REPORTAŻ: Wyszłam z domu, już nie wracam

Agnieszka i Basia - dwie waleczne kobiety, dwie niepowtarzalne historie. Wzruszają, zaskakują, inspirują...
REPORTAŻ: Wyszłam z domu, już nie wracam
05.06.2011

Mimo że los ich nie oszczędzał, one nie zamierzały się poddawać i dały sobie szansę na szczęście. Niekochane, zranione, odarte z godności... Przez lata musiały znosić obecność niepotrzebnego członka rodziny. Wódka zabrała im wszystkie marzenia, skazała na życie w ciągłym strachu, zniszczyła młodość. Agnieszka i Basia - córka i żona alkoholika opowiadają o tym, jak zniknęły, odrodziły się i wróciły.

Dom zły

Agnieszka, delikatna brunetka z melancholijnym spojrzeniem, ani przez chwilę nie żałowała decyzji o opuszczeniu rodzinnego domu. W dniu swoich 18. urodzin, zapakowała do plecaka kilka książek, dwa t-shirty na zmianę i przesiąknięty łzami pamiętnik, i wyruszyła w świat z mocnym postanowieniem, że nigdy więcej tu nie wróci. Gdy trzaskając starymi, wysłużonymi drzwiami czynszowego mieszkania, zamykała najgorszy rozdział swojego życia, czuła w sercu dojmującą pustkę. Było jej zwyczajnie przykro, że nie będzie miała powodu by tęsknić, rozpaczać, pisać listy. I tak przecież nikt by na nią nie czekał, może nawet nikt nie zauważyłby, że zniknęła

Była młoda, wystraszona, zarazem pełna wielkich nadziei i jeszcze większych obaw. Na ten moment czekała od dawna – jeszcze jako 15-latka przysięgła sobie, że gdy tylko osiągnie pełnoletniość, bez słowa zniknie i rozpocznie wszystko od nowa. Bez awantur, widoku wiecznie pijanej matki i gróźb agresywnego ojca.

- Wychowywałam się w trudnej rodzinie, nie pochodziłam z dobrego domu. Moi rodzice praktycznie nie trzeźwieli, a troskliwych udawali jedynie w obecności pań z opieki społecznej. Odkąd tylko pamiętam musiałam radzić sobie sama, byłam tak potwornie samotna… Dwóch starszych braci siedziało w więzieniu, siostra miała swoją rodzinę i swoje problemy. Byłam najmłodsza, nikt się mną nie przejmował, nikt nawet nie pytał czy jestem głodna. Sama brałam drobne ze słoika stojącego na regale w przedpokoju i kupowałam bułkę.  – wspomina.

Jako dziecko alkoholików, Agnieszka wzrastała w przekonaniu, że jest gorsza od swoich rówieśników. Kiedy chodziła jeszcze do szkoły podstawowej, starała się ukryć to, skąd pochodzi i naśladując koleżanki z dobrych domów  udawała, że u niej też je się w niedzielę rodzinne obiady, w Wigilię pod choinką są prezenty, a mama robi codziennie drugie śniadanie do szkoły. Koledzy z klasy szybko jednak zauważyli, że Agnieszka jest tą gorszą – nigdy nie jeździła przecież na wycieczki klasowe, nie miała nowych tenisówek na wf, nigdy nie wyprawiała urodzin.

Ukojenia Agnieszka szukała w książkach i muzyce. Była inteligentna, bystra i ambitna, ale brakowało jej pewności siebie, by zabłysnąć przed klasą wiedzą, którą chłonęła nocami zwinięta w kłębek pod kołdrą. Dopiero w liceum została doceniona przez nauczycieli, a koleżanki zaczęły w niej widzieć kompankę do rozmów.

alkoholik

- Tamtego wieczoru znowu mnie uderzył, a później pijany padł na podłogę i zasnął. Wykorzystałam tę chwilę pozornego spokoju i postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę. Dotarłam do pobliskiego kościoła, zapukałam do drzwi plebanii, prosząc o schronienie. – relacjonuje rzeczowo.

Kolejne dni były dla niej prawdziwym koszmarem. Maluchy płakały za ulubionymi zabawkami, a Basia – mimo wszystko - tęskniła za własnym kątem. Na szczęście siostry zakonne z parafii szybko znalazły dla niej miejsce w domu samotnej matki, który miał stać się dla niej bezpiecznym azylem na kilka następnych lat.

- To tu poznałam wiele wspaniałych, silnych i odważnych kobiet, które dały mi nadzieję na to, że jeszcze nie wszystko jest stracone. Na nowo nauczyłam się ufać, rozmawiać, cieszyć z najmniejszych rzeczy. Znalazłam pracę, dzieciaki nie przestawały się uśmiechać, stawaliśmy na nogi. Nie byłam jedyną taką siłaczką, działałyśmy w grupie. Nawzajem się motywowałyśmy, wspierałyśmy w najcięższych momentach.  Nigdy nie zapomnę tamtych matek, choć nie wszystkim się poszczęściło tak jak mi przyznaje Basia, która za wszelką cenę chciała stworzyć swoim dzieciom normalny dom i znaleźć własne mieszkanie.

To marzenie spełniła po 5 latach, gdy awansowała na stanowisko kierownika sklepu. Wyprowadziła się 30 km od rodzinnej miejscowości, miała już wtedy rozwód i orzeczenie sądu o zakazie zbliżania się do dzieci wydane dla jej męża. Mogła czuć się spokojna, jednak jeszcze przez wiele miesięcy budziła się w środku nocy zlana potem, nasłuchując czy do dziecięcego pokoju nie wkrada się pijany mąż. I choć Basia boi się do tego przyznać, prawdziwą równowagę odzyskała dopiero po tym, gdy otrzymała pismo o śmierci Stefana.

- Zmarł na marskość wątroby, dzieci nie obchodziły go do ostatniego dnia. Na pogrzeb nie pojechaliśmy, bo nie chciałam wracać do tamtych strasznych czasów. Wolę żyć chwilą, być tu i teraz, nie mam zamiaru rozdrapywać starych ran. Wiem, że miłość i wierność ślubuje się do końca, na dobre i na złe, ale gdy nie ma nic dobrego i jest tylko źle, to chyba nie można w tym bezczynnie tkwić? Tym bardziej, gdy jest się odpowiedzialnym nie za tylko za siebie, ale również za innych, jeszcze bardziej bezbronnych... – zastanawia się.

alkoholik

alkoholik

- Mimo że wiele osób wyciągało do mnie pomocną dłoń, ja jednak nie potrafiłam się otworzyć. Byłam zbyt nieśmiała, z trudnością nawiązywałam kontakty. Z gruntu odrzucałam wszystkich chłopaków, którzy się mną interesowali, nie przychodziłam na klasowe imprezy, bo nawet nie miałam się w co ubrać. Wiecznie w tym samym swetrze, w starych dżinsach… Wydawało mi się, że tworzę strasznie żałosny obraz i nikt mnie ani nie polubi, ani nie pokocha. – mówi Agnieszka, która dopiero po latach przekonała się, co znaczy prawdziwa miłość.

Jednak wcześniej musiała przebyć długą drogę, aby udowodnić światu, że coś znaczy. Kiedy wyszła z pociągu na stacji we Wrocławiu, wiedziała, że nie będzie jej łatwo. W portfelu miała 500 zł podebrane tacie z portfela, a w głowie mnóstwo wątpliwości. Plan był prosty – musiała znaleźć pracę i dokończyć eksternistycznie szkołę. Początkowo zamieszkała się w tanim motelu na obrzeżach miasta, a po pierwszej wypłacie zaczęła szukać stancji. W końcu szczęście się do niej uśmiechnęło i wynajęła pokój w studenckim mieszkaniu. Pracowała jako barmanka, bo nocami stawka była większa, w ciągu dnia dorabiała jako opiekunka. Gdy rozpoczął się wrzesień, na nowo podjęła naukę, a koleżanki studentki namawiały ją, aby podeszła do matury i spróbowała zdać na uniwersytet.

- Trafiłam na wspaniałych, życzliwych ludzi. Bez nich nigdy nie byłabym w tym miejscu, gdzie teraz jestem. Skończyłam studia, poczułam się jak normalny, pełnoprawny człowiek i poznałam osobę, której mogłam bezgranicznie zaufać. Pół roku temu wzięłam ślub, moim towarzyszem życia też jest człowiek po przejściach. Planujemy rodzinę, naszą wspólną przyszłość. Chcemy, aby nasze dzieci miały radosne, beztroskie dzieciństwo. –  zapewnia z uśmiechem na ustach.

A rodzice? Agnieszka nie miała z nimi żadnego kontaktu od momentu wyprowadzki. Pół roku po swoim zniknięciu zadzwoniła do siostry, aby powiadomić ją, że żyje i nic jej nie grozi. Nie pytała jednak co słychać u matki i ojca, nie chciała wiedzieć, czy jej szukali. – Bałam się rozczarowania i wiadomości, że naprawdę na mnie nikomu nie zależało. Tamto życie to już przeszłość i nie chcę do niego nigdy wracać. Znalazłam miłość, bezpieczeństwo i spokój, czyli wszystko, czego brakowało mi przez lata. Nie mam prawa chcieć niczego więcej, jestem szczęśliwa!

alkoholik

alkoholik

Mama siłaczka

Co znaczy życie w ciągłym strachu, wie również Basia – dzisiaj uśmiechnięta 45-latka, matka trójki nastolatków. Ona decyzję o ucieczce podjęła bardzo spontanicznie, pewnej ciepłej, lipcowej nocy. Nie pakowała walizek, nie brała ze sobą żadnych pieniędzy, a jedynym ciężarem, jaki musiała unieść, były jej dzieci. – Dziewczynki miały wtedy po kilka lat, syn był zaledwie półrocznym niemowlakiem. Zawinęłam go w błękitny kocyk i po prostu wyszłam. Za drzwiami tamtego mieszkania zostawiłam cały dorobek życia, mnóstwo fotografii, wspomnień… Nie miałam jednak odwagi upomnieć się o nie. Dopiero po latach zbudowałam swój nowy świat, a w kredensie znalazło się miejsce na nowe pamiątki. – wspomina, nerwowo skubiąc rzęsy.

Basia zniknęła, bo musiała ratować przyszłość swoich dzieci. Jej bezrobotny mąż alkoholik w całym bloku słynął z urządzania przerażających, całonocnych awantur kończących się interwencją policji. Basia nie raz trafiała na pogotowie z posiniaczoną twarzą po tym, jak z trudem udało jej się zasłonić przed ojcem-katem płaczące dzieci. – Stefan pił i bił, a rano przepraszał. Nie szukał pracy, przepijał wszystko, co ja zdołałam zarobić na kasie w sklepie. Brakowało nam dosłownie na wszystko, a ja wielokrotnie chodziłam głodna. Nie miałam rodziny, która mogłaby nam pomóc, bo ze Stefanem poznaliśmy się w domu dziecka i nie znaliśmy praktycznie żadnych krewnych. – opowiada.

Decyzja o rozstaniu była tym bardziej trudna, że mieszkanie należało do męża Basi, który otrzymał je w spadku od dalekiej ciotki. Jednak tej pamiętnej nocy Basia nie miała siły, aby zastanawiać się nad tym, gdzie podzieje się sama z trójką dzieci, bo twarz piekła jak nigdy dotąd, a  uczucie zranionej godności doskwierało bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Komentarze (18)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 06.06.2011 21:33
tez jestem dda, moje dziecinstwo to byl koszmar
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 06.06.2011 18:54
Twój mózg już dawno umarł idiotko
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 06.06.2011 16:40
bardzo lubię reportaże i proszę o więcej. O wiele ciekawsze niż ,,ubierz się jak doda'' ;D
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 06.06.2011 10:34
tez jestem DDA ale uczęszczam na grupe wparcia i bardzo mi to pomaga
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 06.06.2011 09:58
bo co, dobre zakonczenie to juz przyprawia o mdlosci, bo jest zbyt 'slodkie' i zbyt 'nieprawdziwe' ? ;/ tak, najlepiej niech wszedzie beda zle zakonczenia, takie sa przeciez najlepsze! ;/
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo