REPORTAŻ: Długi związek, szybki rozwód

Aneta i Paweł pobrali się po 10 latach związku. Rozwiedli się… po trzech miesiącach od ślubu. Takich par jest coraz więcej. Dlaczego?
REPORTAŻ: Długi związek, szybki rozwód
28.11.2014

Za czasów naszych mam i babć zakochani pobierali się bardzo szybko - po roku, góra dwóch latach znajomości. Praktycznie nigdy nie zdarzało się tak, że narzeczeni mieszkali ze sobą przed ślubem. Wspólne lokum wynajmowali lub kupowali dopiero po zawarciu małżeństwa. I dopiero wtedy mieli okazję poznać wszystkie swoje zalety, jak również wady.

Mimo to rozwodów było w tamtym okresie jak na lekarstwo, a małżonkowie trwali ze sobą na dobre i na złe. Dzisiaj można zauważyć odwrotną tendencję. Z każdym rokiem przybywa par, które żyją na kocią łapę przez długie lata. Mieszkają ze sobą, kochają się, są szczęśliwi. Po 8, 9, czy 10 wspólnych latach podejmują więc decyzję o ślubie. I wtedy bajka się kończy.

Z czego to wynika, skoro wcześniej mieszkali razem i znali się na wylot? Poznajcie historię Anety i Pawła, którzy pobrali się po 10 latach udanego związku, a decyzję o rozwodzie podjęli dokładnie 3 miesiące po ślubie.

rozstanie

ANETA

- Poznałam Pawła przez Internet. Byłam wtedy na pierwszym roku studiów, przyjechałam do Warszawy z małego miasta. Pewnego wieczoru weszłam na portal randkowy i Paweł był pierwszą osobą, z którą zaczęłam rozmawiać. Szybko przerzuciliśmy się na Gadu Gadu, bo od razu między nami zaiskrzyło.

Dyskutowaliśmy dosłownie o wszystkim przez 4 tygodnie. On wysłał mi swoje zdjęcie, ale ja nie chciałam podesłać mu swojego. Dlaczego? Czułam, że jest fajnym, sympatycznym facetem, ale mimo wszystko miałam taką zasadę, że nikomu nie wysyłałam moich zdjęć. Na szczęście Pawła to nie zniechęciło i zgodził się w pewnym sensie na randkę w ciemno.

- Pierwszy raz spotkaliśmy się na żywo w kawiarni i… gadało nam się tak dobrze, jak na GG. Spędziliśmy wtedy razem chyba z pięć godzin, a buzie nam się nie zamykały. Na tym naszym pierwszym spotkaniu Paweł mnie pocałował i wtedy oboje już wiedzieliśmy, że chcemy być parą. Zaczęliśmy się spotykać regularnie.

rozstanie

- Pierwsze pół roku naszego związku było dosyć burzliwe. Poznawaliśmy się wtedy przecież. On na przykład nie mógł zrozumieć, że chcę od czasu do czasu wyjść z koleżankami do klubu, a  ja nie widziałam w tym nic złego. Ja z kolei oburzałam się, gdy to on chciał za wszystko płacić. Za kino, zakupy, piwo w pubie. Mieliśmy o to sporo kłótni.

- Po tych sześciu miesiącach nauczyliśmy się jednak sporo na swój temat i zgraliśmy się idealnie. Ja przestałam wychodzić bez niego na imprezy, on przestał mi wszystko „sponsorować”, pozwalając, bym to ja od czasu do czasu gdzieś go zaprosiła i zapłaciła rachunek. Staliśmy się nierozłączni, choć wciąż mieszkaliśmy osobno.

rozstanie

- Po trzecim roku studiów zaczęliśmy coraz poważniej myśleć o tym, żeby wynająć razem mieszkanie. Żadne z nas wtedy jednak nie pracowało, oboje byliśmy na utrzymaniu rodziców. Postanowiliśmy więc, że Paweł nadal będzie mieszkał z ojcem (Paweł pochodzi z Warszawy), a ja dalej będę wynajmować pokój za grosze od mojej znajomej. Ustaliliśmy, że na czwartym roku studiów rozejrzymy się za porządną pracą, związaną z naszymi zainteresowaniami i studiami, i uzbieramy na wynajęcie kawalerki. Tak też się stało.

- Zamieszkaliśmy razem i… znowu się między nami popsuło. Sprzeczaliśmy się dosłownie o wszystko, o każdy drobiazg. Nawet o to, że pasta do zębów nie leży na swoim miejscu albo że na ścianie w pokoju ktoś zrobił plamę. Kłótnie trwały kilka tygodni, docieraliśmy się wtedy strasznie. Po tym trudnym okresie zrozumieliśmy jednak, że czasami trzeba iść na ustępstwo, jeśli się kogoś kocha. Znowu zaczęło być jak w bajce.

rozstanie

- Po studiach Paweł mi się oświadczył. Spodziewałam się tego, bo w historii naszego laptopa zobaczyłam, że oglądał pierścionki zaręczynowe jednego ze sklepów. Wyczekiwałam tylko, kiedy to nastąpi. Nie było romantycznego wyjazdu do Paryża, czy nawet wyjścia na kolację. Paweł poprosił mnie o rękę w naszej kawalerce, tuż po tym, jak wyszłam z kąpieli. Strasznie to było urocze. Ja wychodzę z łazienki owinięta ręcznikiem, a on klęczy w pokoju, ubrany w garnitur. Rozpłakałam się. Byłam wtedy bardzo szczęśliwa.

- Do ślubu nie było nam jednak spieszno. Woleliśmy odkładać pieniądze na większe mieszkanie, robić karierę w pracy. I tak zleciało pięć lat narzeczeństwa. W tym czasie dorobiliśmy się samochodu, niezłych pensji i sporej sumy na kupno własnego mieszkania. Nasi rodzice zaczęli jednak naciskać, że dość tego życia na kocią łapę. Przyznaliśmy im rację i wreszcie zaklepaliśmy termin ślubu. Przygotowania ruszyły pełną parą.

rozstanie

- Każda dziewczyna, która wyszła już za mąż, na pewno wie, ile stresu trzeba się najeść w czasie takich przygotowań. Ciągle coś było do ogarnięcia. Zaproszenia, goście, sala, suknia, garnitur, kwiaty… Nie obyło się oczywiście bez kłótni z rodzicami, przyszłymi teściami i z Pawłem. Każdy miał inną wizję naszego wesela.

- Wszystko na szczęście udało się dopiąć na ostatni guzik i w październiku wzięliśmy ślub. Nie był to tak magiczny moment, jak bym sobie życzyła. Myślę, że Paweł też to czuł. Po weselu było jeszcze gorzej. Nagle poczuliśmy, że skoro łączy już nas papier, to nie musimy się o siebie starać i zabiegać. Przynajmniej teraz tak to sobie tłumaczę.

rozstanie

- Kłóciliśmy się coraz częściej i oboje zaczęliśmy się czuć jak w klatce. Nagle zaczęło mnie w nim drażnić dosłownie wszystko. Nie mogłam znieść, że śpi obok i że chrapie. On raptem zaczął częściej imprezować z kumplami, tak jakby chciał udowodnić, że jeszcze jest młody i nic go nie ogranicza, a zwłaszcza nie żona. Szarpaliśmy się tak ze sobą przez trzy miesiące od ślubu, aż wreszcie… zdecydowaliśmy, że nic nas już nie łączy i chcemy się rozwieść.

- Obecnie jesteśmy w trakcie rozprawy rozwodowej. Nie mieszkamy już razem, myślę, że nawet się już nie przyjaźnimy. I tylko przed rodzicami mi wstyd. Tyle lat byłam z Pawłem bez ślubu, a tu nagle małżeństwo i ciach. Po trzech miesiącach decyzja o rozwodzie. Nie wiem, gdzie i kiedy popełniliśmy błąd.

rozstanie

PAWEŁ

- Zakochałem się w Anecie od pierwszego wejrzenia i kochałem ją nieprzerwanie przez kolejne 10 lat. Bywały lepsze i gorsze momenty w naszym związku, ale zawsze wychodziliśmy z kryzysów obronną ręką. Nie wiem, co takiego zmieniło się między nami po ślubie. Przestaliśmy o siebie walczyć. Może uznaliśmy, że już nie musimy się starać, skoro i tak jesteśmy małżeństwem? Jak nie ma aktu ślubu to ludzie wiedzą, że można w każdej chwili się rozstać. I może właśnie to motywuje ich do ciągłej walki o związek i o swoją drugą połówkę.

- Może my z Anetą zbyt długo zwlekaliśmy ze ślubem? Czasami się zastanawiam, czy wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybyśmy wcześniej się pobrali i np. doczekali dzieci. Czy dzięki nim nadal tworzylibyśmy szczęśliwą rodzinę? Już nigdy się tego nie dowiem.

Polecane wideo

Komentarze (33)

Ocena: 4.79 / 5
WiecznaNarzeczona (Ocena: 5) 12.04.2017 20:02
Problem polega na tym, że razem mieszkają w konkibinacie, często nie stać ich na wesele i tak decyzja zostaje odłożona na długi czas, wtedy sypie się wszystko. 80 par na tym traci, znika cała magia i są tylko żal i pretensje, takie małżeństwo nie smakuje. Jest tylko goryczą. Nie wychodzcie za mąż jeśli macie czekać wiele lat aby dorobić się wesela, zaczynam nienawidzić swojego Narzeczonego za to ze choć Wiedział ze nas nie stać obiecał szybki ślub i wesele, związek to tylko fikcja, nie mogę na niego patrzeć ani słuchać pustych obietnic rzucanych od.niechcenia. Oni nie chcą się żenić. Kobiety opamiętajcie się. Bo ciężko później odejść od takiego człowieka.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 2) 28.07.2016 21:35
przez 10 lat było ok, a po slubie nagle nie? jesli ktos sie naprawde kocha to po slubie tez by tak było. Moze niektore pary mysla, ze slub to jakies ograniczenie i zaczynaja sobie odpuszczac? Bo jak nagle po 10 latach moze zniknac uczucie? Nigdy tego nie rozumiałam i chyba nie zrozumiem... jesli sie kogos kocha to sie walczy
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 12.04.2015 15:25
Ja po rozstaniu nie mogłam się pozbierać. Dopiero dzięki urokowi miłosnemu ze strony urokmilosny24.pl odzyskałam faceta. Znow jestem szczęśliwa.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 29.11.2014 13:03
No nie wierzę.. jak się kogoś kocha to się o niego walczy? A nie raptem po 3 msc wymazuje się wszystko z pamięci. Jak dzieci.
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 28.11.2014 22:20
może się sobą zwyczajnie znudzili;);)
odpowiedz

Polecane dla Ciebie