LIST: „Wszyscy wokół się rozwodzą! Wolimy iść na łatwiznę, zamiast pracować nad związkiem!”

Alina twierdzi, że młodzi ludzie bawią się w małżeństwo, a kiedy coś nie pasuje - wolą poszukać szczęścia gdzie indziej.
LIST: „Wszyscy wokół się rozwodzą! Wolimy iść na łatwiznę, zamiast pracować nad związkiem!”
23.10.2013

Szanowna Redakcjo,

chciałabym napisać kilka słów na bardzo ważny temat. Widzę, co się wokół mnie dzieje i po prostu nie mogę w to uwierzyć. Mam wrażenie, że ludzie w moim wieku przestali myśleć o czymkolwiek poza sobą. Kiedy tylko pojawia się jakiś problem, zaraz uciekają, gdzie pieprz rośnie i myślą, że to najlepsze wyjście. Wystarczy jakiś trudny moment, małe nieporozumienie i od razu się poddają. Kiedyś rozwód był ostatecznością, a teraz to już chyba norma. Tylko w moim towarzystwie rozpadło się już kilka małżeństw.

Mam 31 lat, od 3 lat mam męża. Różnie z nami bywa, bo czasy są wyjątkowo trudne. Ciągle musimy walczyć o nasz związek i na razie nam się to udaje. Może jestem dziwna, ale uważam, że jeśli raz się zdecydowałam i przysięgłam przed Bogiem, to nie ma odwrotu. Staromodne podejście? Moi rodzice i dziadkowie jakoś przetrwali i byli ze sobą szczęśliwi. Teraz wszyscy zachowujemy się jak rozkapryszone bachory, które nie chcą się przemęczać. Jeśli jest coś nie tak, to trzeba to zakończyć.

 

Nie będzie lepszego, jeśli zwracamy uwagę tylko na nic nieznaczące szczegóły. Rozmawiałam z moimi przyjaciółkami-rozwódkami – one naprawdę same nie wiedziały, w czym był problem. Podobno się nie dopasowali. Chyba zwyczajnie im się nie chciało starać i próbować! Myślały, że ukochany zawsze będzie tym wspaniałym chłopakiem, który szeptał im czułe słówka do ucha. A życie ma swoje tempo, musimy się mierzyć z różnymi sytuacjami i MYŚLEĆ. Nie tylko o sobie, ale i o nas.

Pewnie wyjdę na oszołoma, czy innego mohera, ale dla mnie przysięga małżeńska będzie zawsze ważna. I mówię to otwarcie, wtedy kiedy jest dobrze. Jeśli będzie źle – to się nie zmieni. A jeśli ktoś ma głęboko gdzieś wiarę i Boga, nie przejmuje się siłą wyższą, to może przynajmniej powinno mu być wstyd przed tymi wszystkimi ludźmi, którzy byli na ślubie, słyszeli nasze słowa i życzyli nam szczęścia. Coś mi nie pasuje, to sobie zmienię męża, jak nie ten, to inny, zawsze mogę wziąć kolejny ślub, tym razem cywilny. Co za problem...

Rozumiem sytuacje, kiedy partner okazuje się kimś zupełnie innym. Krzywdzi. Nie rozumiem, kiedy specjalnie się nie zmienił, ale tak bardzo zmieniło się nasze nastawienie. Chcemy wiecznej sielanki. Rozglądamy się na boki, zamiast zająć się tą jedną, najważniejszą osobą. Szukamy szczęścia gdzie indziej, chociaż ono jest w zasięgu ręki. Po prostu nie potrafimy go odkryć. Mnie się to udaje i mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie tak do tego podchodziło.

Trzeba zmienić siebie i swoje głupie podejście do życia i najważniejszych spraw, a nie partnera. A jeśli ktoś nie rozumie, że to poważna sprawa, to lepiej nich się z nikim nie wiąże, bo to się źle skończy. Młodzi rozwodnicy wzbudzają nie tylko moje współczucie, ale zwykłą odrazę. W większości przypadków to zwykła fanaberia niedojrzałych ludzi.

Alina

rozstanie

Widziałam kiedyś w internecie obrazek, który strasznie mi się spodobał. Była tam para staruszków. Uśmiechnięci, trzymają się za rękę, a pod nimi podpis „kiedyś, jeśli coś się zepsuło, starano się to naprawić, dzisiaj od razu wymieniamy to na coś nowego”. I niestety chodzi o drugą połówkę. W naszych czasach takich par już chyba nie będzie, bo wszyscy zdążą się ze dwa razy rozwieść i szukać szczęścia u boku kogoś innego. Idziemy na łatwiznę. A małżeństwo to naprawdę nie wymiana starego telewizora na nowy!

Obserwuję moje koleżanki. Z kilku najbliższych dwie są już rozwódkami. Zrozumiałabym, gdyby w tych małżeństwach działo się coś naprawdę złego. Przecież tyle się słyszy o przemocy, uzależnieniach itp. Ale nie tym razem. Mieli ustawiony start od samego początku. Mieszkania od rodziców, dobre posady, na nic im nie brakowało. Wystarczyło ze sobą rozmawiać, spróbować się zrozumieć, a oni woleli się ewakuować. Szukają szczęścia zupełnie nie tam, gdzie mogliby je znaleźć. To mnie przeraża.

rozstanie

Może jestem dziwna, ale dla mnie rozwód, a już szczególnie w tak młodym wieku, to straszna porażka i wstyd. A oni się z tym obnoszą. Ciągle słyszę, że „no, nie wyszło im”, „życie toczy się dalej”, „mieliśmy różne priorytety”. O co chodzi?! Jakie priorytety? Jeśli człowiek uważa się za dorosłego, podejmuje decyzję o ślubie i założeniu rodziny, to chyba priorytet jest jeden – szczęście. Oni tego nie chcą? Myśleli chyba, że to wieczna sielanka, będą głaskać się po główkach i żaden problem się nie pojawi. A jak się pojawił, to nogi za pas i tyle ich widzieli.

Najbardziej uderzył mnie przypadek jednej z moich koleżanek. Nie kłóciła się z mężem, nie zdradzali się, nikt nikogo nie bił, odnosili się do siebie z szacunkiem. Ale do rozwodu i tak doszło. Usłyszałam, że nie mogli się porozumieć w najważniejszych sprawach. Od razu zaczęłam się zastanawiać, o co może chodzić. Może o dzieci? Wartości? Nie... Podobno ciągle się sprzeczali, bo mieli różny gust. On chciał samochód sportowy, ona rodzinny, on chciał nowe mieszkanie w apartamentowcu, ona wolała wybudować dom... Straszne dylematy. Dla mnie to zwykłe rozkapryszenie.

Inna koleżanka myślała o rozwodzie już kilka miesięcy po hucznym weselu. Podobno mąż ją źle traktował. To znaczy – przykręcił kurek z kasą. Nie wiem, kogo ona szukała, ale trochę się zawiodła. Mądry facet zaczął myśleć o przyszłości, a ona wolała przepuszczać wszystko na głupoty. Rzeczywiście się nie dogadali. Mam wrażenie, że same nie wiemy, czego oczekujemy od życia. Najpierw wygadujemy głupoty o miłości do końca życia, porozumieniu dusz, wiecznym uczuciu, relacji partnerskiej itp., a potem drobny szczegół nam nie pasuje i koniec z tym wszystkim.

Mam nadzieję, że się nie mylę. A nawet jestem tego pewna. Wierzę, że jeśli stanęliśmy na swojej drodze, przysięgliśmy przed Bogiem miłość i wytrwanie przy sobie do końca życia, to tak powinno być. Mogą się zdarzyć złe momenty, ale trzeba je przezwyciężyć. Gdzieś w głowie zawsze musi się zapalić światełko - „uspokój się, to przecież ten jedyny i do tej pory byłaś o tym przekonana, nie ulegaj humorom i zrób coś z tym”. Do tej pory to działa. Nie rozglądam się za kolejnym cudownym facetem, który miałby być „lepszy”.

Komentarze (38)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 28.10.2013 13:27
Bardzo fajny list. Mądry i pouczający.
zobacz odpowiedzi (1)
kitty (Ocena: 5) 27.10.2013 15:54
wkoncu jakis mądry list warty przeczytania i przemyslenia
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.10.2013 12:15
Moja daleka kuzynka rozwiodła się rok po ślubie. Powodem była kasa. Razem z narzeczonym założyła firmę i wszystko ładnie, pięknie, póki nie mogli się dogadać w sprawie firmy. Teraz jest po drugim ślubie, ma dziecko z innym facetem i chyba jest szczęśliwa.
odpowiedz
Lolita (Ocena: 5) 24.10.2013 18:45
zdecydowanie zgadzam się z autorką listu ! mam 19 lat, i być może mam staroświeckie podejście, ale też mi się wydaje, że jeśli coś zaczyna się psuć, to trzeba WALCZYĆ o związek! Co innego, kiedy druga osoba zdradziła, stosuje wobec nas przemoc czy coś w tym stylu. Ale wtedy nie należy uciekać od razu do rozwodu ! Jest mnóstwo terapii, które pomagają ludziom. Jeśli człowieka naprawdę się KOCHA, to nikt ot tak nie podda się bez WALKI! A patrząc na to, jak ludzie zachowują się i podchodzą do małżeństwa i rozwodu w dzisiejszych czasach - to oznacza, że tak naprawdę jeszcze nie dorośli to związku !
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 24.10.2013 00:28
nie wolimy isc na latwiezne tylko kiedys byly po prostu nie do pomyslenia ze ktos moze wziac rozwod po prostu czasy i myslenie ludzi sie zmienilo
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo