LIST: „Siostra umarła na moich oczach. Kim jestem dla rodziców - córką czy morderczynią?”

Karolina od 7 lat nie potrafi pogodzić się z przeszłością.
LIST: „Siostra umarła na moich oczach. Kim jestem dla rodziców - córką czy morderczynią?”
06.11.2013

Szanowna Redakcjo,

czuję, że muszę się komuś wygadać. Być może opisanie mojej historii będzie lepszym pomysłem, niż angażowanie w to mojej rodziny i znajomych. Oni są już tym zmęczeni. Wszyscy próbują o tym zapomnieć, a ja nie potrafię się pozbyć tych myśli z mojej głowy. Pewnie dlatego, że dla nich to „tylko” koszmarna sytuacja z przeszłości, a dla mnie żywa rana, która nigdy się nie zabliźni. Oni nie mogli nic w tym momencie zrobić, a ja mam poczucie, że mogłam. Ciągle słyszę, że żyje się dalej, trzeba wziąć się w garść. Moje rozterki nikomu nie pomogą, a mnie na pewno zaszkodzą. Łatwo się mówi, bo tylko ja wiem, ile to mnie kosztuje.

Z Madzią byłam zawsze blisko. Pojawiła się w naszym życiu dość niespodziewanie. Rodzice nigdy tego nie mówili, ale chyba nie planowali kolejnego dziecka. Zawsze marzyłam o rodzeństwie, a wszystko wskazywało na to, że zostanę jedynaczką. Nagle wiadomość – mama jest w ciąży i będzie miała dzidziusia. Miałam wtedy 10 lat. To było coś wspaniałego. Byłam tak niecierpliwa, że prosiłam, by nie czekała tych kilku miesięcy i urodziła jak najszybciej.

 

smutek

Później dowiedziałam się, że będę miała siostrę, więc już zupełnie zwariowałam z radości. Wyobrażałam sobie, jak wymieniamy się ciuchami, rozmawiamy o chłopakach, możemy sobie o wszystkim powiedzieć, zawsze będę mogła się jej poradzić. Nie doczekałam tego wszystkiego. Między nami była spora różnica wieku, której już nigdy nie nadrobimy. Zapamiętałam ją jako małą radosną dziewczynkę. I taka pozostanie już na zawsze, bo wszystko, co miało zdarzyć się później, mogę sobie tylko wyobrażać.

Pamiętam doskonale, jak rodzice zaproponowali wakacje na Mazurach. Miałam wtedy 18 lat, a Madzia 8. Na początku trochę się łamałam, bo jak by to wyglądało... Ja taka dorosła i wczasy z rodziną. Próbowałam namówić ich na jakiś obóz, albo wyjazd z koleżankami, ale w końcu pojechaliśmy razem. Okazało się, że było tam bardzo pięknie i będziemy mieli wspaniałe wspomnienia. Wspomnienia mamy, ale najgorsze z możliwych. O wypadzie na Mazury już się u nas nie mówi.

smutek

To był trzeci dzień naszych wakacji. Poznaliśmy okolicę i tego dnia zapadła decyzja – po południu rodzice wybiorą się sami na rejs po jeziorze, a ja zajmę się siostrą. Zostaniemy na brzegu, popatrzymy na statki i zaczekamy na nich. To był ostatni moment, kiedy rodzice widzieli ją żywą.

Wsiedli na statek, a my poszłyśmy na brzeg. Było bardzo gorąco, kupiłyśmy sobie lody i picie. Później siostra zaproponowała, abyśmy wróciły nad wodę, bo rodzice powinni już wracać i przywitamy ich na molo. Zgodziłam się. Pamiętam, jak nagle zerwała się do biegu. Chciała być tam szybciej, niż ja. Podskakiwała i biegła przed siebie po drewnianym pomoście. Nagle koniec. Straciłam ją z zasięgu wzroku. Było tam dużo ludzi, więc może gdzieś się między nimi zaplątała. Rozglądałam się dłuższą chwilę, aż zobaczyłam, że inni zaczynają się zbierać w jednym miejscu i patrzeć na wodę. Jeszcze nie wiedziałam, że spadła.

Dalszy ciąg to dla mnie szara plama. Pamiętam tylko pojedyncze szczegóły. Kobiety, które mechanicznie wypowiadały coś w rodzaju „rany boskie”, pana, który wyciągnął siostrę na pomost, próbę jej reanimacji, przyjazd karetki. Miała krew na głowie, nie dawała żadnych oznak życia. Ktoś powiedział, że oddycha. Wiedziałam, że wygląda to źle, ale wyjdzie z tego. Okazało się, że wcale nie oddychała. Spadając z pomostu uderzyła głową o belkę, wpadła pod wodę nieprzytomna. Wtedy pomyślałam, że to ja ją zabiłam.

Pamiętam też wyrywki, kiedy rodzice się dowiedzieli. Mama dosłownie oszalała, nikt nie mógł nad nią zapanować. Wtedy wypowiedziała słowa, które tkwią we mnie do dzisiaj „miałaś ją pilnować”. Miałam, ale doszło do najgorszego. Nie potrafię sobie tego wybaczyć. Wystarczyło przewidzieć konsekwencje, dogonić ją, powstrzymać. Ona była taka radosna, a w jednym momencie wszystko się skończyło. Jej życie, rodziców i moje też. Minęło 7 lat i nikt z nas nie potrafi się otrząsnąć. Chyba ciągle czekamy na to, że znowu będzie z nami. Kiedy uświadamiam sobie, że jednak nie będzie, wtedy naprawdę mam ochotę rzucić się z pierwszego lepszego okna.

Mam ogromne poczucie winy, które przychodzi do mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Czasami nie potrafię zasnąć, innym razem przypominam sobie o wszystkim w czasie rodzinnego obiadu, spotkania ze znajomymi, na spacerze. Przestaliśmy nawet obchodzić normalnie święta. Nikt nie zniósłby wspólnego siedzenia przy stole i patrzenia na wolne miejsce, które powinna zająć. Byłaby już prawie dorosła. Teraz mogłybyśmy sobie doradzać, wymieniać się ubraniami, rozmawiać o wszystkim. Często pytam ją o to, co by zrobiła na moim miejscu, czy dobrze postępuję. Wydaje mi się, że to ona podrzuca mi do głowy najlepsze pomysły. Przynajmniej chciałabym w to wierzyć.

Ta tragiczna chwila zniszczyła wszystko w naszym życiu. Rodzice z czasem się do siebie zbliżyli, ale na początku nie wyglądało to najlepiej. Myślałam, że skończy się rozwodem. Ze mną było odwrotnie – najpierw bardzo mnie wspierali i przekonywali, że nie ma w tym żadnej mojej winy. Później zaczęło się dociekanie, jak do tego naprawdę doszło, czy nie mogłam jej zatrzymać, dlaczego przez chwilę w ogóle nie zauważyłam, co się stało, dlaczego chciałyśmy wrócić nad wodę. Nikt mi nie powiedział, że to wszystko przeze mnie, ale przy takich rozmowach nie mogę czuć się inaczej.

Dlatego przestaliśmy w ogóle o tym rozmawiać. Dzisiaj wiem, że to nie było dobre wyjście. Trzeba było to przegadać, wypłakać się, pocieszyć i ustalić jakiś plan na dalsze życie. Zamiast tego, były same niedomówienia. Musiałam zastanawiać się, czy mama patrząc na mnie, widzi swoją córkę, czy kogoś kto odebrał jej drugie dziecko. Nawet ją o to zapytałam, ale wybuchła płaczem. Nie zaprzeczyła.

Czasami zastanawiam się, czy nie lepiej by było, gdybyśmy wpadły do tej wody razem. Rodzice przeżyliby ogromny ból, ale sytuacja byłaby jasna. Teraz ja się obwiniam, oni się obwiniają, być może obwiniają też mnie. Zamknęłam się tak mocno, że nic nie jest w stanie mnie otworzyć. Naprawdę nie wiem, jak dalej ma wyglądać moje i nasze życie.

Karolina

Komentarze (37)

Ocena: 5 / 5
A.. (Ocena: 5) 15.11.2013 15:23
ja bym nie wytrzymała tego psychicznie, mam siostre 2 lata młodszą, która jest dla mnie siostra, przyjaciółką, najlepsza koleżanką... wydaje mi się, że gdyby umarla w jaki kolwiek sposób czy w podobnym wypadku czy z powodu choroby to umarłabym ze smutku.. mogę jedynie wyobrazić sobie Twój żal i rozumiem to czemu masz takie rozterki..
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 11.11.2013 22:47
mój brat zginął 17 lat temu - miałam 8 lat on 7 - z tego co pamiętam, miałam go pilnować... albo sobie to wmówiłam... czas nie leczy ran, tęsknię, kocham, przepraszam... psychicznie jestem wrakiem... z ojcem łączy mnie jedynie zazwyczaj słowo "cześć" - jedyne co mam to moja ukochaną mama i mój chłopak... rocznica śmierci, urodzin, wszelakie święta... nawet po tylu latach są dla mnie straszne, dołujące, wręcz depresyjne... wydaje mi się, że potrzebuję psychologa, ale po co? po tylu latach czy coś to da? nikt mu życia nie przywróci.... często myślę, ze chciałabym się z nim zamienić bo na to nie zasłużył... nie raz chciałam się zabić... jednak myśl o mojej mamie jakoś mnie trzyma...
odpowiedz
XYZ (Ocena: 5) 08.11.2013 12:42
Ja też straciłam siostrę tylko w przeciwieństwie do Ciebie ja nigdy jej nie poznałam. Miałam 4 lata, mama w ciąży wszyscy szczęśliwi. Pamiętam jak siedziałam wraz z moim młodszym bratem na kanapie a między nami mama z pokaźnym już brzuchem. Dotykaliśmy go, cieszyliśmy się bardzo gdy dzidziuś kopnął. Z utęsknieniem czekaliśmy na nowego członka rodziny. Pytaliśmy mamę kiedy dzidziuś będzie w domu, czy 2 miesiące to długo? Miałam 4 lata a mimo to pamiętam niektóre urywki z tego wydarzenia. 2 tygodnie przed porodem siedziałam z bratem w pokoju w którym mama przygotowywała ubranka dla dziecka. Prasowała je i układała. Pamiętam te wszystkie pieluszki, mydełka i oliwki kupione dla niej. Dzień później wieczorem mama zaczęła krwawić, my już spaliśmy a tata zadzwonił po karetkę. Mama straciła mnóstwo krwi, cudem ją uratowano, potrzebna była transfuzja od 10 dawców. gdy tylko zaczął się krwotok dla dziecka już było za późno. Moja mała siostrzyczka sie udusiła. Podobno było to odklejenie się łożyska od macicy. Nie miała szans. Mama była zrozpaczona, nie pamiętam już tego jak nam powiedziała o tym że dzidziusia nie ma, że jest w niebie, ale pamiętam jak chowała ubranka wcześniej przygotowane wraz z oliwkami i mydełkami. Nawet nie chce sobie wyobrażać co czuli i czują moi rodzice po stracie dziecka odwiedzając je jedynie na cmentarzu, sprzątając mały nagrobek, zapalając na nim świeczkę. Ja mam już 19 lat, brat 17, a ona by miała 15. Uwierzcie mi że nie ma dnia żebym o niej nie myślała, jak by wyglądała, jakie miałybyśmy relacje. Wiem, że nigdy nie będzie lepiej, ten ból nie minie. Pewnie was nie interesuje moja historia, ale po prostu chciałam się "wygadać". Nie potrafie o tym rozmawiać, zawsze sie rozklejam, nawet gdy o tym myślę. Teraz tylko gdybam. To nie powinno sie wydarzyć.
odpowiedz
Ewka (Ocena: 5) 07.11.2013 22:57
Czytając to rozpłakałam się... mam 8 letnią siostrę (ja mam 20) i nie umiem wyobrazić sobie tego co czujesz...Nie obwiniaj się o to. Sama wiem jak ciężko utrzymać malucha w tym wieku w miejscu. Siostra nieraz mnie nastraszyła i dała w kość. To mogło się przydarzyć każdemu a jeśli ktoś twierdzi inaczej to jest głupi i naiwny. Trzymaj się! Skorzystaj z fachowej pomocy. Mam nadzieję, że kiedyś odzyskasz spokój.
odpowiedz
Natalia (Ocena: 5) 07.11.2013 22:01
Karolina to nie twoja wina!!!!Tak mialo być i ty nic nie moglas zrobic.Życie jest w tym momencie teraz niczym dla ciebie ,ale zobaczysz znic nie dzieje sie bez przyczyny.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo