„Przez pandemię rozstałam się z narzeczonym i odwołałam ślub”

Dzisiaj Kasia byłaby już żoną. Z powodu epidemii została singielką.
„Przez pandemię rozstałam się z narzeczonym i odwołałam ślub”
Fot. Unsplash
16.06.2020

Od początku marca tego roku Polska, podobnie jak reszta świata, zmaga się z epidemią koronawirusa. Choć rządowe obostrzenia zostały już zdjęte z obywateli, zachorowań niestety nadal nie ubywa. Co więcej, COVID-19 zbiera swoje żniwo nie tylko w sferze zdrowotnej, ale także związkowej. Mogłoby się co prawda wydawać, że miesiące spędzone w towarzystwie ukochanej osoby to romantyczna sielanka, ale nic bardziej mylnego: na przestrzeni ostatnich tygodni dwukrotnie wzrosła liczba wniosków o mediacje rozwodowe. Z całą pewnością przybyło także rozstań w niesformalizowanych związkach.

Kasia* niestety zalicza się do tej grupy. Gdyby nie koronawirus, dzisiaj najprawdopodobniej byłaby już żoną. Stało się jednak inaczej.

Zobacz także: LIST: „W akcie desperacji napisałam anonim do sąsiadów. Ich dzieci zakłócają ciszę”

„13 czerwca miałam wziąć ślub. Data była szczególna dla mnie i narzeczonego, rezerwowaliśmy ją z dwuletnim wyprzedzeniem. Poznaliśmy się w czerwcu 6 lat temu, więc było dla nas oczywiste, że pobierzemy się właśnie w tym miesiącu, mimo że 13-tka może kojarzyć się z pechem (nigdy nie byliśmy przesądni).

Przed wybuchem pandemii wszystko szło jak z płatka. Mieliśmy gotowe zaproszenia, wybrane dekoracje, umówiony zespół. Dla wielu par przygotowania do ślubu to stresujący czas, ale u nas w ogóle nie było z tego powodu kłótni. Mam wrażenie, że oboje cieszyliśmy się z tych przygotowań.
To, co zaczęło się dziać potem z powodu koronawirusa, kompletnie nas jednak przerosło. Mój narzeczony stracił pracę i wszystkie swoje frustracje zaczął wyładowywać na mnie. Kłóciliśmy się bez przerwy, tylko za każdym razem o coś innego. O drobnostki, które nagle urastały do rangi wielkiego problemu. Narzeczony wypominał mi jakieś głupie przewinienia sprzed lat, czepiał się o wszystko. Miałam wrażenie, że wspólne siedzenie w mieszkaniu zamiast nas do siebie zbliżać, tylko nas od siebie oddala. Doszło do tego, że nie byliśmy w stanie znieść swojego towarzystwa i potrafiliśmy przez kilka dni w ogóle się do siebie nie odzywać. Przed rodzicami udawałam, że wszystko jest w porządku. Oni zresztą doradzali nam, żebyśmy nie odwoływali ślubu z powodu pandemii, bo sytuacja w każdej chwili może się zmienić. Mieli rację, bo gdybyśmy się nie rozstali, to 13 czerwca nasze wesele odbyłoby się bez przeszkód.

Szczerze mówiąc to nie wiem, czy żałuję rozstania. Ostatnie tygodnie pokazały mi, że ja chyba w ogóle nie znałam swojego narzeczonego. W sytuacji kryzysowej jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Wiem, że utrata pracy to cios i stres, ale czy z tego powodu trzeba wyżywać się na najbliższych? Zwłaszcza że ja starałam się go pocieszać i wspierać, a on odpłacał mi tylko kłótniami. Jeśli tak miałoby wyglądać nasze życie po ślubie, to chyba dobrze się stało, że w ogóle do niego nie doszło.

W połowie maja w czasie jednej z awantur wykrzyczał mi, że nie zniesie mojego widoku do końca życia. To był gwóźdź do trumny. Stwierdziłam na zimno, że w takim razie odwołujemy wesele. Miałam wrażenie, że się trochę zawahał, ale za moment znowu wpadł w furię i powiedział, że to dobry pomysł.

Z odwoływaniem sali, zespołu i dzwonieniem do gości pomagali mi rodzice, bo oczywiście na niego nie mogłam liczyć w tej kwestii. Tak bardzo zresztą działał mi na nerwy tymi swoimi humorami, że spakowałam się i wyprowadziłam do rodziców.

Dziwnie jest być singielką po 6 latach, zwłaszcza gdy myśli się o tym, że dzisiaj byłabym już żoną. Mam mieszane uczucia. Może powinnam być wściekła na wybuch pandemii, że pokrzyżował moje ślubne plany, a może wręcz przeciwnie? Może tak miało być i los oszczędził mi małżeństwa z człowiekiem, który nie zdał egzaminu przy pierwszym większym kryzysie.

Teraz w ogóle nie mamy ze sobą kontaktu. Nie wiem, co u niego, choć czasem zastanawiam się, czy udało mu się znaleźć jakąś pracę i jak sobie radzi. Wątpię jednak, że on w ogóle myśli o mnie.
Staram się nie analizować zbytnio tego, co się wydarzyło. Cieszę się również, że mam wsparcie ze strony rodziny, bo jakby nie patrzeć, odwołany ślub to trochę wstyd. Widocznie tak jednak miało być.

Kasia

*Imię zmienione na życzenie bohaterki.

Zobacz także: LIST: „W Polsce trudno być bezdzietną singielką. Nikt się z nami nie liczy”
https://www.papilot.pl/zycie/historie-czytelniczek/50747/zycie-bezdzietnych-singielek

Polecane wideo

Massimo KONTRA Christian Grey. Który jest bardziej HOT?
Massimo KONTRA Christian Grey. Który jest bardziej HOT? - zdjęcie 1

Komentarze (27)

Ocena: 4.7 / 5
Magic (Ocena: 5) 05.07.2020 21:02
Odwołanie ślub nie jest wstydem.Czasem lepiej przejrzeć na oczy przed niż po.Tak naprawdę powinniśmy zawsze patrzeć na siebie i swoje szczęście (zdrowy egoizm) .Nic nie jest trwałe i wieczne .:)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.06.2020 11:53
Ten cały cyrk wcale nie był potrzebny bo pandemii nie było i nie ma. To zwykła ŚCIEMA. Ten, kto to nagłośnił powinien słono za to beknąć, bo przez tego skvrwysyna podupadła gospodarka, ludzie potracili prace i nie mają za co żyć, firmy mają kryzys, a niektóre zbankrutowały. Szumowskiego to powinni za jaja publicznie powiesić, bo to on za tym wszystkim stoi.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 17.06.2020 11:31
Sytuacja kryzysowa pokazała jak razem się dogadujecie, pomysł gdyby było po ślubie i wtedy by stracił pracę w jakiej byłabyś sytuacji?
odpowiedz
Anna (Ocena: 5) 17.06.2020 00:55
I Bogu dziękuj. Z narzeczonym w pewnym czasie pracowaliśmy w jednej firmie, firma nagle upadła, my na studiach zaocznych, mieszkanie wynajmowane, brak rodziców w stolicy w której mieszkaliśmy. Ale wspieraliśmy się, przegladalismy oferty pracy. Na szczęście mieliśmy oszczędności i wyszliśmy z tego jeszcze mocniejsi. Sytuacje kryzysowe sprawdzają związek. A żadna z nich nie jest wytłumaczeniem na brak szacunku wobec drugiej osoby. A jakbyście mieli problem z poczęciem dziecka? Też by na Ciebie warczał i krytykował. Małżeństwo to nie przelewki.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.06.2020 23:23
Czy ktoś nadal wierzy, że po ślubie nie będzie problemów i żadnych kłótni? Nie mówię tutaj o zachowaniach ocierających się o patologię albo będących patologią, ale miłość w małżeństwie polega właśnie na przezwyciężaniu trudności, które się pojawiają... Bo nie zawsze będą kwiatki, motylki i same miłosne uniesienia, każdego w końcu dopada szara codzienność, opadają piękne emocje i o ten czas właśnie chodzi...żeby potrafić być ze sobą także w tych gorszych chwilach (tak jak wspomniałam, bez jakichś patologii oczywiście). Obecnie wiele par się rozpada, bo pojawiają się problemy, a mamy niestety takie czasy, że lepiej jest coś wymienić na lepszy model niż naprawić... W moim małżeństwie przez tą dziwną epidemię też zrobił się niezły bałagan, ale stwierdziłam, że chyba czas zacząć walczyć o miłość, która gdzieś się zgubiła. Podobnie pogubionym w swoich związkach życzę wszystkiego dobrego.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie