SOS

„Po ślubie zamieszkaliśmy z teściową. Wtedy zaczęło się piekło”

Karolina nie ma wątpliwości - dłuższe mieszkanie z matką ukochanego zakończyłoby się rozwodem.
„Po ślubie zamieszkaliśmy z teściową. Wtedy zaczęło się piekło”
Fot. iStock
17.04.2019

Odkąd pamiętam w mojej rodzinie szanowało się cudzą prywatność. Moi rodzice zawsze byli zdania, że zarówno ja, jak i mój brat mamy prawo do własnego życia i czasu tylko dla siebie. Nigdy nie przeszukiwali naszych pokojów i prywatnych rzeczy. Zawsze dorastałam w przekonaniu, że to zupełnie normalne. Dopiero z czasem, gdy w szkole rozmawiałam z koleżankami o tym, jak ich matki przeglądały ich szuflady i prywatne zapiski zrozumiałam, że jestem szczęściarą, że mam tak ufnych i wyrozumiałych rodziców

Zobacz również: „Przyszła teściowa przypadkiem wysłała mi SMS-a, w którym zdradziła, co naprawdę myśli o mojej rodzinie!”

Na studiach poznałam mojego przyszłego męża, Bartka. Dość szybko dowiedziałam się, że jego dzieciństwo bardzo różniło się od mojego. Ja wychowywałam się w pełnym domu, miałam kochających rodziców i starszego brata, który zawsze się mną opiekował. Ojciec Bartka zmarł, zanim on jeszcze się urodził. Ale to nie wszystko. Jego matka była “tą drugą” - jego ojciec zostawił dla niej swoją pierwszą żonę i dwójkę nastoletnich dzieci. Oczywiście wszystko odbyło się w atmosferze skandalu i wzajemnych oskarżeń, więc Bartek nigdy nie poznał swojego o wiele starszego rodzeństwa. Z racji tego, że po śmierci jego ojca matka Bartka została zupełnie sama, on stał się jej oczkiem w głowie. Po jego narodzinach do domu matki Bartka wprowadziła się jej siostra, żeby pomóc jej w opiece nad dzieckiem i w prowadzeniu domu. Poza tym matce Bartka trudno byłoby w pojedynkę związać koniec z końcem. Razem z ciotką i tak ledwo dają sobie radę

W związku z tym wszystkim Bartek dorastał wychowywany tylko przez dwie starsze kobiety. Zawsze podkreślał, że gdy tylko mógł zacząć sam zarabiać pieniądze, poszedł do pracy, żeby dokładać się do domowego budżetu i odciążyć finansowo mamę i ciotkę. Bardzo mi imponowało to, że już jako nastolatek był tak odpowiedzialny. Między innymi to sprawiło, że się w nim zakochałam. Gdy Bartek poprosił mnie o rękę oczywiście się zgodziłam. Wprawdzie słysząc opowieści o jego matce już wcześniej nieco martwiłam się tym, jak ona zareaguje, gdy zdecydujemy się na ślub, ale pomyślałam, że wszystko jakoś się ułoży - bądź co bądź kocha syna i powinno jej zależeć, żeby był szczęśliwy. 

Fot. iStock

Bartek, podobnie jak ja, pochodzi z niewielkiej miejscowości, a jego mama i ciotka prowadzą gospodarstwo. W małych społeczeństwach popularne jest, że młodzi po ślubie zamieszkują w jednym domu z rodzicami lub teściami albo urządzają się na działce tuż obok. Ja zgodziłam się na to tylko ze względu na sytuację życiową mamy Bartka – kobieta miała już ponad 60 lat, mieszkała z jeszcze starszą siostrą i jeszcze prowadziła gospodarstwo, co wiązało się z pracą fizyczną. Było dla mnie dość naturalne, że Bartek będzie chciał być przy niej i na bieżąco jej pomagać. W związku z tym przez 3 miesiące remontowaliśmy nasze mieszkanie na górnym piętrze mojej nowej teściowej. Urządziliśmy sobie naprawdę przytulne gniazdko - zwłaszcza w porównaniu z dolnym poziomem, który był utrzymany w klimacie rodem z lat 60.  

Zobacz również: „Przyłapałam teściową na majstrowaniu przy moich środkach antykoncepcyjnych!”

Niestety szybko okazało się, że ja i teściowa nie możemy mieszkać razem pod jednym dachem. W najlepszym przypadku traktowała mnie jak powietrze, mimo że wielokrotnie ją zagadywałam i byłam do niej pozytywnie nastawiona. Gdy brałam się za prace domowe w stylu zmywanie naczyń albo zamiatanie, od razu rzucała się do roboty mówiąc, że sama to zrobi. Potem skarżyła się na mnie Bartkowi, który sądził, że całymi dniami nic nie robię i w niczym nie pomagam jego mamie. Teściowa była przychylnie nastawiona do każdego, tylko nie do mnie. Pewnego razu przyjechała do nas w odwiedziny moja kuzynka, której mama Bartka nigdy nie widziała na oczy. Plotkowała z nią i śmiała się, jakby były starymi kumpelami. A na mnie w ogóle nie reagowała. Kiedy już się do mnie odzywała, to tylko z pretensjami. Że zużywam za dużo wody podczas kąpieli (chociaż płacimy oddzielne rachunki) albo że gotuję w naszej kuchni na piętrze “smrodliwe potrawy”. Potrafiła ostentacyjnie wietrzyć cały dół kiedy na górze szykowałam obiad dla siebie i dla męża. Chyba nie muszę dodawać, że taka atmosfera miała fatalny wpływ na nasze małżeństwo. Bartek i ja nieustannie się kłóciliśmy. Gdy on wracał wieczorami do domu nie mógł od razu przyjść na górę, do naszego mieszkania, tylko musiał spędzić co najmniej 2 godziny u matki, która celowo go tam przetrzymywała, chociaż nie miała powodu. Zawsze jednak wynajdowała mu coś do zrobienia. Gdy w weekend chcieliśmy wyjść do znajomych płakała, że Bartek celowo ją zostawia i że nigdy nie chce spędzać z nią czasu. W pewnym momencie nie miałam już dłużej ani siły, ani ochoty robić dobrej miny do złej gry i starać się zaskarbić sobie jej względów. Też zaczęłam traktować ją jak powietrze. Oczywiście Bartek nie omieszkał tego skomentować, chociaż gdy jego matka ignorowała mnie w jego obecności, nigdy nic nie powiedział na ten temat. 

Fot. iStock

Miarka przebrała się pewnego wieczoru, kiedy Bartek i ja urządziliśmy sobie w mieszkaniu romantyczną randkę. Była kolacja przy winie i nastrojowej muzyce, a potem przenieśliśmy się do sypialni oświetlonej blaskiem świec. Niestety tak się składa, że nasze okno od sypialni wychodzi na podwórze, więc jest doskonale widoczne. Parę świeczek, które zapaliliśmy stało na parapecie pod właśnie tym oknem. Nie stwarzały absolutnie żadnego zagrożenia - parapet był bardzo szeroki, nie znajdowało się na nim nic oprócz świeczek, nie zdążyliśmy nawet jeszcze powiesić firanek. Kiedy już robiło się bardzo romantycznie, nagle zamarliśmy - usłyszeliśmy, jak matka Bartka wbiega po schodach, wrzeszcząc. Zdążyliśmy tylko nakryć się kołdrą, kiedy wpadła do naszego pokoju krzycząc, że zaraz wywołamy pożar na cały dom! Przez pięć minut stała w progu i darła się w niebogłosy oskarżając nas o bezmyślność i o to, że mogliśmy spalić całe jej gospodarstwo, bo płomień ze świeczek mógł podpalić stodołę i resztę pomieszczeń gospodarczych. Byłam na nią naprawdę wściekła, zachowywała się jak prawdziwa wariatka. W końcu dała nam spokój i wróciła do siebie, ale oczywiście nasz romantyczny wieczór został bezpowrotnie zrujnowany. Teściowa nie odzywała się do nas przez kolejny tydzień, ale dobrze, że tak się stało. Dzięki temu mój mąż w końcu zrozumiał, że nie możemy tak dalej żyć. Zaczęliśmy szukać mieszkania w miasteczku położonym najbliżej jego rodzinnej miejscowości. Niecały miesiąc później już wprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Nie jest tak przytulne jak nasze piętro nad teściową, ale za to nikt nie zagląda nam do sypialni.  

Żałuję, że wszystko tak się skończyło tym bardziej, że mieliśmy naprawdę dobre intencje. Jednak ta historia nauczyła mnie, że obie strony muszą dać coś od siebie, żeby się dogadać. Mogłam skakać nad teściową całe swoje życie, ale to i tak niczego by nie zmieniło. Teraz Bartek i ja wreszcie żyjemy spokojnie, chociaż widmo teściowej jest stale obecne w moim życiu. Mąż jest u niej parę razy w tygodniu i nie ma mowy, żeby obeszło się bez coniedzielnego obiadu w jej domu. Przywykłam już do tego. Wszystko jest lepsze, niż mieszkanie z teściową pod jednym dachem

Karolina, 31 lat 

Zobacz również: Mieszkanie z teściami pod jednym dachem – tak czy nie?

Influencerki zdemaskowane. Ujawniono, jak źle wyglądają naprawdę
Influencerki zdemaskowane. Ujawniono, jak źle wyglądają naprawdę - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (27)

Ocena: 4.93 / 5
gość (Ocena: 5) 08.05.2019 23:21
miałam podobnie ale on si nie ogarnął...
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.04.2019 16:36
Dobrze, że Twój mąż się ogarnął, bo już myślałam, że to jakiś maminsynek, który zawsze będzie trwał przy mamusi. Ja mam tylko teścia, mieszkamy z nim w jednym sporym domu i jest dobrze. Totalnie bezproblemowo i ojciec naszego męża we wszystkim chętnie pomaga. Obawiam się, że z teściową niekoniecznie byłoby tak łatwo.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.04.2019 16:25
Ja mam teściową w porządku ale trzymamy się na dystans. Mój mąż jest jedynakiem i czasami zachowywała się dość dziwnie ale w porównaniu z tą historią to i tak mam szczęście. Ale nigdy nie zamieszkałabym z nią pod jednym dachem. Nawet jak dopiero zaczynaliśmy pracę i nie mieliśmy zbyt wiele pieniędzy to i tak woleliśmy coś wynająć niż mieszkać z nimi. Obecnie mieszkamy na tej samej ulicy ale nigdy teściowie nie wpadli z niezapowiedzianą wizytą. I tak jest dobrze.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.04.2019 15:08
Kiedyś mieszkając z teściową robiłam marmoladę. Gdy tylko weszła do mieszkania od razu wyrwała mi wszystko z rąk (akurat napelnialam słoiki) z oburzeniem, że "nie myślę", napewno się poparze i zaczęła napełniać sama... Gdy wyprowadzaliśmy się z mężem do własnego mieszkania, szorowała łazienkę zanim zdążyliśmy wyjść za drzwi. Poza tym wiele razy słyszałam jak coś tam robi jej starsza córka i ona, bo tak jest najlepiej. Kawały o teściowych są prawdziwe. Samo zycie:(
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.04.2019 13:14
Wcale mi nie szkoda takich kobiet i rozpadających się małżeństw. Kuźwa nie macie pieniędzy na własny kąt to po cholerę się żenicie i rozmnażacie? A potem płacz, że ktoś w SWOIM domu wymaga podporządkowania no i jak to.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie