Wasze Listy: „Na nic kompletnie mnie nie stać, ledwo wiążę koniec z końcem”

Jola i jej chłopak borykają się z poważnymi problemami finansowymi. Żyją od 1-go do 1-go każdego miesiąca.
Wasze Listy: „Na nic kompletnie mnie nie stać, ledwo wiążę koniec z końcem”
17.05.2011

Witam wszystkie Czytelniczki!

Piszę ten list, bo zwyczajnie muszę się komuś wyżalić. Chyba liczę też na to, że znajdzie się wśród Was sporo osób, które mają podobny problem jak ja. O co chodzi? Oczywiście o pieniądze.

Dwa lata temu skończyłam technikum w moim mieście. W domu nigdy się nie przelewało, bo mama jest pielęgniarką, a ojciec nigdy nie wylewał za kołnierz. Kiedy więc zdałam maturę natychmiast przeniosłam się z moim chłopakiem do większego miasta. Oczywiście o rozpoczęciu jakichkolwiek studiów nie było mowy. Musiałam się przecież z czegoś utrzymać, a na kasę od rodziców liczyć nie mogłam.

Obecnie pracuję w zakładzie fryzjerskim. Myję klientkom włosy, zamiatam podłogę i odbieram telefony. Nic ciekawego, ale lepsza taka praca niż żadna. Mój chłopak z kolei pracuje w myjni samochodowej. Oboje zarabiamy mało, łącznie około 2 tysiące na miesiąc. I tutaj właśnie zaczyna się problem.

Wynajem mieszkania kosztuje nas 600 zł miesięcznie, do tego dochodzi opłata rachunków. Na codzienne potrzeby ledwo nam starcza. Musimy oszczędzać dosłownie na wszystkim: na jedzeniu, ubraniach, kosmetykach. O odłożeniu paru groszy na czarną godzinę nie ma nawet mowy. Żyjemy od 1-go do 1-go każdego miesiąca.

Problemy finansowe strasznie nas dołują. Chcielibyśmy znaleźć lepszą pracę, ale przecież o jakąkolwiek posadę dzisiaj bardzo trudno. Od pewnego czasu myślimy też o ślubie i założeniu rodziny, ale jeszcze przez kilka najbliższych lat będzie to nierealne. Ledwo sami się utrzymujemy z naszych pensji, a gdyby do tego doszło jeszcze dziecko…? Dramat.

Ostatnio jest mi z tym wszystkim coraz ciężej. Powoli tracę nadzieję, że kiedykolwiek coś się w naszym życiu zmieni na lepsze. Chyba już zawsze będziemy musieli liczyć się z każdym groszem…

Jola

Zobacz także:

Decyzja należy do Ciebie: Czy zostać mamą chrzestną w parze z byłym facetem?

Aneta stanęła przed trudnym wyborem i liczy, że pomożecie jej podjąć dobrą decyzję.

Wasze Listy: „Dlaczego telefon wciąż milczy?”

Julia spotkała się z Darkiem kilka razy, było miło, a on nagle przestał się do niej odzywać. Jak ma to rozumieć?

 

Komentarze (278)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 20.05.2015 12:58
ZRÓBMY COŚ WRESZCIE ! MAM 30 LAT PRACUJE NA UMOWE ZLECENIE , ZARABIAM 1200 NETTO WYNAJMUJE MIESZKANIE Z MOIM PARTNEREM I NIE MAM SZANS NA RODZINĘ , DOM , ŻYCIE ! CHODZE W DZIURAWYCH MAJTKACH I SKARPETKACH ! ILE JESZCZE !!!!???????
odpowiedz
ja (Ocena: 5) 20.03.2013 13:47
Ja tez neimam duzo kasy ale ejst na to sposob w Polsce - oszustwa, kradzieze itd i mozna zyc w luksusie, ja z chlopakiem kradniemy w biedronce i innych sklepach bo neimamy zcasem nawet 1 zl wsyztsko idzie na zielone irozrywki, a ubieram sie zajebiscie bo kradne xd
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 15.02.2012 17:09
zdychjcie wszyscy z glodu rp
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 15.08.2011 19:40
poszukaj lepszej pracy co to za problem? Zamiast użalać się nad sobą weź się w garść i bądź silna...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 18.07.2011 02:54
Ale dlaczego z góry mówisz że o rozpoczęciu jakich kolwiek studiów nie było by mowy? Ja pochodzę z niewielkiej miejscowości na pomorzu, moja mama jest alkoholiczką. Ja od ukończenia 12 lat wiedziałam że nie chcę skończyć jak prawie każde w mojej wsi , ani tak jak moja matka. Dlatego też każde zarobione pieniądze chowałam przed nią żeby tylko ich nie przepiła. Nie miałam przyjaciół byłam zawsze sama, do szkoły chodziłam bo tylko to sprawiało mi przyjemność w życiu. Gdy poszłam do liceum w trochę większym mięscie już w listopadzie tego roku nie miałam pieniędzy na bilet, naszczęście uczyłam się dobrze i dostawałam stypendium, część szła na bilety , część odkładałam. I tak jakoś przeszłam te trzy lata, zawsze raczej izolowałam się od klasy , miałam tylko jedną przyjaciółkę która pochodziła z zamożnego domu , dlateg też jej rodzice krzywo na mnie patrzyli. Ale ona była na prawdę inna niż oni i cały czas mi pomagała. W szkole poznałam tez pewnego chłopaka , nie wiem jakim cuden zaczął on ze mną wogóle rozmawiać , jego ojciec był na lekarze , matka również. Zaczeliśy się spotykać dopiero wtedy poczułam że w moim życiu wszytsko może się zmienić, niestety po 6 miesiącach koszmar wrócił , tuż po maturach jego ojciec spotkał się ze mną , zasugerował mi że lepiej będzie jak dam jemu synowi spokój, jako że oboje marzyliśmy o studiach prawniczych w warszawie , on powiedział żebym dała mu spokój on mu załatwił studia w Wieliej Brytanii , i że on bohaterko odmawia ze względu na mnie , oferował mi nawet pieniądze, oczywiście ja ich nie wzięłam , nie miałam pojęcia jak mam postąpić. Po kilki dniach odebraliśmy świadectwa maturalne zdaliśmy bardzo dobrze, i tego właśnie wieczoru postanowiłam co zrobię. Napisałam trzy listy : jeden do niego , drugi do przyjaciółki , a trzeci do Matki. Miałam trochę uzbieranych oszczędności więc postanowiłam ze wyjadę , i tak też się stało już za dwa dni byłam w pociągu do Warszawy , a oni wszyscy za jakiś czas mieli dostać list pocztą które wysłałam prze samym wyjazdem. Oczywiście z nikim się nie pożegnałam znikłam bez słowa , spakowałam tylko kilka książek ciuchów i postanowiłam rozpocząć nowe życie. Oczywiście na począrku było bardzo ciężko. płakałam nocaami w brudnym wnajętym pokoiku, w wakcje przed studiami pracowałam po 20h dziennie za marne pieniądze jako barmanka. Na początku było straszasznie płakałam za Pawłem za Emilą i nawet za mamą. Nawet miałam taki moment załamania tuż prze rozpoczęciem roku akademickiego żeby to rzucić i wrócić do domu , ale się nie dałam. Na 4 roku spotkałam w stolicy Emilę , moją serdeczną przyjaciółę przeniosła się właśnie z Gdańska do Warszawy, początkowo miała do mnie wielki żal za to że wyjechałam bez słowa , powiedziała mi też że Paweł mnie szukał że jeździł po największych miastach w polce. Ale niestety, i Emi wiedziałą tylko tyle że wkońcu wyjechała do WB, ja osobiście już się ztym pogopdziłam że nigdy nie będziemy już razem. O matce mojej mówiłą tez nie wiele , podobno przestała pić , ale ja już od 8 lat nie miałam z nią kontaktu i nie wiem czy bym chciała. Dopiero jak skończyłam 25 lat wszytsko zaczęło się jakoś układac , bo do tej pory , jedynie uniwerek-bar-nauka i tak w kółko , pieniędzy zawsze mi brakowało , dobrze że miałam chociaż tą pracę jako barmnka i te stypendia, gdy skonczyłam aplikacje zaczełam pracę w jednej z warszawskich kancelari, po 3 miesiącach pracy (listopad 2010 )szef zatrudnił kolejengo prawnika, okazał się że był to mój Paweł! Oczywście napoczątku miał do mnie wielką pretensję o to jak postąpiłam , nasze stosunki nie układały nam się dobrze. Dziś jesteśmy szczęśliwym narzeczeństwem! Nie martw się dziewczyno napewno i tobie się wszytsko ułoży :) Pozdrawiam M.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo