Samolubne (?) wyznanie Sylwii: „Ani mi się śni zapraszać krewnych na ślub. Zaproszenia dostaną tylko rodzice i przyjaciele!”

Dziewczyna nie widzi sensu w wyprawianiu hucznego wesela. Jakie argumenty ma na obronę swojego stanowiska?
Samolubne (?) wyznanie Sylwii: „Ani mi się śni zapraszać krewnych na ślub. Zaproszenia dostaną tylko rodzice i przyjaciele!”
Fot. iStock
11.06.2017

Utartym, polskim zwyczajem jest wyprawianie hucznych wesel. Bierze w nich udział nie tylko najbliższa rodzina i znajomi, ale także ciotki oraz wujkowie, których młodzi widzą po raz pierwszy na oczy na ślubie. Chociaż obecnie i tak odeszliśmy od imprez organizowanych na 300 osób, 100-150 nadal wydaje się normą. Narzeczeni zadłużają się, aby tylko nie wypaść gorzej na tle innych. Poza tym, co powiedzą rodzice i cała reszta rodziny... Presja, żeby stanąć na wysokości zadania i wyprawić duże wesele jest w niektórych rejonach Polski bardzo silna. Chodzi o tradycję i o to, aby się pokazać. Tak robili dziadkowie, rodzice, więc i my musimy.

Nie brakuje też ludzi wyłamujących się z tego schematu. Przeważnie są to osoby, które wyjechały ze swoich niedużych miejscowości rodzinnych i osiedliły się w dużych miastach, gdzie nietrudno o anonimowość i nikt nie wtrąca się w cudze sprawy. A przynajmniej z reguły tak jest. Ci młodzi ludzie zadają sobie pytanie, jaki jest sens wyprawiać duże wesele dla osób, których prawie się nie zna?

Przed trudnym wyborem stanie już wkrótce Sylwia. Dziewczyna bierze ślub późną jesienią i już niedługo będzie musiała zdecydować, kogo zaprosić na wesele. Sylwia uparła się na najbliższą rodzinę i znajomych, ale jej rodzice nie chcą o tym słyszeć. Wszyscy krewni urządzali wystawne przyjęcia i ich córka nie może pod tym względem odstawać.

Zobacz także: List otwarty do gości weselnych: Nie życzę sobie waszych dzieci na moim ślubie!

małe wesele

Fot. iStock.com

Pochodzę z niedużego miasta i mam dość liczną rodzinę. Jak bardzo liczną, okazało się niedawno, gdy rozmawiałam z rodzicami na temat wesela. Przedstawiłam im swoją wizję tej imprezy. Chciałabym zaprosić tylko najbliższą rodzinę i znajomych. Łącznie wyszło 50 osób – moim zdaniem i tak dużo. Mama i ojciec byli oburzeni. Zaczęli wyliczać, ile krewniaków powinnam wziąć pod uwagę i stanęło na 200 osobach. Trzeba też wziąć pod uwagę, że nie pamiętają, kto ile ma dokładnie dzieci i w jakim są wieku. Jeżeli mają 15 i 16 lat to już wypada zaprosić ich z osobami towarzyszącymi. Na początku zaniemówiłam, gdy poznałam ich oficjalne stanowisko, a potem wyjawiłam swoje obiekcje.

Po pierwsze niektórych krewnych nigdy nie widziałam na oczy. Są też tacy, których mgliście pamiętam z okresu dzieciństwa, ale nic o tych ludziach nie wiem. Dlaczego mam ich zapraszać? Jestem pewna, że nasze stosunki nie zacieśnią się przez jedną imprezę. Mało tego nawet nie zdążę porozmawiać z wszystkimi gośćmi. No i chyba nie będę wiedziała o czym, bo nie orientuję się, kim są i z której gałęzi rodziny pochodzą. Chciałabym, aby uroczystość była kameralna. Uważam, że uczestnicy bardziej się zintegrują w mniejszym gronie. Nie rozumiem tej manii zapraszania wszystkich jak leci, aby tradycji stało się zadość i nikt się nie obraził. Za śmieszne uważam pretensje, że nie zostało się zaproszonym na ślub, kiedy nie jesteśmy w zażyłych relacjach. Poza tym nawet jeśli ktoś się obrazi, nie interesuje mnie to. Gdybym szła ulicą, wiele osób nie rozpoznałabym, więc dlaczego mam się przejmować. Znajomi są mi bliżsi niż oni. To ich widuję częściej. Oni mi pomagają, dzielą moje smutki, radość i są powiernikami tajemnic.

Sylwia przedstawia kolejne argumenty...

małe wesele

Fot. iStock.com

- Już widzę pijanych wujków i stare ciotki szepczące po kątach. Na pewno plotkowałyby o moim mężu i komentowały suknię, fryzurę i całą resztę. Musiałabym tańczyć z podchmielonymi krewnymi, a kto wie, może także znosić inne wybryki. Na przykład podrzucanie mnie do sufitu. Przecież to takie fajne i zabawne. Pewnie nie zabrakłoby też sprośnych komentarzy. Dzieci tych ludzi zrobiłyby raban, a ja musiałabym udawać, że się nimi zachwycam. W końcu jako świeżo upieczona mężatka automatycznie zostanę włączona do grona kobiet pragnących potomstwa. Szczebiotanie i wdzięczenie się do maluchów powinno mi wejść w krew w momencie wypowiedzenia przysięgi małżeńskiej. Co za dramat. Wiem, że odrobinę ironizuję, ale tak to widzę. Tyle zdążyłam zaobserwować na weselach innych osób.

Dziewczyna przekonuje, że nigdy nie była fanką wesel i nie chodziła na nie, jeżeli nie została do tego w jakiś sposób zmuszona. Uczestniczyła głównie w ślubach znajomych i najbliższej rodziny.

- Ciarki mnie przechodzą na myśl o zorganizowaniu dużego wesela. Ja po prostu nie lubię takich imprez. Pomijając absurdalność zapraszania na tę imprezę nieznajomych krewnych, są tandetne, a ludzie zachowują się na nich absurdalnie. Być może jestem dziwna. Moja mama powiedziała, że każda dziewczyna pragnie dużego wesela i chce być gwiazdą wieczoru. Nie mogła zrozumieć, że ja nie. Nie chcę być nagrywana kamerą, nie chcę brać udziału w oczepinach, nie chcę podchodzi do stolików gości, nie chcę być pod obstrzałem oczu. Prawda jest taka, że najedzą się i napiją na mój koszt, a potem wrócą do siebie i jeszcze obgadają. Nie słyszałam jeszcze o przypadku, gdzie pomiędzy zaproszonymi nawiązują się bliższe relacje dzięki takiemu spotkaniu. Następnego dnia każdy wraca do siebie i po krótkim czasie zapomina. Wesele na pewno nie zwróci mi się pod względem finansowym. To będzie dla mnie tylko stresujący dzień. Cały czas musiałbym uważać na wszystko co robię i mówię. Nie czułabym się swobodnie. A przecież to powinien być najradośniejszy dzień mojego życia!

małe wesele

Fot. iStock.com

Sylwia uważa, że dzień ślubu powinny celebrować z nią tylko najbliższe osoby. Co do wesela, najlepiej zorganizować je symbolicznie. Wspólny obiad, kawa, potem zabawy, rozmowy, a najpóźniej po północy pożegnanie.

- Chciałabym mieć też prawdziwą noc poślubną, a następnego dnia wyjechać w podroż. Tymczasem po hucznym weselisku następnego dnia czeka mnie kolejny męczący dzień. Jak już było wesele, to i oczepiny trzeba zrobić. Poza tym dochodzi kwestia regulowania wszystkich spraw i zajęcie się ekwipunkiem pozostałym z imprezy. Czy to źle, że mam egoistyczne podejście do sprawy? Zależy mi, aby dla mnie ten dzień był przyjemny. Tymczasem polskie wesele polega na tym, że nie liczy się wizja państwa młodych, ale oczekiwania całej rodziny.

Pomijam już kwestie finansowe. Na nieszczęście rodzice zaoferowali, że dołożą resztę pieniędzy w razie czego. Cóż, ja i tak zdania nie zmienię. Po swojej stronie mam narzeczonego. Nie wiem jeszcze, jak dokładnie widzą to teściowie, ale w najbliższy weekend mamy się wszyscy razem spotkać i ustalić szczegóły. Nie wiem, co to będzie. Najwyżej rodzina się na nas obrazi...

Zobacz także: Rozsądnie czy romantycznie: Ile pieniędzy wydałabyś na własne wesele?

Polecane wideo

Komentarze (20)

Ocena: 5 / 5
Anna (Ocena: 5) 20.06.2017 09:45
Powinniście zrobić tak jak wy chcecie :-) to ma być wasz dzień nie rodziców :) Sama wychodze za mąż w przyszłym roku tylko ja akurat bardzo chce mieć wesele :-) ubrać piękną białą suknię i bawić się całą noc z rodziną i przyjaciółmi :-) Ale tego chce ja i narzeczony - rodzice wgl nie wymagali tego. Powiedzieli że będzie tak jak my chcemy. Dlatego jak nie lubicie wesel to go nie róbcie - nie dajcie się zwariować i pamiętajcie że to WASZ najważniejszy dzień w życiu :-)
odpowiedz
Mężatka (Ocena: 5) 13.06.2017 16:13
Zrób jak Ty chcesz, to Wasz dzień rodzice już mieli swoje wesele. Wychodziłam za mąż miesiąc temu i była to skromna uroczystość na 45 osób. Wszystkich lubimy, widujemy i nie było żadnych przykrych incydentów na weselu. Nie lubię dużych wesel i rodzice mojego męża byli wielce oburzeni podobnie jak Twoi, ale stanęło na naszym i jesteśmy szczęśliwi :)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.06.2017 20:29
Dziewczyno,nie daj się naciskom matki! Ja też nie lubię dużych wesel więc razem z (już) mężem postanowiliśmy zaprosić najbliższą rodzinę i przyjaciół. Na naszym weselu było ok. 60 osób. Wszyscy świetnie się bawili, zintegrowali się a my mogliśmy też z każdym porozmawiać,napić się. To był dla nas piękny dzień, jedyny taki. Uwierz lub nie ale uniknęliśmy niepotrzebnego stresu i oddaliśmy się świetnej zabawie. Wiedzieliśmy,że nawet jeśli coś pójdzie nie tak to nie będzie większego problemu bo jesteśmy wśród "samych swoich". Całe przedsięwzięcie organizowaliśmy sami,bez pomocy rodziców - dlatego nikt się nie wtrącał do przygotowań i wszystko poszło po naszej myśli. To ma być TWÓJ dzień, nie daj się więc zwariować ;)
odpowiedz
Angela (Ocena: 5) 12.06.2017 18:52
Też uważam, że nie ma sensu "na siłę" robić hucznego wesela i zapraszać ludzi, których prawie się nie zna. Ja za dwa miesiące biorę ślub - zaproszona jest najbliższa rodzina i najbliżsi przyjaciele. Razem (łącznie ze mną i moim K.) będzie 17 osób. Bez pompy, patosu, stresu, bez przypominania sobie imion kuzynów widzianych ostatni raz dekadę temu. Miłe popołudnie w gronie najbliższych, którzy nas znają i szczerze życzą nam szczęścia. I
odpowiedz
fly high (Ocena: 5) 12.06.2017 14:15
Ja też nienawidzę wesel. Co roku chodzę z moim narzeczonym na 1-2 wesela, ale nie lubię tego typu imprez. Weselne zabawy są dla mnie żenujące, nie mam ochoty patrzeć na podchmielonych "pociotków" itp. Oboje zdecydowaliśmy, że na nasz ślub zapraszamy tylko rodziców, rodzeństwo z rodzinami, babcie i dziadków. Po ślubie obiad i do domów. Fotograf zrobi nam tylko kilka zdjęć, wybierzemy najładniejsze i powiesimy, jako portret w nowym domu. Możliwe, że zrobimy jakiegoś większego grilla dla najbliższych znajomych, których nie zapraszamy na obiad. Wszystko finansujemy sami. Zamiast wywalać kasę na bal na 200 osób, wolimy zainwestować w dom i podróż :) A jeśli ktoś się obrazi? Cóż, nie nasz problem.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie