Wyznanie Doroty: „Moje wesele było beznadziejne. Żałuję, że się na nie zdecydowałam”

Co poszło nie tak?
Wyznanie Doroty: „Moje wesele było beznadziejne. Żałuję, że się na nie zdecydowałam”
Fot. iStock
17.09.2018

W Polsce wesele to tradycja. Co prawda coraz więcej osób odchodzi od idei dużej imprezy na 200 osób i decyduje się na małe przyjęcie, nadal powszechnym zjawiskiem jest zapraszanie całej rodziny. Łącznie z dalekimi kuzynami i kuzynkami, których widziało się zaledwie kilka razy w życiu.

Co zorganizować na weselu zamiast oczepin? 7 inspiracji

Dorota zawsze marzyła o dużym weselu. Kilka tygodni temu jej marzenie się spełniło. Wyszła za mąż, a na jej uroczystości bawiło się prawie 250 osób. Z perspektywy czasu kobieta mówi, że żałuje. Nie chodzi o to, że ona i jej mąż wydali mnóstwo pieniędzy. Była na to gotowa i nie liczyła, że koszty się zwrócą. Pomimo jak najlepszej organizacji i chęci los spłatał jej figla. Wesele okazało się porażką.

Dorota w mailu do naszej redakcji zdradza, co się do tego przyczyniło. Odradza wam również organizację dużego wesela. Gdyby teraz mogła dokonać wyboru, zdecydowałaby się na symboliczne przyjęcie.

- Nie wiem, czego szkoda mi bardziej: swoich złudnych nadziei czy ogromnej sumy pieniędzy, które wydaliśmy z mężem na wesele. Zbieraliśmy na nie przez dwa lata. Miało być tak pięknie, w wyszło tak okropnie...

wesele

 

Już z samego rana wszystko zaczęło się źle układać. Makijaż robiła mi inna osoba niż było to ustalone i nie wyszedł zbyt pięknie. Poprawiałam go sama w domu. Suknia z kolei okazała się bardzo niewygodna. Kupiłam typową „księżniczkę”. Była ciężka. Tańczenie w niej było prawdziwym wyzwaniem. O północy poddałam się i założyłam zwykłą białą sukienkę, którą kupiłam kiedyś z okazji chrztu mojego chrześniaka. Na szczęście zapakowałam ją do walizki, którą zabrałam do hotelu. Z rana mieliśmy wylecieć w podróż poślubną. Ale to tak naprawdę nic nieznaczące szczegóły w porównaniu z innymi wydarzeniami.

Dorota opowiada, co poszło nie tak. Pierwszy incydent miał miejsce w drodze do kościoła.

- Byliśmy już niedaleko. Od kościoła dzielił nas może kilometr, gdy nagle na drodze stanęło dwóch miejscowych żuli. Wyglądali na wstawionych, a w rękach trzymali typowe kwiaty pogrzebowe. Zauważyłam nawet dyndającą fioletową wstążkę z napisem „Ostatnie pożegnanie”. Prawdopodobnie wzięli je z cmentarza. Usłyszałam, że kwiaty są dla mnie. Oczywiście nie wzięliśmy ich.

Mężczyźni zażądali flaszki. Nie mieliśmy żadnej, ponieważ nie przewidywaliśmy takiej sytuacji. Na szczęście moja świadkowa znalazła paczkę cukierków miętowych w torebce. Daliśmy im je. Byli wściekli. Odjeżdżaliśmy żegnani ich przekleństwami. Chciało mi się płakać. Potem było jeszcze gorzej.

Ksiądz pomylił nasze imiona podczas kazania. Zapewne dlatego, ze tego dnia jeszcze kilka innych par brało ślub. Wiem, że takie rzeczy się zdarzają, ale to nie było miłe. Najgorsze było jednak wesele. Sala okazała się jednak za ciasna. Ludzie gnieździli się przy stolikach. Dorota słyszała ich narzekanie. Przybyłym nie spodobały się też winietki. Przesiadali się według własnego upodobania i opóźnili przez to posiłek.

wesele

 

7 najpopularniejszych sukni ślubnych tego roku. Internautki oszalały na ich punkcie

Było mi wstyd, bo to głównie moi krewni byli winni tego przedstawienia. Miałam tylko nadzieję, że koszmar wkrótce się skończy, ale było coraz gorzej. Świadek, najlepszy przyjaciel mojego męża, powiedział, że źle się czuje i opuszcza wesele. Była godzina 21.00. Do dziś nie wiemy z mężem, co o tym myśleć. Zrobiło nam się bardzo przykro. Poza tym wszyscy się pytali, gdzie świadek i musieliśmy go tłumaczyć. Na szczęście mój brat wyszedł z inicjatywą i zastępował go we wszystkim.

Na dalszy ciąg niepowodzeń składa się pomyłka w zamówieniu jedzenia. Dwa dania się nie zgadzały. Zamówiliśmy i zapłaciliśmy m. in. za kaczkę z kaszą i buraczkami oraz za sandacza z ziemniakami i surówką. Zamiast tych dań pojawiły się inne. Były okropne. Na jedno z nich składało się samo mięso – jakaś dziczyzna. Prawie nikt tego nie tknął. Drugie to szaszłyki z kurczakiem. Poszłam do kuchni dowiedzieć się, co się stało i okazało się, że zaszła pomyłka. Pieniądze zwrócili nam po czasie, ale niesmak pozostał.

Również zespół i wodzirej okazali się beznadziejni. Wodzirej chodził od stołu do stołu, pytał się gości, jak się bawią i prosił o życzenia dla państwa młodych.

- Nie przerwałam mu tylko dlatego, że było za późno. Narobiłabym jeszcze gorszego ambarasu. Nie podobał mi się też kamerzysta, który chodził z kamerą i nagrywał, co ludzie mają na talerzach i ich samych przy jedzeniu. Widziałam, że niektórzy czuli się bardzo skrępowani. Powiedziałam mu, żeby więcej tego nie robił.

 

wesele

 

Zespół również okazał się kiepski. To, co śpiewał, można było poznać bardziej po słowach niż po melodii. Poza tym robili sobie zbyt długie przerwy.

Najgorsze nastąpiło pod koniec wesela, po oczepinach.

- Oczepiny wypadły całkiem w porządku i myślałam, że uratują to wesele w oczach gości, ale udana impreza chyba nie była mi dana. Po zabawach kelnerka przywiozła tort oraz kieliszki z szampanem. Wtedy do stolika podbiegł jakiś dzieciak. Tak niefortunnie chwycił jeden z kieliszków, że przewrócił tort... Nie mieliśmy czego podać gościom. Dzieciak wylał też szampana i potłukł kieliszki. Musieliśmy za nie dodatkowo zapłacić.

Naprawdę żałuję, że zdecydowałam się na tak duże wesele. Okazało się totalną klapą. Wiem, że nie jest to tylko moje zdanie. Słyszałam, że krewni moi i ze strony męża litują się nad nami, że było tak kiepsko. Wszystko się we mnie zagotowało, gdy to usłyszałam po raz pierwszy. Niektórzy byli wyjątkowo złośliwi w komentowaniu.

Nie pozostaje mi nic innego, jak zapomnieć o tym. Najważniejsze jest to, że mam fajnego męża. A wam stanowczo odradzam wesela. Nigdy nie wiecie, co wam się przytrafi. 
 
 

Ta dziewczyna wyszła za mąż w IDEALNEJ sukni ślubnej
Ta dziewczyna wyszła za mąż w IDEALNEJ sukni ślubnej - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (17)

Ocena: 4.59 / 5
gość (Ocena: 1) 18.09.2018 09:42
Bajki bajki. .
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.09.2018 13:55
Po części wina wasza, bo widocznie nie sprawdziliście czy zespół, sala i kamerzysta są sprawdzeni, po części pech tak jak z makijażem czy tortem a po części goście... Sorry, ale niektórzy ludzie się w ciasnej remizie bawią a inni w pałacu będą niezadowoleni. Postaraj się nie zmieniać tych wspomnień w powód do płaczu a do śmiechu. Bo powiedzmy sobie szczerze, twoje weselne przygody to super materiał na komedię :P
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.09.2018 12:27
Byla na dwoch weselach w odstępie tygodnia, w kazdym wyłożono podobne pieniadze, byla podobna liczba gosci, zespol, wodzirej, polskie jedzenie, miejsce w otoczeniu przyrody, za miastem. NO i tak jednym bylo naprawde slabo, nikt sie nie bawil, para mloda nie rozmawiala z goscmi, parkiet byl pusty, generalnie stypa a na drugim super atmosfera, para mloda szczesliwa, rozesmiana, cala sala tanczyla, wszyscy swietnie sie bawili. Mysle ze wszystko jest kwestia pary mlodej i gosci, jesli sa pozytywni ludzie i kochajaca sie szczesliwa para ktorej zalezy na atmosferze to wesele bedzie udane, a jesli para stroi fochy, rozmawia tylko ze swoimi znajomkami, zaprasza ludzi tylko zeby cos im udowodnic no to przykro mi zabawy nie bedzie.....
zobacz odpowiedzi (2)
gość (Ocena: 5) 17.09.2018 10:08
Moja świadkowa się spiła i przybiła gwoździa o 20 :D Zaprowadziłam do pokoju i tyle :)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 17.09.2018 10:05
Na moim weselu bawili się moi znajomi i kilka osób z rodziny męża i mojej. Reszta "kijki w ...." kręcili nosem, obserwowali, gadali. Nawet krytykowali to że... było za dużo jedzenia (!) i że w zabytkowym dworze nie ma klimatyzacji. Źle bo okrągłe stoły, źle że pokaz barmański , że że stół wiejski, dodatkowy stół szwedzki ( jak jedzenie się nie mieściło na stołach). Później krytykowali mnie że mam prosta sukienkę i że się "za bardzo bawię". Ta cała "rodzinka" była tak wredna że nam nawet sto lat nie zaśpiewali, udziału w zabawach też nie chcieli brać. Nie wiem czy przerosło ich to że miałam fajny zespół, fajne miejsce, fajnych znajomych, wszystko dopięte na ostatni guzik, łącznie z tym że były 3 pokoje z łazienkami " awaryjne" jakby ktoś był zmęczony i chciał się położyć. Większość z nich robiła wesela na odwal się - no nie wiem. Fakt, popłakałam się na własnym weselu bo ciągle tylko krzywe spojrzenia, efekt taki że piłam na weselu i się "znieczuliłam" do 4 rano bawiłam się tylko z moimi znajomymi i rodzicami.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie