LIST: „Przez własną głupotę nie zdam do następnej klasy. Rodzice mnie zabiją!”

Monika nie ma złudzeń - będzie musiała powtarzać rok. Nikomu nie powiedziała o swoich problemach.
LIST: „Przez własną głupotę nie zdam do następnej klasy. Rodzice mnie zabiją!”
28.05.2014

Szanowna Redakcjo...

Nie wiem czy kogoś interesują cudze porażki, ale jestem w takiej sytuacji, że nie wiem co robić. Nigdy nie byłam wybitną uczennicą, ale jakąś najgorszą to też nie. Średnia w okolicach 4,0 – często nawet trochę ponad. Najgorsza w życiu to chyba 3,5 i do dzisiaj się tego wstydzę. Ale jaka by nie była, to zagrożeń i dwój na świadectwie nie miałam w żadnej klasie. Tylko raz groziła mi taka ocena z matematyki, ale spanikowałam i wreszcie się wybroniłam na 3. Teraz już nie mam jak się bronić, bo nauczyciele nie chcą ze mną rozmawiać.

Zupełnie zawaliłam dwa przedmioty. Głupio myślałam, że pod koniec roku to odkręcę. Moje kłopoty zaczęły się na początku tego semestru. Najpierw kiepsko mi szło, bo z matematyki dostałam 1 z pierwszego sprawdzianu i dwie takie same osoby z biologii (nie nauczyłam się, więc nic nie napisałam, a potem nauczycielka mnie wzięła z zaskoczenia do poprawy). Później zachorowałam i nie było mnie w szkole prawie miesiąc. Zapalenie płuc itd.

Najgorsze dla mnie przedmioty, coraz większe zaległości i tak jakoś poszło. Ślizgałam się na dwójach i jedynkach. Na ostatnie sprawdziany nawet nie poszłam, bo wiedziałam, jak to się skończy. No i wyszłam nie tylko na nieuka, ale nauczyciele zauważyli też, że się migam. Nie da się już z nimi rozmawiać i prawdopodobnie skończę z dwoma niedostatecznymi i będę musiała powtarzać klasę.

 

uczennice

Mam tylko nadzieję, że moja psychika to jakoś wytrzyma. Nigdy nie miałam jakichś strasznych myśli, ale to mnie chyba do końca dobije. Nie mogę liczyć na to, że ktoś mnie zrozumie i będzie mi współczuł. Ja sama siebie nie rozumiem, bo doprowadzić do takiej sytuacji, to naprawdę spora sztuka. Nie tylko czuję się jak idiotka. Ja naprawdę muszę być skończonym kretynem.

Boję się, że teraz już wszystko sobie odpuszczę i nic ze mnie nie będzie. Skąd mam wziąć siłę? Jeszcze na początku roku zależało mi na przyszłości, a tu się okazuje, że muszę zacząć wszystko od nowa.

Może ja się nie nadaję do liceum i w ogóle do nauki? Jest mi wstyd i już tym bardziej nic mi się nie chce. Chciałabym się obudzić z tego snu, ale to wszystko jest niestety coraz bardziej prawdziwe.

Monika

uczennice

Rodzice wiedzą tylko o moich kłopotach na początku semestru i nie zdają sobie sprawy, że to takie poważne. Już myślą o mojej maturze za 2 lata, a tu się okaże, że poczekam na to rok dłużej... O wywiadówce w marcu powiedziałam, ale na majową już nikt nie poszedł. Powiedziałam, że zapomniałam, a tak naprawdę dobrze znałam termin. Modliłam się, żeby jakoś się o tym nie dowiedzieli. Moja wychowawczyni jeszcze o niczym im nie mówiła.

Nie mam łatwego charakteru, bo się bardzo zawzięłam. Dobrze wiem, że zawaliłam sprawę, niczego nie potrafię i nie powinni mi zaliczyć tych przedmiotów. Każdy na moim miejscu walczyłby o przetrwanie, ale ja sobie już chyba odpuściłam. Chcę być fair, bo inni musieli się męczyć, żeby zdać, a ja co? Mają mnie przepuścić z litości? Tego próbowałem tylko przez chwilę i bez żadnego skutku. Nauczyciele mają głęboko gdzieś moje tłumaczenia.

Nie chciałam nikogo o nic prosić, więc zaproponowałam, że poprawię co trzeba, żeby skończyć przynajmniej z dwóją. Z biologii wyliczyła mi 4 jedynki, więc trochę za dużo do poprawiania. Z matematyki się zgodziła, chociaż musiałam się nauczyć połowy książki. Nie dostałam nawet oceny, bo powiedziała, że dalej nic nie umiem i niepotrzebnie marnuję jej czas. Mam głowę pod gilotyną i ona za chwilę mnie dopadnie.

uczennice

Wiem, że moje koleżanki z klasy próbowały coś jeszcze robić. Podobno chodziły do tych nauczycielek, tłumaczyły mnie w jakiś głupi sposób. Nie wiem czy mam być im wdzięczna, bo podobno zrobiły ze mnie niezłą ofiarę losu. I tak nikogo to nie ruszyło, bo biolożka dobrze wie, że po prostu olałam naukę i niczego nie potrafię. Mogłam mówić na bieżąco o swoich niby problemach, a ona nie robiłaby kłopotu. Teraz po prostu w to nie wierzy. Szczerze mówiąc, to się nie dziwię.

Z matematyki próbowałam i jeszcze bardziej się pogrążyłam. Już nie wierzę, że mogę coś w tym roku zdziałać. Zawaliłam sprawę od samego początku i obudziłam się zdecydowanie za późno. Te jedynki należą mi się jak nikomu innemu i nie ma żadnych szans, żeby tego uniknąć. Sprawa jest przesądzona, a ja do dzisiaj udawałam, że nic się nie dzieje...

Nie wiem, co mam teraz zrobić. Przeraża mnie to. Nikt w mojej rodzinie nigdy nie był w takiej sytuacji. Wyjdę na zupełną idiotkę. Rodzice będą się za mnie długo wstydzić, bo nie dość, że mają głupią córkę, to jeszcze jej nie upilnowali. Będą mieli do siebie pretensję i narażę ich na ogromny stres. Nie mówię nawet o sobie.

uczennice

Dopiero teraz wiem, jaki to jest potworny wstyd. Wydaje mi się, że rodzice już na zawsze stracą do mnie zaufanie, a znajomi się ode mnie odsuną. Kto by się chciał zadawać z taką idiotką. Oni też może nie są wybitni, ale nigdy nie kiblowali kolejnego roku w tej samej klasie. Skoro mnie się to „udało”, to o czymś to świadczy.

 Gdybym mogła cofnąć czas, to uczyłabym się całymi dniami. Poprosiłabym rodziców, żeby mnie wysłali na korepetycje. Może, gdybym się bardzo przyłożyła, to nawet nie byłyby potrzebne. Nie zdałabym na piątki, ale dzisiaj marzę chociaż o dwójach... Dopiero niedawno zorientowałam się, że wszystko jest już przesądzone. Nie muszę walczyć o kolejne poprawki, bo ich już nie będzie. Muszę się zastanowić, jak o tym powiedzieć i jak z tym żyć.

 

uczennice

Wiem jak to się skończy w domu – dostanę szlaban na wszystko i nawet się nie dziwię. Rodzice stracą do mnie resztki zaufania i będą mnie pilnowali na każdym kroku. Moja sytuacja stanie się wstydliwą tajemnicą. Będą się bali, że to kiedyś wyjdzie i ich mądra córeczka skompromituje tym całą rodzinę. Mama będzie płakać, tata się porządnie wścieknie. Największy żal będzie o to, że nie powiedziałam o swoich problemach i oni nie mogli temu zapobiec. Dzisiaj naprawdę tego żałuję.

Niektórzy znajomi wiedzieli, że nie najlepiej mi idzie, ale chyba nikt nie wierzył w to, że nie zdam do następnej klasy. Teraz się dowiedzą i nie wiem, czy będą chcieli się ze mną zadawać. Wyszłam na najgorszą kretynkę z którą nie ma sensu się kolegować. Większość z nich jest w moim wieku. Oni będą się stresować maturą, a ja będę miała jeszcze rok. Już teraz czuję się jak jakaś upośledzona.

uczennice

Nie tak miało być. Może nie chciałam studiować matematyki, ani biologii, ale przynajmniej wszystko pozaliczać i w terminie podejść do matury. Przez matmę jakoś bym się prześlizgnęła, bo jak trzeba, to się nauczę podstaw. O resztę się nie martwiłam – z polskim i historią radzę sobie bardzo dobrze. Już przestałam się łudzić, że będę zdawała razem z całą moją klasą. Za rok znowu będę pierwszakiem i chyba spalę się ze wstydu. Będę musiała raczej zmienić szkołę.

Mam nadzieję, że jasno to ujęłam, a jeśli nie – na pewno nie zdam z dwóch przedmiotów. Nie ma już na to czasu, nauczyciele nawet nie chcą o tym słyszeć, a ja nie jestem w stanie niczego nadrobić. Jestem w sytuacji, kiedy nic nie da się zrobić. Decyzja już praktycznie zapadła i teraz tylko czekać na wystawienie świadectw. Zawiodłam wszystkich, ale nie wiem czy siebie też... Tylko ja do tego doprowadziłam.

 

Komentarze (83)

Ocena: 4.6 / 5
gość (Ocena: 5) 28.07.2017 21:22
Zostanie w pierwszej klasie nie zawsze jest tragedią. Nie raz lepiej jest powtórzyć rok. O tym kiedy jest to plusem można poczytać na http://kidini.pl/powtarzanie-pierwszej-klasy-kiedy-zostawic-dziecko-w-pierwszej-klasie/
odpowiedz
Tori (Ocena: 5) 19.06.2015 11:24
Ja mam ten sam problem dziś lezalam ten rok był okropny lezalam w szpitalu miałam nogę w gipsie teraz mam zapalenie płuc i mimo tego ze i doktor był u nauczycieli i ja i rodzice nic się nie da zrobić i nie zdam ...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 2) 03.06.2014 21:53
A poprawka w sierpniu to co? kto ten list pisał wgl. Jakaś 40-latka? na poprawce zdasz i wszystko bedzie okej. będziesz dalej w tej samej klasie, a nawet jak nie zdasz z jednego przedmiotu komisa to możesz i tak przejść do następnej klasy z jedną jedynką na świadectwie. (Ja tak przeszłam i nawet w następnym roku nic nie musiałam zaliczać) także spoko. Luzik arbuzik ;)
odpowiedz
Kochana dziewczynko (Ocena: 5) 02.06.2014 07:30
Bierz się w garść! Nie wymiguj się choroba na początku. Ja byłam w analogicznej sytuacji. Leżałam na hematologi ponad dwa miesiące i to na początku roku, gdzie tworzyły się grupy i przyjaźnie. Ja jednak zapytam, gdzie RODZICE! Bo moja mama chodziła do szkoły raz na tydzień i na weekend życzyła zeszyty. Ja przepisywałam i byłam na bieżąco z materiałem. Uczyła mnie rosyjskiego i innych przedmiotów których potrafiła. Bez wyznaczonych wywiadówek pojawiała się w szkole. Zawaliłam jednak matematykę i do dziś mam awersję do matmy, ale chodziłam na korepetycje bo mi mama dała kasę na ten cel. Bałam się ale jej powiedziałam. Też było to dość późno i w efekcie miałam "komisowy" i nie było źle. Miałam czas aby się nauczyć. Dreptaj za panią od matmy, bo chyba mniej problemu Ci sprawia niż biologia. W najgorszym wypadku pozostanie ci komis z biologi i jak dla mnie sporo czasu na naukę. Koniecznie powiedz rodzica o kłopotach. No i nadrabiaj zaległości bo jak zdasz to i tak będzie Ci ciężko w kolejnych latach, bo często nawiązuje się w liceum do poprzednich tematów. Nic innego nie powiem tylko DO ROBOTY!!! 3mam kciuki, uda się!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.06.2014 16:17
J*bnij sie w łeb
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo