Nie zaprosiłam rodziców na ślub

Patrycja nie żałuje swojej decyzji. Podobno nie miała innego wyjścia.
Nie zaprosiłam rodziców na ślub
https://instagram.com/hilvees/
25.04.2015

Zawarcie związku małżeńskiego to wydarzenie szczególne. Zwłaszcza w polskiej kulturze, gdzie rodzina zawsze zajmowała najwyższe miejsce w hierarchii wartości. Ślub i towarzyszące mu zwyczaje doskonale to pokazują. Błogosławieństwo ze strony rodziców, muzyczna dedykacja dla nich w czasie wesela, ojciec prowadzący pannę młodą do ołtarza. Bez nich trudno to sobie wyobrazić i niewielu nawet próbuje. Chyba, że nie mamy innego wyjścia.

W tym przypadku rodzice panny młodej byli na wyciągnięcie ręki. Patrycja pochodzi z pełnej i wydawało się, że zgodnej rodziny. Od początku planowania ceremonii była przekonana, że towarzyszyć będzie jej matka i ojciec. Gdyby sytuacja tego wymagała, wolałaby przełożyć ślub na odległy termin, niż przysięgać miłość wybrankowi w czasie ich nieobecności. Była szczęśliwa i chciała się tym szczęściem podzielić.

Kilka miesięcy temu została żoną. Na okolicznościowych zdjęciach próżno jednak szukać jej rodziców. Ostatecznie nie zostali zaproszeni, a nasza bohaterka wciąż twierdzi, że była to jedyna słuszna decyzja...

para młoda

https://instagram.com/hilvees/

Co ty na to?

Tak mnie to ujęło, że jeszcze bardziej się zawzięłam. Powiedziałam mu, że nie ma mowy. Nikt nam nie będzie dyktował warunków. Nie żyjemy w średniowieczu, żeby ulegać takim konwenansom. Następnego dnia dosłownie zmusiłam go do wizyty w urzędzie i zarezerwowaliśmy termin ślubu cywilnego.

Wiedzieliście już kiedy, ale nie byłaś pewna, czy pojawią się najważniejsi goście...

Mogłam się spodziewać najgorszego, ale jeszcze wierzyłam, że rodzicom się odwidzi. Kilka dni później wspomniałam, że termin ustalony. W ogóle ich to nie ruszyło i nie dopytywali. Uznałam, że w takim razie nie będę ich zamęczała swoimi sprawami i po temacie. Do dzisiaj nie wiem, czy nie próbowali się tego potem dowiedzieć od innych. Już mnie to nie interesuje. Skoro mają to gdzieś, oficjalnego zaproszenia też nie otrzymali.

Dlaczego nie spróbowałaś tego zrobić?

Już miałam dosyć ich humorów i dyktowania mi warunków. Gdybym widziała chociaż iskierkę nadziei, to pewnie schowałabym dumę i poszła do nich z narzeczonym.

para młoda

https://instagram.com/hilvees/

Uroczystość się odbyła. Jak ją wspominasz?

To nie była wielka ceremonia z setką gości. Nie było pomocy ze strony moich rodziców, to i trzeba było zorganizować to trochę skromniej. Ślub w urzędzie stanu cywilnego, później krótkie przyjęcie dla najbliższych w restauracji. Z mojej strony była siostra z mężem, matka chrzestna, jedyna żyjąca babcia, dwie przyjaciółki, kuzyn. Od niego rodzice, też siostra i kilka innych osób.

Nie miałaś nadziei, że rodzice poznają jednak dokładny termin i się pojawią?

Coś takiego przemknęło mi przez myśl, ale to wyjątkowo uparci ludzie. Z perspektywy czasu jestem zadowolona, że nie musieli się męczyć na moim ślubie. Uniknęliśmy głupich tekstów i krzywych spojrzeń. Na szczęście nie jesteśmy w stanie wojny i utrzymujemy ze sobą kontakt. Zaczęli nawet zapraszać mojego męża. Oni dopięli swego, my też i tyle. Każdy bierze odpowiedzialność za swoje decyzje.

A jakieś negatywne strony takiego obrotu spraw?

Zastanawiam się, jak wytłumaczę to kiedyś własnym dzieciom. Zobaczą zdjęcia ze ślubu swoich rodziców i dziadków tam nie znajdą. Mam nadzieję, że oni im to wyjaśnią. Ja do dzisiaj nie potrafię. Staram się jednak nie rozmyślać i cieszę się, że nie zrezygnowałam z ich powodu.

para młoda

https://instagram.com/hilvees/

Papilot.pl: Kiedy się zaręczyłaś?

Patrycja: Mąż oświadczył mi się w Boże Narodzenie 2013 roku po zaledwie roku znajomości. Nie miałam z tym żadnego problemu, bo jestem pewna jego uczuć, ale rodzice już wtedy kręcili nosem. Bo to niby za szybko. Chyba zapomnieli, że miałam wtedy już 28 lat, a z takimi decyzjami nie można czekać w nieskończoność. Później sytuacja się unormowała. Miałam wrażenie, że przyjęli go do naszej rodziny i traktowali prawie jak syna. Szczerze cieszyli się z tego, że planujemy ślub.

Dobrze go wtedy znali?

Mogli zapytać go o wszystko, mnie też, bo przecież widywaliśmy się wszyscy razem regularnie od momentu, kiedy zaczęliśmy ze sobą być. Nie dopytywali, wydawało mi się nawet, że w ogóle ich nie interesuje, z kim wiąże się ich córka. Spotkania ograniczały się do rozmów o pogodzie, uśmiechów, czasem poruszali temat pracy. Niewiele o nim wiedzieli, a ja się nie wyrywałam, żeby o nim opowiadać. Czekałam aż sami uznają to za słuszne.

Gdzieś umknęła dosyć istotna kwestia z jego życia...

Tak, mniej więcej do stycznia czy lutego ubiegłego roku oni nie byli świadomi, że chcę wyjść za rozwodnika.

para młoda

https://instagram.com/hilvees/

W jaki sposób się dowiedzieli?

Od nas, kiedy zaczęły się rozmowy na temat ślubu. Żeby nie było, nie robiliśmy z tego wielkiej tajemnicy. Oni po prostu nie wykazywali żadnego zainteresowania, więc sprawa zeszła na dalszy plan. Tym bardziej, że to nic takiego. Jako młody chłopak poślubił swoją koleżankę ze studiów. Sielanka nie trwała długo, bo małżeństwo rozleciało się już rok później. Sama miałabym z tym problem, gdyby to trwało przez wiele lat, były dzieci z tego związku i tak dalej. Było inaczej, żadnych zobowiązań, po prostu kiepska decyzja.

Jak zareagowali rodzice?

Zaczęłam głośno rozmyślać, kiedy najlepiej zorganizować ślub, czy możemy liczyć na ich wsparcie. Mama natychmiast stwierdziła, że koszty nie mają znaczenia i oni biorą to na siebie. Później przyszła pora na konkrety. Już zaczęła wybierać kościół w którym się pobierzemy! No i rozczarowanie, bo tego nie da się zrobić. Miny im zrzedły i od razu ucięli temat.

Przestali się cieszyć ze ślubu?

Mało tego, oni później udawali, że tego tematu nigdy nie było.

para młoda

https://instagram.com/hilvees/

W czym widzieli problem?

Nagle przestało ich interesować, jakim on jest człowiekiem, czy do siebie pasujemy, jakie mamy plany. Przykleili mu łatkę rozwodnika, a to nawet gorsze, niż kryminalista czy jakiś inny ćpun. Po prostu margines społeczny i oni nie przyłożą ręki do takiej katastrofy. Jedyna córka i ślub z kimś takim? Nie ma mowy. Wydaje mi się, że to nie kwestia ich przekonań, ale słynnego „co ludzie powiedzą”.

Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach to nic niezwykłego...

Nie dla nich. Rodzice prowadzą własną firmę, mają kontakty z władzą gminy, przez lata układali się też z proboszczem. Muszą być nieskazitelni, bo to niewielka społeczność. Takich wybryków się tutaj nie akceptuje. Wszystko musi być po bożemu, nawet jeśli niespecjalnie wierzysz.

Na czym sprawa stanęła?

Nie zerwali ze mną kontaktu, bo nie są aż tak podli, ale jego już nie zapraszali. Na początku sama na siłę go przyprowadzałam. Chciałam, żeby go lepiej poznali i zmądrzeli. Kończyło się na krępującym milczeniu albo szukaniu sposobów, aby nie siedzieć z nim przy jednym stole. On nawet był za tym, żeby dać sobie spokój z tym ślubem. Bardzo tego chciał, ale nie miał zamiaru przykładać ręki do konfliktu w mojej rodzinie.

Komentarze (16)

Ocena: 4.88 / 5
Anonim (Ocena: 5) 27.04.2015 09:18
ja nie zaprosiłam nikogo i jest mi z tym dobrze, tylko ja i mąż
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 25.04.2015 20:52
hahahha pani wymyślająca historie miała chyba wyjątkowo kiepski dzień, nie dość że opowieść ustępuje w wiarygodności baśniom 1001 nocy to jeszcze są widoczne błędy jak " jedyna córka " i " zaprosiłam siostrę " :D oj....nie robicie jakiegoś naboru na bajkopisarzy czasem ? ;p
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 25.04.2015 16:13
Ja też nie zaprosiłam swoich i dobrze mi z tym.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 25.04.2015 11:38
Na stronie czwartej pisze, że była ich jedyną córką a na stronie szóstej, że zaprosiła siostrę z mężem. Coś tu ktoś kręci. .. :/
zobacz odpowiedzi (4)
Anonim (Ocena: 5) 25.04.2015 10:17
1
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo