Wyznanie Agnieszki: „Żałuję, że mamy dzieci. Przez nie nasze małżeństwo przechodzi kryzys”

Kobieta raczej nie zdecydowałaby się na potomstwo, gdyby wiedziała, jak będzie wyglądać jej życie.
Wyznanie Agnieszki: „Żałuję, że mamy dzieci. Przez nie nasze małżeństwo przechodzi kryzys”
Fot. iStock
24.01.2018

Przeważają opinie, że dziecko cementuje związek. Na forach internetowych można przeczytać wiele wyznań kobiet, które zdecydowały się na potomka, aby uratować relację z partnerem życiowym. Niektóre z nich przekonują, że cel został osiągnięty, ale inne piszą o pogorszeniu stosunków z drugą połówką. Niestety ta druga sytuacja jest bardzo często spotykana.

Agnieszka twierdzi, że jej małżeństwo nie jest takie, jak dawniej. Od urodzenia drugiego potomka minęły dwa lata i nie widać żadnej poprawy. Kobieta wysuwa tezę, że dzieci nie łączą swojej matki z ojcem, ale dzielą. Mówi też, że gdyby wiedziała, co ją czeka, prawdopodobnie nie zdecydowałaby się na dziecko.

Czy naprawdę jest tak źle? Co ma do powiedzenia Agnieszka?

Zobacz także: „Zdradzę Wam, jak się ustawiłam w życiu” (Historia Izy)

 

dziecko w domu

Fot. unsplash.com

- Niedawno obchodziłam trzydzieste urodziny. Jestem mężatką od sześciu lat. Mam dwoje dzieci i fajne hobby. Teoretycznie powinnam być szczęśliwą, spełnioną kobietą. Wcale tak nie jest, a powodem są dzieci. Nie chcę przez to powiedzieć, że ona są winne, ale pod wpływem ich obecności wszystko się zmieniło. Może u niektórych par zaszły zmiany na lepsze, ale w moim przypadku relacja z mężem znacznie sie pogorszyła. Stał mi się obojętny i czuję, że ja mu również. Kiedyś było między nami super. Chciałabym zaznaczyć, że nie jest to przejściowy stan. Zaczęło się od urodzenia pierwszego dziecka. Koleżanki mówiły, że jak maluch podrośnie, będzie lepiej. Ich słowa nie sprawdziły się. Po urodzeniu drugiego dziecka przestałam już walczyć o to, żeby było dobrze. Nie mam siły. Dlatego mówię, że dzieci nie łączą rodziców, ale dzielą.

Agnieszka przekonuje, że pragnęła mieć potomostwo i była świadoma, że wychowywanie dzieci to ciężka harówka. Nie spodziewała się jednak, że jej relacja z mężem tak bardzo na tym ucierpi.

- Ja już nawet nie mam ochoty. Między nami jest raz lepiej, raz gorzej, ale generalnie P. mi zobojętniał. Brakuje mi zrozumienia, ciepła i intymnych rozmów. Zamiast nich są pretensje, wyrzuty i obarczanie się wzajemnie winą za nierozwiązane problemy. Atmosfera ciągle jest napięta. Nigdy nie wiem, czy moje słowo nie stanie się przyczyną ujścia jego frustracji.

Mąż narzeka, że przez dzieci musiał zacząć więcej pracować. Jest wiecznie zmęczony i wyżywa się na nas. Strzela fochy, obraża się... Chociaż wcześniej pragnął dziecka, teraz wmawia, że to wszystko moja wina, bo ja chciałam dzieci. To nieprawda. Boję się tylko, żeby one tego nie usłyszały.

dziecko w domu

Fot. unsplash.com

- Przez zachowanie męża i ja przygasłam. Wszystko wydaje mi się bez sensu. Są takie momenty, że żałuję, że zdecydowałam się na dzieci. To nie znaczy, że ich nie kocham. Bardzo je kocham, ale widzę ile czasu i energii trzeba im poświęcić. Myślę, że rodzice, którzy mówią, że dzieci ich do siebie zbliżyły, mają szczęście, bo ich dzieci są grzeczne, a sytuacja pozwala im na zorganizowaniu czasu we dwoje.

Agnieszka twierdzi, że wszystko jest na jej głowie.

- Ponieważ mąż uważa, że robi wystarczająco wiele samym zarabianiem, opieka nad dziećmi pozostaje na mojej głowie. Podobnie obowiązki domowe. Mąż wychodzi z domu przed 7:00, a wraca po 21:00. W weekendy jest trochę lepiej.

Mój dzień zaczyna się o 5:30. Myję się, przygotowuję śniadanie, a potem robię zabawki na drutach. To nasze dodatkowe źródło dochodów. Dopóki drugie dziecko nie skończy trzech lat, nie wrócę do pracy. Oczywiście gotuję też obiady, sprzątam i zajmuję się maluchami.

Czas mija mi bardzo szybko. Zanim się objerzę, nastaje wieczór i mąż wraca z pracy. Przeważnie jest w kiepskim humorze. Nigdy mnie nie pochwali, że zawsze dostaje ciepły obiad, dzieci są zadbane, a dom wysprzątany. Często znajduje coś, do czego można się przeczepić.

dziecko w domu

Fot. unsplash.com

Kobieta podkreśla, że na początku próbowała odbudować z mężem relację, ale potem poddała się.

- Nie jestem jedną z tych żon, które zaniedbały się po ciąży, a męża odstawiły na drugie miejsce. Pracy przy dzieciach jest bardzo dużo, ale starałam się i wyglądam lepiej niż przed ciążą. Czasami mogliśmy znaleźć czas dla siebie, ale oboje byliśmy tak padnięci, że marzyliśmy tylko o łóżku. Zdarzało się też, że czasu w ogóle nie było. Na przykład, kiedy dzieci chorowały.

W końcu przestałam walczyć o wspólne chwile z mężem. Przyczyniły się do tego nie tylko obowiązki, ale także jego nastawienie. Ciągle chodzi sfrustrowany. Zrobił się taki, odkąd na świecie pojawiły się dzieci.

Prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na dzieci, gdybym wiedziała, jak będzie. Może gdybym miała innego męża, moje życie wyglądałoby inaczej, ale w takiej sytuacji nic nie mogę zrobić. Uważam, że nie każdy powinien mieć dzieci. Ja teraz muszę się starać, żeby nigdy nie dowiedziały się, co myślę. Nie są niczemu winne i bardzo je kocham.

A jakie są wasze doświadczenia? - pyta na koniec Agnieszka.

Zobacz także: Opowiem Wam, jak przyłapałem ją na zdradzie

Komentarze (109)

Ocena: 4.76 / 5
jeden z panów (Ocena: 5) 28.01.2018 20:50
i co więcej.. żaden bachor nie umarł bo poszedł nieumyty spać, alb miał brudną bluzkę przez pół dnia, ale jak się myśli, że facet potrzebuje abyś się wypindżyła i dała pomidorową z rosołu z wczoraj, a do tego kotleta... to nam nie o to chodzi.... mamuśki.... i dlatego pewnie ... kochanki są i będą :P
odpowiedz
jeden z panów (Ocena: 5) 28.01.2018 20:47
a ja powiem ci tak... jemu już się nie chce.. podobnie jak mi... zawsze źle coś robię, daję nie to do jedzenia, nie to mówię, zawsze jak zwracam uwagę czy na jej zachowanie czy na zachowanie dziecka .. zawsze jest źle... to co urwa myślicie że podanie kotleta i użycie odkurzacza to to co facet potrzebuje ?? to każdy facet sam sobie zrobi i nie potrzebuje zbędnego pier....lenia. Może warto przyjąć coś co jest podstawą... w dzień dama, w nocy kurtyzana, a od czasu do czasu można zjeść plastikowego donalda czy pizze..
odpowiedz
Ktoś (Ocena: 5) 28.01.2018 11:31
Jak czytam takie coś to mi się nóż w kieszeni otwiera. No biedny kurwa sfrustrowany tatus! Kobieto wyszłaś za debila po prostu gdyby mój mąż mi powiedział, że chodzi zmęczony i wkurwiony bo musi na dzieciaki zarabiać i że to moja wina bo chciałam z nim mieć dzieci to bym go złapała za mordę i przejechała nią po betonie.
odpowiedz
Dianka (Ocena: 5) 27.01.2018 17:07
Zmęczenie męża to jedno, a jego niedojrzalosc to drugie. Egoistyczne podejście do życia. Nie chodzi o zarabiane pieniądze na życie, bo tu wkłada wysiłek, ale o to ze nie umie popatrzeć na rodzinę jako rodzice+dzieci. Dawniej kobieta rodziła conajmniej 4 razy w życiu i mimo tego że żyło się wcale nienajlepiej to miłość i trud w wychowanie łączyły malzonkow i umacnialy
odpowiedz
Stara baba (Ocena: 5) 25.01.2018 01:03
I po co był ten drugi dzieciak, jak się nie ma warunków?? Bo widzimisię/bo chcę/ bo tak wypada? Starsze potomostwo jest już trochę odchowane, Ty wróciłabyś już do pracy, mąż nie musiałby przebywać poza domem po 14 h dziennie. Wszyscy byliby szczęśliwi.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo