LIST: „Jestem utrzymanką bogatego faceta i dobrze mi z tym! Sponsoring to dla mnie żaden wstyd!”

Marietta opowiada, jak wygląda jej związek ze starszym mężczyzną.
LIST: „Jestem utrzymanką bogatego faceta i dobrze mi z tym! Sponsoring to dla mnie żaden wstyd!”
12.07.2013

Piszę do Was, gdyż chciałabym zobaczyć jak do historii takich, jakie spotkała mnie, podchodzą inni ludzie. Z góry mówię, iż nie obchodzą mnie nawet najbardziej nieżyczliwe komentarze, bo zdążyłam już dawno zauważyć, że ludzie, którzy najgłośniej krzyczą, najmniej mają do powiedzenia (poza przekleństwami i obrzucaniem błotem).

Od czego by tu zacząć? Pochodzę z jednej z najmniejszych mieścin, jakie istnieją w Polsce. Ktoś z boku pewnie powiedziałby, że czas tam się zatrzymał jakieś 25 lat temu - nie brakuje ludzi uzależnionych od alkoholu, patologicznych rodzin czy biedy. Dorastałam w domu, gdzie brakowało wszystkiego. Byłam jedynym dzieckiem, jednak nie ominęły mnie żadne przykrości. Nie będę się rozpisywać na ten temat, gdyż nie o tym chciałam totalnie napisać. Babcia popychała mnie przez całe życie, abym dawała z siebie wszystko, dzięki czemu już w liceum wyrwałam się stamtąd i jedyny kontakt, z kim utrzymywałam, to była właśnie Babcia. Niestety, rok po moim wyjeździe umarła i już nie było do czego wracać. Zostałam sama.

Pewnie, że było mi przykro, ale zdaję sobie sprawę z tego, że życie idzie do przodu i nigdy nie warto się za siebie oglądać. Od początku liceum dorabiałam sobie w kilku miejscach na czarno, aby móc się utrzymać. Nieraz zostałam wyśmiana czy poniżona na korytarzu, ale zbywałam to. Stypendium pokrywało kwaterę i potrzebne materiały do nauki, a że nie ciągnęło mnie do afer i plotkujących tłumów, trzymałam się z boku, zaciskając zęby i ucząc się po nocach. Maturę zdałam najlepiej w mieście, co pozwoliło mi pójść na studia i rozpocząć lepszą pracę. Zawsze jednak czułam, że przyjdzie ten moment, gdy zobaczę światełko w tunelu i mój los się odmieni. I tak się stało na 2 roku.

Biegałam od jednej pracy do drugiej, w międzyczasie zajmując się jeszcze dziećmi sąsiadów a po nocach czytając wypożyczane podręczniki i materiały. W zimie poczułam się przygnieciona nawałem obowiązków, więc gdy ktoś na uczelni zaproponował wyjście na imprezę, zgodziłam się, mimo iż nie przepadam za głośnymi pomieszczeniami pełnych przepoconych ludzi. Znajome z roku piły drinki i piwo w ogromnych ilościach. Po 2 godzinach ja stałam z drugim najtańszym drinkiem sama przy barze, a wszyscy bawili się w najlepsze. Postanowiłam dopić i odejść, gdy podszedł do mnie starszy mężczyzna, pytając czy może postawić mi drinka.

Sądzicie, że to ma szanse na dłuższy czas? Po części zdaję sobie sprawę, że taki układ nie do końca ma sens, bo w końcu któreś z nas się znudzi. Wiem, że on ma swoje lata i za jakiś czas może uznać, że już nie jestem mu potrzebna. Czy to ja powinnam odejść, czy powinnam czekać, aż on mnie zostawi? Chętnie posłucham inteligentnych komentarzy ludzi, którzy coś wiedzą o życiu, a nie obelg. Za wszystkie rady z góry dziękuję.

Marietta

W pierwszym momencie odmówiłam. Gdy jednak nie odpuszczał i zagadywał mnie rozmową przez jakiś czas, zgodziłam się. Opowiadał mi o ciekawych miejscach, w których był, o kuchniach świata, które najbardziej lubił, a ja obserwowałam jego pewność siebie, z pewnością drogi zegarek na nadgarstku i skrojony na miarę garnitur. Wyglądał jak milion złotych, był interesujący, trochę może zbyt wygadany, a podszedł do mnie - dziewczyny w jeansach wygrzebanych w second handzie, bluzce z sieciówki i płaskich butach. Wiele razy słyszałam, że mam śliczną twarz, piękne włosy czy idealną figurę. Nigdy nie przywiązywałam do wyglądu większej wagi- całkiem, co innego miało dla mnie wysoką wartość. Poprosił o numer telefonu, a gdy nic nie odpowiedziałam, położył na blacie wizytówkę i powiedział, że jeśli będę chciała porozmawiać w bardziej sprzyjającym ku temu warunkach, wystarczy, że zadzwonię. I wyszedł z klubu.

Kilka tygodni wizytówka leżała na małym blacie w wynajmowanym pokoju. Gdy któregoś dnia szef nakrzyczał na mnie w pracy, na uczelni nie układało się pomyślnie, swój wzrok skierowałam ku wizytówce. Zadzwoniłam. Przyjechał nowym samochodem pół godziny później. Zaprosiłam go na górę. Usiadł przy stole, rozejrzał się wokół i powiedział, że nie tak powinnam mieszkać. Że zasługuję na inne, lepsze życie. Ucięłam temat i poprosiłam, by opowiedział coś nowego. Odparł, że chętnie, ale nie tu, nie w takich warunkach. Że zabierze mnie do siebie. Chciałam się wycofać, odpowiedzieć, że nie. A jednak usłyszałam własne słowa: Dobrze. Wiedziałam, do czego to zmierza, nie jestem ani głupia, ani jakoś bardzo cnotliwa.

Przez jakiś czas spotykaliśmy się u niego, dostawałam drogie prezenty, jedliśmy razem posiłek i szliśmy do łóżka. On ciągle opowiadał o swoich przeżyciach, dyskutowaliśmy na różne tematy. Nigdy też nie wychodziłam bez pieniędzy… Na początku paliła mnie skóra. Od kiedy pamiętam ciężko pracowałam na wszystko, co mam, a tu nagle dostaję pieniądze, które zarabiałabym przez pół miesiąca!!! Ot tak, za wspólny wieczór. Czułam się jak luksusowa pani do towarzystwa… zamknięta dosłownie w mieszkaniu, gdyż nigdzie za bardzo razem nie wychodzimy. Zapytałam go o to. Odparł, że jemu taki układ pasuje i jeśli mi coś nie pasuje, możemy to zmienić, porozmawiać o tym. Jednak było między nami tabu, którego nie łamaliśmy - on nie znał mojej przeszłości, ja nie pytałam o jego. Wiedziałam, że jest rozwiedziony i bezdzietny.

Któregoś dnia zaproponował, żebym odnajęła tamto mieszkanie i wprowadziła się do niego. O nic nie pytałam. Spakowałam się i mieszkam tak z nim już prawie 2 lata. Jeszcze przez jakiś czas pracowałam, potem on kazał mi rzucić pracę i po prostu z nim być. Płacił za mieszkanie, jedzenie i dostawałam od niego tygodniówki. Niczym się nie muszę martwić, bo wiem, że on ma pieniądze. Nie zastanawiam się nad tym, co czuję, po prostu jesteśmy niezobowiązująco razem i jest nam tak dobrze. On ceni we mnie skrupulatność, ambicję i to, że czekam na niego z kolacją, ja ufam mu i mam w nim oparcie.

Komentarze (141)

Ocena: 5 / 5
Doloa (Ocena: 5) 23.02.2017 14:55
Znaleźć takiego mężczyznę, wbrew pozorom, jest bardzo prosto. Są specjalne portale, jak http://chce-sponsora.pl/. Polecam. Ja tak znalazłam fajnego mężczyznę na poziomie. Traktuje mnie jak księżniczkę :)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.02.2017 00:24
Nie weszła kreseczka lusikowalska@o2.pl
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.02.2017 00:21
Hej :) z chęcią bym z Tobą pogadała jeśli jeszcze tutaj wchodzisz to byłabym wdzięczna jak bys się odezwała na maila lusikowalska@o2.pl pozdrawiam ;)
odpowiedz
AlexandraEx (Ocena: 5) 03.07.2016 16:08
Niech kupi ci mieszkanie chociaż, albo przepisze na ciebie.. Umowa u notariusza;-) Jesli masz dostep do jego konta, co jakiś czas przelej trochę $ , na swoje konto.. Tak żeby mieć na kiedyś;-) Żyć, nie umierać;-) Podobna do mojej "historii" ;-)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 17.03.2016 13:51
Pytasz czy taki układ ma sens? Twierdzisz, że nie musisz o nic się martwić, ale jednak obawiasz się, że kiedyś Twój sponsor może się znudzić i Cię zostawić. A zetem jednak nie do końca mu ufasz. Wiem, że pieniądze są ważne w życiu człowieka i rozumiem, że przytłoczona codziennymi obowiązkami zdecydowałaś się na taką drogę... nie oceniam tego nie mi to oceniać... Ja zresztą sam myślałem o tym by zasponsorować jakąś dziewczynę kiedy przechodziłem kryzys w swoim związku. Jednak z perspektywy czasu patrząc na to wszystko cieszę się, że do takiego układu nie doszło, choć próbowałem. W moim przekonaniu w szerszej perspektywie na to wszystko patrząc zarówno Ty jak i Twój sponsor toczycie się po równi pochyłej... ALE PROSZĘ NIE ZROZUM MNIE ŹLE, TO ŻADEN PRZYTYK do Twojej osoby czy czynów. Popatrzmy na Ciebie... dwa lata temu było Ciężko, nawet bardzo... przemęczenie, niepewność, ale mimo to radziłaś sobie a nic tak nas nie wzmacnia jak sukces w obliczu pozornej beznadziei... Popatrz na to co będzie za lat kilka jeśli mimo Ciężkiej pracy skończysz studia i znajdziesz prawdziwą pełnoetatową pracę... UWIEŻMI BĘDZIESZ NIEZWYCIĘŻONA!!! Bo będziesz mogła powiedzieć TAK DAŁAM RADĘ... A pracodawca widząc że w czasie studiów już pracowałaś... nie będzie się specjalnie zastanawiał bo będzie chciał człowieka, który nie boi się ciężkiej pracy... Czasem na nagrodę trzeba poczekać... rozważ to. Do wygody łatwo jest się przyzwyczaić... wygodą łatwo jest wiele, rzeczy wytłumaczyć, ale to oznacza, że zaczynasz się uzależniać od Twojego sponsora. Popatrzmy teraz na Twojego sponsora. Znalazł dziewczynę w potrzebie, ale czy rzeczywiście Ci pomaga??? Czy to nie jest tak, że wykorzystuje Twoją Trudną sytuację by realizować swoje cele??? Nie wiem, ale mogę to podejrzewać... Ja też, gdy nie układało mi się w związku chciałem znaleźć sobie kogoś na boku, ale umówmy się chodziło w pierwszej kolejności o sex... Wiem, że brzmi to strasznie ale mniejsze znaczenie miały wszelkie inne aspekty... Taki sponsor też, przyzwyczaja się do łatwego... po co starać się zdobywać kobietę, uwodzić... przecież, już ją "ma" na własność bo wie, że partnerka potrzebuje jego pieniędzy... bardzo łatwo od nawet kulturalnych zachowań przejść w takim związku do "płacę to wymagam" bo skoro spotykaliście się głównie by uprawiać sex to co więcej was łączyło??? ale nie mnie to oceniać... I sprawa ostatnia, ale może najważniejsza a jeśli kiedyś poznasz kogoś naprawdę fajnego??? Co wtedy zrobisz??? W tej lepszej sytuacji nie będziesz miała już sponsora, ale i tak staniesz przed problemem jak zareaguje Twój nowy partner na Twoja przeszłość.. Mam szczerą nadzieję, że pokocha Cię tak mocno, że nie będzie to dla niego miało znaczenia... A co jeśli poznasz kogoś nowego mając jeszcze sponsora??? Sytuacja się mocno skomplikuje... Reasumując... To co nas nie zabija wzmacnia nas... Kiedyś dawno temu było takie powiedzenie Student, ale PAN... Może biedny, ale pełen marzeń i chęci by zmieniać Świat i swoje życie na lepsze... Uwież mi warto... Pozdrawiam i życzę Ci dużo szczęścia... W Miłości... Ale tej prawdziwej a nie tej mylonej z pożądaniem :)
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo