Historia Sylwii: „Mąż powiedział mi coś okrutnego. Do tej pory nie mogę się pozbierać...”

Po ślubie Piotr zmienił się nie do poznania.
Historia Sylwii: „Mąż powiedział mi coś okrutnego. Do tej pory nie mogę się pozbierać...”
Fot. iStock
13.11.2017

Niektórzy mówią, że małżeństwo zabija miłość. Wraz z nim pojawiają się poważne problemy, na dodatek na tle szarej codzienności. Romantyczne kolacje oraz spontaniczne wyjazdy bardzo często odchodzą do przeszłości. Dla niektórych zakochanych to egzamin z uczucia. Nie wszyscy go zdają.

Sylwia ma 27 lat, a od dwóch jest mężatką. Niedawno usłyszała od męża coś, co zupełnie zmieniło jej stosunek do mężczyzny oraz małżeństwa.

- Z Piotrkiem jesteśmy razem od pięciu lat. Dwa lata temu wzięliśmy ślub. Na początku było bardzo fajnie. Nic się nie zmieniło od czasów narzeczeństwa. Cieszyliśmy się każdą spędzoną razem chwilą, domowe obowiązki były jak zabawa, a do tego mieliśmy mieszkanie tylko dla siebie. Przed ślubem wynajmowaliśmy lokum z inną parą. Dlatego przez jakiś czas nie mogliśmy się nacieszyć, że wreszcie możemy być tylko we dwoje. Niestety do czasu...

Sylwia zwierza się, że Piotr bardzo zmienił się po ślubie. Stał się roszczeniowy, wygodny oraz bierny w sypialni.

Zobacz także: „Dzisiaj zawalił się cały mój świat. Facet przyznał się, ile razy mnie zdradził…”

 

 

okrutne słowa męża

Fot. unsplash.com

- Od kilku miesięcy mąż ciągle narzeka, że się nim nie zajmuję i nie poświęcam mu czasu. Z wszystkiego jest niezadowolony. A przecież ja się tak bardzo staram! Chociaż mogłabym pospać dłużej, wstaję o tej samej porze co on – o 5:30. Pomagam mu zrobić śniadanie i piję z nim kawę. Potem robię kanapki do pracy i gotuję zupę, żeby po powrocie do domu było coś ciepłego do zjedzenia. Dopiero później sama zaczynam się szykować do pracy.

Po powrocie jemy zupę, a następnie ja gotuję drugie danie. Wcześniej przyzwyczaiłam męża do dwudaniowych obiadów, czego teraz gorzko żałuję. Wiem od koleżanek, że one się tak nie starają, więc mój mąż jest szczęściarzem. On w ogóle tego nie docenia i potrafi mieć jeszcze pretensje, że nie ugotowałam czegoś innego.

Jak już zjemy obiad to Piotrowi nic się nie chce. Ja poszłabym na spacer, do kina czy znajomych, ale on nie. Ma pretensje już o samą propozycję. Często powtarza mi, że się nim nie zajmuję i szukam rozrywek zamiast posiedzieć z nim w domu. Ja uważam, że jesteśmy wolnymi ludźmi i możemy robić, co chcemy. Osobno. Poza tym przecież proponuję mu wspólne wyjścia. Piotr zawsze odwraca kota ogonem. Kiedyś był bardziej nastawiony na aktywność fizyczną. Teraz rozleniwił się.

W łóżku też jest koszmarnie. On przestał się starać. Leży i czeka, aż ja się wszystkim zajmę. O tym, żeby jakoś przy tym wyglądał i ładnie pachniał, mogę pomarzyć. Ja się wysilam, a Piotr zachowuje się tak, jakby jemu to się należało. Natomiast gdy ja czegoś oczekuję, mówi, że zbyt wiele od niego wymagam. Dawniej był zupełnie innym człowiekiem. Nie wiem, co się stało. Najgorsze jest jednak to, że nie ma dnia bez jakiejś kłótni, a ostatnio Piotrek powiedział mi coś okrutnego.

okrutne słowa męża

Fot. unsplash.com

Kobieta usłyszała, że mężczyzna żałuje ślubu. Gdyby miał wybór jeszcze raz, nie ożeniłby się z Sylwią.

- Wykrzyczał mi to podczas jednej z kłótni. Poszło o drobiazg. Zapomniałam opłacić rachunek w terminie. Piotr przeżywa, że naliczą odsetki, chociaż na pewno będzie to nieduża kwota. Najpierw usłyszałam, że nie tak wyobrażał sobie małżeństwo. Potem, że nie nadaję się na żonę, a on oczekiwał czegoś innego. Na sam koniec padły najokrutniejsze słowa – „Żałuję, że się z tobą ożeniłem”. Od razu spakowałam walizki i udałam się do siostry. Pomieszkałam u niej przez tydzień. Żaneta oraz rodzice skłonili mnie, abym wróciła do Piotra. Tym bardziej, że on zadzwonił, przeprosił i błagał, abym wróciła.

Niestety minął tylko tydzień, gdy Sylwia po raz kolejny usłyszała te same słowa.

- Tym razem nie mogliśmy się dogadać, u kogo spędzimy weekend: u moich rodziców czy u jego. Ja chciałam jechać do moich, bo u jego byliśmy ostatnio trzy razy pod rząd, a ja ze swoimi kontaktowałam się tylko telefonicznie. Piotr jednak narzekał, że to daleko i stracimy na podróż pół dnia. Znowu się pokłóciliśmy i on znowu powiedział, jak bardzo żałuje ślubu ze mną.

Ten drugi raz już nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Owszem, czułam przykrość, ale nie taką jak za pierwszym razem. Po prostu pogodziłam się z tym, że nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Mama powiedziała mi podczas rozmowy telefonicznej, że ona sama nie raz pakowała walizki podczas dwóch pierwszych lat małżeństwa. Doradziła mi, abym go ustawiła do pionu i tak bardzo się nie przejmowała, bo nigdy nie znajdę idelanego faceta. Poza tym bycie rozwódką przed trzydziestką to niezbyt fajna perspektywa. Przyznałam jej rację, chociaż z niechęcią. Prawdę powiedziawszy, sama zaczęłam żałować, że poślubiłam Piotra.

okrutne słowa męża

Fot. unsplash.com

Sylwia opowiada, jak obecnie wygląda związek z Piotrem.

- Raz jest lepiej, a raz gorzej. Nic się nie zmieniło. Na jego niemiłe odzywki reaguję tym samym albo wychodzę. Na początku wypróbowałam inną metodę, ale nie zadziałała. Przestałam z nim wstawać o tej samej porze i gotować dwudaniowe obiadki, ale wtedy stał się jeszcze bardziej marudny oraz nieprzyjemny. Dałam sobie spokój. Prawdę powiedziawszy rady mojej mamy okazały się najlepsze. Nie reaguję na jego narzekanie, a gdy mówi coś przykrego, odpowiadam w tym samym tonie. Ewentualnie wychodzę z pomieszczenia przestaję się do niego odzywać.

Zdaję sobie sprawę, że źle trafiłam i małżeństwo powinno wyglądać inaczej. Nie mogę uwierzyć, że Piotr tak bardzo się zmienił. Czasami myśli o rozwodzie powracają, jednak nie chciałabym być tak młodą rozwódką. Jak to by wyglądało? Poza tym nie ma gwarancji, że poznam kogoś lepszego i on nigdy się nie zmieni. Z drugiej strony przeraża mnie myśl o życiu z Piotrem do końca swoich dni. To kojarzy mi się z męczarnią.

Co doradziłybyście Sylwii?

Zobacz także: 8 poważnych sygnałów, że CZAS SIĘ ROZSTAĆ
 

Komentarze (43)

Ocena: 4.86 / 5
Szczesliwa (Ocena: 5) 16.11.2017 23:09
Ja jestem w bardzo szczesliwym zwiazku ale szczesliwe nie oznacza oczywiscie idealne. Nie raz byly ostre spiecia o glupoty (no bywa). Ale z ukochanym zawsze rozmawiamy. Ustalilismy ze u nas nie ma tzw cichych dni. Kiedy po spieciu potrzebujemy ochlonac to owszem chwile jestesmy sami z myslami a potem rozmawiamy. Ustalalilismy ze po akcji wyjasnimy wszystko na spokojnie i nie bedziemy dochodzic czyja wina kto ma racje it'd. U mnie to dziala Bo to pomaga mi spojrzec na siebie z boku i zobaczyc gdzie ja sie pomylilam i co zrobilam zle. Czasem tez maz powiedzial ze jak chce mi cos powiedziec co zrobilam zle to mnie przytula i mowi ze mam tez robic tak samo. Po takich czynach ciezko sie klocic. Rozmawiamy. Jestesmy nie tylko malzenstwem alw tez najlepszymi kumplami. Nie warto zrec sie o pierdoly. Pogadajcie tak kiedys szczeze od serca. Mysle ze gdybysmy My zachowywali tak jak Wy pewnie moze tez bym juz nie byla z moim mezem. Ja polecam szczera rozmowe o uczuciach. Powiedz mu szczeze co myslisz o tym jak wypowiedzial ze zaluje ze sie z toba ozenil i kiedy znow zacznie sie goraco to starajcie sie jednak nie wybuchac na siebie.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 15.11.2017 19:15
Mam 23 lata od 3 lat jestem mężatką. Mieszkalismy z mezem i nasza 3 letnia corka za granica. Dawalam temu zwiazkowi miliony szans. Uwierz perspektywa olewania i traktowania go tak samo jak on ciebie itp jest nic nie warta. Probowalam wszystkiego aczkolwiek tak czy siak ciągle sie klocilismy... Tak jak i ty wyprowadzilam sie z domu raz . prawie rok temu i byly obiecanki poprawy itp . oczywiscie jak zwykle chwilowe więc pewnego dnia po prostu oznajmilam ze zabieram corke i wracam do domu do Polski. Oczywiscie blagal przekonywał itp ale tym razem nie dalam sie juz zwiesc . .. Teraz dopiero po rozstaniu oczy otworzylam baaardzo szeroko i juz wiem ze to byla najlepsza decyzja mojego zycia dla corki i dla mnie! To nic ze bede młoda rozwodka . wazne ze MŁODA SZCZESLIWA I SPOKOJNĄ KOBIETA ;)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.11.2017 22:19
Lepiej być rozwódką przed trzydziestką niż po trzydziestce.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.11.2017 21:50
Ja rozwiodłam się po 3 latach małżeństwa. Moje życie z mężem było czysta tortura. Nie miałam kontaktu z rodzina, miałam zawsze dobrze wyglądać, opiekować się dziećmi i nim i siedzieć w domu. Nie wytrzymałam. Nasz rozwód trwał 1,5 roku. Utrudniał dosłownie wszystko. Odeszłam z dziećmi z domu, zostawiłam cały wspólny majątek zabierając tylko rzeczy osobiste. Wynajęłam mieszkanie i wydawało się ze w końcu zacznę życie na nowo. Minęły dwa lata a były mąż nadal nie daje mi spokoju. Nęka mnie, niszczy samochody, zastrasza, buntuje dzieci, śledzi. I nie ma na niego sposobu. Jeśli nasz możliwość wyjechać gdzieś daleko i poznać życie bez tego człowieka i jeszcze nie macie dzieci to uciekaj hak najszybciej! Zanim spotka Cię piekło jakie może stworzyć taki bezwzględny człowiek. Pozdrawiam :)
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.11.2017 19:46
Znam dziewczynę w podobnej sytuacji... 28 lat i boi się matce powiedzieć ze złożyła papiery rozwodowe. Lepiej żyć po swojemu i nie przejmować się innymi. Nie każde małżeństwo niestety się udaje.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo