LIST: „Napady obżarstwa niszczą mi życie! Najpierw się głodzę, a potem wyjadam połowę lodówki. To koszmar...”

Lena zmaga się z problemem kompulsywnego jedzenia.
LIST: „Napady obżarstwa niszczą mi życie! Najpierw się głodzę, a potem wyjadam połowę lodówki. To koszmar...”
04.06.2013

Droga Redakcjo!

mam poważny problem z jedzeniem, ale wstydzę się o nim otwarcie mówić. Może któraś z Czytelniczek miała podobny problem i chciałaby się podzielić ze mną radami?

Oto krótki wycinek z mojego pamiętnika: „Jest godzina 13:16. Zjadłam 3 kromki chleba, masło, ser ze szczypiorkiem, jednego pieroga. Dobrze? Byłoby, gdyby do tego nie doszły 3 duże kawałki ciasta i pół miski lodów. W sumie jakieś 1400 kcal. A przypominam - jest godzina 13. Znów obiecuję sobie, że zjem tylko trochę obiadu i koniec na dziś. Ale wiem, że tak nie będzie. Nigdy się na tym nie kończy. Podwójna dawka herbatki przeczyszczającej stoi zaparzona w kuchni. Czekam aż wystygnie, bo to ohydztwo mogę wypić tylko jednym haustem z zatkanym nosem. Wczoraj rano na wadze było 51,5 kg. Dziś już 53.”

Skąd wiem, że problem jedzenia kompulsywnego mnie dotyczy? Anoreksja i bulimia – to dwa najdłużej znane i najbardziej „nagłośnione” zaburzenia odżywiania.

Jednak nie są jedyne… Obok nich istnieje trzecie, równie wyniszczające zaburzenie zwane jedzeniem kompulsywnym. Gdyby porównać je do powyższych – bliżej mu do bulimii niż anoreksji.

To, co je łączy, to niekontrolowane napady obżarstwa. Osoba cierpiąca na taką przypadłość jest w stanie w bardzo krótkim czasie pochłonąć ogromną ilość pokarmu. Świadczy o tym już sama geneza nazwy bulimia – buli po łacinie oznacza „jeść jak zwierzę”, „zwierzęcy głód”.

W czasie tygodnia odżywiam się zdrowo, nie jem słodyczy, mało tłuszczów, w większości to warzywa i nabiał. Dużo ćwiczę. Ćwiczę aż pot spływa ze mnie ciurkiem. Ćwiczę aż nie poczuję każdego mięśnia. Głowa pulsuje wtedy mocno, twarz robi się czerwona, na rękach widać wszystkie żyły. Ćwiczę, bo wtedy wiem, że robię coś dobrego dla siebie.

Ale przychodzi weekend. Najczęściej jest to weekend, kiedy wracam do domu. Wtedy wszystko się zaczyna. Rano wstaję z myślą, że będę się pilnowała, że przecież mogę zjeść mało. A wieczorem będę ćwiczyła 2 razy intensywniej i dłużej! Jakie to złudne myślenie. Jem za każdym razem, kiedy przechodzę przez kuchnię. W szafie mam schowane ciastka. Tych zjadam co najmniej 2 paczki dziennie.

Nie potrafię się od tego powstrzymać. Najgorzej jest właśnie ze słodyczami. Nie potrafię ich sobie odmówić, a jak zacznę jeść, to nie mogę już skończyć. A potem wyrzuty sumienia. Okrutny wewnętrzny konflikt, w którym jedna moja strona mówi mi jaką jestem opasłą świnią, jak wstrętnie wyglądam, jak jestem słaba i nic nie potrafię osiągnąć. Druga strona mówi, że mogę żyć lepiej, że przecież tyle osiągnęłam i nie chcę tego zepsuć, że jestem w stanie zawalczyć o swoje marzenia, że jestem silna i mogę być szczęśliwa.

Kiedy mam napady złoszczę się na wszystkich. Wszyscy są dla mnie źli, nie chcę z nikim rozmawiać, zamykam się w pokoju i odsuwam od całego świata. Bo czuję się źle. Czuję się nic nie warta. Czuję, że wszyscy mają mnie za kogoś bezwartościowego. Chociaż w głębi serca wiem, że wcale tak nie jest, że wierzą we mnie i mnie kochają, że gdyby tylko wiedzieli, co tak naprawdę mi jest - pomogliby mi. Ale oni nie wiedzą, a ja im nie powiem.

Ludzie nigdy nie przypuszczaliby, że mam taki problem. Mam normalną figurę, nie jestem bardzo szczupła, ale nie jestem gruba. Ukrywam się z jedzeniem. Znajomi ciągle powtarzają, że ze mnie taki niejadek, że ja to chyba nic już nie jem. A ja jem! Jem 10 razy więcej niż oni! Tylko nie zawsze.

Zazwyczaj żyję na 1200-1300 kcal - to moja dzienna dawka. Zapisuję każdy posiłek w zeszycie. Komu by się chciało coś takiego robić? Nikomu! A mi się chce. Bo mam obsesję. Od kiedy pamiętam mam obsesję na temat mojego ciała. Nienawidzę swoich ud i ramion. Mam okropne boczki. Gdybym naprawdę ciągle zdrowo się odżywiała i ćwiczyła jak do tej pory, ale regularnie, to nie miałabym tego problemu. Byłabym szczupła i może wreszcie szczęśliwa.

W końcu okazać się może, że to nasza jedyna metoda na złagodzenie napięcia, stres, smutek. Jedzenie. Coraz więcej jedzenia.

Tak jest. Zataczam błędne koło. Chcę być blisko ludzi, ale wstydzę się wyjść do nich z moim ciałem, z tym że oni są tacy szczupli a ja zawsze wyglądam jak prosiak. Wtedy zamykam się w sobie, odsuwam w cień, nie wychodzę do nikogo. Czuję się samotna, czuję smutek. Zaczynam jeść. Jem. Jem. Jem. Aż dochodzę do tego momentu, że znów chcę się zmienić. Przestaję jeść, ćwiczę. Chudnę. Jestem z siebie zadowolona. W nagrodę… zjadam coś słodkiego. I znów się zaczyna… To taki schemat, który powtarza się w moim życiu od kilku lat. Jak sobie z tym poradzić? Nie wiem, ale najbardziej na świecie pragnę się z tego wyleczyć, bo to mnie dobija. Zabiera wszelką radość z życia. Odsuwa mnie od ludzi. A ja dalej tak nie chcę. Jak mam sobie z tym poradzić? Teraz jest dobrze, ale nigdy nie wiem co będzie za kilka dni…

Lena

Komentarze (98)

Ocena: 5 / 5
Hann (Ocena: 5) 05.03.2016 19:08
Anoreksja bulimiczna. Zaczęło się po wyjściu ze szpitala, który rzekomo miał wyleczyć. 155, 35
odpowiedz
tsumikisan (Ocena: 5) 17.05.2015 11:29
Ja tam mamy i przy wzroście 161 cm waze 56 kilogramow!:(
odpowiedz
Hekate (Ocena: 5) 27.03.2015 14:21
Obiecałam sobie ! OBIECAŁAM . Czuję się strasznie bo 2 dni temu obiecałam sobie GŁODÓWKĘ . Odkąd pamiętam zawsze był z tym problem . Obecnie: nie jadłam od dwóch dni A teraz zjadłam 2 batony ( co prawda musli ale kalorie są . Łącznie to 344kcal ) Obecnie mam 14 lat . Moja pierwsza dieta zaczęła się w wieku 8-9 lat . I źle się skończyła . W dodatku moja obsesja na punkcie 'thigh gap' i pro anie . Już nie raz wymiotowałam i teraz nie wiem co zrobic z tym wszystkim !
odpowiedz
shoana (Ocena: 5) 16.07.2013 21:59
mam to samo...tylko że ja daję radę bez cukru ale fast food zawsze mnie przygniata i mogę naprawę ogromne ilości tego zjeść, cała duża pizza po obiedzie? WPIEPRZĘ!!! waga waha się między 45-47 a chciałabym mniej, kurde widzę że nie jestem jedyna z tym problemem :((
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 25.06.2013 19:22
Również mogę się pod tym podpisać. Mam 17 lat i poważne problemy ze sobą. Przy wzroście 168 wazę od 46 do 50 kg. Wykancza mnie moja słabość nad tym wszystkim. Widzę, że nie jestem sama, jest nas więcej, o wiele więcej...
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo