LIST: „Byłam KATEM dla swojego dziecka! Mogłam doprowadzić do tragedii, bo nikt nie reagował...”

Wstrząsające wspomnienia matki, która znęcała się nad własnym dzieckiem.
LIST: „Byłam KATEM dla swojego dziecka! Mogłam doprowadzić do tragedii, bo nikt nie reagował...”
30.09.2013

Drogie Czytelniczki, Redakcjo...

Minęło już wiele lat od najgorszego okresu w moim życiu. Potwornie wstydzę się tego, co zrobiłam. Zapłaciłam za swoje grzechy, dzisiaj jestem zupełnie inną osobą, ale prawie doprowadziłam do tragedii. Temat wraca do mnie za każdym razem, kiedy słyszę w telewizji o kolejnych sadystycznych rodzicach. Ostatnio niemal codziennie mówi się o maltretowanych dzieciach. Wiele z tych małych istotek nie przeżyło. Pobite, zakatowane, męczone przez długie miesiące i lata. Jedyne, na co mogą zawsze liczyć, to cios od własnej mamy i taty. Niewiele brakowało, a byłabym bohaterką podobnej tragicznej historii.

Urodziłam swojego syna bardzo wcześnie. Miałam 17 lat. Ojcem został mój chłopak, z którym się spotykałam, ale trudno mówić o jakimś wielkim uczuciu. Na pewno nie planowaliśmy wtedy wspólnego życia, ale stało się. Dziecko miało nas połączyć na zawsze. Rodzice uznali jednak, że nie powinniśmy być ze sobą. Z dzieckiem mieszkałam u swoich rodziców, on tylko czasami przychodził. Oni wychodzili do pracy, a ja zostawałam z problemem sama. I nie dawałam sobie rady.

 

Problemy psychiczne młodych matek i ojców to coraz częstsza sprawa. Zwłaszcza, jeśli dziecko przychodzi na świat za wcześnie, poza normalnym związkiem. Pozwólcie sobie pomóc i nie bądźcie katami. A jeśli podejrzewacie, że ktoś w najbliższym otoczeniu robi coś takiego – nie bójcie się zareagować. Lepiej pogorszyć wzajemne stosunki, niż mieć na sumieniu maleńką, bezbronną istotę. Z perspektywy czasu wiem, że nie mogłam ukryć wszystkiego. Ktoś musiał się domyślać. Ale nie zareagował. Gdybym sama nie pękła, to... Aż boję się myśleć. Mnie pomogła rodzina i terapia.

Dzisiaj jestem naprawdę dobrą mamą, chociaż z potwornymi wyrzutami sumienia. Do końca życia będę musiała to nosić w sercu. Na szczęście mam przy sobie tego fantastycznego urwisa, którego kocham nad życie.

Magda

Jakoś przetrwałam pierwsze 2 lata jego życia, chociaż byłam już na wykończeniu. Chłopak ograniczał się do płacenia alimentów. Oczywiście pieniądze szły z kieszeni jego rodziców, bo on dalej się uczył. Czasami przychodził, popatrzył na swojego syna i tyle. Nie miałem kompletnie żadnego wsparcia. Poza materialnym, bo miałam co jeść, miałam gdzie mieszkać, miałam na pieluchy, jedzenie itd. Cała reszta zostawała na mojej głowie. I zaczęły mi puszczać nerwy. Kiedy byłam z dzieckiem sama w domu, ciągle na niego wrzeszczałam.

Nie pasowało mi to, że znowu coś zbroił, nie powiedział, że chce na nocnik, nie miał ochoty na obiad, który mu odgrzałam. Ciągle płakał, że czegoś chce, albo nie chce. To mnie dobijało, bo nie potrafiłam nad nim zapanować. Pamiętam, jak pierwszy raz uderzyłam go prosto w twarz. Aż osunął się na ziemię. Nie zapłakał. To było dla niego coś niewyobrażalnego, nie wiedział co się dzieje. To nie był ostatni raz.

Kiedy się wściekłam, potrafiłam złapać go za nogi, rzucić na łóżko i wyjść z pokoju. On płakał i prosił, żebym przyszła, ale ja stałam z drugiej strony i trzymałam drzwi. Nie wchodziłam, ale też nie pozwalałam mu wyjść. To musiały być dla niego tortury. Potem nie byłam lepsza. Kazałam mu przepraszać. Ta mała kruszynka ledwo jeszcze mówiła, ale słowo „przepraszam” opanował do perfekcji. Przepraszał za wszystko. Chyba też za to, że w ogóle żyje i przeszkadza mi w normalnym życiu. Miałam straszne napady agresji, ale zdaję sobie sprawę, że ciągle byłam dla niego taka.

Czasami chciałam mieć go z głowy, więc zakładałam mu pieluchę, zamykałam w pokoju i wchodziłam tam dopiero przed powrotem rodziców z pracy. Siedział głodny, przestraszony, z odparzoną pupą. Myślałam, że tak mogę. On od tego nie umrze, a ja będę miała chwilę dla siebie. Zdarzyło mi się w tym czasie wyjść z domu na 2-3 godziny. Nie myślałam o konsekwencjach, bo on przestał być moim maleńkim synkiem, ale koszmarem, kimś zbędnym, kto odebrał mi młodość.

Rodzice widzieli, że coś jest nie tak, bo skąd te siniaki i odparzenia? Dlaczego on ciągle płacze i boi się do mnie podejść? Pewnie podejrzewali, że źle się nim zajmuję, ale nic z tym nie zrobili. Nie wiedzieli, że jest aż tak źle. Biłam go coraz częściej, z byle okazji. Wystarczyło, że mnie za wcześnie obudził, a wtedy podchodziłam do łóżeczka i przyciskałam mu głowę kołdrą. Aż dał za wygraną i się uciszył. Szarpałam go za ręce, kiedy był nieposłuszny. Kopałam, kiedy w czymś mi przeszkadzał. I ciągle wrzeszczałam.

Chyba nigdy wtedy nie usłyszał mojego normalnego głosu. Ciągle był to agresywny ton wściekłej matki. Wszystko się zmieniało, kiedy ktoś inny był w pobliżu. Wiem, że właśnie tak to działa. Niektórzy potrafią świetnie udawać. Na spacerze w parku kochające mamusie ze swoimi aniołkami, a w domu nie dają sobie rady i robią straszne rzeczy. Do dziś dziękuję Bogu, że nie doprowadziłam do najgorszego. A było blisko. Czasami wystarczy chwila, co widać po ostatnich przypadkach, o których mówi się w mediach.

Nie wiem jak to się stało, ale w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że krzywdzę najbliższą mi osobę. Co najgorsze, kompletnie bezbronną. On mógł tylko płakać, a ja zawsze mogłam mu przywalić z całej siły. W czasie rozmowy z ciotką, z którą byłam w miarę blisko, coś we mnie pękło. Opowiedziałam jej o wszystkim. Dzisiaj wiem, że to było wołanie o pomoc, zanim nie będzie za późno. Byłam potworem, ale gdzieś w środku pojawiła się iskra. Ona wcale na mnie nie nakrzyczała. Przytuliła mnie i powiedziała, że mi pomoże.

O wszystkim dowiedzieli się moi rodzice. Mama groziła, że zgłosi to na policję, że powinnam zgnić w więzieniu za coś takiego. Zawsze mogłam im powiedzieć, że nie daję sobie rady, ale tego nie zrobiłam. Widzieli moją postawę, ale prawdziwym potworem stawałam się wtedy, kiedy ich nie było w pobliżu. Nie domyślili się, że jest tak źle. Od tamtej pory nie byłam już sama z dzieckiem. Mama zaczęła pracować na popołudniową zmianę. Od rana była z nami, później przychodził tata, czasami ciotka. Naprawdę odżyłam. Potrzebowałam takiej pomocy, ale wstydziłam się o nią wcześniej poprosić.

Wolałam katować własne dziecko, niż przyznać się do bezsilności. Na szczęście wszystko wyszło na jaw i to pozwoliło mi odzyskać równowagę. Dziękuję Bogu, że mam swojego syna i nie wpędziłam go do grobu. A mogło się tak stać. Gdyby pomoc nie przyszła wtedy, to byłoby bardzo źle. Po co o tym opowiadam? Chcę uświadomić matkom, które nie dają sobie rady i szukają ukojenia w przemocy. Mówcie otwarcie, że dzieje się z Wami coś złego, że nie dajecie sobie rady. Nie wyjdziecie na złe matki. Wręcz przeciwnie.

Złe będziecie wtedy, kiedy nie będziecie potrafiły sobie tego uświadomić i poprosić o pomoc. Wasze maleństwa nie zasłużyły na coś takiego. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Mój syn ma dzisiaj 12 lat i mam nadzieję, że nie pamięta tych strasznych czasów. Każdego dnia udowadniam mu swoją miłość. A w głębi duszy ciągle przepraszam za to, co zrobiłam. Na otrzeźwienie może być jednak za późno. Mogłam go zakatować na śmierć, mogłam trafić do więzienia.

Polecane wideo

Komentarze (208)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 15.05.2015 23:34
przykre, masz wyrzuty sumienia wiec cierpisz....mam nadzieje ze syn ci wybaczyl lub ze niepamieta.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.02.2015 14:01
zabiłabym cię gołymi rękami szmato ;/
odpowiedz
Młoda Matka (Ocena: 5) 20.11.2013 22:28
Jesteś chora psychicznie i gdybym Cie spotkała to bym sie zemściła za Twojego syna. NIC nie uprawiedliwa takiego zachowania ani młody wiek , ani zachowanie dziecka ani jak to nazywasz :brak pomocy: Są matki które siedzą same z dziećmi całe dnie i noce i muszą się także zając domem , gospodarstem lub innymi obowiązkami. Sama jestem młodą matką,mój mąż pracuje od 9 do 21. I kocham swojego syna - nigdy bym go nie potraktowala swojego syna. dla mnie jesteś nikim.
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 09.10.2013 11:47
Jakbym cie spotkala to bym zrobilo z toba to samo co ty ze swoim dzieckiem;/ wierzyc sie nie chce ze tacy "ludzie" maja dzieci. Zwierzęta bardziej dbaja o dobro dzieci niz ludzi.. Twoja matka miala racje powinnas gnic w wiezieniu
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 03.10.2013 21:26
Przykro mi ale muszę to napisać... trzeba było usunąć skoro byłaś tak młoda a nie niszczyć życie sobie i niewinnemu dziecku
odpowiedz

Polecane dla Ciebie