Zwierzenia młodych mężatek

Co zakłóciło ich szczęście w dniu ślubu? Przekonajcie się, czego lepiej unikać...
Zwierzenia młodych mężatek
Fot. Thinkstock
01.03.2016

Dzień ślubu jest jednym z najpiękniejszych w naszym życiu, ale jednocześnie bardzo stresującym. Przygotowania do tego wydarzenia na długo przed spędzają nam sen z powiek. Lista gości, wybór lokalu, dań, oprawy muzycznej oraz strojów – jest mnóstwo decyzji do podjęcia, a czas, jak zwykle w takich sytuacjach, kurczy się nieubłaganie. Każda przyszła panna młoda pragnie, aby wszystko wyszło idealnie. Niestety nie zawsze sprawy toczą się po naszej myśli, a stres podczas ceremonii dość często przeszkadza młodym w skupieniu się na tym, co najbardziej istotne, czyli sakramencie i samych sobie.

Jakiś czas temu postanowiłyśmy zapytać kilka zaprzyjaźnionych par, które pobrały się w 2015 r., czego najbardziej żałowały w trakcie tego wyjątkowego dnia. Byłyśmy zdumione odpowiedziami. Ich słowa całkowicie odbiegają od stereotypowego myślenia i odzierają dzień sakramentalnego `TAK` z całego romantyzmu.

Zwyczaje ślubne, które powinny zniknąć: Biała suknia, rzucanie bukietem, welon...

panna młoda

Fot. Thinkstock

Hania, 21 lat

Słuchanie się innych osób

W kwestiach ślubnych, zamiast słuchać wewnętrznego głosu rozsądku, bardziej brałam pod uwagę zdanie innych osób, które już były zaobrączkowane i przeszły przez horror przygotowań. Co prawda mam na myśli członków rodziny, znajomych oraz przyjaciół, czyli samych zaufanych ludzi. Nie chodzi o to, że doradzali źle, po prostu zatraciłam poczucie tego, co mi sprawiłoby najwięcej radości. Ekskluzywny hotel jest może fajnym miejscem na ślub, ale ja nie czułam się dobrze. Bardziej odpowiadają mi mniej wyszukane lokale. Luksusowe miejsca onieśmielają mnie. Popełniłam także błąd, czytając fora internetowe oraz blogi poświęcone tematyce ślubnej. Moja rada dla innych? Kieruj się swoim gustem, pragnieniami i nie słuchaj tego, co mówią inni.

panna młoda

Fot. Thinkstock

Janina, 23 lata

Brak czasu dla gości

Pragnienie, aby wszystko wyszło perfekcyjnie, sprawiło, że oboje z mężem zapomnieliśmy o gościach. Tak bardzo skupiliśmy się na zrobieniu jak najlepszego wrażenia na przybyłych, że częściej przebywaliśmy w pomieszczeniu gospodarczym, na rozmowach ze świadkami i zespołem niż z członkami rodziny. Sami chcieliśmy wszystkiego dopilnować. Wstyd to przyznać, ale tak było, a niektórzy goście wypominają nam to przy każdej nadarzającej się okazji. Oczywiście w żartach, jednak coś w tym jest.

panna młoda

Fot. Thinkstock

Martyna, 23 lata

Perfekcjonizm przesłonił radość ze ślubu

Jestem typem nerwusa i czarnowidza, dlatego panicznie bałam się ceremonii. Wyobrażałam sobie, jak potykam się o długą suknię, że będzie drętwo, zabraknie alkoholu, a goście szybko ulotnią się z przyjęcia. Negatywne uczucia przesłoniły mi radość z tego, że poślubiam wymarzonego faceta. Nie wszystko poszło idealnie – moja suknia porwała się w trakcie zabawy, kilka osób się upiło, a mój mąż zapomniał kroków podczas pierwszego tańca. Wszyscy goście byli jednak tak wyrozumiali, że kompromitujące zajścia przestały mieć znaczenie. Niestety doszło to do mnie dopiero po kilku godzinach.

panna młoda

Fot. Thinkstock

Matylda, 20 lat

Zbyt dużo wszystkiego…

Przesada nie jest dobra w żadną stronę i przekonałam się o tym na własnej skórze. Niestety w dniu ślubu. Chciałam, żeby było to wydarzenie niczym z bajki. Miałam 12 druhen, przede mną do ołtarza maszerowało sześć małych dziewczynek, a cały wieczór został zaplanowany według specjalnego harmonogramu, aby goście się nie nudzili. Były występy muzyków, gry, zabawy i konkursy, ale w tym wszystkim zabrakło chyba spontaniczności i luzu. Zbyt dużo wszystkiego, to najlepsze podsumowanie wieczoru.

panna młoda

Fot. Thinkstock

Marzena, 22 lata

Planowany budżet został przekroczony 5 razy…

Oboje z mężem nie pochodzimy z zamożnych rodzin i nie zarabiamy dużo, dlatego planowaliśmy kameralną uroczystość na 50 osób w małej restauracji. Niestety nasi rodzice hołdowali zasadzie: `Zastaw się, a postaw się`. W rezultacie urządziliśmy wesele na 350 osób w pałacyku, do ślubu pojechaliśmy najdroższym samochodem, jaki mogliśmy wybrać, a sama suknia kosztowała 13 tys. złotych. W rezultacie zadłużyliśmy się na kilkadziesiąt tysięcy i będziemy je spłacać przez kilka długich lat.  

panna młoda

Fot. Thinkstock

Marta, 20 lat

Za dużo stresu

Najgorsze jest to, że nie pamiętam absolutnie nic z ceremonii. Stres zjadł mnie całkowicie. Nie lubię być w centrum zainteresowania, dlatego świadomość, że jestem jedną z najważniejszych osób podczas tego wydarzenia, onieśmielał mnie. Mgliście pamiętam słowa przysięgi, marsz do ołtarza, jakieś uściski i gratulacje. Mam wrażenie, że oprócz stresu nie towarzyszyły mi żadne inne emocje. Nie pamiętam nawet wyrazu twarzy ukochanego, kiedy wypowiadaliśmy słowa przysięgi.

Najpiękniejsze fryzury ślubne: znajdź inspirację dla siebie!

Komentarze (41)

Ocena: 4.95 / 5
Anonim (Ocena: 5) 02.03.2016 20:21
Zastaw się a postaw sie czyli najwieksza głupota ever. Na szczescie my z mezem mamy wiecej oleju w glowie, slub byl na lekko ponad sto osob na tyle na ile nas bylo stac a w dodatku cala impreza sie zwrocila nawet kilka stow bylismy na plusie:) Mozna? Mozna
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.03.2016 11:22
najbardziej stresuje sie faktem, ze bede w centrum zaineteresowania. umiem sobie z tym poradzic i raczej ludzie nie uwazaja mnie za niesmiala. w glebi stresuje sie kazdym publicznym wyjsciem. i strasznie nie lubie tego. stresuje sie tancami z innymi goscmi, bo o ile pierwszy taniec przegibam juz z mezem to z innymi wyjdzie ze kompletnie nie umiem tanczyc. do tego cale te przygotowania to najchetniej bym pominela. nie rajcuje mnie szukanie sukni, strojenie sali...chce slubu, ale najlepiej gdyby to byl obiad z najblizszymi, jakies male tance i do domu. ale moj ma duza rodzine i marzy mu sie wlasnie taki wiekszy slub. ja bym mu nigdy tego nie odmowila:) dziewczyny jak sobie z tym wszystkim poradzic? do tego nigdy nie bylam na weselu wiec za bardzo nie wiem jak to wyglada "w praniu"
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 01.03.2016 23:31
Ja mam 27 lat, mój partner tyle samo. u nas problem jest w drugą stronę, to ja jestem tą obrotną, zarabiającą i ogarniającą stroną. To ja wniosłam do związku mieszkanie, ja wniosłam dobre auto, a mój luby nic. Ba, nawet nie ma pracy tylko jest wiecznie bezrobotny. Kocham go, to naprawdę dobry człowiek, traktuje mnie jak księżniczkę ale to straszny życiowy fajtłapa. Zastanawiam się czy zrezygnować z tego związku (jesteśmy razem już 4 lata, bez ślubu). On jest chętny aby odwrócić rolę, on może zostać w domu, gotować, prać. Dzieci przez najbliższych kilka lat nie planuję. Czy taki system ma jakiekolwiek szanse na przetrwanie? Coraz mniej mi ta sytuacja odpowiada, a dyskusje nie przynoszą efektu.Drogie Panie co byście zrobiły w takiej sytuacji?
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 01.03.2016 22:47
Ja żałuję kilku rzeczy. Przede wszystkim tego, że w stresie zapomnieliśmy podziekować świadkom za ogromną pomoc. Ciągle mi wstyd z tego powodu, przeprosiliśmy ich i podziekowalismy po ceremonii, ale wydaje mi się, że publiczne podziekowania są po prostu ładnym ukłonem w stronę bliskich, a tego nie zrobiliśmy. Druga rzecz, zdenerwowałam się podczas ślubu, co prawda nie dałam tego po sobie poznać, ale pozwoliłam oderwać się od radości przez głupotę (jedna z zaproszonych dziewczyn miała na sobie białą, koronkową sukienkę). Żałuję też kilku organizacyjnych rzeczy, ale ogólnie dzień wspominam dobrze i najbardziej żałuję, że już nie będę miała okazji, żeby założyć swoją suknię :D
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.03.2016 22:00
wszystkie takie młode te dziewczyny.... chyba jednak mało jest dziewczyn które w tak młodym wieku decydują się na ślub. Ja mam 25 . termin mamy dopiero na czerwiec za rok. Wszystkie moje koleżanki (wiek podobny) też jeszcze mają to przed soba
zobacz odpowiedzi (8)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo