LIST: „Od 3 lat i nie mogę schudnąć! Diety, waciki, głodówki i nic!”

Ewelina próbowała wielu sposobów na pozbycie się zbędnych kilogramów. Teraz szuka kolejnego...
LIST: „Od 3 lat i nie mogę schudnąć! Diety, waciki, głodówki i nic!”
05.01.2014

Szanowna Redakcjo!

Wiele razy czytałam u Was o metodach odchudzania. Podobno wystarczy dieta i sport, a na pewno każdemu uda się zrzucić zbędne kilogramy. Ja próbuję od 3 lat (teraz mam 25) dosłownie wszystkiego i nie przynosi to żadnego efektu. Robię też rzeczy, które nie są do końca zdrowe, ale bardzo mi na tym zależy. Tylko, że nawet głodówki nic nie dają! Mam wrażenie, że gdybym nie jadła przez kilka tygodni, to i tak bym nie schudła, a nawet jeszcze bardziej przytyła. Nie wiem skąd to się bierze, bo w mojej rodzinie nikt nigdy nie miał takich problemów. Niektórzy czasami się zapuszczali, ale w razie czego potrafili schudnąć. Ja im bardziej próbuję, tym bardziej mnie to dobija.

To mnie doprowadza do ruiny. Jestem niby młodą dziewczyną, a czuję się jak stara, tłusta i niepotrzebna baba. Wokół same szczupłe laski, więc nie dziwię się, że nikt nie chce na mnie spojrzeć. A nawet jeśli, to sama nie potrafię się do nikogo zbliżyć. Trudno mi uwierzyć, że mogę się komuś spodobać, bo dobrze widzę, co się ze mną dzieje. To już kolejny rok męczarni, która kompletnie nic nie daje. Próbowałam sposobów zdrowych, tych zakazanych i ciągle to samo. Błagam o jakieś wskazówki, bo to się wreszcie źle skończy.

 

Już naprawdę nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Straciłam motywację, bo to były lata prawdziwej męczarni i wysiłku, które nie przyniosły nic. Poza tym, że wypłukałam z siebie wszystkie możliwe witaminy, zaczęła mi się łuszczyć skóra i dalej wszystkie wieczory spędzam sama. Niektórzy ociekają tłuszczem z własnej winy i powinni się tego wstydzić. Ja zrobiłam tak wiele, a wyglądam jak te leniwe i obżerające się osoby.

Czy było warto? Nie mam pojęcia. Pocieszam się myślą, że gdyby nie to, to wyglądałabym jeszcze gorzej. Szukam innych sposobów na poradzenie sobie z tym problemem, więc jeśli ktoś ma jakiś pomysł, to będę bardzo wdzięczna.

Pozdrawiam,

Ewelina

dieta

Po kilku miesiącach spadło mi kilka kilogramów i naprawdę byłam już z siebie zadowolona. Wiedziałam, że nie mogę już wrócić do dawnych nawyków, bo to wszystko wróci i to podwójnie. Trochę mnie to męczyło, ale wiedziałam, że warto. Potem znowu +1, 2, 3, 5 kilogramów i nie wiedziałam, co się dzieje. Jadałam tak zdrowo, jak tylko się dało! Wszyscy podejrzewali, że ja tylko tak udaję. Tutaj kotlety z soczewicy, a jak nikt nie patrzy, to pewnie opycham się batonami. To mnie najbardziej bolało. Nie tylko, że mój wysiłek nie przynosi efektów, ale właśnie to, że inni patrzą na mnie, jak na wariatkę.

Wtedy postanowiłam na bardziej radykalne sposoby. Wiedziałam, że nie są korzystne dla organizmu, ale trzeba zacisnąć zęby. Spróbuję, schudnę i przestanę. Zaczęło się od głodówki raz w tygodniu. Ale takiej totalnej. Kilka szklanek wody, kropla cytryny do smaku i tyle. Ledwo stałam na nogach, a w brzuchu przeraźliwie burczało, ale trzymałam się tego. Wytrwałam kilka takich dni raz na tydzień i poszłam dalej. Wreszcie przestałam jeść 2-3 razy w tygodniu i nawet normalnie funkcjonowałam. Nie brakowało mi siły, znowu schudłam kilka kilogramów i było dobrze. No, ale jednak trochę się bałam.

Wiadomo, że w ten sposób można się doprowadzić do ruiny. Nie dość, że miałam ze sobą problem, to jeszcze brakowało mi tylko anoreksji. Aż tyle nie schudłam, ale wtedy wpadłam na „genialny” pomysł. Gdzieś wyczytałam, że modelki wypychają swoje żołądki wacikami. Połyka się coś takiego, organizm myśli, że coś zjadłyśmy i to mu wystarczy. Przyznam się, że przez jakiś czas robiłam to samo. Pierwszy wacik to był jakiś koszmar, bo ani tego pogryźć, ani połknąć... Potem problemy w toalecie, bo trochę mnie przytkało. Z tego na szczęście zrezygnowałam, bo sama stwierdziłam, że nie jest to do końca normalne. Ale przynajmniej wiedziałam, że to nie głupie plotki. Tak się da przez chwilę żyć i niektórzy naprawdę to robią.

Zeszłam prawie do wymarzonej wagi, brzuch się wyprostował, uda coraz mniejsze, więc wróciłam do zdrowszej diety i ćwiczeń. Przez jakiś czas było to trudne, bo odzwyczaiłam się od normalnego jedzenia i wszystko przeze mnie przelatywało. No i stało się – zaczęłam jeść, to od razu wszystko wróciło do „normy”. Wyglądałam jak napuchnięta, a waga nie kłamała. Na nic cała ta męczarnia, bo znowu było coraz gorzej. Dzisiaj ważę więcej, niż przed odchudzaniem i z dnia na dzień jest gorzej.

Zrobiłam podstawowe badania i podobno wszystko jest w normie. Tylko niewielkie niedobory czegoś.  Lekarka mnie naprawdę pocieszyła... Powiedziała, że „taka moja uroda”. Czyli już zawsze będę takim baleronem? Wiem, że po świecie chodzą naprawdę przeraźliwie grubi ludzie, a ja jestem tylko „pulchna”, ale wcale mnie to nie pociesza. Ja naprawdę próbowałam z tym walczyć i robiłam wszystko, co w mojej mocy. To się bardzo odbija na mojej pewności siebie. O czym ja w ogóle mówię... Ja nie mam czegoś takiego jak pewność siebie. Przestałam w siebie wierzyć, skoro nie mogę sobie dać rady z takim błahym problemem.

Myślałam, że kiedyś będzie lepiej. Schudnę, zacznę się dobrze czuć we własnym ciele i wszystko się ułoży. Ułożył się tylko tłuszcz na moim ciele, bo cała reszta to tragedia. Straciłam wielu znajomych, których denerwowały moje problemy, a o facetach nie ma nawet mowy. Wstyd mi się przyznać, ale nigdy nie byłam w poważnym związku. Tylko raz spałam z mężczyzną i chyba tylko dlatego, że nie był do końca trzeźwy. I ja też, bo inaczej przed żadnym bym się nie rozebrała.

dieta

Przez wiele lat byłam zadowolona ze swojej figury. Nie było mnie za dużo i można powiedzieć, że byłam zgrabna. Z czasem to się zmieniało, a kilka lat temu zrozumiałam, że trzeba coś z tym zrobić. Chciałam podejść do tego na poważnie, więc odwiedzałam wszystkie możliwe strony, czytałam książki, poszłam nawet do dietetyka. Wybrałam sposoby, które wydawały się najrozsądniejsze i zaczęłam zmieniać swoje życie. Nie było łatwo, bo rodzice wcale mnie w tym nie wspierali. Stwierdzili, że mam jakąś obsesję i wcale nie mam czego zrzucać. Dalej mama wpychała we mnie panierowane kotlety, a kiedy odmawiałam, to się obrażała.

To nie było proste, bo chociaż miałam motywację, to bez ich pomocy nie mogłam robić dokładnie tego, co chciałam. Wiadomo, że kiedy ma się kilkanaście lat, to rodzina dba o wszystko. A ja nagle zaczęłam wybrzydzać, a oni wybrzydzać na mnie. Nie podobało im się, że chcę jadać coś zupełnie innego od nich, że trzeba robić dodatkowe zakupy itd. Ale jakoś się udało i po chwili się przyzwyczaili. Zrezygnowałam z pieczywa, ziemniaków, czerwonego mięsa, słodkich rzeczy. Zaczęłam jadać prawie jak wegetarianka, bo wierzyłam, że to mi pomoże.

Komentarze (117)

Ocena: 5 / 5
Gocha (Ocena: 5) 21.09.2015 13:13
A ja za namową koleżanki kupiłam Therm Line Fast i jestem bardzo zadowolona z efektu,bo suplement wspomaga odchudzanie oczywiście w połączeniu z dietą.Pomaga spalać tłuszcz,poprawiła mi się po nim przemiana materii.I pomaga też w walce z cellulitem.
odpowiedz
kulina (Ocena: 5) 12.06.2014 21:35
Mnie bardzo w odchudzaniu pomógł taki suplement diety figura no-apetite, który ogranicza uczucie głodu. Miałam duży problem z podjadaniem między posiłkami i dopiero jak zaczęłam brać ten suplement, to coś na wadze się ruszyło ;)
zobacz odpowiedzi (1)
ola (Ocena: 5) 01.02.2014 21:06
a sport??? gdzie pytam???
odpowiedz
przyjacielonline (Ocena: 5) 14.01.2014 20:04
www.przyjacielonline.pl.tl
odpowiedz
makor (Ocena: 5) 09.01.2014 11:40
Zacznij brać to co ja, tj. foreverslim. Na tabletkach straciłam w zasadzie całą nadwagę, a tak naprawdę nie robiłam kompletnie nic poza tym. Oczywiście zaszły zmiany w diecie, ale czy tak istotne? Najważniejsze, że faktycznie zmieniła mi się sylwetka, o wiele lepiej się czuję - i to był mój cel, który chciałam zrealizować.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo