Dzieci wojny bawią się życiem

Dorośli wykorzystują ich naiwność, szprycują alkoholem i narkotykami, a potem uczą zabijać. Dzieci z uśmiechem na twarzach uśmiercają swoich braci i siostry, bez emocji, jakby to była zabawa.
Dzieci wojny bawią się życiem
12.04.2009

Prawie każde dziecko bawi się w wojnę - plastikowe karabiny, komandosi, żołnierze, obrońcy, sanitariuszki - wszystko brzmi miło i przyjemnie. Jednak co dla nas jest pyszną zabawą, dla dzieci z Afryki, Bliskiego Wschodu czy Azji jest tragedią. Na co dzień są zmuszane do używania prawdziwej broni i od najmłodszych lat za pomocą narkotyków, alkoholu oraz ideologii są pozbawiane uczuć.

Afryka jest rejonem, w którym konflikty pojawiają się z regularnością godną szwajcarskiego zegarka. Ruanda, Somalia, Sudan, Nigeria, Zimbabwe... nazwy państw, w których coś się działo na przestrzeni kilku ostatnich lat, można mnożyć w nieskończoność. Miliony ofiar, miliony uchodźców żyjących w warunkach skrajnej biedy, umierające z głodu dzieci, które sterowane przez samozwańczych dowódców rewolucji mordują z brutalnością psychopatów. Zero emocji, zero uczuć, choć nadal są to dzieci, które można uratować z piekła, jaki zgotował im los.

Zaledwie kilka dni temu pojawiały się w mediach zdjęcia najmłodszego terrorysty świata. Abdullah ma 11 lat i patrząc na jego twarz, nie sposób dostrzec w niej nic, co czyniłoby z niego mordercę. Z powodzeniem można go postawić w jednej linii z setką innych dzieci i niczym by się nie wyróżniał. Trafił właśnie do pilnie strzeżonego więzienia w Kabulu, złapano go na granicy pakistańsko-afgańskiej. Ubrany był w kamizelkę wypełnioną materiałami wybuchowymi.

Abdullah zmierzał do Afganistanu, aby zabijać niewiernych, którzy najechali świętą ziemię. Nauczył się tego w szkole koranicznej, gdzie wykładano wersety świętej księgi Islamu i zasad dżihadu (świętej wojny). Najpierw uczono chłopaka strzelać z karabinu, jednak jego spust okazał się za twardy dla dziecka i dlatego w jego ręce trafił słynny kałasznikow. Po jakimś czasie nauczyciele stwierdzili, że chłopiec jest już gotów na świętą wojnę i może ruszyć za granicę, by zabijać niewiernych - miał się przeprawić z pakistańskiego Peszawaru do sąsiedniego Afganistanu. Jego mentorzy uznali, że lepiej sprawdzi się jako samobójca - nikt by nie podejrzewał, że dziecko jest zamachowcem i przyszło, by nieść śmierć.

Chłopczyk wiedział, że ma zginąć. Dziennikarzowi amerykańskiej telewizji ITV, Billowi Neely'emu, udało się porozmawiać z niedoszłym samobójcą. Abdullah był przekonany, że bóg odróżni jego męczeńską śmierć od zwykłych samobójców i przyjmie jego ofiarę w walce z niewiernymi. Nauczyciele powiedzieli mu o raju, który na niego czeka i o 70 dziewicach. Gdy dziennikarz zapytał, co chciałby robić, jak dorośnie, odpowiedział wprost, że zabijać niewiernych, bo jeśli on tego nie zrobi, to innowiercy przyjdą i pozabijają jego rodaków. Władze jeszcze nie podjęły decyzji, co zrobić z chłopcem i jak naprostować jego światopogląd, aby już nigdy nie chciał mordować.

Zupełnie inaczej szkolone są dzieci w Afryce. Ich relacje są o wiele brutalniejsze. Wspomnienia Ishmaela Beaha ze Sierra Leone zostały opublikowane w 2007 roku. Chłopczyk w wieku 11 lat stał się świadkiem wojny w Afryce Zachodniej. Gdy walki doszły do jego wioski, zostawił rodzinę i uciekł z kolegami szukać miejsca bez wojny, zła i przemocy. Podczas swojej wędrówki widzieli wiele okrucieństw, gwałtów, morderstw. Wreszcie, do swoich szeregów wcieliła ich Armia Rządowa walcząca z rebelianckim Revolutionary United Front. Ishmael miał wówczas zaledwie 13 lat. Żeby przetrwać i przeżyć, musiał się nauczyć zabijać. To była jedyna przydatna czynność, która gwarantowała życie. Dowódcy dawali chłopcom narkotyki, żeby nie czuli zmęczenia i nie myśleli. Mieli zabijać, to było ich zadanie. Jeśli tego nie potrafili, ginęli. Koszmar Ishmaela trwał ponad 3 lata, do czasu, aż trafił do ośrodka UNICEF-u, w którym znajdowały się nastolatki podobne do niego.

Chłopcy początkowo nie umieli ze sobą żyć, często dochodziło między nimi do bójek. Walczyli, mimo że nie mieli broni. Na początek musieli przezwyciężyć uzależnienie od narkotyków. Dopiero po tym zaczęli odkrywać, że nadal są dziećmi mimo ogromnych ran na psychice. Po terapii, Beah trafił do Nowego Jorku. Znalazł rodzinę, która się nim zaopiekowała i zaczął się uczyć. W 2007 roku opublikowano jego wspomnienia Było minęło. Wspomnienia dziecka - żołnierza”, w których opowiada, jak wraz z podobnymi chłopcami palił marihuanę, wciągał amfetaminę i brown-brown (kokainę wymieszaną z prochem). Jak sam mówi, w powrocie do normalności pomogła mu muzyka. Stała się pomostem między przeszłym życiem a teraźniejszością. Podczas przemówienia w siedzibie ONZ opowiadał o tragediach, jakie dotknęły Afrykę, i ich ofiarach - zarówno poległych, jak i żyjących, które muszą mierzyć się ze wspomnieniami.

Zobacz także:

Uwaga, odchudzają narkotykami!

14-latka pójdzie siedzieć za publikację nagich zdjęć

Komentarze (57)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 14.08.2014 00:23
Nie można ich za to winić, tak zostali wychowani. To dorośli są powodem ich zachowania
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 30.04.2009 14:08
proponuję przeczytać "Żar serca" jest to książka o takiej właśnie tematyce.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.04.2009 13:27
nie wiesz chyba kurwa jak to jest byc glodnym i umierac dziwko
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.04.2009 13:27
jak mnie to kurwa wkurwia
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.04.2009 13:26
Zamknijcie ryje idioci wy sobie wpierdala*ie ku*wa zarcie napychacie te swoje dupy a ludzie glodują a ty suk*o masz jakies waty ze ludzie z polski daja jedzenie tam do afryki glupia dupo zycze ci zebys nie miala co zrec !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo