„Na tydzień przed ślubem dowiedziałam się, że mam raka. Postanowiłam zachować to w tajemnicy”

“Chciałam mieć wesele, a nie pogrzeb” - tłumaczyła swoją decyzję.
„Na tydzień przed ślubem dowiedziałam się, że mam raka. Postanowiłam zachować to w tajemnicy”
Fot. iStock
19.03.2019

Ta historia, chociaż zakończyła się happy endem, mogła przytrafić się każdemu. W końcu chyba nikt nie przyjmuje do wiadomości, że pewnego dnia może usłyszeć, że jest poważnie chory i być może zostało mi tylko parę lat życia. Taka informacja wywraca wszystko do góry nogami.

Zobacz również: Niezwykła sesja zdjęciowa: Tak wygląda ciało po mastektomii i chemioterapii

Charlotte Drake miała zaledwie 30 lat, kiedy zdiagnozowano u niej raka piersi. Początkowo lekarze sądzili, że guzek, który kobieta wyczuła, to tylko cysta. Jednak badania pokazały, że to nowotwór złośliwy. Charlotte otrzymała druzgocącą diagnozę na zaledwie tydzień przed własnym ślubem. “Parę chwil przed tym, jak pojechałam do szpitala odebrać wyniki martwiłam tym, jaki kolor sukienki wybrać na naszą podróż poślubną. Godzinę później dowiedziałam się, że mam raka. To całkowicie zmieniło moją perspektywę. Nie mogłam uwierzyć, że przejmowałam się sukienką” - mówiła Charlotte w rozmowie z mediami.

“W mojej rodzinie nie było przypadków tej choroby, nie paliłam papierosów, rzadko kiedy piłam alkohol i byłam bardzo zdrowa. Byłam przekonana, że to już koniec. Powiedziałam Luke’owi, że nie powinniśmy brać ślubu. Myślałam, że zrujnuję mu życie. Nie chciałam zostawać jego żoną tylko po to, żeby za chwilę umrzeć. Czułam, że odbieram mu radość ze ślubu. Ale on był niesamowity i powiedział, że pobierzemy się bez względu na wszystko. W dniach tuż przed weselem, zamiast zajmować się ostatnimi sprawami, szukałam miejsca, w którym mogłabym zacząć leczenie. Myślałam sobie, że jeśli umrę, to przynajmniej wszyscy będą mieli okazję zobaczyć mnie w najpiękniejszym wydaniu. Odejdę z tego świata z przytupem.

O chorobie Charlotte dowiedzieli się tylko najbliżsi - jej narzeczony, rodzice, siostry i przyjaciółki, które wybrała na swoje druhny. To oni zadecydowali, że kobieta nie powinna zwlekać i natychmiast zawieźli ją do szpitala. “Na szczęście tego dnia swój dyżur miał specjalista od nowotworów piersi. Wyznaczył mi termin operacji na trzy dni po ślubie. Poczułam się lepiej wiedząc, że mam jakiś plan działania”. Ani Charlotte, ani Luke nie powiedzieli gościom weselnym prawdy o stanie zdrowia panny młodej. “Chcieliśmy, żeby to był radosny dzień dla wszystkich. Nie chcieliśmy niczyjego współczucia. W końcu to było wesele, a nie pogrzeb. Jednak poranek w dniu ślubu był ciężki. To był dzień, o którym marzyłam od lat – a miałam raka. Ale udało mi się pozbyć smutku i powiedziałam sobie, że to wyjątkowy dzień nie tylko dla mnie, ale także dla Luke’a i dla mojej rodziny. Musiałam wziąć się w garść i dać radę. Przez dalszą część dnia jedyną trudnością były chwile, gdy wszyscy mnie przytulali. To bardzo bolało, bo dopiero co miałam biopsję”.

Charlotte była bardzo dumna z tego, że jej rodzicom i mężowi udało się utrzymać emocje na wodzy, mimo że wszyscy mieli ochotę po prostu się rozpłakać. Po ślubie para nowożeńców przełożyła swój miesiąc miodowy, tak aby Charlotte mogła przejść operację. Tydzień później kobieta przeszła ponowny zabieg, a potem zaczęła chemio- i radioterapię. “Gdy zaczęły mi wypadać włosy kupiłam elektryczną maszynkę do golenia i poprosiłam Luke’a, żeby ogolił mi głowę. Bawiliśmy się przy tym – najpierw sprawił mi boba, a potem irokeza. Potem przez większość czasu nosiłam już tylko czapkę”.

Kobieta obawiała się, że w związku z chorobą i długotrwałym leczeniem nie będzie mogła zostać matką. W końcu para zdecydowała się na zabieg in vitro – do zapłodnienia doszło już za pierwszym razem. Charlotte urodziła synka przez cesarskie cięcie. Chłopiec który otrzymał imię Henry, został ochrzczony w tym samym kościele, w którym jego rodzice wzięli ślub.

Teraz Charlotte regularnie się bada i zachęca inne kobiety do tego, żeby robiły to samo. “Moja mama zawsze powtarzała, żebym badała swoje piersi, mimo że w naszej rodzinie nie było przypadków nowotworu. Jestem przekonana, że to mama uratowała mi życie”.

Zobacz również: Nie lekceważ samobadania piersi. Nie każdy guzek jest rakiem, ale...

O Paulinie z Warszawy piszą media na całym świecie. To kolejna polska Barbie
O Paulinie z Warszawy piszą media na całym świecie. To kolejna polska Barbie - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (3)

Ocena: 3.67 / 5
gość (Ocena: 5) 20.03.2019 20:33
w końcu jakaś pozytywna historia, a nie te ciągłe listy opisujące problemy, naprawdę wasi czytelnicy nie dzielą się innymi historiami, czy taki trend jest narzucony i wymaga podtrzymywania?
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 19.03.2019 16:42
Mężowi musisz powiedzieć, a reszcie rodziny to po weselisku :)
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie