LIST: „Otyłe i leniwe dziewczyny powinny mieć zakaz wstępu na siłownię!”

Trenerka szczerze o swoich klientkach.
LIST: „Otyłe i leniwe dziewczyny powinny mieć zakaz wstępu na siłownię!”
26.02.2014

Szanowna Redakcjo!

Od ponad 5 lat pomagam ludziom w dojściu do odpowiedniej formy i wymarzonej sylwetki. Pracuję w siłowni, gdzie prowadzę grupowe zajęcia fitness oraz indywidualne treningi. Ukończyłam studia z fizjoterapii, kursy, szkolenia, posiadam wymagane certyfikaty. Traktuję swoją pracę bardzo poważnie, bo wiem, ile dobrego może zrobić profesjonalny trener. W tym momencie pewnie niektórym się narażę, ale uważam, że moje usługi nie są przeznaczone dla pierwszej lepszej osoby, która po wielu latach lenistwa dopiero wstała z kanapy. A takich klientów w naszym klubie nie brakuje, zwłaszcza na początku roku. Marzą o nagłej przemianie i oczekują, że to ja wykonam za nich najcięższą robotę.

Bardzo dużo jest młodych dziewczyn. Od końca liceum do ok. 25-27 roku życia. Nigdy tego nie liczyłam, ale stanowią ponad połowę uczestników zajęć. Kiedy próbuję z nimi rozmawiać, od razu wiem, która podchodzi do tematu serio, a dla której wyjście na siłownię to jedynie próba usprawiedliwienia nieróbstwa i obżarstwa. Wszystkie zgodnie przyznają, że zostały utuczone przez rodziców, mają choroby genetyczne i tym podobne bajki. To też się zdarza, ale żadna nie mówi o swojej winie.

 

fitness

Oczywiście, staram się to wszystko tłumaczyć, bo zależy mi na powodzeniu wszystkich kobiet, które się do mnie zgłaszają. Zazwyczaj nie mogę im powiedzieć tego wszystkiego, bo obowiązują mnie jednak jakieś normy. Gdybym jednak mogła decydować – wypraszałabym z siłowni wszystkich, którzy nie wiedzą, czego tutaj szukają. Jestem trenerką, a nie cudotwórczynią. Wiem, co zrobić, żeby było dobrze, ale kiedy widzę te chipsy i gazowane napoje spożywane już po treningu, wtedy gotuje się we mnie krew. Dziewczyna przez godzinę spaliła ledwo 100 kalorii, a już dostarcza organizmowi kolejnych kilkaset. To jest jej metoda na zdrowy tryb życia?

Każda aktywność fizyczna wymaga przygotowania. Tak jak biegacz musi rozgrzać mięśnie przed startem, tak osoba otyła musi wywrócić swoje życie do góry nogami. Spacer zamiast wylegiwania się na kanapie. Warzywa zamiast chipsów. A jeśli wytrwa, wtedy wiem, że dalsza praca ma jakiś sens. Jeśli nie – nie marnujcie swojego i cudzego czasu.

Ilona

fitness

Jeśli człowiek dochodzi do wniosku, że chce się zmienić, powinien najpierw zrobić rachunek sumienia. Dokładny i bardzo uczciwy. Tymczasem, na taką otwartość decydują się nieliczni. Ciągle wysłuchuję tłumaczeń, które mają wskazywać na źródło otyłości. Poszczególne elementy może nawet się zgadzają, ale najważniejsze jest to, co sami robimy. Jeśli nikt nie zmusza nas do siedzenia na kanapie całymi dniami i opychania się śmieciowym jedzeniem, to kto za to odpowiada? Tylko my sami. Niestety, tego nikt nie chce przyznać. I dochodzi do tego, że kłamstwo staje się fundamentem całej „przemiany”.

Po kilku latach spędzonych na salach ćwiczeń nie da się mnie oszukać. Doskonale wiem, kto naprawdę chce coś zdziałać, a kto próbuje jedynie stłumić wyrzuty sumienia. Dlatego mam radę – jeśli wybierasz się na siłownię, bo fajnie jest się oznaczyć na Facebooku w takim miejscu, bo wszyscy chodzą i może przypadkiem uda ci się coś zrzucić – daj sobie z tym spokój. Trener nie wyciągnie cię z otyłości i lenistwa. Może jedynie wskazać drogę, którą powinnaś dążyć. Niestety, tylko nieliczni są tym zainteresowani. Czasami wydaje mi się, że najgrubsi powinni mieć do nas zakaz wstępu. 

fitness

I nie mówię tego, żeby kogoś pognębić i pokazać swoją wyższość. Wręcz przeciwnie. Czasami potrzebny jest taki wstrząs, żeby wziąć się za siebie na serio. Wiecie w czym rzecz? Moim zdaniem, a uważam się za doświadczoną i odpowiedzialną trenerkę, bardzo otyły klient nie jest w stanie nic zdziałać, jeśli potraktuje godzinny trening jako wybawienie od problemu. Przychodzi do mnie raz w tygodniu i liczy na cuda. Kiedy słyszę prośbę „Pani trener, proszę mnie odchudzić”, mam tylko jedną odpowiedź – zrobisz to sama, a jedynie pokażę Ci, jak zrobić to najzdrowiej i najbardziej efektywnie. Ale kiedy ja zadaję pytanie „Czy jesteś zdeterminowana i zrobisz wszystko, co trzeba?”, wtedy nie otrzymuję konkretnej odpowiedzi. Ludzie zaczynają kluczyć i wymyślać powody, dlaczego raczej się to nie uda.

Człowiek, który po kilku latach próbuje coś ze sobą zrobić, nie ma kondycji, ma ogromną nadwagę i żadnej chęci do współpracy – tylko marnuje mój i swój czas na siłowni. Przemianę należy rozpocząć wcześniej, jeszcze w domu. Przestaję się opychać, zaczynam zwracać uwagę na wartość tego, co jem, wychodzę na spacer raz dziennie, robię kilka brzuszków. Przez kilka tygodni zmieniam swój styl życia i dopiero wtedy szukam pomocy u profesjonalistów. Jeśli tego wszystkiego nie ma, jestem pewna, że to się źle skończy.

fitness

Później mam do czynienia z młodymi dziewczynami, które są przepocone po zrobieniu kilku kroków od wejścia do szatni i przebraniu się w strój sportowy. Wchodzą na salę i są zupełnie nieprzytomne. Nie ma mowy o żadnym konkretnym ćwiczeniu, bo skąd mają wziąć na to siłę? A kiedy takiej delikwentce proponuję bieżnię ustawioną na najniższą szybkość – dziwią się i obrażają. Ona tu przyszła zrzucić 20 kg w miesiąc, a nie marnować czas na głupoty. Szybko się okazuje, że miałam rację, bo nie jest w stanie maszerować nawet przez 5 minut. W czasie zajęć fitness tylko zużywałaby tlen i zajmowała cenne miejsce. Klientka ledwo dyszy, a wtedy zaczynam z nią rozmawiać.

Tłumaczę, że właśnie od tego trzeba zacząć. Niewielki, ale systematyczny wysiłek poprawiający wydolność organizmu. To wszystko da się zrobić w domowym zaciszu, albo w parku. A kiedy zaczynam drążyć temat i szukać źródła problemu, wtedy uchodzę za okropną zołzę. Wystarczy proste pytanie – czy przeszłaś dzisiaj przynajmniej 100 metrów z własnej woli? Co zjadłaś na obiad? Jaką przekąskę wzięłaś sobie na czas po treningu? Nie musi odpowiadać, wszystko już wiem.

fitness

Przemyśl sprawę – co robię, a raczej czego nie robię, że znalazłam się w takim miejscu. Skąd się wzięła ta nadwaga i lenistwo. Zacznij się delikatnie ruszać. Maszeruj w miejscu przed telewizorem, wybierz się na spacer. I tak codziennie, nie raz w tygodniu. Kontroluj swoją dietę, a jeśli sama nie potrafisz – wybierz się do dietetyka i trzymaj się jego zaleceń.

Zrób podstawowe badania, żeby wiedzieć, na czym stoisz. Dopiero po jakimś czasie po zmianie myślenia wybierz się na siłownię. Wtedy, kiedy wiesz, że to twoja nowa droga, a nie zachcianka na 5 minut.

fitness

Później widzę, jak wychodzą z szatni z batonem w jednej dłoni i puszką coli w drugiej. Czy to jest ten zdrowy styl życia, o którym tak marzą? Jestem przekonana, że 90 proc. takich osób nie wysili się ani trochę aż do czasu kolejnego „treningu”. Będą siedzieć na pupach przez cały tydzień i jeść dokładnie to samo, co tydzień, miesiąc i rok wcześniej.

Wtedy należy sobie uzmysłowić – chcę się zmienić, czy tylko udaję? Większość udaje. Wydaje im się, że wystarczy karnet na siłownię i cała reszta się nie liczy. Zapłaciłam 150 zł, więc piękna sylwetka mi się należy. To nie tak działa. Jeśli naprawdę chcesz się pozbyć zbędnego balastu ze swojego ciała – zacznij od początku. Nie od końca, jak robi to spora część moich podopiecznych.

 

Komentarze (146)

Ocena: 4.97 / 5
ćwiczący (Ocena: 5) 07.05.2016 11:11
Polecam pani trener i dla jej fanów film pt. " Zrozumieć grubasa. "
odpowiedz
Anonim (Ocena: 1) 18.08.2014 22:03
Pod tym artykułem pousuwane są wszystkie komentarze krytykujące autorkę listu.
odpowiedz
gruba, ale juz nie chorobliwie otyła:) (Ocena: 5) 17.04.2014 10:43
to ja opowiem o sobie:) autorka ma racje! pierwszy raz jak poszłam na siłownie (waga 110 i 170cm - duża nadwaga). zaczełam opowiadac ze to przez hormony jakie przyjmuje, ze rodzice mnie tuczyli, ze cos tam i na kazde cwiczenie reagowałam o kurde, nie dla mnie, nie dam rady i widzialam jak trenerka na mnie patrzy (wg mnie patrzyla jak na potwora bez szans i myslalam ze po prostu jest wredna). ale miala racje, bylam (zaznaczam BYLAM) potworem bez szans. poszlam do niej jeszcze z 3 razy (raz w tyg) tlumaczac sie, ze mam dwie prace (pracuje po 12h) i jeszcze mam studia zaoczne w weekend wiec nie mam siły, czasu itp. potem przestałam.. i po pół roku zaczełam płakac nad soba (mam 20 lat i moze i mam faceta ktory mnie kocha, ale szaleje z zazdrosci o kazda kobiete z ktora gada, bo KAZDA byla szczuplejsza. zaczelam patrzec na siebie przez pryzmat mojej wagi i wagi innych. na zasadzie - szczupła (nie wazne, ładna czy brzydka, głupia czy madra) - lepsza ode mnie. myslalam o moim facecie bardzo niesprawiedliwie bo bylam pewna ze jak jakas panna go zacznie poderwac to moze nie, ze mnie rzuci bo jestesmy dobrani do siebie 100% ale bylam pewna ze sie z nia przespi zeby doknac w koncu szczuple piekne cialo.. niszczylam sama siebie, jego troche tez bo mimo ze nie mowilam o tym co mysle to przeciez to czul..). kupilam wiec wszystkie płyty chodakowskiej itp, cwiczylam ale bolaly mnie plecy i kolana - kolana palily mnie ogniem ale nieee, twardo lecialam dalej bo tak trzeba... i oczywscie jadlam. w koncu zdecydowalam się isc z nowu do tej samej trenerki, porozmawialysmy. poweidzialam jej tym razem prawde, ze sama jestem sobie winna bo sie obzeram. poruszylam ją, nie potraktowala mnie jak jednej z wielu, wyslala mnie do dietetyka i co najwazniejsze do psychologa zeby mi pomogl uporac sie ze soba. chodze do niej regularnie ile się dało (bo jednak serio przy 12h ciezko sie wyrwac) ale dało rade cwiczyc 3-4 razy po 1,5h w tygodniu. zaprzyjazniłam się z tą trenerką. wspiera mnie ale i opieprza. trzymam się diety ale jeśli ją łamię to tylko z moją kochaną trenerką (taką mamy zasade - musi wiedziec) ale dostaje taaaaki wycisk potem ze zdarza mi się to coraz rzadziej. waze 87kg:) w tym sporo waza juz moje mięsnie pod tkanka tłuszczowa. no i nikt juz nie jest dla mnie zagrozeniem. zrozumialam ze mam faceta ktory mnie kocha wiec nie szuka nikogo. wspiera mnie, ale powtarza ze zawsze mnie kochal i te sporo kg wiecej temu tez ale cieszy sie, bo chce zebym byla zdrowa i szczesliwa:) (wiem, ze tez sie cieszy ze zaloze kiedys bikini ale to normalne:D niech bedzie dumny) koniec mojego cool story. mozecie hejtowac ale szczerze? nie ma czego:D
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 06.04.2014 10:26
mnie najbardziej rozbraja podejście kobiet które chodzą na siłownie i ok, chodzą, powiedzmy ze sie tym chwalą, chcą mega efektów i w ogóle, ale co z tego jak przyjdą i bieżnie ustawia tak że ledwo się ona porusza? XD plus to że nie biegają a chodzą po niej z grobową miną, no i co taki trening wam da? plus przychodzą z koleżankami i co chwila przerwa na ploteczki. NA PEWNO SCHUDNIECIE. Jak jakiś trener podejdzie coś poradzić to zaraz zbywają a potem obrażone obgadują że po co on chce im coś radzić, przecież wszystko robią świetnie :D a jak obok ćwiczy jakaś wysportowana babka i próbuje im coś poradzić to lecą teksty "a pani to nie wie jak to w takim wieku jest, pani to pewnie od kilku lat ćwiczy"..... załamka jak takie cos sie słyszy
odpowiedz
Wika (Ocena: 5) 08.03.2014 19:40
Aha czyli grube dziewczyny nie mają prawa wstępu na siłke....to jak mają przestać być grube? :))
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo