LIST: „Jestem przerażona liceum! Lubię się uczyć, ale nie pasuję do bogatych rówieśników...”

Magda obawia się nowej szkoły. Rówieśnicy dobrze się ubierają, są pewni siebie i na wszystko mogą sobie pozwolić. Ona nie.
LIST: „Jestem przerażona liceum! Lubię się uczyć, ale nie pasuję do bogatych rówieśników...”
25.08.2013

Drogie Papilotki,

nie chciałabym nikomu psuć humoru, ale wakacje naprawdę się kończą. Wiem, że dla większości nie jest to zbyt fajne. Dla mnie szczególnie. Jestem dobrą uczennicą, naprawdę nie mam problemu z nauką. Wcale nie chodzi o to, że nie chcę wracać do szkoły, bo chętnie bym jeszcze poleniuchowała. Tak naprawdę, to wolę zajmować się czymś konkretnym, niż marnować czas. Od dwóch miesięcy niewiele się u mnie dzieje i może to dziwne, ale szkoła byłaby dla mnie odskocznią. I na pewno będzie, ale boję się, że nie w takim sensie, jakbym chciała. Jestem przerażona. Nie nauką, sprawdzianami i pracami domowymi. Innymi uczniami.

Niedawno skończyłam gimnazjum, gdzie specjalnie się nie wyróżniałam. Dobre stopnie jakoś nie wpłynęły na moją popularność. No, ale jakoś specjalnie nie cierpiałam. Obawiam się, że teraz będzie już tylko gorzej. Liceum to zupełnie nowi ludzie z różnych części miasta, zwłaszcza że dostałam się do bardzo dobrej szkoły. Nie mogę przestać myśleć o tym, że zupełnie mnie nie zaakceptują i będę się męczyła przez 3 lata. Na pewno nie jestem taka fajna jak większość.

 

szkoła

Nie dostaję też kieszonkowego. Jedyne pieniądze, które mam przy sobie, to jakieś drobne na drożdżówkę czy picie. Na coś więcej mogę sobie pozwolić może po urodzinach czy imieninach. Także wypad z koleżankami na pizzę czy do kawiarni, raczej odpada. Boję się, że to wszystko doprowadzi do tego, że od początku nie będę do nich pasowała. Nie znajdę przyjaciół, a raczej wrogów. Ludzie, którym się powodzi, chętnie wyśmiewają innych, podobnych do mnie. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę dobrą pracę i moje dzieci nie będą tak żyły, ale co ja teraz mogę...

Wydaje mi się też, że jestem raczej nieciekawą dziewczyną. Może nie odstraszam swoją twarzą, ale nie jestem tak zadbana jak inne. Nie mogę sobie pozwolić na porządne kosmetyki, częste wizyty u fryzjera, co dopiero mówić o kosmetyczce. Przez to wyglądam byle jak i wątpię, żeby ktoś na mnie spojrzał łaskawszym okiem. Mam jeden krem, ostatnio dostałam lepszy tusz do rzęs i tyle. To raczej nie jest normalne, więc martwię się raczej nie bezpodstawnie.

To samo tyczy się innych spraw. Wiadomo, że w szkole nie da się nauczyć wszystkiego. Ogólnie uczę się dobrze, ale mam np. problem z matematyką. Inni rodzice od razu szukaliby dobrego korepetytora, ale ja mogę zapomnieć. Jeśli sama tego wszystkiego nie zrozumiem, to potem są efekty, czyli kiepskie oceny. Identyczna sytuacja jest z językiem angielskim. W szkole uczą tylko podstaw, które nie są zbyt zaawansowane. Inne dziewczyny wyjeżdżają na zagraniczne wakacje i szlifują język, albo chodzą na prywatne lekcje, a ja... Ja naprawdę zginę w tym liceum.

Nie lubię, kiedy ktoś mówi, że pieniądze nie dają szczęścia. Zauważyłam, że takie słowa padają tylko z ust ludzi, którym dobrze się powodzi. Osoby w takiej sytuacji jak ja, myślą zupełnie inaczej. Pieniądze są potrzebne, żeby normalnie żyć i móc się odnaleźć w dzisiejszym świecie. Mogę być inteligentna i zaradna, ale jeśli nie reprezentuję sobą tego, co inni, wtedy przepadłam. Jestem niemodna, trochę zakompleksiona i nie pasuję do towarzystwa.

Ostatnio w autobusie przysłuchiwałam się rozmowie dziewczyn w podobnym wieku. Każda z nich miała w dłoni jakiś nowy telefon. Rozmawiały o Instagramie, Facebooku, blogerkach. Ciągle coś pisały na tych telefonach, coś im dzwoniło. Dużo się działo. Ja siedziałam spokojnie. Do mnie nikt niczego nie pisał. Zresztą, na konto na Facebooku nawet się nie zdecydowałam, bo co ja bym tam robiła? Wątpię, żeby ktoś chciał mnie dodać. Nikt nie robi mi też pięknych zdjęć. Zresztą, nie miałabym odpowiednio fajnych ciuchów, żeby pozować. No i w moim życiu niewiele się dzieje, więc o czym tu pisać.

Czuję się wykluczona. Może to głupie, sama kiedyś tak nie myślałam, ale te ubrania, telefony, luźne podejście do życia, naprawdę mają teraz spore znaczenie. Jeśli się nie dostosuję, to przepadnę. Najgorsze jest to, że po prostu nie mam takich możliwości. Nie jestem próżna, ale chciałabym choć trochę przypominać moje rówieśnice. Teraz jestem tylko głupią ofiarą losu.

I to właśnie tego boję się w liceum najbardziej. Dziewczyny są modne, wygadane, mają wszystko co chcą, prowadzą się z chłopakami, a ja taka szara myszka... Nawet jeśli nie będą mnie tępić, to i tak mogę spisać ten czas na straty. Przyłożę się do nauki, bo zależy mi na lepszej przyszłości, ale o wiele milej byłoby się czuć swobodnie. Nie patrzeć codziennie w lustro z wyrzutami sumienia i szybko wchodzić do szkoły, żeby przypadkiem nikt mi się za bardzo nie przyglądał. Naprawdę wiem, że pieniądze to nie wszystko, że liczy się coś więcej. Ale dla mnie to teraz tylko takie gadanie.

Pewnie rozmowa zacznie się od tego, gdzie byłam na wakacjach. Inni będą rzucali nazwami zagranicznych miejsc, ewentualnie Mazury czy polskie wybrzeże, a ja oczywiście będę milczeć. Bo o czym tu mówić? Mam się chwalić, żesiedziałam w domu i jedyną rozrywką było zajmowanie się rodzeństwem i obieranie ziemniaków na obiad? Jak sobie poradzić z upokorzeniami, które na pewno mnie czekają?

Nie chodzi o to, że zawsze zakładam najgorsze i po prostu się użalam. Widzę, co się wokół mnie dzieje i jak zachowują się ludzie w moim wieku. Oczywiście ci, których rodziców stać na takie rozrywki. A większość ma takie szczęście. Nie mówię o jakimś strasznym bogactwie. Ja nie reprezentuję nawet średniego poziomu. Jestem na samym dnie. Może nie musimy żebrać o jedzenie, ale na niewiele więcej starcza. Co ja mogę? Do pracy nie pójdę, bo jestem za młoda. Rodzice nagle nie zaczną zarabiać kokosów.

Chciałam się wygadać.

Magda

szkoła

W mojej rodzinie się nie przelewa, więc pewnie uznają mnie za biedaka. Będą mieli w tym trochę racji. Jak patrzę na te wszystkie nastolatki, które mnie otaczają, to chce mi się płakać. Wiem, że nie powinnam, ale bardzo im zazdroszczę. Są takie otwarte, przebojowe, odważne, na dodatek mogą sobie pozwolić na fajne ciuchy i inne rzeczy, które nie są tanie. Ja mogę o nich zapomnieć. Dopiero rok temu wymusiłam na rodzicach telefon komórkowy. To oczywiście nie iPhone, ale zwykła „cegła” bez wszystkich tych bajerów.

Niektóre dziewczyny ubierają się bardzo drogich sklepach i noszą na sobie ubrania porządnych marek. Ja mogę pomarzyć nawet o zwykłej sieciówce. T-shirt za 50 zł czy spodnie za 150 zł to dla mnie naprawdę marzenia. Muszę się ubierać znacznie skromniej. Do galerii handlowej wchodzę tylko pooglądać, bo zakupy robię głównie na taniej odzieży lub na targu.

Komentarze (176)

Ocena: 5 / 5
nika (Ocena: 5) 31.01.2015 17:21
możesz udzielać korepetycji, zawsze jakiś grosz wpadnie :)
odpowiedz
mańka (Ocena: 5) 28.01.2014 01:02
raz dziewczyna zapytala sie mnie dlaczego zawsze chodze w tych samych 3 bluzkach...ona chodzi w dziesieciu może ale nosi po starszych siostrach a ma ich od cholery....
odpowiedz
karla (Ocena: 5) 18.12.2013 22:43
Drogie ubrania nie sa wartoscia czlowieka....Za pare lat bedziesz sie z tego smiala!!szmate wytrzesz a to co masz w glowie zostanie..Mnie starc na drogie ubrania...lecz mi to nie imponuje...sory
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 11.09.2013 13:17
Szkoła już się zaczęła, jestem ciekawa jak dziewczyna na razie sobie radzi. Chciałam tylko napisać, że dobrze wiem co ona czuje, bo miałam tak samo. Albo i gorzej, bo w gimnazjum nie byłam niewidzialna jak ona, tylko wyśmiewana, a żarty z mojej "garderoby" były na porządku dziennym. Pamiętam pewien kożuch, który nosiłam zimą - był babciny, dosłownie, po kimś tam, za duży, niemodny, zdejmowałam go przed szkoła, tak się wstydziłam. Nigdy nie miałam kupowanych ciuchów, tylko zawsze od kogoś, po kuzynkach itd. Telefon i internet? Dopiero w drugiej klasie liceum. Za to też byłam obśmiewana, bo wszyscy się "jarali" gadu-gadu i mieli swoje kontakty, a mnie tam nie było. ( to czasy około 7 lat temu gdy nie było facebooka). Poszłam do liceum, poszłam też do pracy. Zaczęło się od ulotek i roznosiłam je naprawdę długo. Pracowałam też jako hostessa oraz w wakacje w sklepie. Wtedy coś się ruszyło bo mogłam coś sobie kupić albo wyjść z ludźmi. Też byłam kujonem, ale nie z wszystkiego sobie radziłam - to też dało się wykorzystać. Byłam najlepsza z polaka i pomagałam całej klasie, a ktoś inny podrzucał mi na sprawdzianach pomoce z matematyki (wtedy matura z niej jeszcze nie była obowiązkowa). Dostawałam też stypendium socjalne, o które warto się postarać. Ludzie nie muszą widzieć, że je pobieramy, a te pieniądze bardzo pomagają. Teraz mam 23 lata, kończę studia - magisterka z filologii polskiej. Nadal nikt mi nie pomaga finansowo i za zaoczne studia płacę sama. Pracuję jako dziennikarka w lokalnej gazecie internetowej. Pracowałam też w sieciówce, kupiłam sobie mnóstwo ciuchów, kosmetyków. Jak teraz na to patrzę to nie mogę uwierzyć. W życiu bym nie pomyślała, że będę to mieć, zwłaszcza będąc w gimnazjum czy liceum. Z ludźmi z gimnazjum nie utrzymuje kontaktów. Nadal mam uraz, spotykając kogoś na ulicy nie powiem mu "cześć" on mi zresztą też nie, bo zawsze byłam "lamusem". Grunt to znaleźć sobie paczkę, kilka osób, 1/2 przyjaciółki i to z nimi się trzymać. nie wszyscy muszą nas lubić, a najbliżsi będą wiedzieć jaka jest u ans sytuacja i pomogą w razie potrzeby, a nie wyśmieją. Rozumiem Magdę, też nigdy nie uważałam, że kasa jest najważniejsza, ale ci, którzy żyli w biedzie mogą mieć ku temu wątpliwości. Gimnazjum to był okropny czas, teraz pewnie jest jeszcze gorzej. Moja rada: znaleźć przyjaciół i pójść do pracy. Parę złotych z roznoszenia ulotek jest wtedy uszczęśliwiające bardziej niż teraźniejsza, solidna wypłata.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.09.2013 17:38
Nie jesteś "taka fajna jak większość"? Z Twojej wypowiedzi wynika że fajność dla Ciebie to markowe ciuchy i popularność w szkole...
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo