LIST: „Spędziłam Święta w mieście... Kuzynka traktowała mnie jak wiejskiego głupka!”

Kamila dziwi się, jak ludzie ze wsi postrzegani są w miastach.
LIST: „Spędziłam Święta w mieście... Kuzynka traktowała mnie jak wiejskiego głupka!”
29.12.2013

Szanowne Czytelniczki!

W tym roku spędziłam Wigilię i pierwszy dzień świąt u rodziny w dużym polskim mieście. Pojechałam tam z rodzicami na zaproszenie cioci i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie dziwne podejście moich rówieśników do nas. Kuzynka, z którą rzadko się widuję, przyjęła mnie całkiem miło, ale później było coraz gorzej. Zaczęła traktować mnie jak jakąś upośledzoną, która w życiu nie widziała ruchliwej ulicy, centrów handlowych, tramwajów itd. Dlatego mam prośbę do wszystkich miastowych – przestańcie się tak wywyższać, kiedy macie do czynienia z kimś mieszkającym na co dzień na wsi. Naprawdę niewiele się od Was różnimy i nie ma sensu żebyście podkreślali swoją wyjątkowość.

Niektórzy mają fatalne wyobrażenie na nasz temat i bardzo mnie to zabolało. Kuzynka strasznie wczuła się w rolę i tłumaczyła mi wszystko, jak jakiemuś wiejskiemu głupkowi. Moje miejsce zamieszkania naprawdę nie ma tu nic do rzeczy. Przecież nie jestem odcięta od świata i potrafię sobie poradzić wśród ludzi. Bywałam w różnych miastach, nie tylko polskich, więc skąd to dziwne podejście? Takich sytuacji nazbierało się tyle, że nawet nie wiem od czego zacząć.

 

Nie potrzebowałam niczego specjalnego, ale wypatrzyłam fajną bluzkę za grosze, więc ją sobie wzięłam. To też był mój błąd, bo kuzynka dalej miała mnie za wiejskiego głupka. Najpierw się zdziwiła, że biorę coś tak taniego, ale w sumie, to pewnie i tak spory wydatek dla mnie. Bluzka kosztowała 49 zł, więc niewiele, ale chyba od tego są promocje? Podałam banknot w kasie, ale to też skomentowała. „Bo u nich to się już nie używa pieniędzy. Za wszystko płaci się plastikiem. Taką kartą”. Aż zaczęłam się śmiać, że mi to tak wyjaśnia. Za chwilę przyszły koleżanki, więc nawet jej nie wytłumaczyłam, że nie uciekłam z buszu i wiem, jak wygląda świat.

Jedna zaproponowała lody, bo w końcu jest tak „hot”, jak na zimę, że nam nie zaszkodzą. Poszłyśmy do lokalu na piętrze, usiadłyśmy przy stoliku i zamówiłyśmy coś z menu. Na to jedna wyjeżdża z tekstem, „żebym się nie zdziwiła, ale płaci się dopiero po wszystkim i najlepiej dać kelnerce jakiś tip”. Oczywiście z wyjaśnieniem „Jak to się u was mówi? Napiwek”. No tak, w wiejskiej szkole nie uczą angielskiego, ale gwary. Ręce opadają.

Na szczęście ta żenada nie trwała długo, bo musiałyśmy wrócić do domu. Potem usłyszałam, jak kuzynka szeptała do cioci, że „chyba wielkie miasto mnie przerosło, bo chodziłam taka rozmarzona i zaskoczona”. Jeśli robiłam wielkie oczy, to raczej przez głupotę jej i koleżanek. Tłumy ludzi, korki, a nawet sygnalizacja świetlna i centrum handlowe naprawdę mnie nie przerastają. Nie mam tego na co dzień, ale to nie znaczy, że jestem odcięta od świata. Nigdy nie byłam uprzedzona do miasta, na studia będę musiała się do niego przenieść, ale to podejście miastowych mnie przeraża. Gdyby kuzynka zobaczyła ten list, to by się pewnie zdziwiła, że potrafię używać języka polskiego.

Nie wiem skąd to się bierze, ale ciocia i wujek jakoś normalnie do nas podchodzą i nikomu nie wmawiają, że czujemy się przytłoczeni przez miasto. Tylko moi rówieśnicy mają nas za głupków. Naprawdę, jeśli też się tak zachowujecie, to zmieńcie swoje myślenie. Bo wtedy nie człowiek ze wsi wychodzi na idiotę, ale tylko i wyłącznie Wy. Nie jesteście pępkiem świata, a kilometr za miastem naprawdę nie kończy się cywilizacja.

kapelusz

W Wigilię rano ciocia poprosiła kuzynkę, żeby mi pokazała okolicę. Ucieszyłam się, bo zawsze fajnie zobaczyć coś nowego. Ale zaczęło się... W pewnym momencie w ogóle przestałam reagować, bo tak dobrze się czuła w roli przewodnika, że nie chciałam jej sprawiać przykrości. Niech poczuje się wyjątkowo. Tylko, że dosłownie niczym mi nie zaimponowała. Najpierw pouczała mnie, że przed torami tramwajowymi trzeba się rozejrzeć, bo to są takie miejskie pociągi i lepiej nie wpaść pod koła. Tak jakbym widziała tramwaj pierwszy raz w życiu. Na przejściu dla pieszych to samo. Na zielonym przechodzimy, na czerwonym stoimy. Nie miałam o tym pojęcia! Przez całe życie przechodziłam na odwrót. Przynajmniej tak jej się chyba wydawało.

Rozumiem, że na wsi nie mamy takich wielkich skrzyżowań i w sumie to mamy jedne światła, ale nie przyjechałam tu z lasu. Potem było jeszcze ciekawiej. Zaprowadziła mnie pod swoje liceum. Myślała, że mi zaimponuje, bo to duży budynek. Szkoda tylko, że taki szary i obdrapany. Chyba nie widziała wiejskich szkół, które są w większości podobnych rozmiarów i znacznie nowsze. Tam czekały na nas jej koleżanki. Na pierwszy rzut oka fajne dziewczyny, ale zachowywały się podobnie do niej. Zapytały, jak mi się podoba miasto i czy przypadkiem mnie nie przerasta...

kapelusz

Jeśli coś mnie przerastało, to ich podejście do mnie. Poszłyśmy do centrum handlowego. Od razu uprzedzały, że dzisiaj Wigilia, więc jest czynne tylko do 14, ale normalnie to jest do 22, albo nawet całą dobę. Naprawdę, nie miałam zielonego pojęcia... One szukały ubrań, bo wypadałoby się pokazać na kolacji w czymś nowym. Ok, sama chciałam pobuszować po sklepach, bo zawsze to większy wybór, niż u nas. Weszłyśmy głównym wejściem, a jedna z nich do mnie „I co? Robi wrażenie, nie? Tylko nie oszalej z zachwytu”. Normalnie pomyślałabym, że to dowcip, ale chyba nie tym razem. Musiała być przekonana, że jestem w takim miejscu pierwszy raz.

Powiedziałam, że przejdę się do H&M, a jeśli chcą iść gdzie indziej, to się zgadamy przez telefon później. Były zszokowane. Po pierwsze – podobno źle wypowiadam nazwę sklepu, bo powinno być „ejdż en em”, a ja specjalnie to spolszczyłam... A po drugie, to chyba je zaskoczyłam tym, że mam telefon komórkowy, a nawet potrafię z niego korzystać. Wreszcie koleżanki poszły kupować „gifty”, bo może będą jakieś ciekawe okazje „last minute”, a ja poszłam z kuzynką do „ejdż en em”.

W sumie, to ciekawie spędziłam czas. Już nawet zaprosiłam kuzynkę do nas i po prostu nie mogę się tego doczekać. Będę musiała jej tyle wytłumaczyć, żeby nas zrozumiała... Pokażę jej krowę i powiem, że to ona daje mleko. Bo mleko wcale nie bierze się z kartonów. A jajka nie rosną na drzewach, tylko znoszą je kury. Zaprowadzę też pod jakąś najgorszą szopę we wsi i powiem, że to nasza szkoła. Ta prawdziwa wygląda zdecydowanie lepiej, niż w jej mieście, więc nie chcę robić jej przykrości. No i poproszę ją, żeby mi wytłumaczyła, jak korzystać z komputera. W domu mamy stacjonarny i dwa laptopy, do tego nawet internet. Ale nie mogę się chyba przyznać, że wszyscy potrafimy je obsługiwać i robimy to od jakichś 10 lat... To będzie dla niej szok.

Głupie? Właśnie tak zostałam przez nią potraktowana i nie widzę żadnej różnicy w robieniu głupka z wieśniaczki w mieście i miastowej na wsi.

Uwierzcie wreszcie, że prawie niczym się nie różnimy. Polska wieś jest normalnym miejscem do życia, gdzie też są komputery, ładne szkoły, przejścia dla pieszych, sklepy, a nawet karty płatnicze. Tylko, że nam nie przychodzi do głowy, by pouczać innych. Chociaż niektórzy swoje zdanie o miastowych mają. I wcale nie jest najlepsze... Wcale się nie zachwycamy centrami handlowymi i językiem angielskim wtrącanym przy każdej okazji. To nie robi na nas wrażenia. Skupiamy się na tym, co naprawdę ważne. Uczymy się, ciężko pracujemy, a przynajmniej po wszystkim możemy odpocząć na świeżym powietrzu.

Nie chcę żadnej wojny miasto kontra wieś. Zależy mi tylko na szacunku i nie postrzeganiu nas jak idiotów, którzy gubią się w nowoczesnym świecie. Same widzicie, że tak wcale nie jest.

Kamila

Komentarze (61)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 04.08.2014 11:11
Masz racje, ale kuzynka widać że głupia i pewnie nie skuma ze krecisz z niej beke, tylko potwierdzi pewnie swoje zdanie ze jestes "zacofana" powinnas pokazac jej zalety swojego miejsca. To jest moje zdanie, trzymaj sie
odpowiedz
Wiera (Ocena: 5) 14.01.2014 21:44
Całe wakacje co roku spędzałam na wsi gdzieś z 14 lat. Niejednokrotnie było u mnie kuzynostwo, no tak Oni nie maja placu zabaw ale nic nie mówiłam, jak pytali odpowiadałam. Tak jak ja pytałam ich, ale to zależy jak człowiek jest wychowywany tylko i wyłącznie od tego. Dzisiejsza młodzież jest niestety bardzo nie miła, zdecydowana większość, na ulicy przejdziesz i spojrzysz na buty to Cię oplują, jak miałam naście lat to waliłam za takie coś po pys*u, dzisiaj idąc z dzieckiem wolę unikać bójek. Dobrze, że list napisałaś, powinnaś go wysłać pocztą z wydrukiem na drukarce i napisać, że w mieście już macie nawet jedną drukarkę:P Nie przejmuj się, za 10 lat one będą ogłupiałe wsią. Ja zawsze chciałam mieszkać na wsi, niestety ustatkowałam się w mieście, szkoda, ale może kiedyś :) Powodzenia i daj jej do wiwatu, jestem jak najbardziej za.
odpowiedz
Marta (Ocena: 5) 03.01.2014 09:33
Świetny list - bravooo dziewczyno :) Jesli rzeczywiście masz 14 l. to dobrze piszesz :)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 03.01.2014 01:33
Buraki są cwane , chwytre, chamskie i proste. Do tego mają bardzo wysoką samoocenę
odpowiedz
Lu (Ocena: 5) 02.01.2014 00:21
PO prostu kuzynka musi Ciebie nie lubić, i dlatego robiła z ciebie debila razem z kumpelkami.Bo po raz pierwszy spotykam się z takim spostrzeżeniem,więc tylko taka opcja nasunęła mi się na myśl.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo