REPORTAŻ: Koszmarna randka w ciemno

Przeczytajcie, jak trzem naszym Czytelniczkom przebiegło spotkanie z nieznajomymi facetami.
REPORTAŻ: Koszmarna randka w ciemno
17.10.2014

Nudziarz, zarozumialec, kobieciarz, pozer – nigdy nie wiesz, kim okaże się facet, z którym się umawiasz. Szczególnie jeśli dałaś się namówić na randkę w ciemno. Pewnie znasz to uczucie – siedzisz naprzeciwko chłopaka, który cię kompletnie nie interesuje, i myślisz tylko o tym, aby dać nogę z tego spotkania. Spokojnie – mogło być gorzej.

Swoje najgorsze randki z nieznajomymi facetami opisują trzy nasze Czytelniczki. Przeczytaj ku przestrodze!

nieudana randka

Pan Dusigrosz

- Na randkę w ciemno umówiłam się przez Internet. To było jakieś 6 lat temu. Ustaliliśmy z tym chłopakiem, że zobaczymy się w knajpce. Początkowo rozmowa szła gładko, a Jarek zrobił na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie. Kiedy jednak przyszło do płacenia rachunku za sok pomarańczowy… No właśnie. Jarek wyciągnął swój portfel dopiero wtedy, gdy ja położyłam na stół swoje 5 zł – wspomina Julia. – Widocznie nie uśmiechało mu się płacić za nas oboje tak gigantycznej sumy.

- Potem poszliśmy na frytki, bo zrobił się głodny. Jak przyszło do płacenia, zaczął wygrzebywać jedno- i dwugroszówki. Ekspedientka dziwnie się na niego patrzyła, wyjęłam więc portfel i zapłaciłam za niego.

nieudana randka

Swojski chłopak

- Nikomu nie polecam randek w ciemno. Ja byłam na takiej raz i mi wystarczy. To był jakiś totalny dramat! – zaczyna Alicja, mieszkanka Warszawy. – Na to spotkanie umówił mnie mój „kochany” braciszek. Powiedział, że ma wśród kumpli fajnego chłopaka, któremu wpadłam w oko i koniecznie powinnam go poznać. Dodał też, że bardzo byśmy do siebie pasowali. Nie przeczuwałam wtedy, że to z jego strony podstęp i tak naprawdę robi sobie ze mnie żarty. Zgodziłam się więc ochoczo na randkę z tajemniczym Karolem.

- Najpierw mieliśmy iść na piknik do parku, a potem przenieść się do mojego mieszkania – tak zaaranżował to mój brat. Wystroiłam się na randkę jak stróż w Boże Ciało, założyłam najlepszą sukienkę i pięknie się umalowałam. Tymczasem okazało się, że Karolek na nasze spotkanie założył… ortalionowe dresy. Z wyglądu był jednak całkiem przystojny, więc przymknęłam oko na jego ubiór. Nad tym przecież zawsze da się popracować…

nieudana randka

- Szybko okazało się jednak, że Karol to taki typowy, swojski chłopak. Zupełnie nie mój typ. W koszyku piknikowym przyniósł… wiejską kiełbasę. Nie chciałam tego jeść, co mu zupełnie nie przeszkadzało. Zajadał się nią, zagryzając wszystko jakimś czerstwym chlebem. Kiedy jego oddech całkowicie przesiąkł już mięsem, postanowił… dać mi buziaka. Facet był dość barczysty, więc nie udało mi się w porę odsunąć głowy. Cmoknął mnie w same usta, a ja omal nie zemdlałam od zapachu jego jamy ustnej. To nie był jednak koniec mojej męki.

- Karol doszedł do wniosku, że nadeszła pora na drugą część naszej randki i że powinniśmy przenieść się do mojego mieszkania. Tam czekał na nas mój braciszek, którego postanowiłam udusić, gdy tylko znajdę się z nim sam na sam. Weszliśmy z Karolem do domu, mój „partner” zdjął w przedpokoju buty i wtedy… poczułam zapach jego skarpet. Mało tego, woń z jego butów rozeszła się po całym domu. Szybko zrobiłam w mieszkaniu przeciąg, ale nic to nie dało, dalej śmierdziało. Byłam dość niemiła w rozmowie, co strasznie śmieszyło mojego brata, a zupełnie nie przeszkadzało Karolkowi. Siedział i siedział... W końcu poszedł, a my zabraliśmy się za unicestwienie smrodu wszelkimi możliwymi sposobami. Potem zrobiłam bratu straszną awanturę – śmieje się Alicja. – Oczywiście z Karolem nigdy więcej się nie spotkałam.

nieudana randka

- Cały czas mi opowiadał, że gdy jeździł do swojej byłej, piekła mu sernik, bo on go uwielbia. Mówił też, że co niedzielę chodzi do kościoła, bo tam można poznać kandydatkę na dobrą żonę. A gdy wysyłał do mnie SMS-a, pisał go bez odstępów, żeby zaoszczędzić pieniądze. Potem już tylko puszczał mi sygnały.

- Najgorsze w tym wszystkim było to, że on nie był żadnym biedakiem. Z tego, co mówił, wynikało, że pochodzi z bogatej rodziny. Nie rozumiem więc, czemu tak na wszystko skąpił i tak właściwie to ja płaciłam za nas na randce. Tak czy siak w mojej komórce do dzisiaj widnieje jako Pan Dusigrosz – podsumowuje Julia.

nieudana randka

Wrażliwy Spryciarz

- Trzy lata temu byłam na najokropniejszej randce w ciemno, jaką tylko można sobie wyobrazić. Umówiła mnie na nią moja przyjaciółka. Powiedziała, że jej znajomy, Tomek, jest bardzo wartościowym chłopakiem i że koniecznie powinnam dać mu szansę. Powiedziała również, że on sporo w życiu przeżył, więc żebym była dla niego delikatna – opowiada Agata. – Nie chciała jednak zdradzić nic więcej.

- Kilka dni później zadzwonił do mnie ów Tomek. Powiedział, żebym ładnie się ubrała, bo zabiera mnie w wyjątkowe miejsce. Założyłam więc najnowszą sukienkę, buty pożyczyłam od siostry i wystrojona wyszłam.

nieudana randka

- Szliśmy jakieś pół godziny aż zaprowadził mnie... na cmentarz. Na szczęście było widno, więc nie bałam się tak bardzo. Tomek powiedział, że muszę poznać jego kolegę. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do jednego z grobów. Tam zaczął… płakać. Opowiedział mi o tym, że jego kumpel miał trzy miesiące temu wypadek samochodowy. OK., to oczywista tragedia, ale dlaczego na naszej pierwszej randce mówił mi takie rzeczy??

- Szybko okazało się, że chce mnie w ten sposób wziąć na litość. Powiedział, że humor na pewno by mu się poprawił, gdybym zgodziła się z nim uprawiać seks. Naprawdę, to nie są żarty. Płakał, trzymał mnie za rękę i błagał, żebym zrobiła to z nim w jego mieszkaniu. Współczucie współczuciem, ale są jakieś granice. Kazałam mu, delikatnie mówiąc, spadać. To było nasze pierwsze i ostatnie spotkanie – wspomina Agata.

A Wy pamiętacie swoją najgorszą randkę w ciemno, dziewczyny?

Komentarze (21)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 17.10.2014 19:10
Moja w sumie nie w ciemno, ale jak go poznalam to bylo ciemno ;) Pozniej przychodzę na randkę i co widzę, stoi okolo 1,60 wzrostu wlosy po bokach ulizane przez deszcz, na srodku lysina, a w rece parasol, ktory wciaz mu spadal na ziemie. Na spacerze rozmawialo sie super, ale jak z kolega, nie z facetem. Zawsze myslalam, ze wyglad sie dla mnie nie liczy, ze jestem dobrym czlowiekiem, ale nie ma co sie oszukiwac. Zerwalam kontakt i choc wiem , ze to chamskie z mojej strony, to jednak nie mialam wyjscia. Jesli facet czegos od Ciebie chce, to raczej przyjaciolmi juz nie zostaniecie :/
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 17.10.2014 13:13
Ja raz umowilam się na taką randkę i potem długo byliśmy ze sobą. Co prawda trochę nas poniosło, bo strasznie dużo się calowalismy i trochę poznawalismy swoje ciała ;-), ale po prostu bardzo się sobie podobalismy. On był przeszczesliwy, bo bał się, że nic z tego nie będzie, że go oleje, a jednak zostaliśmy szczęśliwa parą.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 17.10.2014 11:55
Dajcie spokój, wszystkie problemy biorą się z tego, że do randek w ciemno podchodzimy bez dystansu, za to z gigantycznymi oczekiwaniami. Zgoda, że możemy trafić na księcia z bajki, ale możemy też trafić na kogoś, z kim spędzimy po prostu czas, pośmiejemy się, poznamy jakiś nietypowy dla nas światopogląd. Nikt nie każe od razu brać ślubu. Gdyby dziewczyny podchodziły na luzie i na wesoło do takich spotkań, miałby z nich więcej frajdy, nawet jakby okazywało się, że facet nie zostanie tym jedynym :) Ja np. uśmiałabym się na spotkaniu z dresikiem :) Nie mój typ faceta, ale dlaczego od razu skreślać kogoś, bo zjadł kiełbasę? Śmierdzące stopy mogą być przykra dolegliwością, mogą też świadczyć o ogromnym stresie związanym z randką. Dusigrosz skreślony... Hmm, ja na miejscu dziewczyny zapłaciłabym tylko za siebie i czekała, co będzie dalej. Nigdzie nie jest napisane, że na niezobowiązującej randce w ciemno trzeba płacić za kobietę. Trzeci koleś, to rzeczywiście porażka, ale poprzedni dla mnie są zabawni. Wcale bym się nie zdziwiła, jakby faceci z tych randek też uważali je za najgorsze w swoim życiu. Historia pierwszego mogłaby wyglądać tak: "Cały dzień stresowałem się randką. Umówiłem się z siostrą kumpla, która dawno wpadła mi w oko. Chciałem wypaść na luźniego, spontanicznego i zabawnego, ale też romantycznego faceta. Założyłem spodnie z logo mojego klubu bokserskiego, liczyłem na to, że temat zejdzie na sport i będę mógł mimochodem pochwalić się sukcesami. Przygotowałem dla niej zabawny piknik w parku, kiełbaski, przekąski, jakieś napoje. Chciałem, żeby poczuła się ze mną swobodnie. Od początku nic nie szło po mojej myśli. Przyszła odstawiona jak struś w Boże Ciało. Ładna, ale sztywna do granic możliwości. Proponowałem przekąski, nic nie chciała zjeść, może była na diecie? Pytałem, czy wszystko ok, odpowiadała, że tak. Postanowiłem zaryzykować i dać jej buziaka, ale poszło zupełnie bez namiętności. Zacząłem się jeszcze bardziej denerwować. Widać pierwsza część nie przypadła jej do gustu. Z tych nerwów cały się spociłem. Zaproponowałem, żebyśmy zaczęli drugą część randki i poszli do niej. Od przejścia przez próg czułem, że nie jest dobrze. Moje spocone stopy musiały dawać się we znaki, ale naprawdę chciałem uratować tę randkę. Siedziałem i siedziałem, próbowałem nawiązać kontakt, zacząć jakąś ciekawą rozmowę, wypytać o nią. Odpowiadała mi coraz bardziej złośliwie. W końcu wyszedłem. Dziewczyna była sztywna jak kij od szczotki, zero uśmiechu, ciągłe fochy, do tego nie umiała mi wprost powiedzieć, że nie jest mną zainteresowana. Nikt nie lubi takich księżniczek." Co człowiek, to perspektywa! Więcej luzu!
zobacz odpowiedzi (6)
Anonim (Ocena: 5) 17.10.2014 11:39
Ten od cmentarza, to chyba jakiś psychol :) Śmierdziuszka mi szkoda, pewnie jest złym człowiekiem, tylko po prostu prostym (może trochę prostackim). Drugi może testował dziewczynę? W głupi sposób, ale jednak. Mam kolegę, z bardzo bogatego domu. On mówi, że przyciąga same naciągaczki, dlatego zazwyczaj na początku za nic nie płaci (tzn. za siebie owszem, ale nie za dziewczynę), dopóki związek nie jest zdeklarowany, nie wydaje na dziewczynę pieniędzy. Przyniesie jakiś kwiatek na początek spotkania, ale np. za jej kolację nie zapłaci. Test się kończy, jeśli dziewczyna np. po spotkaniu, albo przed wejściem do kina sama od razu wyciąga portfel i chce płacić, wtedy on mów "daj spokój, ja zapłacę", ale jeśli sama się nie garnie, to musi płacić za siebie. Może to głupi test, ale chyba daje jakiś pogląd na kobietę.
zobacz odpowiedzi (2)
Anonim (Ocena: 5) 17.10.2014 09:45
Sorry, że pod takim postem... mam 21 lar i nigdy nie byłam w związku, zazwyczaj jak jakiś chłopak mi się podobał, to okazywał się nieodpowiedni albo nic z tego nie wychodziło. W maju zamieszkałam na nowej stancji, musiałam uciekać w wcześniejszej :), w jednym pokoju mieszka chłopak. Na początku totalnie nie zwróciłam na niego uwagi, ale on zawsze chciał ze mną rozmawiać, zawsze jak przychodziłam to robił herbatę, widziałam że sara się jak najwięcej czasu spędzać ze mną. Potem był wakacje, spotkaliśmy się kilka razy, potem znowu październik i wspolne mieszkanie. Ale on teraz jest bardziej ... zabiegający. Jest dla mnie taki miły i kochany, zapraszał też do restauracji, do kina, codziennie rozmawiamy. Mi jest aż głupio, bo wiecie, jak się tak na co dzień kogoś ma, to można wykazać się w różnych sytuacjach, a ja widzę jaki on jest chętny do pomocy, troskliwy. Pisze do mnie dużo smsów, kiedy nie ma nas w domu. Coraz bardziej widzę, że ta relacja zaczyna przybierać inne wymiary. Ja go bardzo lubię, ale no... nie podoba mi się. Nie pociąga mnie ani trochę. Moim rodzicom też się bardzo podoba, taki super chłopak... on ma inne zainteresowania niż ja, w sumie pochodzimy z roznych swiatów, a toże dobrze nam się ze sobą rozmawia... z drugiej strony jest takim wspaniałym chłopakiem. Nie wiem czy myślicie, że dać sobie czas? Szczerze nie wiem co robić, bo może mu daje nadzieje swoim miłym zachowaniem, ale staram się jakoś odwdzięczyć za wszystko. Dziwna sytuacja...
zobacz odpowiedzi (3)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo