złożyć sensowną reklamację, albo skontaktować się z odpowiednim działem firmy w Warszawie.

 

Komentarze (164)

Ocena: 4.88 / 5
gość (Ocena: 5) 16.07.2016 02:54
Czytając to czuję po prostu wszystko! Złość na takie okropne i niewychowane osoby, smutek i współczucie dla Pani Pauliny i wstyd, że moje rówieśniczki mogą być zdolne do takich rzeczy :( Sama mam 16 lat i nie wyobrażam sobie takiego zachowania. Wręcz przeciwnie - zawsze zastanawiam się, czy nie powiedziałam czegoś niewłaściwego, czy nie zrobiłam kłopotu przymierzając dane ubranie itp. Zakupy to dla mnie prawdziwy horror, bo zawsze boję się, czy kogoś przez przypadek nie uraziłam :P
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 13.07.2014 23:51
Witam, jak najbardziej zgadzam się z autorką. Pracuję w sklepie odzieżowym w Poznaniu i przyznam, że nie spodziewałam się tego, że taka praca może być bardzo męcząca. Większość ludzi pisze tutaj, że to nasza praca, że za to nam płacą itp. Przyjmijmy więc, że mam w domu sprzątaczkę, i jest ona dla mnie obcą osobą, czy myślicie, że nagle zamiast wyrzucać śmieci do kosza rzucałabym jej pod nogi? Oczywiście, że nie, bo mimo, że jej nie znam to mam szacunek do niej i jej pracy. To, że pracownicy sklepów są na miejscu żeby układać towar i sprzątać to nie znaczy, że musicie "rzucać nam śmieci pod nogi". Rozumiem, że jeśli pracownik sklepu jest opryskliwy lub "mierzy" klientów to sam sobie szkodzi, więc ja zawsze staram się byc miła i uśmiechnięta, niestety i tak bardzo często mi się obrywa, np. za to, że ubrania są zniszczone lub za to, że na sklepie jest bałagan i nie da się niczego znaleźć, LUDZIE PRZECIEŻ JA NIE CHODZĘ PO SKLEPIE I NIE ZRZUCAM UBRAŃ ZE STOŁÓW CZY WIESZAKÓW! Sytuacji gdzie ktoś we mnie rzucił ubraniami lub obrażał mnie nawet nie zlicze. Więc teraz taki mały apel: jeśli nie wiesz gdzie coś wisiało lub nie masz czasu żeby coś odwiesić podejdź i powiedz zamiast rzucać byle jak i byle gdzie, nie miej pretensji do pracowników jeśli ubrania są podarte lub brudne bo to nie nasza wina,i jeśli nie masz szacunku do ludzi, nie oczekuj, że inni będą mieli go do ciebie. Pozdrawiam :)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 21.06.2014 14:18
Po prostu mi przykro, czytając takie wypowiedzi, bo właśnie przez takie osoby cała młodzież ma podobną opinię wśród wielu ludzi. Sama mam 17 lat, ale chodzę klasę wyżej od moich rówieśników, mimo, że jesteśmy w tym samym wieku mam wrażenie, że dzieli nas intelektualna i kulturowa przepaść, bo te dzieciaki zachowują się tak wszędzie! Nieraz zauważyłam znajome osoby, kiedy sama byłam na zakupach ze starszymi koleżankami - wpadają do sklepu, drąc się wniebogłosy tak, że trudno skupić się na oglądanych ubraniach, a nie na nich. Wszystko poprzekładają tak, że potem trzeba szukać innego rozmiaru po drugiej stronie sklepu, bo kiedy takie bydło pustoszy sklep co 10 minut, to trudno pracownikom nadążyć ze sprzątaniem. Z jednej strony nic dziwnego, że sprzedawcy są wiecznie skwaszeni i niezadowoleni, kiedy takie "swagi" myślą, że wszystko im wolno. Nicy to rozumiem, ale z drugiej strony trochę mi głupio, kiedy podchodzę do lady, żeby coś kupić, a w odpowiedzi na mój uśmiech i "dzień dobry", widzę wzrok mówiący "kolejna gówniara". Wiem, że takie dzieciaki potrafią być męczące, ale byłoby miło, gdyby kasjerki odróżniały od nich tych młodych ludzi, którzy faktycznie mają do nich szacunek. Ostatnio wchodząc z babcią do Mohito w nowych butach zapiszczały bramki, sprzedawczyni podeszła, zmierzyła nas wzrokiem i po prostu nas wyrzuciła - to naprawdę nie zachęca do zakupów, a to oznacza utratę klientów.
odpowiedz
Co? (Ocena: 5) 20.06.2014 19:08
W którym momencie autorka napisała "wszystkie młode dziewczyny"? Też jestem młodą dziewczyną i nie poczułam się urażona, wręcz przeciwnie, doskonale to rozumiem, mimo, że w sklepie takim nigdy nie pracowałam i nigdy nie zamierzałam/nie zamierzam, bo bym nie wytrzymała tego wszystkiego. Nigdy też nie spotkałam się z niemiłą ekspedientką, ale to już inna sprawa. To, że pilnują, to zapewne też należy do ich obowiązków.
odpowiedz
nastolatka (Ocena: 5) 19.06.2014 15:11
Osobiście poczułam się urażona czytając tak ogromną ilość brudów rzucanych na młode dziewczyny. Czemu autorka listu przykleja obraz bałaganiar i "damulek" wszystkim dziewczynom? Nie każda młoda dziewczyna wchodząc do sklepu robi tam bałagan, urywa metki, nie szanuje sprzedawców. Wiele razy spotkałam się ze złym traktowaniem przez ekspedientki, które oczekują szacunku a nas, młode dziewczyny traktują jak gówniary, które nic nie kupią, więc mogą je obrażać albo chodzić za nimi krok w krok bo "przecież widać że chce coś ukraść"..
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo