EXCLUSIVE: Wymyśliłam sobie chłopaka

Kamila miała dosyć pytań, kiedy wreszcie kogoś pozna. Przez 1,5 roku żyła w fikcyjnym związku.
EXCLUSIVE: Wymyśliłam sobie chłopaka
07.03.2015

Większość z nas ma naturalną potrzebę życia w parze. To biologicznie, emocjonalnie, a także społecznie uzasadnione. Każda dorosła i zdrowa kobieta powinna spotkać tego jedynego. Nie tylko dla własnej satysfakcji, ale także po to, by... za bardzo się nie wyróżniać. Samotność nie jest mile widziana, a niektórym wydaje się wręcz podejrzana. Jeśli nie potrafisz stworzyć relacji z płcią przeciwną, to znaczy, że coś jest z Tobą nie tak.

Właśnie tego obawiała się nasza bohaterka. Kamila miała dosyć ciągłych pytań, czy wreszcie kogoś sobie znalazła. Była jedną dziewczyną w gronie swoich znajomych, która nigdy nie była w związku z chłopakiem. Problem dostrzegała także rodzina, która dopytywała, kiedy im kogoś przedstawi, a życzenia urodzinowe czy świąteczne pod jej adresem zawsze sprowadzały się do tego samego – otwórz się i zakochaj.

To nie było jednak proste. Nie ustawiały się do niej kolejki chętnych, a sama także nie potrafiła nawiązać kontaktu z płcią przeciwną. Tuż po 18. urodzinach stwierdziła, że dłużej tak nie może. Zaczęło się od jednego niewinnego kłamstwa, które przerodziło się w niemal 1,5-roczną mistyfikację. Wmówiła wszystkim że kogoś ma.

love

Co masz na myśli?

Wiem, że to zabrzmi żenująco, ale już tak się wkręciłam, że nie dało się inaczej. Zaczęło się od założenia fikcyjnego konta na Facebooku, żeby móc dodać Piotra do znajomych. Ustawiłam nawet status związku. Wybrałam jakieś niewyraźne zdjęcie z zagranicznego portalu randkowego i wszyscy uwierzyli. Czasami pisałam w jego imieniu na swojej tablicy. Były też SMS-y z drugiego numeru. Miałam stary telefon, którego nikt nie używał, więc od tej pory służył on mojemu chłopakowi. Pisał, że mnie kocha, życzył miłego dnia. Kilka wiadomości pokazałam nawet koleżankom.

Nie pojawiały się naciski, że powinnaś go wreszcie przedstawić?

Mama się o to upominała bardzo często. Zmyślałam, że ma dużo nauki, a z drugiego końca miasta to kawał drogi. Że już prawie miał przyjechać, ale coś mu wyskoczyło. Koleżankom tłumaczyłam, że nie chcę zapeszać na początku związku i kiedyś go przedstawię. Albo że nie mamy dla siebie aż tak dużo czasu, więc kiedy jest możliwość, to wolimy go spędzić we dwoje. Wierzyli, bo potem opowiadałam o naszych spotkaniach, udawałam, że rozmawiam z nim przez telefon, były wiadomości na Facebooku.

Co zrobiłaś w pierwsze wspólne wakacje? Czasu chyba Wam wtedy nie brakowało...

Wtedy przeżyliśmy pierwszy poważny kryzys i przez kilka tygodni się do niego nie odzywałam. Tak było najłatwiej. Przynajmniej nikt nie dopytywał, dlaczego gdzieś razem nie wyjedziemy.

love

A kiedy ostatecznie z nim zerwałaś?

Na miesiąc przed moją studniówką, bo tego już się nie dało przeskoczyć. Długo opowiadałam o tym, że przyjdziemy razem, ale wreszcie trzeba było się wycofać. Wymyśliłam najprostsze wytłumaczenie – zdradził mnie. Wszyscy mi współczuli. Przynajmniej mogłam przyjść na imprezę sama i nikt się nie dziwił. Bawiłam się dobrze, bo znajomi z klasy koniecznie chcieli mi poprawić humor.

Jak przeżyłaś to rozstanie?

To zabrzmi jeszcze śmieszniej, ale mnie nie było do śmiechu. Wkręciłam się w to wszystko przez ponad rok. Trudno było się przestawić, że znowu jestem sama. Skończyły się te fikcyjne randki, wypisywanie SMS-ów z drugiego telefonu i tak dalej. Wiem, że to żenujące, ale w pewnym momencie chyba uwierzyłam, że kogoś mam.

Przyznałaś się komuś do tej mistyfikacji?

Nie ma mowy. Zrobiłabym z siebie idiotkę, a rodzice chyba wysłaliby mnie do psychiatry. Nawet bym się nie dziwiła, bo to naprawdę chora sytuacja.

love

Dlaczego w ogóle do tego doszło? Nie chciałaś znaleźć prawdziwego chłopaka?

Popełniłam błąd, ale coraz trudniej było to odkręcić. Żałuję, bo w międzyczasie pojawił się ktoś, kto naprawdę mi się podobał, ale nic z tego nie wyszło. W końcu byłam zajęta i on o tym wiedział. Jest coraz gorzej, bo czasami wciąż myślę o tym wymyślonym chłopaku, dalej jestem nieśmiała i nie wiem co robić. To udawanie jeszcze bardziej mi utrudniło życie. Straciłam sporo czasu i chyba dalej nie potrafię wyjść z tej roli.

Nigdy nie pomyślałaś, że zachowujesz się dziwnie i być może potrzebujesz pomocy?

Tak naprawdę widzę to dopiero teraz. Wtedy byłam zadowolona, że tak wszystkich wkręciłam. Dzisiaj zdaję sobie sprawę, że to nie było normalne. Mam tylko nadzieję, że już się nie powtórzy i następny związek będzie z kimś prawdziwym. Chcę ostrzec wszystkich, którzy myślą nad tym, co ja zrobiłam. Nie warto. To nie nie daje, a tylko utrudnia życie. Nie można żyć w fikcji przez tak długi czas. W człowieku pozostają ślady.

Masz już kogoś na oku?

Niestety nie i dlatego zdecydowałam się opowiedzieć moją historię. Chcę to mieć czarno na białym, żeby to się nie powtórzyło. Nie mogę tracić wiary, że kiedyś się uda.

love

Papilot.pl: Kiedy poznałaś Piotra?

Kamila: W rzeczywistości – nigdy. Oficjalnie – kilka tygodni po mojej osiemnastce, kiedy znowu usłyszałam mnóstwo życzeń, że wreszcie powinnam sobie kogoś znaleźć. No to znalazłam. Chciałam tylko chwilę poudawać, żeby przynajmniej nie mówili, że nigdy nikogo nie miałam. Sprawa się trochę przeciągnęła i w pewnym momencie sama uwierzyłam w tę fikcję.

Opowiedz nam coś o nim...

Żeby to wyglądało realnie, musiałam ustalić kilka szczegółów. No więc, Piotr był o rok starszy i miał właśnie zdawać maturę. Dzięki temu nie musiałam się z nim tak często widywać i miałam usprawiedliwienie, dlaczego nie chce spotkać się z moimi znajomymi i rodzicami. Nie miał czasu. A jak znalazł chwilę, to wolał ją poświęcić dla mnie. Brunet, wysoki, przystojny. Tak o nim opowiadałam.

Czy to postać wzorowana na kimś rzeczywistym?

Może trochę na chłopaku z klasy maturalnej w moim liceum. Zawsze mi się podobał i właśnie z kimś takim chciałam się spotykać. Piotr chodził oczywiście do innej szkoły, na drugim końcu miasta. Tak żeby się nie wydało.

love

Kiedy opowiedziałaś o swoim „związku” najbliższym?

Nie planowałam tego wszystkiego, ale zostałam zaproszona na osiemnastkę pewnej koleżanki. Szczerze mówiąc, nie chciałam tam iść. Ani jej specjalnie nie lubię, ani nie miałam się w co ubrać. Musiałam szybko wymyślić wytłumaczenie, więc powiedziałam, że mam ważne spotkanie ze znajomym, które jest już od dawna zaplanowane. Wiadomość szybko się rozeszła i po chwili wszyscy wiedzieli, że wreszcie mam chłopaka. Rodzicom wspomniałam, kiedy zaczęli dopytywać, gdzie tak wychodzę.

Chodziłaś wtedy na „randki”?

Tak, jak już pojawiła się wersja, że kogoś poznałam, to trzeba było. Mniej więcej 2 razy w tygodniu wychodziłam gdzieś po południu. Oczywiście spotkać się z Piotrem, a tak naprawdę włóczyłam się po centrach handlowych. Trzeba było też czasem wyjść na imprezę, co wyglądało tak, że brałam do torebki laptopa i szłam do kawiarni. Rozkładałam się tam i siedziałam do zamknięcia. Wracałam późnym wieczorem i opowiadałam, jak świetnie się bawiłam.

Takie udawanie nie stawało się coraz bardziej męczące?

Na początku było OK, bo wolałam gdzieś bez sensu pochodzić i utrzymywać, że mam chłopaka, niż być dalej postrzegana jako samotnik. Ale doszły też inne aspekty naszego związku i z tym było już więcej roboty.

love

Niemal codziennie otrzymywała SMS-y od „zakochanego Piotra”, który wyznawał jej miłość i zapraszał na spotkanie. W weekendy „wspólnie” imprezowali, kupowała dla niego upominki. Koleżankom relacjonowała kolejne randki, a rodzicom obiecywała, że wreszcie przyprowadzi go do domu. I chętnie by to zrobiła, gdyby jej wybranek rzeczywiście istniał. Ta gra pozorów i tak wydawała jej się lepsza, niż piętno samotnej i oderwanej od rzeczywistości.

Nareszcie skończyły się pytania, kiedy wreszcie kogoś pozna. Częściej pojawiały się takie w stylu „czy dziś też się spotykacie?” lub „co słychać u Piotra?”. A także stwierdzenia, że „dzięki temu związkowi rozkwita”. Po kilku miesiącach tej gry nasza bohaterka, jak sama przyznaje, pogubiła się w tym wszystkim. Czasami zapominała, że jej chłopak jest jedynie wytworem wyobraźni i tak naprawdę nikt na nią nie czeka. Fikcyjne „rozstanie” przeżyła tak, jakby w rzeczywistości do niego doszło. Dzisiaj przestrzega przed życiem w kłamstwie, bo nic dobrego z tego nie wynika.

W rozmowie z nami opowiada o przyczynach swojego postępowania, a także jego konsekwencjach. Zanim ją ocenicie – spróbujcie zrozumieć... To nie wzięło się znikąd.

Komentarze (68)

Ocena: 4.82 / 5
odpis (Ocena: 1) 28.03.2015 22:48
Ten podział na w *uj niewiadomo ile stron jest do bani, trzeba *ebać przez steki bzdur żeby dotrzeć do bzdurnej puenty. *ujnia z grzybnią i pajęczaki.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 21.03.2015 13:38
Zawsze ciężko było mi być samej. Dlatego kiedy zostałam porzucona długo nie mogłam się pozbierać. Dzięki rytuałowi miłosnemu z urokmilosny24.pl odzyskałam ukochaną osobę. Wiem że wielu może to skrytykowac, ale gdyby nie to nie wiem czy bym przezyła.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.03.2015 12:15
Wiecie co? Od trzech lat nie mam nikogo poważnego, jestem szczęśliwą studentką, a z tą całą miłością poczekam sobie aż się ustatkuję, znajdę pracę i mieszkanie. Wszyscy najeżdżają nieustannie - taka śliczna, zadbana, mądra, a chłopaka brak? Tak, i jest genialnie. Idę raz na dwa czy trzy tygodnie na imprezę, wybawię się bez obaw o to, czy druga połówka znajdzie czas, czy będzie chciał... idę, wytańczę się, wyżyję i hurra, lecę dalej na wykłady. Trzeba być głupim, żeby marnować młodość na takie głupoty.
zobacz odpowiedzi (4)
Anonim (Ocena: 5) 08.03.2015 10:17
Dziwne. Ja poznałam swojego chłopaka też kilka miesięcy po osiemnastce, ale podczas mojej studniówki byliśmy ze sobą zaledwie pół roku, a nie półtora... Chyba, że autorka uczęszczała do technikum. Hmm..
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 07.03.2015 21:14
Ja ją rozumiem. Doskonale wiem co czuje i czuła wtedy. Wszędzie koleżanki chwalące się swoimi facetami, jedna ma super faceta, inna właśnie się zareczyla... Dziewczyna wcale nie musi być ładna, żeby sobie kogoś znaleźć. Często te najładniejsze są samotne. Znam to uczucie, kiedy zaczyna się myśleć, że coś ze mną nie tak i to całe postrzeganie przez innych. "Nikogo nie ma, biedna, pewnie spędza samotnie wieczory i płacze... A moj miś jest wspaniały, dobrze, że mnie to nie spotkało". Czasem chce się tego uniknąć i dla świętego spokoju mówi się, że kogoś się ma.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo