EXCLUSIVE: Czego nauczyłam się na naukach przedmałżeńskich?

Agata zdradza, co o związku, życiu intymnym i płodności mówi się na takim kursie.
EXCLUSIVE: Czego nauczyłam się na naukach przedmałżeńskich?
Fot. Unsplash.com
13.01.2018

Statystyki są nieubłagane. Powoli mijają czasy, kiedy ślub kojarzył nam się głównie z uroczystością o charakterze religijnym. Z roku na rok coraz mniej par decyduje się na powiedzenie sakramentalnego „tak” w kościele. Jeśli w ogóle chcemy się pobrać, to najchętniej w urzędzie. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka - spadek liczby wiernych czy niechęć do kościelnych procedur.

Agata postanowiła być wierna tradycji i dlatego zapisała się na nauki przedmałżeńskie. Niedawno razem ze swoim narzeczonym zakończyła serię spotkań prowadzonych w parafii przez księdza i psychologa. Kurs zaliczyła, ale 27-latka nie kryje swojego zaskoczenia treścią wykładów. - Jeśli zawsze tak to wygląda, to nie dziwię się, że jest coraz mniej chętnych - twierdzi.

W rozmowie z nami zdradza, czego nauczyła się tam na temat związku, małżeństwa, rodziny, a nawet seksu. To naprawdę może szokować.

Zobacz również: Historia Tomka: „Ona nalega na ślub. Jak jeszcze raz o tym wspomni, to ją rzucę”

nauki przedmałżeńskie

fot. Unsplash

Papilot.pl: Dlaczego ślub kościelny?

Agata: A dlaczego nie? Wychowałam się w katolickiej rodzinie i mój narzeczony także. To nasza tradycja, której się nie wstydzę. Nie zawsze byliśmy blisko kościoła i nie mam zamiaru twierdzić, że co niedzielę stoimy w pierwszym rzędzie na mszy. Ale dla nas to było normalne. Podobnie jak dla naszych rodzin. Korona z głowy nikomu nie spadnie, a przynajmniej ludzie nie będą gadać.

O naukach przedmałżeńskich słyszy się różne rzeczy. Jedni twierdzą, że to tylko formalność. Inni straszą, że ksiądz może nie dopuścić do sakramentu.

Ja też się tego nasłuchałam i szłam tam z duszą na ramieniu. Najbardziej bałam się tego, że będę musiała się ze wszystkiego spowiadać, wyjdę na grzesznicę i duchowny wyrzuci mnie za drzwi. Aż tak strasznie nie było, ale to stresujący moment w życiu. Sporo do życzenia pozostawiają też treści przekazywane w czasie kursu. W większości przypadków bardzo archaiczne i nieżyciowe.

Dowiedziałaś się, że mieszkanie ze sobą i seks przed ślubem to zbrodnia?

Gdzieś między słowami dano nam to do zrozumienia. Bardziej uderzyło mnie postrzeganie roli kobiety w związku małżeńskim. Najlepiej, gdybym mało się odzywała, gotowała obiady, rodziła dzieci i zadowalała męża. O zadowoleniu kobiety mało się tam mówi. Mamy być uległe i bardzo wyrozumiałe. Powiedziano wprost, że jak mężczyzna zbłądzi i zdradzi, to trzeba dać mu szansę.

Ile trwa taki kurs?

Nasza grupa spotykała się dwa razy w tygodniu i zajęcia trwały godzinę. Całość to 10 godzin.

Zobacz również: „Powiedziałam mamie, jak będzie wyglądał mój ślub, a ona zagroziła, że nie przyjdzie! Wymyśliłam coś złego?” (Historia Diany)

nauki przedmałżeńskie

fot. iStock

Czy musieliście się tłumaczyć z waszego dotychczasowego życia?

Nikt na nas specjalnie nie naciskał, ale wielokrotnie byliśmy prowokowani do wyznań. Przy kolejnych tematach nie brakowało okazji, żeby przyznać się do tego, że nie zachowaliśmy czystości do ślubu, od dwóch lat mieszkamy razem, stosujemy antykoncepcję i tak dalej. Ja wolałam trzymać język za zębami i tylko się uśmiechałam. Na szczęście to nie był ksiądz, który zmusza do publicznego rachunku sumienia.

Czy dowiedziałaś się czegoś, o czym nie miałaś pojęcia?

Bardzo podobał mi się panel dotyczący wyrozumiałości i cierpliwości w związku. Psycholog tłumaczył, dlaczego reagujemy tak, a nie inaczej i jak zmienić nasze nastawienie na lepsze. To było bardzo pouczające i na pewno się przyda. O żadnej nowej naukowej teorii nie usłyszałam, jeśli o to chodzi. Religia to głównie dogmaty, a nie udowodnione fakty.

Czy był moment, kiedy chciałaś krzyknąć, że prowadzący wygaduje bzdury?

Wielokrotnie, ale miałam interes w tym, żeby zachować spokój. Nie wychylać się, dostać zaświadczenie i wziąć ślub w wakacje. Przekonywano nas np., że kobieta na wielu rzeczach się nie zna i powinna polegać na mężczyźnie. Że mąż może nas zdradzać, ale my mamy go nadal kochać. Antykoncepcja prowadzi do niepłodności i chorób genetycznych. Seks przedmałżeński w efekcie może się zakończyć rozwodem.

Była mowa o słynnym kalendarzyku?

Oczywiście tak. O płodności sporo mówi się w czasie nauk przedmałżeńskich. Kościół faktycznie ma na tym punkcie obsesję.

Zobacz również: Jakie dokumenty są niezbędne do ślubu kościelnego?

nauki przedmałżeńskie

fot. Unsplash

Co mówi się o seksie?

Mężczyzna to zdobywca, a żona ma być zdobywana. Choć najlepiej, gdyby leżała bez słowa i oddawała się wybrankowi, kiedy ten ma na to ochotę. Każdy stosunek powinien zakończyć się wytryskiem w ciele kobiety. Gdyby wziąć to na poważnie, to do 40. nie robiłabym nic innego, tylko chodziła w ciąży i rodziła. Eksperymenty w łóżku nie są złe, ale muszą prowadzić do pełnego zbliżenia i zapłodnienia.

Kto odpowiada za przekazywanie takich treści - ksiądz czy zaproszony ekspert?

Na naukach przedmałżeńskich spotkań z lekarzem nie ma. Jest duchowny i świecki psycholog. Ale nie bezstronny, bo bardzo wierzący i zaangażowany w życie parafii. Momentami bardziej konserwatywny od księdza. To są głównie opinie i dogmaty, bardziej wyobrażenia o związku, niż udokumentowane fakty. Bo co jeden z drugim mogą wiedzieć o seksie, ciąży i tak dalej?

Treść tych spotkań raczej nie przypadła ci do gustu. Warto było?

Wleciało jednym uchem, a wyleciało drugim. Uczestniczyłam w tych zajęciach, żeby zdobyć zaświadczenie i móc wziąć ślub kościelny. Żyć będziemy po swojemu i żaden ksiądz nam do sypialni nie zajrzy.

Po co więc uroczystość kościelna, skoro cała ta instytucja promuje taki, a nie inny obraz rodziny i związku?

Żeby wszyscy wokół byli zadowoleni i nikt mnie nie pytał, dlaczego biorę tylko ślub cywilny.

Polecane wideo

Komentarze (17)

Ocena: 4.65 / 5
gość (Ocena: 5) 22.08.2018 02:16
Ok. Dzięki
odpowiedz
ewima (Ocena: 5) 17.08.2018 18:06
skoro takie jest podejście kościoła wcale nie dziwne , że dwoje ludzi się rozstaje bo kobieta nie może wytrzymać tej chorej presji chce być wolna a nie pomiatana
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.01.2018 14:48
haha ktos jeszcze wierzy w te bzdury?
odpowiedz
xyz (Ocena: 5) 14.01.2018 11:31
Nie dalej jak 2 miesiące temu zakonczyłam nauki i były zupełnie OK. Nie było mowy o byciu kurą domową czy tolerowaniu zdrad męża. Zwykle po zajęciach rozmawialismy chwile z narzeczonym na różne tematy które moim zdaniem powinny być poruszone przed ślubem - np odnośnie wychowania dzieci itd. Moim zdaniem takie nauki powinny być nawet przed ślubem cywilnym - tylko w formie laickiej, niezwiązanej z kościołem - w formie spotkania z psychologiem np. A tego co uczą w poradni rodzinnej (metoda termiczno objawowa Rotzera) to powinni dziewczęta w szkole uczyć. Pozwala to poznać swoje ciało i wyłapać potem ewentualne nieprawidłowości. Ja pomimo że zabezpieczamy sie inaczej to i tak postanowiłam kontynuować tę praktykę. No i po drugie jak już się tego dziecka chce to wiadomo kiedy zintensyfikować starania ;)
odpowiedz
ann (Ocena: 3) 14.01.2018 09:37
wydaje mi się, że jest to przerysowane na jedną stronę. Ja byłam i mówili o wzajemnej miłości i szacunku. I zresztą na temat seksu jak ktoś jest wierzący to zna wszystkie przykazania itd to się można odnieść. I tak owszem jest "kalendarzyk" (tak naprawdę nikt nie zaznacza dat, tylko to polega na obserwacji, temperaturze i trzeba to regularnie prowadzić i dokładnie). Ale przede wszystkim jest o miłości o wierze a nie byciu uległą i kurą domową... a potem legendy krążą.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie