LIST: „Zakochałam się w sąsiedzie, z którym nigdy nie rozmawiałam! Codziennie go podglądam...”

Basia obserwuje przez okno swojego sąsiada, który coraz bardziej jej się podoba. Nie wie, w jaki sposób nawiązać kontakt.
LIST: „Zakochałam się w sąsiedzie, z którym nigdy nie rozmawiałam! Codziennie go podglądam...”
15.09.2013

Muszę się komuś wygadać, bo czuję, że tracę nad sobą kontrolę. To, co się wokół mnie dzieje, jest tak krępujące, że wstydzę się o tym powiedzieć nawet najlepszej przyjaciółce. Podświadomie czuję, że zachowuję się dziwnie, ale nie mogę się po prostu powstrzymać. Od kilku miesięcy wreszcie mieszkam sama. Wynajęłam kawalerkę na nowym osiedlu i wtedy to się zaczęło. Pracuję w biurze rachunkowym, ale większość spraw mogę załatwiać w domu. Siedzę przy komputerze, przygotowuję zestawienia finansowe, drukuję umowy itp. A w przerwach gapię się w okno. Już nie umiem inaczej.

Pierwszy raz zwróciłam uwagę na mojego sąsiada jakiś tydzień po przeprowadzce. Mieszkam na jednym z ostatnich piętr, on 2 niżej i po przeciwnej stronie mnie. Wystarczy, że stanę przy oknie i widzę prawie wszystko, co dzieje się w jego mieszkaniu. On nie ma żadnych zasłon, ani firanek. Czasami tylko zasuwa rolety, kiedy świeci słońce i wtedy tracę humor. Przyzwyczaiłam się do tego, że widzę go codziennie. Raczej nie zdaje sobie z tego sprawy, bo gdyby się dowiedział, to nie paradowałby po mieszkaniu tak swobodnie. Uzależniłam się od niego.

 

Czasami sama się za siebie wstydzę, że żyję czyimś życiem bez jego wiedzy. Jeszcze nie zwariowałam tak mocno, żeby zainstalować lunetę, albo gapić się przez lornetkę, ale to wszystko jest tak dziwne, że nie mogę za siebie ręczyć. Chcę to wreszcie przerwać i móc go poznawać w normalny sposób. Trochę się boję, że w bezpośrednim kontakcie nie jest taki, jak go sobie wyobrażam, ale wtedy przynajmniej będę wiedziała, czy warto zaprzątać sobie nim głowę. Chyba nie chcę, żeby ktoś mnie oceniał. Zdaję sobie sprawę, że wygląda to dziwnie. Proszę jednak o radę, jak zmienić tę „znajomość” na odległość w coś normalnego...

Basia

Zawsze się śmiałam ze starszych kobiet na osiedlu, na którym mieszkałam od dzieciństwa. Całymi dniami wiszą w oknach, oparte na poduszkach i gapią się. Patrzą i patrzą. Nie wiem na co, nie wiem, czy one wiedzą. Byle czymś się zająć. Zawsze byłam skrępowana, kiedy podchodziłam do bloku, bo wszystkie zaczynały mnie lustrować. Wiedziały, kiedy wracam, z kim, w co jestem ubrana, jaką dzisiaj mam fryzurę. Mam nadzieję, że nie miały takiej obsesji, jak ja dzisiaj. Tylko że mnie nie cieszy patrzenie się na kogokolwiek. Wszyscy inni mogą nie istnieć, bo liczy się tylko on.

Wiem, że jestem dziwna i dlatego nikomu się tym nie pochwaliłam. To nie jest do końca normalne i to rozumiem. Ale miłość od pierwszego wejrzenia przecież się zdarza. Czasami nie trzeba ani jednego słowa, żeby wiedzieć, że coś się czuje do drugiej osoby. Ja tak właśnie mam z moim sąsiadem. Każdy kolejny dzień mnie w tym utwierdza. Siedzę z bananem na twarzy, kiedy wreszcie się pojawi w mieszkaniu. Wtedy nie czuję się już taka samotna, poprawia mi humor. Na szczęście on pracuje gdzieś na mieście, więc przynajmniej sama nie zawalam swojej roboty. Teraz chciałabym go poznać, ale już tak normalnie.

Kompletnie nie wiem, jak się do tego zabrać. On nie jest sąsiadem z klatki, do którego mogę zapukać, żeby pożyczyć cukier albo poprosić o wbicie gwoździa. Do jego części wchodzi się z zupełnie innej strony. Od razu by się zorientował, że nie chodzi o przysługę, ale specjalnie go wybrałam. Myślałam o tym, żeby poprosić tę moją sąsiadkę, żeby zorganizowała jakąś imprezę, zaprosiła jego i mnie. Ale wtedy musiałabym się przyznać, że mam go na oku... Tylko nie widzę innego wyjścia. To byłaby chyba jedyna okazja, żeby go normalnie poznać. Potem nie miałabym oporów, żeby z nim porozmawiać, albo o coś poprosić.

Brakuje mi właśnie takiej prostej sytuacji, kiedy ktoś nas sobie przedstawia. Wtedy będziemy się już znać i będzie mi łatwiej. Mam już swoje lata i nie latam za byle kim. To trwa już tyle czasu, że coś jest na rzeczy. Może to nie miłość, bo trudno o takie uczucie bez wiedzy na swój temat. Ale na pewno mocno się zauroczyłam. Już nawet sobie wyobrażam, że jesteśmy razem, a ja mu kiedyś mówię, jak wariowałam przy oknie i oboje się z tego śmiejemy...

okno

Najwięcej mogę zobaczyć wieczorem, kiedy on wraca z pracy i włącza światło. Widzę pół jego salonu, kuchnię, nawet przedpokój prowadzący do łazienki. Gdybym się uparła, to wiedziałam dokładnie co ogląda w telewizorze, co je i kiedy chodzi się kąpać. I bardzo często tak jest, bo siadam sobie przy oknie i patrzę tak bez sensu, aż się ruszy. A jak już się pojawi w zasięgu wzroku, to aż mnie zatyka, bo wreszcie się doczekałam. Nie robi nic niezwykłego. Po prostu tam jest, a ja mogę na niego patrzeć.

Mam dziwną przyjemność z tego, że ja go widzę, a on mnie nie. Mogę uczestniczyć w jego życiu, chociaż nie ma o tym pojęcia. Ostatnio robił imprezę i mogłam się przyjrzeć jego znajomym, widziałam, jak zdmuchuje świeczki na torcie. Aż sama się siebie boję, bo zaczynam żyć życiem obcego faceta. Nie potrafię sobie tego odmówić. Strasznie mi się podoba, ale na razie nie mam odwagi na nic więcej.

Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by było, gdyby on nagle się wyprowadził, albo zasłonił okna. Wtedy dopiero bym oszalała. To już taki mój rytuał, że zajmuję się swoim życiem, a od czasu do czasu zerkam, co u niego słychać. Wiem, że to dziwne i trochę chamskie. Wiem, że nie wolno podglądać. Tylko, że on sam daje mi taką okazję. Skoro nie zasłania okien, to znaczy, że jest mu wszystko jedno. A dla mnie to naprawdę ważne, bo od dawna jestem sama, w pracy praktycznie brak facetów, większość dnia spędzam w domu. Teraz przynajmniej mogę sobie wyobrazić, że mam kogoś blisko.

Ostatnio rozmawiałam z moją sąsiadką. Dziewczyna jest w moim wieku i wprowadziła się tu znacznie wcześniej. Zajmuje się swoim synkiem, więc wie o wiele więcej, co się dzieje na osiedlu. Poznała tego mężczyznę, kilka razy była u niego w mieszkaniu, kiedy się tutaj przeniósł. Jakieś sąsiedzkie przysługi. Jej mąż pożyczał mu narzędzia, czy coś takiego. Dzięki niej wiem, jak ma na imię, ile mniej więcej ma lat i dlaczego mieszka sam. Rozwiódł się bardzo wcześnie, ale oczywiście na ten temat się nie rozgadywał. Ale taka informacja wyszła. Ucieszyło mnie to.

Wiem o nim tylko tyle, ale i aż tyle. Z samego gapienia się w okno mogę najwyżej ocenić jego wygląd i niewiele więcej. To ma spore znaczenie, bo dla mnie to chodzący ideał. Wysoki, fajnie zbudowany, na pewno nie jest grubasem, ani chudzielcem. Zresztą, tyle razy widziałam go w samych bokserkach, że znam jego ciało na pamięć. Trochę dziwi mnie jego nieuwaga, bo po przeciwnej stronie jest tyle mieszkań i każdy może go zobaczyć. Mam nadzieję, że nie robi tego specjalnie i nie lubi się obnażać.

Ciekawe ile jeszcze znudzonych życiem sąsiadek go ogląda. No bo jest na co popatrzeć i trudno to ukryć. Kiedy spotkałam go w drodze na parking, był elegancko ubrany, z teczką w ręce. Aż go nie poznałam. W takim wydaniu go nie widuję. Wreszcie się ocknęłam i aż przystanęłam w miejscu. Jest tak blisko mnie, nie wie o mnie zupełnie nic, a ja o nim coraz więcej. To nie jest fair, ale to nie moja wina, że ciągle daje mi okazje, żeby móc zajrzeć do jego domu!

Komentarze (42)

Ocena: 4.95 / 5
klimas (Ocena: 3) 08.11.2015 23:40
takie cos to jak stalking. ja przez stalking juz nie siedze nigdy przy otwartych zaluzjach, tak mnie to zjawisko zrazilo. Jak lubisz tak patrzec przez okna to jedz do NL/BE tam 50% nie ma firan.
odpowiedz
Aga (Ocena: 5) 01.01.2015 14:30
Koniecznie zobacz krótko metrażowy film Disneya, który 2-3 lata temu był nominowany do Oscara, Twój problem zniknie :)
odpowiedz
M (Ocena: 5) 16.09.2013 19:35
Jaki masz problem ? Zwyczajnie przez "przypadek" do niego zagadaj, obserwujesz go to chyba dobrze wiesz (widzisz) kiedy wychodzi z domu, zapytaj chociażby o sąsiadów, powiedz że niedawno sie wprowadziłaś, jaka jest jego opinia o tym osiedlu, ludziach tam mieszkających itp zwyczajna sąsiedzka rozmowa. Zapytaj go czy nie miałby ochoty wpaść do Ciebie na parapetówę :) A jak się wstydzisz to poproś tę koleżankę która go zna żeby coś zorganizowała u siebie i zaprosiła też jego :) Trochę odwagi, będziesz wiedziała chociaż na czym stoisz bo to co teraz robisz do niczego nie prowadzi, wyłącznie do obsesji. Trzymam kciuki i pozdrawiam :)
odpowiedz
Sami (Ocena: 5) 16.09.2013 15:47
Oj kobieto, życie takie krótkie a Ty takie podchody stosujesz :) Nigdy nie byłam w sytuacji, żebym musiała zaczepić jakiegoś faceta, bo zawsze to mnie zaczepiano, ale gdybym była na Twoim miejscu, to poszłabym do niego pod jakimś głupim pretekstem, niby, że chcesz coś pożyczyć a doszły Cię słuchy, że on to akurat ma i nawet jeśli nie ma to już będzie jakiś początek, poza tym może jak przyjrzysz się lepiej to będziesz wiedzieć czy warto dalej kombinować ;) A i najważniejsza rada, jakby udało się wam zejść, to nigdy nie mów mu o tych podchodach, bo wtedy facet obrośnie w pióra i nie będzie traktował Cię poważnie. Oni lubią zdobywać i chociaż mamy czasy równouprawnienia, bla, bla to natury płci nie zmienisz. Powodzenia.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 16.09.2013 11:35
WTF.? Ja rozumiem żeby takie rzeczy robiły nastolatki ale dorosła osoba??
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo