LIST: „Mąż i teściowa chcą na siłę ochrzcić moje dziecko (z in vitro)! Mam dość zakłamania!”

Grażyna chce żyć w zgodzie z własnym sumieniem, ale najbliższa rodzina jej na to nie pozwala.
LIST: „Mąż i teściowa chcą na siłę ochrzcić moje dziecko (z in vitro)! Mam dość zakłamania!”
21.08.2013

Szanowna Redakcjo,

chciałabym poruszyć bardzo ważny dla mnie temat. Sama już nie wiem, czy mam rację, czy może tak bardzo się w to wszystko zaangażowałam, że nie dostrzegam już racji innych. Przez kilka lat próbowałam zajść w ciążę. Robiliśmy z partnerem wszystko, by wreszcie się udało. Kiedy zawodziły naturalne metody, zaczęliśmy badania i leczenie. Okazało się, że występują problemy z płodnością i wiele wskazuje na to, że nigdy nie zostaniemy rodzicami. Załamałam się. Wtedy jeszcze nie dopuszczałam do siebie myśli o in vitro, bo naprawdę mało o tym wiedziałam. Na szczęście pewnego dnia lekarz wszystko mi wytłumaczył.

Wcześniej wydawało mi się, że to bardzo droga metoda, na którą mogą sobie pozwolić wyłącznie milionerzy. Na dodatek nie do końca dobra, bo to zawsze ingerowanie w organizm, coś nienaturalnego. Nie chodzi o to, że Kościół tak mnie do tego tematu nastawił, bo nie mam z nim zbyt wiele wspólnego. Po prostu nasłuchałam się różnych opinii, czytałam artykuły i takie było moje zdanie. Problem w tym, że większość z nas może sobie tak luźno oceniać, ale kiedy przyjdzie co do czego, nie zawahamy się przed żadnymi możliwymi metodami. Udało się. Jestem matką i mam jeszcze większy problem.

 

Mam ochotę kategorycznie przerwać tą całą sytuację. Nie będzie żadnego chrztu, bo nie uważam tego za konieczne, nie tak chcę go wychowywać. Przy okazji powinnam wspomnieć, że moja ciąża nie jest do końca „naturalna”, jak twierdzą biskupi. Teściowa chyba dostałaby zawału, ale czas na radykalne kroki. Mam dosyć tego frontu przeciwko mnie i chyba nie ma innego wyjścia. Chcę żyć swoim życiem, z mężem, w którym się zakochałam. Nie w facecie, który tak bardzo się zmienia w towarzystwie mamusi.

Grażyna

Co ja mam teraz zrobić? Chciałabym żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Myślałam, że mąż jest po mojej stronie, ale matka ma na niego zbyt silny wpływ. Praktycznie wszystko już załatwili. Im bardziej naciskają, tym bardziej nie mam ochoty się na to zgodzić. Jeśli w coś wierzę, to w to, że moje dziecko nie potrzebuje wiaryreligijnej, by być wspaniałym człowiekiem. Podzielam chrześcijańskie wartości, kieruję się nimi w życiu, bo uważam je za po prostu dobre i praktycznie. Nie oznacza to, że chcę wprowadzać do życia dziecka całą tą katolicką mitologię. To nie dla mnie.

Szanuję katolików, ale chcę, by oni także mnie szanowali. Nie uważam, żebym jakoś specjalnie zbłądziła. Dróg do dobrego życia jest więcej, niż tylko ta jedna. Nie wspomniałam jeszcze o drugim ważnym aspekcie – rodzina mojego męża nie ma pojęcia, że dziecko przyszło na świat dzięki in vitro. Od razu uznaliby je za szatańskie nasienie i byłoby jeszcze gorzej. Ten malutki i kochany człowiek już teraz ma tyle osób przeciwko sobie. W najbliższej rodzinie.

Doszło nawet do tego, że on zaczął załatwiać formalności za moimi plecami. Razem z matką poszli do naszej parafii i ustalili wstępnie termin chrztu. Wpłacili też zaliczkę na lokal, w którym ma się odbyć przyjęcie. Mało tego – wybrali nawet drugie imię i rodziców chrzestnych. Pogańska matka niech sobie myśli, co chce, a my zrobimy swoje. Czuję się z tym okropnie. Wychodzi na to, że jestem nieodpowiedzialna i chora z nienawiści do Kościoła. Tylko dlatego, że nie chcę zapisać do tej organizacji swojego nieświadomego niczego dziecka.

Mąż oczywiście nie przyznaje się do tego, że robi to wszystko ze strachu przed rodzicami. Mówi, że to po prostu najbardziej praktyczne wyjście. Skoro większość Polaków to katolicy, to nasze dziecko nie powinno się wyróżniać. Będą chrzciny, religia w szkole, komunia. Tylko po to, by mieć święty sposób. Wątpię, czy Kościołowi powinno zależeć na wiernych pozyskanych w drodze takiego szantażu. Czasy się zmieniły. Nasze dziecko nie będzie z tego powodu szykanowane. Niewierzących jest coraz więcej i wcale nie są to źli ludzie.

Niedawno usłyszałam rozmowę męża z jego matką. On nawet nie próbuje jej tłumaczyć moich racji. Twierdzi, że w gruncie rzeczy zmieniłam zdanie, ale obstaję przy swoim, żeby nie wyjść na niekonsekwentną. Niedługo pęknę, więc trzeba kontynuować przygotowania. On przecież nie wyobraża sobie wychowywania dziecka w ateistycznej i niemoralnej rodzinie. Tak właśnie mówił swojej matce. Jestem pomiędzy młotem i kowadłem. Nie chcę używać takich słów, ale przez nawiedzoną teściową prawie straciłam męża.

Wciąż powtarza mi, żebym dała sobie spokój, zgodziła się na wszystko i przestała się tak upierać. Zaraz będzie po wszystkim i wszyscy będą zadowoleni. On w gruncie rzeczy też nie ma ciśnienia i jak dla niego, tego chrztu mogłoby wcale nie być, ale trzeba się dostosować do rodziny. Zaznacza, że przecież i tak nie zaczniemy się modlić i chodzić na msze. W takim razie, po co to wszystko?!

Przez to całe zamieszanie zaczynam się gubić w swoich myślach. Do tej pory wydawało mi się, że zdrowy rozsądek i życie w zgodzie z własnym sumieniem to ważne wartości. Nie chcę prowadzić podwójnego życia. Z jednej strony matka Polka, koniecznie katoliczka, z drugiej – wolna od religii, kierująca się rozumem i humanistyczną moralnością kobieta. Dlaczego inni tak usilnie próbują to zmienić i wpędzić mnie w to zakłamanie? Podobno żyjemy w świeckim kraju, a na każdym kroku próbuje mi się wmówić, że skoro nie wierzę, to jestem obywatelką drugiej kategorii.

To samo chce się wmówić mojemu dziecku, które jeszcze niczego nie jest świadome. Podobno jeśli nie będzie ochrzczone, to już dzisiaj można się z nim pożegnać. Będzie grzeszyć, żyć niemoralnie i nic dobrego z niego nie wyrośnie. Dlaczego katolicy uważają, że jeden sakrament ma gwarantować, że człowiek tak bardzo się zmieni? Nie chcę nikogo obrażać, ale to wygląda jak jakieś czary. Trudno mi uwierzyć, że w dzisiejszych czasach można jeszcze w to wierzyć. Znam wielu ochrzczonych i zupełnie zdemoralizowanych ludzi, a także wspaniałych i dobrych ateistów.

dziecko

Wspomniałam już, że nie mam prawie nic wspólnego z Kościołem. Jestem typową Polką – ochrzczoną niby katoliczką z wszystkimi innymi sakramentami, ale zupełnie niepraktykującą i nie przejmującą się za bardzo tym, co o życiu opowiadają biskupi. Jakoś nie mogę się przekonać do tego, że panowie, którzy nie mogą stworzyć własnej rodziny, tak bardzo ingerują w życie innych. Nie oznacza to, że nie mam moralności i jedynym celem mojego życia są przyjemności. Mam solidne zasady, których się trzymam. Religia nie jest mi potrzebna do tego, by być porządnym człowiekiem.

Zawsze wydawało mi się, że to zdrowe podejście. Rodzice udawali za mnie, że identyfikuję się z Kościołem, wysyłali na religię, organizowali komunię itd. Robili to z wygody. Sami specjalnie nie wierzyli, ale trzeba było się dostosować do innych. Oczywiście ich rozumiem, bo jeszcze kilkanaście lat temu wychowywanie dziecka nie w duchu nauczania Kościoła, ale według zdrowego rozsądku, było uznawane za coś strasznego. Wciąż mam nadzieję, że dzisiaj nie trzeba już tak udawać. Ja nie chcę i z tym wiąże się mój problem.

dziecko

Mój mąż sam określa siebie jako agnostyka, mnie też blisko jest do tego światopoglądu. W naszym życiu nie ma religii. Nie chodzimy do kościoła, nie modlimy się. Oczywiście obchodzimy święta, bo traktujemy je jako część polskiej tradycji, dobrą okazję do rodzinnych spotkań. Niestety, on wciąż jest pod silnym wpływem rodziców, którzy są bardzo wierzący i straszliwie konserwatywni. Co powie biskup, tak ma być. Telewizja, radio, prasa – wyłącznie katolickie. Nie rozumieją, że można żyć inaczej. Teraz chcą ingerować w nasze życie.

Problem w tym, że za zgodą mojego męża. Sam nie wierzy, ale trzęsie portkami na samą myśl, że to się wyda. Teraz usilnie namawia mnie do tego, by „normalnie” ochrzcić dziecko. Taka jest tradycja, no i ogólnie – co ludzie powiedzą... Próbowałam mu spokojnie tłumaczyć, że nie ma sensu żyć w takim zakłamaniu i mnie chrzest do niczego nie jest potrzebny. Nie wierzę w jego istotną rolę i nie mam ochoty przysięgać przed księdzem, żewychowam potomka na wzorowego katolika. Tak na pewno nie będzie.

Komentarze (256)

Ocena: 5 / 5
Monika (Ocena: 5) 27.08.2013 12:24
calkowicie sie zgadzam z Grazyna a jesli dziadkowie beda Twoje dziecko traktowac jak "gorsze" to nie sa warci bycia dziadkami!!!!!!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.08.2013 11:43
Moim zdaniem autorka powinna ochrzcić dziecko i to nie dlatego, żeby mieć święty spokój, ale dlatego, że dziecko wychowywane nawet w dzisiejszych "świeckich" czasach w szkole oparte jest w jakimś stopniu o religię. Poza tym o ile dorosły może nie potrzebować religii i ma już super ukształtowany światopogląd to dziecko uczy się go przez całe życie, naprawdę wszystko zależy od katechetów i księży, czy będzie zgorszone katolicyzmem, czy zechce brać w nim udział. Co do in vitro - wasza sprawa, czy powiecie, czy nie. Chociaż może po prostu wszystko wynika z kiepskich kontaktów między Wami a teściami jeżeli oni nic nie wiedzieli o Waszych problemach. I żaden prawdziwy, z powołania katolicki ksiądz, czy też wierzący nie wyklnie takiego dziecka, a już napewno nie jego babcia. Pamiętaj też że dziecko jest Wasze wspólne - i Twoje i męża i decyzje musicie podejmować wspólnie. To, że Ty powiesz, że się nie zgadzasz i postawisz sprawę na ostrzu noża w jakiś sposób odbiera też jemu prawo decydowania o Waszym dziecku!!! a połowa jego genów jest też jego...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 26.08.2013 10:08
Zwrócę uwagę na to, iż chrzest NIE świadczy o przynależności do Katolickiego Kościola, tylko do Chrześcijanstwa, więc w przyszłości dziecko będzie mogło sobie wybrać inną wiarę, byle Chrześcijanska. Więc wiesz...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 26.08.2013 10:00
A ja tam bym ci radziła je ochrzcic, i wcale nie jestem głupia, jak to Luska napisała. Po prostu jeżeli ty masz wszystkie sakramenty, należysz do kościola, i twój mąż też, to czemu twoje dziecko nie?? Może nie przekonam cię, no ale nie przynależysz do innego kościola, tylko do tego. Twoje dziecko może mieć w związku z tym kłopoty w przyszłości, np. W szkole inne, ochrzczone dzieci, które nie są do końca tolerancyjne, mogą odrzucić dziecko, wysmiewac je, nie bawić sie z nim. Wiem, bo jak chodziłam do szkoly u nas w klasie była jedyna w całej szkole niewierzaca, wysmiewali sie z niej,czuła sie strasznie zagubiona. Nawet tolerancyjne dzieci, jak ja, bały się do niej podejść i pogadać, żeby tylko nie zostały odrzucone i one... Ja na twoim miejscu bym nie skazywala dziecka na takie coś, bo w końcu ty przynależysz do Kościoła. Natomiast zupełnie inaczej by było, gdybyś przynależala już do innego Kościola. Wtedy to by raczej była jedną wielka kłótnia. Zwłaszcza, że już nie masz wyboru bo wszystko już pozałatwiane, opłacone, w og. Nie ma tematu. Wiem, co mówię, Ochrzcij to dziecko, ta niewierzaca od nas ze szkoły a raczej z liceum, przeszła załamanie nerwowe w wieku 18 lat i pewnie nadal jeszcze coś po tym ma. Takie jest moje zdanie, ale to już rób jak uważasz. Pozdrawiam.
odpowiedz
Luśka (Ocena: 5) 25.08.2013 00:00
Przerażająco głupie, infantylne kobiety dają rady typu - zgódź się dla świętego spokoju, daj mu szansę, ochrzcij, a potem zdecyduje. Osoby, które w ten sposób rozumują, moim zdaniem mają wyżarty mózg, lub ich mózg nigdy nie wykształcił się do tego stopnia, żeby zrozumieć całokształt tej sytuacji. Moja rada - nie zgadzaj się, ale wiedz, że może to być gwóźdź do trumny. Może zniszczyć małżeństwo, ale zgoda znaczy nic innego, jak uległość co do dalszej indoktrynacji Twojego dziecka. Indoktrynacji bez zgody matki, Wiem co piszę, bo sama mam podobny problem w naszym katolskim zaścianku. Trzymam kciuki za Ciebie. Wychowuj dziecko w zgodzie ze swoim światopoglądem, ale jeśli samo zechce dołączyć do swoich kolegów katolików, nie rób mu przeszkód. Zobaczysz, uda się. Nie będziesz mieć moralnego kaca.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo