Kiedy powiedzieć „kocham”?

„Kochać, jak to łatwo powiedzieć” – brzmią słowa popularnej piosenki. Pojawia się jednak pytanie, kiedy to zrobić.
Kiedy powiedzieć „kocham”?
Fot. iStock
06.04.2017

Przed odpowiedzią na to pytanie stoi Diana, która od ponad roku spotyka się z Piotrkiem i czuje, że jest już gotowa na wyznanie miłości. „Z nikim innym nie było mi tak wspaniale. To jest facet, na którego czekałam i chciałabym, żeby dowiedział się o tym, że go kocham” – tłumaczy.

Jednak młoda kobieta nie ukrywa też obaw. „Nie chciałabym wyskoczyć z takim wyznaniem w nieodpowiednim momencie i spłoszyć Piotrka. On nie jest skory do zbyt intensywnego wyrażania uczuć, tak naprawdę nie wiem, czy czuje to samo, co ja. Może uzna, że wyznając mu miłość tworzę jakąś niezdrową presję, na przykład licząc na przyspieszenie ślubu? Chciałabym tego uniknąć” – zapewnia Diana. „Kiedy jest odpowiedni moment na powiedzenie komuś: kocham cię?” – zastanawia się.

Dylemat Daniela: „Marzę o nowym życiu u boku kochanki”

Bez wątpienia w dzisiejszych czasach takie wyznanie trochę spowszedniało, ponieważ zewsząd jesteśmy „bombardowani miłością”. Słowo „kocham” stało się wszechobecne, bez przerwy pojawia się w filmach, piosenkach i rozmaitych programach telewizyjnych. Na balonikach, zabawkach, a nawet opakowaniach słodyczy.

„Nic dziwnego, że małolaty tak szybko wyznają sobie miłość, myląc ją ze zwykłym zauroczeniem czy zadurzeniem. Granica jest bardzo cienka, ale zwykle lepiej poczekać i upewnić się, czy po prostu nie czujemy do kogoś głębokiej sympatii. Warto poczekać, by potem nie żałować, że powiedzieliśmy na wyrost coś, co później trudno odkręcić bez robienia drugiej osobie krzywdy i przykrości” – twierdzi Marta.

Według Ewy to mężczyzna pierwszy powinien powiedzieć: kocham. „Prawdziwy facet potrafi zostawić to słowo na moment, gdy minie fala kompletnego zauroczenia i zacznie wkradać się zwyczajność, a on będzie mógł wtedy dać ten słowny dowód miłości. Na pewno kobieta zapamięta to bardziej, niż w przypadku mężczyzny, który na każdym kroku obrzuca ją pustymi frazesami” – podkreśla. „Nie mylmy miłości z fascynacją, pożądaniem, czy sympatią. Oczywiście, wszystkie te emocje możemy odczuwać już od pierwszych chwil znajomości, jednak miłość potrzebuje czasu, aby się rozwinąć” – dodaje.

Jej słowa znajdują potwierdzenie w badaniach, z których wynika, że mężczyźni szybciej zaczynają czuć miłość. Aby ją wyznać potrzebują średnio 88 dni znajomości, choć niemal 40 proc. przyznaje, że czyni to już w ciągu pierwszego miesiąca. Kobiet zwlekają z deklaracją znacznie dłużej, potrzebują na to średnio ponad 130 dni.

zakochana

Fot. iStock

Wyznawaniu miłości służą rozmaite okoliczności, m.in. pora roku. Według sondażu przeprowadzonego przez TNS OBOP sprzyja temu zwłaszcza wiosna. Aż 84 proc. ankietowanych podkreśliło „kochliwą atmosferę” panującą między marcem a czerwcem. Przeciwnego zdania było zaledwie czterech na 100 pytanych, a wśród sceptyków przeważały osoby, które jeszcze nigdy nie przeżyły miłości.

Na poprawę nastroju, entuzjazm i rosnącą chęć do życia wpływa przede wszystkim większa ilość światła słonecznego. Gdy jego duża dawka dociera do oka, produkujemy mniej hormonu zwanego melatoniną, którego „zasługą” jest jesienno-zimowa apatia i wszechogarniająca senność. Kiedy dni stają się dłuższe i bardziej słoneczne, nasze libido błyskawicznie rośnie, wywołując chęć na miłosne igraszki.

Wraz z silniejszym nasłonecznieniem, organizm zaczyna ze zdwojoną siłą produkować dopaminę, neuroprzekaźnik odpowiedzialny za procesy emocjonalne i wyższe czynności psychiczne w układzie limbicznym. U zakochanych jej poziom dodatkowo rośnie, wywołując euforię, zadowolenie, przypływ energii i skłonność do intensywniejszego przeżywania każdej chwili. Badania wykazały, że u ludzi będących na etapie zauroczenia, dopamina aktywuje podobne obszary mózgu co kokaina; może to tłumaczyć powiedzenie „miłość jest jak narkotyk”.

Na przypływ uczuć, który sprzyja wyznawaniu miłości wpływa również oksytocyna. Za produkcję tego hormonu odpowiada część mózgu zwana podwzgórzem. Tylny płat przysadki mózgowej uwalnia dawkę oksytocyny w odpowiedzi na sygnały płynące z narządów płciowych czy piersi. Solidnej „porcji” tej substancji zarówno kobiety, jak i mężczyźni zawdzięczają m.in. uczucie orgazmu, choć na każdą z płci oksytocyna działa inaczej.

Hormon uwalnia się bowiem podczas kontaktu fizycznego z drugim człowiekiem. Im częściej się przytulamy i uprawiamy seks, tym więcej wydziela się w naszych organizmach oksytocyny, wpływającej na umocnienie więzi. Badacze z Oxfordu wykazali, że podawanie syntetycznego hormonu w sprayu przez nos, powoduje nasilenie pozytywnych emocji do partnera i poprawia samopoczucie w związku.

zakochana

Fot. iStock

Czy jednak z wyznawaniem miłości należy się spieszyć? Chyba niekoniecznie. Poza tym warto pamiętać, że nie u wszystkich uczucie budzi się w tym samym czasie. Niektórzy potrzebują go trochę więcej. Jeśli powiesz „kocham” i nie usłyszysz tego samego od partnera, możesz się zwątpić w jego zaangażowanie w związek. A niewykluczone, że on po prostu potrzebuje więcej czasu aby pokochać, ale równocześnie więcej, by się ewentualnie odkochać, co dobrze rokuje na przyszłość. Na pewno nie należy go naciskać na wyznania, ponieważ to przynosi zwykle efekt odwrotny od zamierzonego.

„Swoje uczucia możesz w międzyczasie okazywać w inny sposób, niekoniecznie za pomocą słów. Czyny mówią nieraz więcej, niż język. Możesz okraszać je wyznaniami typu „kocham spędzać z Tobą czas”, „kocham, kiedy się tak uśmiechasz”, itp. Jeśli partner również Cię kocha, ale podobnie jak Ty boi się do tego przyznać, takim zachowaniem na pewno zachęcisz go do tego, aby sam Ci okazał, a być może nawet wyznał miłość” – radzi magazyn „Zwierciadło”.

One naprawdę to zrobiły! „ZMUSIŁAM go do oświadczyn, a wtedy on…” (Warto ryzykować?)

RAF

Komentarze

Ocena: 5 / 5

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo