LIST: „Mam 17 lat i wpadłam, ale nie chcę tego dziecka. Jestem za młoda, by ponosić konsekwencje!”

Do naszej redakcji trafił wstrząsający list.
LIST: „Mam 17 lat i wpadłam, ale nie chcę tego dziecka. Jestem za młoda, by ponosić konsekwencje!”
13.06.2013

Mam na imię Janina i pochodzę ze średniej wielkości miasta powiatowego. Zdaję sobie sprawę, że już to nie brzmi najlepiej. Mam 17 lat i oddałabym wszystko, by pełnoletność powitać z czystym sumieniem i bez większych problemów. Jak każda nastolatka miewam momenty zaćmienia umysłu. Mama zawsze uczulała mnie na temat relacji damsko-męskich, ale kiedy mam chęć na bliskość z facetem, wtedy nic innego się nie liczy. Współżyć zaczęłam w wieku 14 lat. Może to za wcześnie, ale przecież nikomu nie wyrządzałam tym krzywdy. Chyba że niektórym facetom, którzy mogli mieć z tego powodu spory problem.

Tylko przez rok byłam w stałym związku, jeśli można to tak nazwać. Miałam chłopaka, z którym spędzałam sporo czasu i który mi się podobał. Zresztą, dużego wyboru nie miałam, bo w naszym mieście fajnych typków nie ma zbyt wielu. Ten też nie był jakiś wybitny. Można było na niego spojrzeć bez odruchów wymiotnych, czasami coś postawił, martwił się o mnie i ogólnie było w porządku. Pomijając sprawy łóżkowe, bo choć jest o rok starszy, zachowywał się w tym temacie jak moja babcia. Byliśmy blisko bardzo rzadko, tylko po ciemku, pod grubą kołdrą, tak żeby nikt się nie zorientował. Nadrabiałam na dyskotekach, których bardzo nie lubi. Choć pewnie by polubił, gdyby wiedział, co się tam dzieje...

Jakieś 3 miesiące temu znowu poszłam z przyjaciółkami na imprezę. On jak zwykle nie miał na to ochoty. Po kilku głębszych tak się rozluźniłam, że zapomniałam nie tylko o moim chłopaku, ale o całym świecie. Naszła mnie ochota, więc musiałam coś z tym zrobić. Jeśli mam być szczera, to nie była to sytuacja wyjątkowa. Zawsze wydawało mi się, że seks w krzakach lub w kiblu to jakaś tragedia, ale natury nie oszukasz. Nigdy nie oddawałam się znajomym z miejscowości, bo to szybko by się rozeszło. Na szczęście w dyskotece bywa sporo przyjezdnych, którzy zrobią swoje i po temacie. Żaden z nich nie będzie rozgłaszał, że zaliczył otumanioną alkoholem nastolatkę.

Tym razem padło na faceta około trzydziestki, ale trzymał się całkiem nieźle. Wyglądał trochę jak  kulturysta, który dawno nie ćwiczył, a tłuszczyk mocno zakrył jego sześciopak. Obcisła koszulka, firmowe dżinsy, błyszczący zegarek, żel na włosach – tutejszy standard, jeśli chodzi o gości. Postawił mi piwko, pogadaliśmy, zaczął dotykać kolanem mojego uda i wiedziałam, że zaraz coś się wydarzy. I stało się. Bałam się, że przed lokalem zaparkował swojego Poloneza, ale okazało się, że to fajne BMW (to znaczy, że jest zaradny). Był już trochę wstawiony, ale dał radę podjechać kilkaset metrów do lasku...

Zaczęłam szukać w internecie informacji. Nie byłam sama z tym problemem. Wcześniej koleżanka dała mi tabletkę „po”, ale na to było już chyba za późno. Wiedziałam, że są jakieś inne leki. Może nielegalne, ale skuteczne. Po kilku tygodniach od wpadki połknęłam pierwszą dawkę tabletek, które kupiłam przez ogłoszenie. Wydałam na nie 120 zł, więc byłam pewna, że tym razem się uda. Mój brzuch będzie należał tylko do mnie, nikt nie dowie się o całej sprawie i wszystko będzie jak dawniej. Modliłam się z całych sił. Miałam dziwne objawy, których nie chcę opisywać. Wyglądało na to, że już po sprawie. Połknęłam kolejne pigułki dla pewności, ale do dzisiaj TO wciąż tam jest.

Ani razu nie byłam u lekarza. Nie miałam i nie będę miała pieniędzy na skrobankę. Jedyny sensowny sposób zawiódł. Jestem sama z tym problemem i coraz trudniej mi się z tym kryć. Już nie chodzi o sam wstyd z wpadki na dyskotece, bo to zdarza się przecież bardzo często. Zwyczajnie nie chcę rodzić i już dziś wiem, że i tak oddałabym to dziecko. Zresztą, jeśli mam być szczera, to „dziecko” jest kiepskim określeniem. Traktuję go jak pasożyta, którego trzeba jakoś zwalczyć. Za jakiś czas zacznie przypominać człowieka i nie będzie to już takie proste.

Nie wiem do czego doprowadziły leki, które połykałam. W pewnym momencie krwawiłam, wydobywały się ze mnie dziwne rzeczy. Nie jestem lekarzem, ale jeśli ten sposób nie zadziałał to na pewno musiał w jakiś sposób uszkodzić płód. Boję się nie o niego, ale o siebie. Tyle razy słyszałam o kobietach, które umierały przy porodzie. Skoro to coś we mnie zostało w połowie strawione przez przyjmowaną przeze mnie chemię, to przecież może mi się coś stać. Nie mam zamiaru oddawać życia za chwilę głupoty. Nie jest tego warty ten anonimowy facet w firmowych dżinsach, ani jego bachor siedzący w moim brzuchu.

 

Skończyły mi się pomysły. Za chwilę wszystko będzie widoczne, a jeśli dojdzie do komplikacji to trafię na stół prędzej, niż mi się wydaje. Z płodu już nic nie będzie, a przy okazji może to być gwóźdź także do mojej trumny. Co mam zrobić? Jeśli pójdę do lekarza, to sprawa wyjdzie na jaw. Nie tylko wyda się moja ciąża (mama chyba jakoś by to przełknęła), ale też to, że przyjęłam te nieznane leki. A wtedy oskarżą mnie o morderstwo lub coś takiego. Jestem za młoda żeby ponosić konsekwencje.

Po wszystkim kojarzyłam tylko, że zaliczyłam faceta i już nie mam takiego ciśnienia. Nie wierzę, żeby podał mi tabletkę gwałtu, o czym coraz częściej się słyszy. W końcu sama byłam chętna, lekko zamroczona i nie miałam zamiaru stawiać oporu. Zwyczajnie urwał mi się film. Ocknęłam się pod dyskoteką. Siedziałam oparta o schodki, więc to nie był byle kto. Mógł mnie zostawić gdzieś w rowie, ale kulturalnie odprowadził tam, skąd przyszłam. Nie zastanawiałam się nad tym, czy coś mi groziło. Jeśli tylko zaszaleliśmy, to przecież nic w tym złego. W łazience sprawdziłam jak wyglądam i nie zauważyłam niczego niepokojącego. Musiał być delikatny.

No tak, maczo z potańcówki nie zgwałcił mnie, nie pobił, ani nie zamordował, ale zrobił mi dziecko. Typowa wpadka głupiej nastolatki z prowincji. Chyba nie muszę opisywać, jak na to zareagowałam. Zupełnie nie wiedziałam co robić. Mam szukać tego typa w kolejną sobotę na dyskotece? Przyznać się matce, że puszczam się z byle kim i byle gdzie? Wiedziałam tylko jedno – to dziecko nie jest mi do niczego potrzebne. Po prostu nie może się urodzić i nikt się o tym nie dowie...

Marzę o tym, żeby pewnego dnia wszystko to ze mnie uszło, spuściłabym wodę i byłoby po problemie. Znając moje szczęście będzie zupełnie inaczej. Piszę to, żeby się wyżalić, ale też po to, żebyście na siebie uważały. Tak łatwo zmarnować swoje życie. Może ktoś powie mi, jak działają tabletki które połknęłam? Może jeszcze nic nie jest stracone i wyjdę z tego z czystym sumieniem?

Janka

 

Komentarze (480)

Ocena: 4.99 / 5
TyleWystarczy (Ocena: 5) 15.11.2015 06:31
Lepiej nie czytac komentarzy.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 1) 18.08.2014 20:05
Na tyle dorosła, by uprawiać seks na dyskotekach z przygodnymi partnerami i bez zabezpieczenia, ale nie na tyle, by urodzić? Brawo! Gratulacje dla rodziców za wspaniałe wychowanie córki.
odpowiedz
anonim (Ocena: 5) 17.03.2014 00:03
Koniec świata, kiedy POPIERA SIĘ!!! chęć zabicia żywej istoty. ,,Swoją historią'? Można to wgl nazwać jakąś historią? Szkoda mi tej dziewczyny bo ona nie widzi nic poza tym, że chce ZABIĆ DZIECKO i bierze pod uwagę wyłącznie opinię ludzi, koniec imprez. Może warto pomyśleć że mały człowiek który się rozwija zostanie skrzywdzony przez WŁASNĄ MATKĘ- MATKĘ, KTÓRA ZAWSZE I WSZĘDZIE POWINNA BRONIĆ SWOJEGO DZIECKA, BO JEST JEJ. A co kiedy TA MATKA chce je zabić ? Tego nawet nie można ubrać w słowa. Nawet jak wzięłaś te tabletki i dziecko nadal żyje to i tak je już zabiłaś, bo kiedy się dowie o swojej przeszłości i ,,mamusi' to będzie dla niego zabójstwo. Mogłaś kierować się jakąś młodzieńczą głupotą, ale dziecko to już nie jest młodzieńcza głupota. To jest nowe życie!!!! Ale nie stawiaj Gal Anonim tej dziewczyny jako ofiarę, którą pokrzywdził los!!! bo to ona krzywdzi żywą istotę, więc twój ton wypowiedzi jest beznadziejny. Kobieta nie jest inkubatorem, ale uprawiać seks to potrafiła? Jakim prawem ma teraz krzywdzić kogoś, kto jest NIEWINNY, A TO ONA PRZECIEŻ BALOWAŁA. Potrafiłabyś zabić kilkuletnie dziecko? To jest to samo. Głupota i jeszcze raz głupota. A to, co się dzieje na dyskotekach to nawet dnem nie można nazwać. Brak szacunku dla siebie to co dopiero do ,,stanu błogosławionego'.
odpowiedz
Gal Anonim (Ocena: 5) 04.03.2014 15:12
Wy wszyscy jesteście popierdoleni !!!!!!!!!! Kobieta nie jest jebanym inkubatorem i ma prawo do swojego życia oraz wyborów w nim . Ja rozumiem Autorkę listu i podziwiam za odwagę iż mogła się podzielić swoją historią . Na jej miejscu postąpiłam bym tak samo, mimo iż mam 23 lata . Pozdrawiam
zobacz odpowiedzi (2)
anonim (Ocena: 5) 08.01.2014 20:04
nie kumam cie o co sie puszczasz masakra teraz ty powinnas poniesc kare
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo