Różne odcienie sukcesu

Nie tylko prestiżowa praca czy wysokie zarobki są dla nas miarą sukcesu. Oto, z czego najbardziej dumne są kobiety takie jak ty.
Różne odcienie sukcesu
16.10.2011

Gdybym zapytała cię, z czym kojarzy ci się sukces, pewnie w pierwszej chwili odpowiedziałabyś mi: ze sławą, pieniędzmi, popularnością. Faktycznie, te aspekty można uznać za miarę sukcesu. Jeśli jednak w grę wchodzi życiowa satysfakcja i spełnienie, dumne jesteśmy z zupełnie innych, często zaskakujących rzeczy. Opowieści kobiet, które za chwilę przeczytasz, notowałam przez kilka miesięcy. Zwykle były rzuconą w przelocie wypowiedzią uśmiechniętej koleżanki albo szczerym wyznaniem na forum dyskusyjnym. Wszystkie te opowieści pokazują jednak, że sukces może odnieść każda z nas, bez względu na IQ. I że cieszyć mogą niekiedy najbardziej prozaiczne, przyziemne sprawy. To już oficjalne: jesteśmy kobietami sukcesu!

Dom, szczęśliwy dom

Odkąd zaczęłam zwracać uwagę na dziedziny życia, z których jesteśmy najbardziej zadowolone, zdecydowanie najczęściej wymieniamy spokojny i szczęśliwy dom rodzinny, jaki same stworzyłyśmy. Ma on szczególnie istotne znacznie w przypadku dziewczyn, które żyją przykrymi wspomnieniami z dzieciństwa. Dla nich założenie kochającej się rodziny jest ogromnym sukcesem osobistym.

Tożsamość wszystkich autorek wypowiedzi do wiadomości redakcji została ukryta:

„U nas w domu zawsze było głośno, tłoczno, nerwowo. Często dochodziło do awantur. Bałam się, że gdy będę dorosła, zablokuję się, popełnię te same błędy. Wszystko się jednak ułożyło samo, gdy poznałam mojego obecnego męża. Jesteśmy razem od pięciu lat, a małżeństwem od trzech. Mamy dwuletnią Zosię. Bardzo się kochamy, uwielbiamy swoje towarzystwo. Zosia to nasze oczko w głowie. Tutaj jest moje miejsce na świecie”.

„Może zabrzmi to śmiesznie, ale nie mam jeszcze trzydziestki, a czuję się już wypalona zawodowo. To znaczy uważam, że zawodowo osiągnęłam dużo i że życie rodzinne jest tym, czemu chce się poświęcić. Ukończyłam prawo, a po otrzymaniu dyplomu szybko dostałam pracę w dużej miejskiej placówce. Zarabiałam bardzo dobrze, awansowałam. Nie miałam czasu na nic – kosztem rodziny, narzeczonego, przyjaciół. Liczyła się tylko praca i pieniądze. Wpadłam w pracoholizm. Wylądowałam u psychologa. Mając 28 lat powiedziałam sobie „dość”. Zmieniłam pracę na spokojniejszą i oddałam się narzeczonemu, który teraz jest już moim mężem. Niedługo planujemy dziecko. I tę równowagę, możliwość wyboru oraz poczucie wolności uważam za swój największy sukces”.

„Moim największym sukcesem jest mój mąż. Cieszę się, że gdy moje koleżanki chodziły na randki i zmieniały chłopaków, ja nie angażowałam się zbyt szybko i szukałam. Czułam, że w końcu spotkam tego jedynego, pod warunkiem, że będę cierpliwa. Poznaliśmy się w pracy, gdy miałam 24 lata. To było jak porażenie piorunem. Od kilku lat tworzymy udaną, czteroosobową rodzinę”.

rodzina

Bizneswoman po polsku

Nieprawda, że miarą sukcesu jest wyłącznie nasz stan konta. Ale to, jak postrzegamy własne osiągnięcia zawodowe. Wiele jest kobiet, które nie zarabiają tzw. kokosów, ale czują się ludźmi sukcesu. Dlaczego? Bo zaryzykowały, otworzyły własne firmy czy otrzymały dotację tylko dzięki własnej pracy.

„Skończyłam historię i od razu wiedziałam, że z pracą będzie ciężko. Poza tym zawsze marzyłam o własnej cukierni. Od najmłodszych lat obserwowałam mamę i babcię w kuchni, sama piekłam. Po prostu kocham słodycze. Po studiach dostałam pracę w szkole podstawowej, ale po roku miałam dosyć. Zaryzykowałam. Poprosiłam tatę o pomoc, zainwestowałam własne oszczędności zdobyte za granicą. I odważyłam się! Odeszłam ze szkoły i otworzyłam własną cukiernię, co prawda z pomocą bliskich. To było ponad dwa lata temu, a cukiernia świetnie prosperuje i ma wielu stałych klientów. Codziennie chodzę do niej jak na skrzydłach!”

„Jestem osobą, która do wszystkiego musi dojść sama. Nie mam znajomości czy pleców. Dlatego gdy wymarzyłam sobie własne studio fotograficzne, złożyłam wniosek o dotację. Bez niczyjej pomocy wypełniłam wszystkie formularze, a potem napisałam swój pierwszy w życiu biznesplan. I dostałam 40 tys. zł dotacji unijnej oraz comiesięczne wsparcie pomostowe, czyli zwrot pieniędzy na rachunki. Zakładam własną firmę, a mam 22 lata”.

rodzina

Ekstremalnie, oryginalnie

Sukces nie musi być wydarzeniem długofalowym. Niekiedy jest chwilą, która na zawsze zapisuje się w naszej pamięci. To prawdopodobnie nasz najczęstszy sukces – jedna chwila, wydarzenie, decyzja, które odmieniły całe życie. Sukcesem może być również pokonanie własnych słabości i kompleksów. Oj, tak!

„W wakacje 2008 roku razem z doświadczoną ekipą zanurkowałam w Morzu Śródziemnym na głębokość około 12 metrów. To dla mnie ogromny wyczyn, bo z natury jestem strachliwa”.

„Całe życie miałam sporą nadwagę. W szóstej klasie ważyłam ponad 60 kg przy wzroście 158 cm, przez co wiecznie chodziłam przygnębiona i bałam się rówieśników, zwłaszcza zmiany szkół czy nowych sytuacji. Potem było jeszcze gorzej, tyłam. Wiele razy słyszałam docinki. W liceum zaczęłam źle się czuć ze swoją wagą, zwłaszcza na w-fie czy imprezie. Czasem słyszałam opinie, że nie jestem brzydka, ale gdyby nie to, że jestem gruba... Na kilka miesięcy przed maturą wzięłam się za siebie. Zaczęłam mniej i zdrowo jeść, zapisałam się na basen i siłownię. Gdy kończyłam liceum, ważyłam 57 kg przy 167 cm wzrostu. Schudłam 16 kg!”

„Zawsze interesowałam się Skandynawią. Zauroczyła mnie, kiedy pojechaliśmy do Szwecji i Norwegii całą rodziną, a ja miałam wtedy chyba 12 lat. Obiecałam sobie, że nauczę się szwedzkiego. I udało się! W ubiegłym roku byłam w Szwecji i wszyscy gratulowali mi znajomości języka, który do łatwych nie należy”.

„Jako dziecko byłam nieśmiała. Wstydziłam się ludzi, szybko się czerwieniłam. Zaczęło mi to przeszkadzać w gimnazjum i liceum, zwłaszcza w kontaktach z chłopakami. Nie potrafiłam dać sobie z tym rady, każdy mnie peszył. Dopiero gdy poszłam na studia, zaczęłam słyszeć bardzo dużo komplementów na swój temat i chyba w nie uwierzyłam. Dzisiaj jestem pewną siebie, zdecydowaną kobietą. Kończę europeistykę, jestem w związku od trzech lat. Wierzę w siebie!”

A co jest Twoim największym sukcesem?

Ewa Podsiadły-Natorska

Zobacz także:

7 największych kompleksów Polek

Nadwaga, brak osiągnięć, starość. Czego wstydzą się Polki?

Jak zostać milionerką?

Sprawdź, dzięki czemu uda ci się zarobić krocie.

Komentarze (12)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 19.10.2011 16:50
Ja się cieszę z mojej karery i partnera. Sporo pracy kosztowało mnie zostanie prezesem korporacji ale udało się. No i mam cudownego chłopaka.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 18.10.2011 13:17
moim najwiekszym sukcesem bedzie jak mi sie uda skonczyc 2 szkoly , do wieczorowej muzycznej chodze juz 11 lat sotaly mi 3 semestry , jak zdam dyplom to sie poplacze ze szczescia ( i napier*dole jak automat xDD ) i jak sie spelnie w jednej dziedzinie, zdecudyje w koncu i sama zaloze firme ;pp wszyscy beda mogli mi nasrac starzy i siostra , ktorzy mi niszcza zycie , rodzina tez jest bardzo wazna , predzej czy pozniej na kazda kobiete przychodzi czas do bycia matka i zona (prawie) ;PPP
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 16.10.2011 12:24
Bez kitu, ze strony trzeciej pasują do mnie idealnie wszystkie trzy historie!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 16.10.2011 12:14
ja od zawsze marzyłam o stworzeniu prawdziwej rodziny - może dlatego że sama jej nigdy nie miałam. Chciałam mieć kogoś kto mnie pokocha, chciałam mieć dzieci. Udało mi się. Mam męza, dziecko, jestem szczesliwa. Na swoja pracę też nie narzekam, lubię ją :) Uwazam, że taka równowaga daje mi prawdziwe spełnienie.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 16.10.2011 11:43
Ja również jestem jedną z tych, dla których życie rodzinne jest najważniejsze. Możecie mi wierzyć lub nie, ale jeżeli chodzi o karierę, to miałam bardzo duże ułatwienie - znajomości, bo mój tata prowadzi firmę -dość znaną i prrężną. Ma przez to wielu znajomych i tak zaczęła się moja kariera - od asystentki, poprzez managera, aż w końcu zostałam nawet Vice Prezesem w jednej z firm kolegi mojego taty. I wiecie co? Poznałam mojego obecnego męża, zakochałam się i zapragnęłam tylko jednego - rodziny! Wyszłam za mąż, urodziłam pierwsze dziecko i świadomie zrezygnowałam z pracy, z całej tej kariery, która nigdy szczęścia mi nie dawała. Teraz mam 31 lat, trzecie już dziecko urodzę w grudniu i jestem najszczęśliwsza na świecie! Spełniam się jako żona, mama, gotuję obiady, sprzątam, pikę ciasta i kocham moje spokojne życie. Zgodznie z mężem ustaliliśmy, że nigdy nie wrócę do pracy! A przecież mogę - tata zawsze mi to powtarza, ale sam widzi, że praca nie da mi takiego szczęścia jak rodzina. Czasami, jak jestem na spacerze z dziećmi i innymi mamami z osiedla (nie mają pojęcia, że kiedyś byłam Prezesem), One tak sobie głośno myślą - "te bizneswoman to muszą mieć cudowne życie", a ja się tylko uśmiecham i mówię -"chyba nieee". :)))
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo