LIST: „Czekam na to od lat i nic... Chyba sama mu się oświadczę!”

Myślicie, że to dobry sposób na niezdecydowanego faceta?
LIST: „Czekam na to od lat i nic... Chyba sama mu się oświadczę!”
23.03.2014

Drogie Czytelniczki...

Doskonale wiem, na co się w tym momencie narażam, ale inaczej już nie potrafię. Muszę się wygadać i bardzo liczę na radę. Chociaż nie jestem pewna, czy ktokolwiek będzie w stanie mnie zrozumieć... Z drugiej strony, sama słyszałam o kobietach, które wzięły sprawy w swoje ręce i dobrze na tym wyszły. Może nam też się uda?

Mogłabym powiedzieć, że jestem od 8 lat w szczęśliwym związku. Znajomi twierdzą, że zachowujemy się jak stare dobre małżeństwo, ale nie jest z nami aż tak źle. Wciąż iskrzy, nie narzekamy zupełnie na nic. Nadal uwielbiam z nim rozmawiać, spędzać noce lub po prostu być obok. Myślałam, że nic więcej mi do szczęścia nie trzeba, ale nie oszukujmy się... Zegar tyka, a my stoimy praktycznie w miejscu.

Lubię stabilizację, ale chyba wolałabym jej zaznać w małżeństwie. Tak, jestem trochę staroświecka, ale nie chodzi mi tylko o „zasady”. To po prostu praktyczne rozwiązanie – łączy nas coś więcej, niż sympatia, mamy wobec siebie zobowiązania, a także prawa. Teraz, gdyby któreś z nas trafiło do szpitala, to według przepisów jesteśmy dla siebie obcy. Takich przykładów jest znacznie więcej. Chcę ślubu bardziej, niż kiedykolwiek!

 

zakochana

Mam mętlik w głowie. Nie podejrzewam, żeby się przestraszył i z tego powodu zakończył nasz związek. Jest mu ze mną zbyt dobrze. Może będzie mu trochę głupio, ale wreszcie się dowie, że to dla mnie ważne.

Jestem nowoczesną kobietą, wiele jestem w stanie przełknąć, ale nawet mi wydaje się to trochę dziwne. Tak ogólnie, bo w mojej sytuacji nie widzę już innego wyjścia. Niech się z nas śmieją, że to ja w tym związku noszę spodnie. Jest mi wszystko jedno. Byle powiedział TAK i zacząć coś planować. „Przyjaciółki” odradzają, ale po ich słowach już nie wiem, czy powinnam je traktować poważnie. Mają gdzieś moje uczucia. „Tak się nie robi” i tyle mają do powiedzenia.

zakochana

Jedna z nich stwierdziła, że w ten sposób „wykastruję swojego faceta”. Pozbawię go męskości, której już nigdy nie odzyska. Może wreszcie doczekam się męża, ale co to za mąż... Baba musiała mu się oświadczyć. Druga odkryła przede mną drugą prawdę – jeśli kocham, muszę zaczekać. I tak sobie czekam od wielu lat i kompletnie nic nie wskazuje na to, że się doczekam. Jakoś tak mi się ubzdurało, że chcę wstąpić w tradycyjny związek małżeński i już nie zmienię zdania.

Nie znam żadnego lepszego rozwiązania.

Nie widzę powodu, by tego nie zrobić.

Nie mogę w tej sprawie liczyć na mojego faceta.

Zrobię to za niego!

Marta

zakochana

Próbowałam sobie przypomnieć, czy on kiedykolwiek powiedział coś na ten temat. Czy przynajmniej zasygnalizował ten wątek. I wiecie co? Nie, NIGDY. Mogę mu opowiadać o zaręczynach znajomych, możemy chodzić na kolejne śluby i wesela, mogę się gapić na suknie ślubne, a on nic. Zupełnie go to nie interesuje.Gdyby przynajmniej raz stwierdził, że kiedyś przyjdzie na nas kolej, że ładnie bym w takiej kreacji wyglądała, albo coś w tym stylu... Wtedy byłoby zupełnie inaczej.

Bardzo długo uważałam, że ten dzień wreszcie nastąpi. Jeśli się nie rozstaniemy, to prędzej czy później on padnie na kolana, albo zwyczajnie zapyta, czy chciałabym spędzić z nim resztę życia. Czekam na to od przynajmniej 3 lat, bo wcześniej w ogóle nie mogłam się tego spodziewać. Nadal wynajmujemy mieszkanie, nie rozmawiamy o dzieciach, a mimo wszystko jest nam ze sobą dobrze. A ja coraz bardziej czuję, że bez ślubu nic się już nie zmieni. Nie kupimy mieszkania, nie pojawią się dzieci.

Jest dobrze, tak jak jest, ale ja chcę czegoś więcej. Rodziny z prawdziwego zdarzenia, która najwyraźniej w ogóle go nie interesuje. Ciekawe tylko, dlaczego...

zakochana

On nie jest raczej typem faceta, który w ten sposób próbuje się asekurować. Jak nie wyjdzie z tą, to szybkie rozstanie i znajdzie się następna. Dla kogoś takiego ślub naprawdę może być problemem. My jednak ze sobą jesteśmy, nie wyobrażamy sobie innej sytuacji, a on dalej milczy w tej kwestii. Nie chodzi też raczej o pieniądze, bo nie narzekamy na biedę. A nawet jeśli, to nie marzy mi się wystawne wesele na 500 osób w rezydencji na plaży.

Trudno powiedzieć, żeby chodziło też o jakieś osobiste doświadczenia. Sam żony nigdy nie miał (i całe szczęście), jego rodzice są ze sobą od trzydziestu lat, żadnych rozwodów w najbliższym otoczeniu. Czego się więc boi? Ciągle słyszy się o rozbitych rodzinach, ale chyba nie jest aż tak wrażliwy, żeby się tym przejmować.

A może wcale mnie nie kocha? Po tylu latach raczej bym to zauważyła, a odczuwam coś zupełnie odwrotnego. Z roku na rok jesteśmy bliżej siebie. I naprawdę nie wmawiam sobie miłości, której nie ma. Tym razem to musi być to. Nie znam żadnej tak zgodnej pary. No właśnie, pary... Nie chcę być jego dziewczyną, kochanką, konkubiną. Chcę być żoną.

zakochana

W październiku skończę trzydzieści lat i co mi się w życiu udało? Znalazłam faceta, na którym zawsze mogę polegać – tu nie mam wątpliwości. Poza tym niczego nie jestem już pewna. Czy będę kiedyś mogła powiedzieć, że „jesteśmy na swoim”? Bez ślubu nikt nam nie da kredytu na mieszkanie, albo dom, o którym tak marzę. Czy będę miała dzieci? Wpadka może się zdarzyć zawsze, ale ja jestem gotowa na świadome rodzicielstwo, już w małżeństwie. Czy do ślubu w ogóle kiedyś dojdzie? Najlepszy moment na to już dawno minął...

Nie wiem jak to zostanie przez niektórych odebrane, ale ja naprawdę uważam, że nie ma na co czekać. Zwłaszcza na to, aż on się wreszcie zdecyduje i zrobi to, co powinien zrobić każdy dojrzały mężczyzna. W głębi duszy jest jeszcze trochę małym chłopcem. Z dziewczyną, poważnymi obowiązkami, ale praktycznie bez zobowiązań, które dotyczą NAS.

Małżeństwo nie jest dla mnie batem na niezdecydowanego faceta, który nie będzie mógł się tak szybko wyplątać ze związku. Może jestem staroświecka, ale to dla mnie nadal ważny symbol. Dlatego coraz poważniej myślę o tym, żeby się oświadczyć...

zakochana

Jak to sobie wyobrażam? Oczywiście nie chcę robić szopki, bo spaliłby się ze wstydu. Nie planuję romantycznej kolacji w restauracji i absurdalnej sceny pomiędzy obcymi ludźmi. Nie dam mu zaręczynowego sygnetu, ani spinek do mankietów. Myślę raczej o fajnej kolacji w domu i szczerej rozmowie. Jeśli sam się nie zorientuje, co powinien zrobić, to wtedy zapytam go wprost, czy chce zostać moim mężem. Jak zareaguje? Nie wiem. Pewnie stwierdzi, że się wygłupiam, nie będzie tematu, a po kilku dniach sam przyjdzie do mnie z pierścionkiem. Poczuje się przymuszony? Jest mi już naprawdę wszystko jedno, bo jeśli nic z tego nie będzie, to dłużej nie wytrzymam takiego napięcia.

 

Komentarze (86)

Ocena: 5 / 5
MK (Ocena: 5) 28.03.2014 23:12
Nie rozumiem jak to możliwe, że przez 8 lat nie wspominałaś mu o waszej wspólnej przyszłości i o ślubie? Skoro uważasz się za nowoczesną to troszkę dziwne według mnie nie poruszać tego tematu po tylu latach... Ja ze swoim jestem 5 rok i dość szybko dałam mu jasno do zrozumienia, że traktuje to poważnie i po roku zaczęłam wspominać o zaręczynach. Później o ślubie, wspólnym mieszkaniu etc. Od razu wiedział na czym stoi i jakie mam plany. Oczywiście zrobiłam to wiedząc, że również traktuje mnie poważnie i chce spędzić ze mną przyszłość. Co prawda wciąż nie mam pierścionka, ale to z poważniejszych przyczyn, jednak wciąż daje mu jasno do zrozumienia, że czekam na niego. Powinnaś jak najszybciej zacząć z nim poważną rozmowę, nie musisz od razu mu się oświadczać, jednak powiedz mu wprost czego oczekujesz i że to chyba już najwyższy czas na ten poważny krok. Osobiście nie oświadczyłabym się, dla mnie to rola faceta, ale to nie znaczy że nie można zasugerować o tym kroku partnerowi. Może on też czuje podobnie do ciebie bo po prostu nie rozmawialiście poważnie o tym jeszcze? Może myśli, że nie chcesz na razie ślubu bo o tym nie wspominasz?
odpowiedz
Omm (Ocena: 5) 27.03.2014 22:13
Znam lepsze rozwiązanie szczera rozmowa bez oświadczyn. Opowiedz mu czego pragniesz i spytaj jak on to widzi. Nie obgaduj go jak teraz wśród przyjaciółek i obcych. Jeśli nie potrafisz z nim pogadać a piszesz tu te bzdury, znaczy nie jest to ten jedyny.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 25.03.2014 22:39
Mój oświadczył mi się po 3 latach, ale myślę że gdybym z nim nie zaczęła rozmawiać na ten temat to dalej bylibyśmy parą chłopak dziewczyna. Ją porozmawialam z moim narzeczonym choć nie wiedziałam jak z nim ten temat zacząć. Ty też porozmawiaj. Postawilam na jedną kartę i się udało. :)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 24.03.2014 22:33
ZACZNIJ TEMAT O TYM PO PROSTU SZCZERZE POGADAJCIE ZE TO JUZ CZAS
odpowiedz
xxx (Ocena: 5) 24.03.2014 22:25
Porozmawiaj z nim. Tak jak piszesz w świetle prawa jesteście dla siebie obcy. A tak coś się, któremuś stanie (czego Wam oczywiście nie życzę) to możecie się o sobie dowiadywać a gorszych przypadkach też macie wiele spraw uregulowanych. Nawet nie możecie się teraz razem rozliczać z US a czasem bywa, że można dostać spory zwrot. Szczera rozmowa może przy jakiejś domowej kolacji. Skoro się tak świetenie dogadujecie to nie powinien ześwirować. Przynajmniej będziesz wiedzieć na czym stoisz. Sądzę że w najgorszym przypadku dowiesz się dlaczego on nie chce ślubu. Ale tak jak piszę to najgorszy przypadek, w którym potem Ty byś musiała zadecydować czy chcesz tak żyć. Powodzenia
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo