LIST: „Moja córka ledwo zdała egzamin gimnazjalny. Inwestowałam w nią, a ona jest przeciętniakiem!”

Matka jest rozczarowana podejściem swojej córki do nauki i przyszłej kariery.
LIST: „Moja córka ledwo zdała egzamin gimnazjalny. Inwestowałam w nią, a ona jest przeciętniakiem!”
26.06.2013

Szanowna Redakcjo,

chciałam podzielić się z Waszymi Czytelniczkami, zwłaszcza tymi z najmłodszego pokolenia, swoimi smutnymi spostrzeżeniami. Z racji wieku nie wypowiadam się jako Wasza koleżanka, ale matka nastoletniej córki. Przez całe życie próbowałam ją chronić, równocześnie stwarzając jak najlepsze warunki do rozwoju. Przedszkole językowe, prywatna szkoła podstawowa, niezliczone zajęcia dodatkowe... Przed wyborem gimnazjum córka stwierdziła, że ma dosyć życia pod kloszem i sama zdecyduje, co dalej. Nie zgodziła się na moją propozycję i wybrała zwykłe gimnazjum rejonowe. Obdrapane ściany, kompletnie niezadbane nauczycielki, młodzież z różnych, także patologicznych domów. Mówiła, że chce żyć normalnie. Tak jak inni.

Przyjęłam to z ogromnym bólem serca. Już wtedy wiedziałam, że to nierozsądne. Doskonale zdaje sobie sprawę, że każda matka uważa swoje dzieci za najwspanialsze, ale moja córka naprawdę przejawiała wiele talentów, doskonale się uczyła, chłonęła wiedzę. W obskurnym gimnazjum nie mogła rozwijać się w takim tempie, jak zakładaliśmy. Towarzystwo młodocianych dresiarzy i dziewcząt z pępkami na wierzchu niestety szybko przyniosło smutne skutki. W takich okolicznościach powinna błyszczeć swoim obyciem i wiedzą, ale już pod koniec pierwszej klasy okazało się, że zupełnie jej nie zależy. Bez mrugnięcia okiem mogła być najlepsza w całej szkole, a stała się równie przeciętna, co cała reszta.

Nie proszę o radę, bo próbowałam już niemal wszystkiego. Chciałam jednak zaalarmować – nie marnujcie swojego życia, nie spoglądajcie na innych i nie wstydźcie się rozwijać. Jeśli macie takie predyspozycje, możliwości i warunki – róbcie wszystko, by być najlepszymi. Trudno mi odgadnąć, co siedzi w Waszych głowach, ale jeśli zaczynacie myśleć jak moja córka, natychmiast się otrząśnijcie! Oszczędźcie nerwów swoim rodzicom, nie marnujcie swojej i ich przyszłości. Czy respekt zdeprawowanej koleżanki lub kolegi-półgłówka znaczy dla Was więcej, niż późniejsze spokojne i wygodne życie?

 

Próbowałam z nią rozmawiać, tłumaczyć, motywować, ale ona ciągle powtarzała, że nie chce być najlepsza, ale po prostu normalna. Nie ma ochoty się wyróżniać i wybijać ponad wszystkich. Mówiła, że wreszcie się wysypia, ma czas na przyjemności, znalazła znajomych. Żałuję, że nie podjęłam wtedy stanowczych działań. Szybko dostosowała się do tego marnego poziomu i stała się jedną z wielu. Wszystkie dotychczasowe lata poszły na marne. Miała ułatwiony start, co kosztowało mnie wiele nerwów, ale i pieniędzy. Rówieśnicy z tego strasznego gimnazjum mogli o tym tylko pomarzyć. Tylko co z tego? Moja uległość odbija mi się dzisiaj czkawką.

Druga klasa była dla mnie prawdziwą tragedią. Na świadectwie z góry na dół oceny dostateczne. Najlepszy wynik uzyskała z wychowania fizycznego. Kiedyś było zupełnie na odwrót. To wspaniale, że zaczęła przejawiać taką aktywność na boisku i sali gimnastycznej, ale to nie da jej spokojnej przyszłości z dobrze opłacaną pracą. Próbowałam nią wstrząsnąć, zakazałam częstych spotkań ze znajomymi, pilnowałam jej harmonogramu dnia. Myślałam, że jeszcze uda mi się ją uratować. Zatrudniłam korepetytorów, zapisałam na kursy przygotowawcze do najlepszego liceum w mieście. Uczestniczyła we wszystkich tych zajęciach, ale bez żadnego zaangażowania. Dzisiaj mamy tego tragiczne skutki.

Po egzaminie gimnazjalnym zapytałam jak jej poszło. Odparła, że „jakoś to będzie”, żebym się nie przejmowała, bo przecież nie jest aż tak głupia. Dzisiaj mam co do tego poważne wątpliwości. Namówiłam ją do złożenia aplikacji do przyzwoitych liceów, ale jej wyniki nie pozostawiają wątpliwości – nic z tego nie będzie. Uzyskała tak marny wynik, że może liczyć co najwyżej na jakąś podrzędną szkołę średnią. Kilkanaście lat moich starań zostało zaprzepaszczonych. Już teraz wyobrażam sobie jej maturę. O studiach może myśleć, ale chyba prywatnych, na które przyjmują wszystkich. Mama jej zapłaci, jakoś zdobędzie dyplom Wyższej Szkoły Byle Czego, a pracy i tak nie znajdzie.

Jestem potwornie rozczarowana jej podejściem do nauki i przyszłej kariery. Tłumaczyłam jej, że przeciętniacy zamiatają ulice lub siedzą przez 12 godzin dziennie w sklepowej kasie. Najwyraźniej wcale jej to nie ruszyło. Ma gdzieś swoją przyszłość, ma gdzieś moją troskę. To moje jedyne dziecko. Nie wiem co się stało z tą żądną wiedzy i ambitną dziewczynką. Zawiodłam się na niej bardzo. Tak, że mocniej chyba się nie da. Nie mogę spać, nie mam apetytu, często wypłakuję się do poduszki. Wciąż mówię jej, że bardzo ją wspieram, ale to raczej postawa życzeniowa. Nic dobrego z niej nie będzie.

Robicie na złość nie tylko nam, ale przede wszystkim samym sobie. Autorytety, wartości, wiedza, przyszłość – to nie ma dla Was żadnego znaczenia. Liczy się tu i teraz. Jakże to krótkowzroczne! Jak z Wami rozmawiać? W jaki sposób Was motywować? Dlaczego tak bardzo Wam się nie chce? Nie bądźcie straconym pokoleniem. Wciąż mam iskierkę nadziei, że możecie coś osiągnąć. Moja córka kiedyś przyjdzie do mnie z płaczem, przeprosi za swoje błędy i poprosi o pomoc. Co wtedy zrobię? Czy przytulę, pogłaszczę po głowie i pomogę we wszystkim? Nie wiem. W końcu sama na to zapracowała.

Mama

Polecane wideo

Komentarze (205)

Ocena: 4.98 / 5
Anonim (Ocena: 1) 19.08.2014 00:24
Zrobiłaś córce krzywdę tymi zajęciami dodatkowymi, dziwacznym prze4dszkolem, trzymaniem pod kloszem. Teraz ponosisz konsekwencje. Ona się nie miała kiedy poczuć dzieckiem, wciąż musiała się uczyć. Odreagowuje.
odpowiedz
Uczennica (Ocena: 5) 17.02.2014 22:52
Jestem w 3 klasie gimnazjum, przygotowuję się do egzaminu gimnazjalnego. Wiem co to stres, spanie po 4 godziny dziennie i brak czasu an przyjemności... Oprócz normalnych lekcji mam te dodatkowe z j.angielskiego. Mame i całą rodzinę mam za granicą mieszkam sama z tatą.Mam przyjaciół, znajomych lecz najbardziej brakuje mi mamy z którą mogę usiąść wieczorem i pogadać o głupich problemach w szkole,sprawach miłosnych, nacisku nauczycieli i taty. Powiem krótko. Może Pani córka spotyka się z przyjaciółmi i olewa wszystko bo prosi o pomoc? Ale nie chodzi tu o pomoc typu: wspieranie, kasa.... Tylko właśnie o spędzenie czasu z mamą pogadanie jak z przyjaciółką... Ja miałam tak wywieraną presje w tym roku na mnie ,ze skończyło się to prawie tragicznie, wołałam o pomoc... Mój tata zabiegany w pracy. Mijaliśmy się w domu. Pewnego dnia wiedziałam ,że dłuzej nie wytrzymam... Jestem an tyle mądrą dziewczyną ,że sama poszłam po pomoc do psychologa szkolnego. Zwierzyłam się z moich problemów, z tego ,że codzinnie płakałam do poduszki nie miałam z kim porozmawiać oprócz przyjaciółki, bałam się zranić rodziców, obwiniałam się ,ze jestem najgorsza z całej mojej 3 rodzeństwa, ze nie daje im satysfakcji, co dzień myślałam o samobójstwie... Wszystko powiedziałam psychologowi od tamtej pory jest świetnie. Pani zaprosiła mojego tatę na rozmowę od tamtej pory wie o mnie wszystko, nie mam przed nim tajemnic, potrafię usiąść z nim i pogadać o sprawach miłosnych, pośmiać się bądź w weekend pójść na basek kiedy mam czas... Tata mnie wspiera w nauce ale nie katuję, wiem ,że mimo tego jak będę się uczyć będę jego kochaną córeczką i zawsze będzie we mnie wierzył. Co do mamy. Mama o niczym nie wie. Przyjeżdża niedługo do Polski na moment wtedy pójdzie do szkoły i się dowie.... Nie stać mnie na rozmowę z nią. Teraz kiedy mam problem idę do taty i on mi pomaga, umiemy ze sobą rozmawiać... Cóż a co do nauki. Jest jest sporo, śpię po 7-8h. Na przyjaciół czasu nie mam ale wiem ,że będzie luz po egzaminach. Wtedy wypocznę, a teraz trzeba zacisnąć pośladki. Mimo tego ,że wracam co dzień ze szkoły ok 17 daje radę i jestem z tego dumna :) Może będę ta lepszą przeciętną ale jestem świadoma ,że ciężko na to pracowałam a ważne jest to co ma się w głowie a nie to co jest na papierku.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 13.07.2013 21:25
Niech Pani córka robi co chce i uczy się tam gdzie chce. Naciskanie na nią aby szła do najlepszej szkoły, zdawała na najlepszą uczelnię itp. jest bez sensu. Może ona po prostu nie jest zainteresowana spełnieniem Pani zachcianek i pragnień. Chce żyć po swojemu. Poza tym, studia - nawet te najlepsze - nie gwarantują sukcesu zawodowego. Jest wielu ludzi którzy mieli same piątki na dyplomie, a teraz, siedzą na kasie lub sprzątają ulice w UK. Jeśli jej bycie najlepszą, super extra uczennicą nie interesuje, to niech jej Pani nie zmusza. Może ona będzie szczęśliwa jako np. krawcowa, hydraulik albo sprzedawczyni butów? Niech dziewczyna sama decysuje o swoim życiu.
odpowiedz
Nugat92 (Ocena: 5) 09.07.2013 11:59
Ja akurat byłam najlepsza w szkole w czasach gimnazjalnych (rodzice mnie do niczego nie zmuszali). I co z tego. Uczyłam się w liceum, teraz jestem na drugim roku studiów na państwowej uczelni i jestem mega sfrustrowana, bo ciągle zaliczenia, poprawki. Na studia na państwowej uczelni przyjmują łatwo, konkurs świadectw, niekiedy trzeba mieć tylko wymagane 30% z podstaw, jest kilka tur, naborów, więc nie ma spiny. Poza tym moja siostra też pisała egzamin gimnazjalny, osiągnęła dobre/przeciętne wyniki, dostała się do technikum, jestem z niej dumna i wierzę, że dużo osiągnie. Nie niszcz swojej córce życia.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.07.2013 20:41
jesteś kobieto wyrachowaną babą, której pieniądze mózg wyżarły. przeciętniacy - półgłówki, zatem witamy w Polsce - kraju pełnym id*otów, idąc twoim tokiem myślenia. kto teraz chodzi do prywatnych szkół? mało kto! ale się poirytowałam!
odpowiedz

Polecane dla Ciebie