REPORTAŻ: Zakochałam się w żonatym facecie

Serce nie sługa, mówią. Gdy w grę wchodzą uczucia, bywa, że lokujemy je w niewłaściwych osobach.
REPORTAŻ: Zakochałam się w żonatym facecie
04.09.2014

Media całego świata zelektryzowała wiadomość, że po blisko 10 latach znajomości Angelina Jolie i Brad Pitt wzięli ślub. To jedna z ulubionych par Hollywood. Choć Brangelina, jak się ich nazywa, budzą powszechną sympatię, wiele osób do dziś wypomina Angelinie, że uwiodła żonatego mężczyznę i odbiła go Jennifer Aniston, mimo że Brad i Jen wcześniej uchodzili za wzorowe małżeństwo. Angelina musiała publicznie dementować te informacje, zapewniając, że swojego przyszłego męża, owszem, poznała, gdy ten był w związku z Aniston, ale parą zostali dopiero po jego rozwodzie.

Romans z żonatym mężczyzną wciąż uchodzi za jeden z tematów tabu. Kobiety, które wiążą się z zajętymi mężczyznami, zazwyczaj uważane są za złodziejki cudzych mężów. „Nie rozbiłam rodziny Zbyszka, nie dam się wepchnąć w rolę złodziejki cudzych mężów, bo nie mam z tą rolą nic wspólnego” – tłumaczyła się w jednym z wywiadów Monika Richardson, gdy zaczęto ją oskarżać o rozbicie rodziny Zbigniewa Zamachowskiego. „Może tamten związek można było uratować. Ale do tego tanga trzeba dwojga. Zapewniam, że ja tylko pochyliłam się nad zgliszczami. Nie będę sypać na głowę popiołu za rozpad tego małżeństwa”.

Miłość nie wybiera

Dlaczego kobiety w ogóle związują się z żonatymi? Najczęściej odpowiedź jest jedna – bo się zakochały. Opowiada o tym Dorota, 29-latka. „Zawsze wydawało mi się, że kobiety, które spotykają się z żonatymi facetami, zasługują na potępienie – do czasu, aż spotkało mnie to samo. M. poznałam na szkoleniu w pracy i od razu przypadliśmy sobie do gustu. Tak, wiedziałam, że ma żonę, więc w ogóle nie myślałam o nim w kategoriach związku. Ale z czasem stawał mi się coraz bliższy, aż zrozumiałam, że straciłam dla niego głowę. Do końca broniłam się przed tym uczuciem, wiedziałam, że to nie w porządku, ale nie umiałam się wycofać, zwłaszcza że M. też brnął w ten układ”.

 

David Gandy

Ale to i tak jeden z łagodniejszych wpisów. Zazwyczaj można spotkać się z odpowiedziami typu: „Jeśli chcesz, aby przez ciebie cierpiała żona i dziecko, to proszę bardzo”; „Chcesz być szczęśliwa? Nie niszcz szczęścia cudzych dzieci”; „Zgnuśniała, po prostu miłości potrzebujesz, a on daje ci to złudzenie”; „Dla ciebie jego małżeństwo nie istnieje, ale dla niego jak najbardziej istnieje, bo dalej tkwi przy żonie i dzieciach. Ty jesteś dla niego kochanką do niezobowiązującego bzykania. I taką pozostaniesz na zawsze. Po co ma się rozwodzić? Jemu jest dobrze. Ma żonę, dzieci i kochankę do bzykania”.

David Gandy

Z happy endem

Wśród komentujących osób powtarza się opinia, że związek z żonatym to ułuda. „Zostaną po tym zakochaniu tylko niepotrzebne łzy. Już moja babcia powiadała, że miłość z żonatym facetem to strata czasu, szacunku do samej siebie, a kończy się, zostawiając po sobie żywe pamiątki i nienawiść” – czytamy na forum dyskusyjnym. Tylko nieliczni zwracają uwagę, że głównym winowajcą w takim układzie jest mężczyzna, który zdradza żonę i mami inną kobietę.

Choć czasem ma miejsce szczęśliwe zakończenie. Ania poznała K. przed dwoma laty. Wiedziałam, że ma żonę, ale mimo to nie umiała skończyć tej znajomości. Jak opowiada – czuła, że połączyło ich coś niezwykłego. Po pięciu miesiącach K. postanowił rozwieść się. Wszystkich kosztowało to wiele nerwów, ale w ostatecznym rozrachunku podjął słuszną decyzję. „Sama jego była żona powiedziała mu potem, że do siebie nie pasowali, więc rozwód był słusznym wyborem. A teraz my jesteśmy szczęśliwi, bardzo się kochamy, choć o ślubie na razie nie myślimy. Jak widać, czasem takie historie mają happy end”.

Ewa Podsiadły-Natorska

David Gandy

Dorota opowiada nam, że nie oczekiwała z jego strony żadnych obietnic i deklaracji – wiedziała, że nie zostawi żony z dnia na dzień, pocieszała się jedynie myślą, że jej partner nie ma dzieci.

„Ale w końcu bycie tą drugą przestało mi wystarczać. To nie było tak, że łączył nas tylko seks. My naprawdę byliśmy ze sobą bardzo blisko, jak dwójka najlepszych przyjaciół. Zapytałam w końcu, co z nami będzie. M. powiedział, że mnie kocha, ale nie weźmie rozwodu, bo kredyt, bo różne zobowiązania… Dotarło do mnie, że nasza relacja nie ma przyszłości. Wiele mnie kosztowało, żeby odejść, bardzo to odcierpiałam”.

David Gandy

Nie chodzi o seks

Wśród kobiet spotykających się z żonatymi mężczyznami bilans zysków i strat bardzo często jest ujemny. Dostają odrobinę czułości, namiastkę uczucia, erzac związku, ale w zamian czeka je tęsknota, niepewność, świadomość bycia tą drugą. Na forum dyskusyjnym Gazety internautka o nicku niepewna_jutra pisze, że zakochała się w żonatym.

„Nie wiem, jak to się stało, nie szukałam nikogo, ja po przejściach, chciałam odpocząć od relacji damsko-męskich. Nie chciałam się angażować, wystawiać na zranienie. Teraz się zakochałam, jak nigdy, aż mnie wszystko w środku boli. Tak tkwię w tym i czekam, kiedy nastąpi cios, kiedy umrę… Nie chodzi tu o seks, mamy spotkania bez seksu. On mi dużo opowiada o sobie, na brak seksu w małżeństwie nie narzeka, nie tego szukał, szukał miłości, bo żony nie kocha”.

David Gandy

Internautka opowiada, że mężczyzna, z którym się spotyka, ma dwójkę nastoletnich dzieci. Chce, aby ona poczekała rok, a po tym czasie on podejmie decyzję. „Jest rozsądnym mężczyzną, mimo że też się zakochał nierozsądnie we mnie. Wiem, jaka będzie decyzja, choć on temu zaprzecza. Zżera mnie to, cierpię okrutnie. Wiem, że powinnam to skończyć, przecież mężczyźni nie odchodzą od żon, takie rzeczy to tylko w bajkach i filmach. Mam powodzenie, dużo mężczyzn się koło mnie kręci, a ja? Ja siedzę i myślę o nim w każdej minucie. Łudzę się, że może jednak, po to, by zaraz pomyśleć: nie, to niemożliwe, szczęście nie jest mi pisane”.

Z jej wypowiedzi wynika, że związek z żonatym mężczyzną faktycznie daje jej więcej smutku niż radości – jest przy nim szczęśliwa, ale zdaje sobie sprawę, że ich związek raczej nie ma przyszłości. „To jedyny człowiek, przy którym jestem sobą, nie mam jednej z setek masek, które nauczyłam się nosić na co dzień, aby nikt mnie nigdy więcej nie zranił. Teraz jestem bezbronna bez maski, to masochizm z mojej strony”.

David Gandy

Skomplikowane życie

Internauci biorący udział w dyskusjach tego typu przyznają, że wiązanie się z żonatym to komplikowanie sobie życia.

Jedna z nich pisze: „Zakochanie się w żonatym mężczyźnie powoduje popapranie sobie życia, a życie trzeba układać, czyli wybierać to, co jest dobre (nie łatwe). Dobre wybory życiowe czasem kosztują dużo wyrzeczeń czy nawet cierpienia, ale to się opłaca w ostatecznym rozrachunku. Pozostaje poczucie dumy, godności, siły wewnętrznej”.

Komentarze (76)

Ocena: 4.87 / 5
ja (Ocena: 5) 08.10.2017 21:42
Witam. Nigdy wczesniej nie wypowiadalam sie na ten temat, nie mialam zdania, bylo mi to odlegle i nagle, zupelnie nieoczekiwanie znalazlam sie w podobnej sytuacji... To sie stalo rok temu, jestem dorosla, odpowiedzialna kobieta, mam meza, dwoje dzieci, nigdy- przenigdy nie szukalam przygod, flirtu, romansu. Nigdy tego nie potrzebowalam, nigdy nawet o tym nie pomyslalam.... Nie chce teraz pisac o moim malzenstwie- nie tan temat, ale ktoregos dnia weszlam na czat... miejsce w ktorym nigdy wczesniej nie bywalam, ktorego nie znalam i nie wyobrazalam sobie zeby tam zajrzec... ale stalo sie... ktoregos dnia, ze smutku, zalu, bolu, zlosci, na przekor i sama nie wiem jeszcze dlaczego weszlam na czat. Nie usprawiedliwiam sie, nie jestem glupia i wiem, ze nie powinnam sie tam pojawic, ale zrobilam to. Pamietam, ze kiedy dostawalam pierwsze zaproszenia do rozmowy siedzialam i patrzylam sie w ekran a po policzkach lecialy mi zly... Bylo mi smutno, zle i wstyd, ze moje malzenstwo jakos tak sie zmienilo, ze ze zlosci robie to co robie... zajrzalam tam kilka razy, nigdy z nikim nie pisalam dluzej, wymiana kilku zdan i tyle- nie nadawalam sie, nie umialam chyba nawet pisac z kims obcym... I pewnego dnia poznalam JEGO. To ja pierwsza go zaczepilam, dlaczego? Zwykly, normanly nick... i napisalam. Od pierwszego zdania rozmawialo nam sie bardzo dobrze... po prostu zwyczajnie, o wszystkim i o niczym... zapytala Go czy ma zone, rodzine- mial, zapytalam czy kocha swoja zone- odpowiedzial- bardzo. Przyznam, ze zaskoczyla mnie ta odpowiedz, bo nie rozumialam jak czlowiek, ktory kocha zone moze byc w takim miejscu... nie moglismy rozmawiac zbyt dlugo- kazde z nas milo rodziny, dzieci, obowiazki... pamietal, ze napisal ze musi uciekac zrobic dzieciom kolacje... spotkalismy sie ponownie i znowu... zawsze chwila rozmowy, poprosil o numer telefonu- odmowilam. Napisalam mu, ze wyjezdzam na urlop i ze wiecej juz sie nie spotkamy- zapytal gdzie i kiedy wracam. Wyjasnilam, wyjezdzalam na prawie miesiac czasu, zapytal kiedy wracam i powiedzial, ze tego dnia zaloguje sie na czat... nie wierzylam, bo niby dlaczego mialby to zrobic... Wrocilam z wakacji, zalogowalam sie i jakie bylo moje zdziwienie, kiedy on rowniez sie pojawil... od tego dnia rozmawialismy codziennie... poprosil mnie o maila- odmowilam, nie mialam. Nigdy wczesniej nie mialam i nie potrzebowalam miec osobnego maila- zawsze wszystko mielismy z mezem wspolne, zero osobnych kont, maili czy hasel. Zalozylam. Zalozylam maila zebysmy mogli miec kontakt. Po kilku dniach kiedy troche sie poznalismy napisal mi dlaczego pojawil sie na czacie- w telefonie zony odkryl wiadomosci od innego faceta z ktorym nawiazala znajomosc. To go zabolalo, zlamalo mu to w co wierzyl, zlamalo jego zaufanie- kochal zene- bardzo. Nie byl typem mezczyzny ktory klamal, to uczciwy, porzadny facet. Nie pisalismy o sexie, nie pisalismy zle o swoich zwiazkach, nie narzekalismy, nie opisywalismy sie sobie. Zwykle dzien dobry o poranku, dobranoc codziennie przed snem. Opowiedzielismy sobie swoje zycie, smailismy sie ze to zyciorysy, tak dokladnie zdalismy sobie relacje :) z dnia na dzien stawalismy sie sobie coraz blizsi, nie planujac tego, bojac sie... ktoregos dnia zdecydowalismy sie na przeslanie sobie swoich zdjec- zwyklych, zupelnie normalnych... i zobaczylam go... kurcze, nie moge pisac bo leca mni lzy...no ale dalej... kiedy go zobaczylam bylam w szoku... kurcze, facet ktory mial w sobie to cos... nie chce oceniac, nie o to chodzi, po pprostu mial to cos, cos co sprawilo ze jeszcze bardziej czulam ze to nieprawadopodobne, niemozliwe, ze to jakis zart od losu... wyslalam mu swoje zdjecie i reakcja byla podobna... po prostu czulismy sie jakbysmy znali sie latami, nie wiem nawet jak to napisac- bo wiem, jak byc moze smiesznie to brzmi... z dnia na dzien stawalismy sie sobie blizsi, bardzo bliscy, zaczelo nas to meczyc, pisalismy o tym... nikt z nas nie planowal tej znajomosci, nikt nie chcial nikogo skrzywdzic... zauroczylismy sie, zeby nie nazwac tego mocniej... Nie moglismy tego kontynuowac bo zaczynalismy mysleslec o spotkaniu, na zmiane sprowadzalismy siebie na ziemie... wiedzielismy ze nie mozemy nic, ze nie mamy prawa, jak wiele osob musielibysmy skrzywdzic... zerwalismy znajomosc, na kilka dni, nie wytrzymalismy dluzej... zaczelismy pisac po kilku dniach ale to bylo trudne. Wiedzialm jak bardzo sie meczyl, meczylam sie rowniez ja... Sytuacja pulapka, nie ten czas... pisalismy przez kolejnych kilka tygodni i ponownie zerwalismy znajomosc... i teraz wniosek bo chyba wszystkich juz zameczylam:) chociaz piszac to wszystko placze jak male dziecko, wiem ze poznalam najmadrzejszego mezczyzne jakiego tylko moglam spotkac... ironia losu... cudowny, wspanialy, madry facet. Wiem jak bardzo ciepial kiedy zdecydowalismy sie na zakonczenie tej znajomosci, wiem jak musialo byc mu ciezko kiedy pozniej nie majac sily wytrwac w tym postanowieniu jeszcze do niego pisalam. Zabolala mnie jego stanowczosc ale jestem z niego dumna. Wiem, ze cierpial, wiem jak bardzo go to meczylo, wiem ze ogromnie to przezyl i jestem dumna z tego, ze poznalam mezczyzne ktory to potrafil. Umiem przyznac, ze chcialam, calym sercem pragnelam miec z nim nadal kontakt, minal rok... a mnie nadal wszystko boli... potrafie plakac noca, potrafie plakac wchodzac pod prysznic... wiem- jestem pewna tego, jakiego mezczyzne minelam... zakochalam sie- bez spotkania i glupiego flirtu... tak zwyczjnie i prawdziwie poznalismy sie i zakochalismy sie w sobie, a pozniej musilismy wrocic do naszego prawdziwego zycia... tesknie za nim przeogromnie i brakuje mi go kazdego dnia- ale dzieki temu ze umial wybrac i wybral rodzine- jestem dumna ze poznalam wlasnie JEGO.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 08.10.2017 21:41
Witam. Nigdy wczesniej nie wypowiadalam sie na ten temat, nie mialam zdania, bylo mi to odlegle i nagle, zupelnie nieoczekiwanie znalazlam sie w podobnej sytuacji... To sie stalo rok temu, jestem dorosla, odpowiedzialna kobieta, mam meza, dwoje dzieci, nigdy- przenigdy nie szukalam przygod, flirtu, romansu. Nigdy tego nie potrzebowalam, nigdy nawet o tym nie pomyslalam.... Nie chce teraz pisac o moim malzenstwie- nie tan temat, ale ktoregos dnia weszlam na czat... miejsce w ktorym nigdy wczesniej nie bywalam, ktorego nie znalam i nie wyobrazalam sobie zeby tam zajrzec... ale stalo sie... ktoregos dnia, ze smutku, zalu, bolu, zlosci, na przekor i sama nie wiem jeszcze dlaczego weszlam na czat. Nie usprawiedliwiam sie, nie jestem glupia i wiem, ze nie powinnam sie tam pojawic, ale zrobilam to. Pamietam, ze kiedy dostawalam pierwsze zaproszenia do rozmowy siedzialam i patrzylam sie w ekran a po policzkach lecialy mi zly... Bylo mi smutno, zle i wstyd, ze moje malzenstwo jakos tak sie zmienilo, ze ze zlosci robie to co robie... zajrzalam tam kilka razy, nigdy z nikim nie pisalam dluzej, wymiana kilku zdan i tyle- nie nadawalam sie, nie umialam chyba nawet pisac z kims obcym... I pewnego dnia poznalam JEGO. To ja pierwsza go zaczepilam, dlaczego? Zwykly, normanly nick... i napisalam. Od pierwszego zdania rozmawialo nam sie bardzo dobrze... po prostu zwyczajnie, o wszystkim i o niczym... zapytala Go czy ma zone, rodzine- mial, zapytalam czy kocha swoja zone- odpowiedzial- bardzo. Przyznam, ze zaskoczyla mnie ta odpowiedz, bo nie rozumialam jak czlowiek, ktory kocha zone moze byc w takim miejscu... nie moglismy rozmawiac zbyt dlugo- kazde z nas milo rodziny, dzieci, obowiazki... pamietal, ze napisal ze musi uciekac zrobic dzieciom kolacje... spotkalismy sie ponownie i znowu... zawsze chwila rozmowy, poprosil o numer telefonu- odmowilam. Napisalam mu, ze wyjezdzam na urlop i ze wiecej juz sie nie spotkamy- zapytal gdzie i kiedy wracam. Wyjasnilam, wyjezdzalam na prawie miesiac czasu, zapytal kiedy wracam i powiedzial, ze tego dnia zaloguje sie na czat... nie wierzylam, bo niby dlaczego mialby to zrobic... Wrocilam z wakacji, zalogowalam sie i jakie bylo moje zdziwienie, kiedy on rowniez sie pojawil... od tego dnia rozmawialismy codziennie... poprosil mnie o maila- odmowilam, nie mialam. Nigdy wczesniej nie mialam i nie potrzebowalam miec osobnego maila- zawsze wszystko mielismy z mezem wspolne, zero osobnych kont, maili czy hasel. Zalozylam. Zalozylam maila zebysmy mogli miec kontakt. Po kilku dniach kiedy troche sie poznalismy napisal mi dlaczego pojawil sie na czacie- w telefonie zony odkryl wiadomosci od innego faceta z ktorym nawiazala znajomosc. To go zabolalo, zlamalo mu to w co wierzyl, zlamalo jego zaufanie- kochal zene- bardzo. Nie byl typem mezczyzny ktory klamal, to uczciwy, porzadny facet. Nie pisalismy o sexie, nie pisalismy zle o swoich zwiazkach, nie narzekalismy, nie opisywalismy sie sobie. Zwykle dzien dobry o poranku, dobranoc codziennie przed snem. Opowiedzielismy sobie swoje zycie, smailismy sie ze to zyciorysy, tak dokladnie zdalismy sobie relacje :) z dnia na dzien stawalismy sie sobie coraz blizsi, nie planujac tego, bojac sie... ktoregos dnia zdecydowalismy sie na przeslanie sobie swoich zdjec- zwyklych, zupelnie normalnych... i zobaczylam go... kurcze, nie moge pisac bo leca mni lzy...no ale dalej... kiedy go zobaczylam bylam w szoku... kurcze, facet ktory mial w sobie to cos... nie chce oceniac, nie o to chodzi, po pprostu mial to cos, cos co sprawilo ze jeszcze bardziej czulam ze to nieprawadopodobne, niemozliwe, ze to jakis zart od losu... wyslalam mu swoje zdjecie i reakcja byla podobna... po prostu czulismy sie jakbysmy znali sie latami, nie wiem nawet jak to napisac- bo wiem, jak byc moze smiesznie to brzmi... z dnia na dzien stawalismy sie sobie blizsi, bardzo bliscy, zaczelo nas to meczyc, pisalismy o tym... nikt z nas nie planowal tej znajomosci, nikt nie chcial nikogo skrzywdzic... zauroczylismy sie, zeby nie nazwac tego mocniej... Nie moglismy tego kontynuowac bo zaczynalismy mysleslec o spotkaniu, na zmiane sprowadzalismy siebie na ziemie... wiedzielismy ze nie mozemy nic, ze nie mamy prawa, jak wiele osob musielibysmy skrzywdzic... zerwalismy znajomosc, na kilka dni, nie wytrzymalismy dluzej... zaczelismy pisac po kilku dniach ale to bylo trudne. Wiedzialm jak bardzo sie meczyl, meczylam sie rowniez ja... Sytuacja pulapka, nie ten czas... pisalismy przez kolejnych kilka tygodni i ponownie zerwalismy znajomosc... i teraz wniosek bo chyba wszystkich juz zameczylam:) chociaz piszac to wszystko placze jak male dziecko, wiem ze poznalam najmadrzejszego mezczyzne jakiego tylko moglam spotkac... ironia losu... cudowny, wspanialy, madry facet. Wiem jak bardzo ciepial kiedy zdecydowalismy sie na zakonczenie tej znajomosci, wiem jak musialo byc mu ciezko kiedy pozniej nie majac sily wytrwac w tym postanowieniu jeszcze do niego pisalam. Zabolala mnie jego stanowczosc ale jestem z niego dumna. Wiem, ze cierpial, wiem jak bardzo go to meczylo, wiem ze ogromnie to przezyl i jestem dumna z tego, ze poznalam mezczyzne ktory to potrafil. Umiem przyznac, ze chcialam, calym sercem pragnelam miec z nim nadal kontakt, minal rok... a mnie nadal wszystko boli... potrafie plakac noca, potrafie plakac wchodzac pod prysznic... wiem- jestem pewna tego, jakiego mezczyzne minelam... zakochalam sie- bez spotkania i glupiego flirtu... tak zwyczjnie i prawdziwie poznalismy sie i zakochalismy sie w sobie, a pozniej musilismy wrocic do naszego prawdziwego zycia... tesknie za nim przeogromnie i brakuje mi go kazdego dnia- ale dzieki temu ze umial wybrac i wybral rodzine- jestem dumna ze poznalam wlasnie JEGO.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 02.07.2016 09:51
Zakochalam sie w zonatym facecie on ma dziecko. Poznalismy sie na balecie i tak od slowa do slowa poprosil mnie o nr tel i zaczelismy piac on nalegal na spotkania bo ma problemy z zona oczekiwal odemnie duzo. Ja zbytnio nie chcialam spotkania z nim no bo on ma zone ale jednak sie z nim spotkalam na pierwszym spotkaniu do niczego nie doszlo na kolejnych juz zawsze bylo. Zakochalismy sie w sobie i nie mozemy zyc bez siebie spotykamy sie co tydzien i jeszcze bardziej nam siebie brakuje bo on wraca do zony ktora niechce z nim wspołzyc. A mi go coraz bardziej brakuje go. Juz zona go podejrzewala o zdrade byly klutnie miedzy nimi myslal ze odejdzie i bedzie ze mna. Ale ona posxla po porade wrozki i jej powiedxiala ze jej maz nie zdradza ale jest inaczej. Ale on sie nie przejoł zona tylko na dal chce sie zemna spotykac. I ja niewiem co mam robic.chce miec dziecko ze mna bo twierdzi ze bedzie wtedy inaczej. Ja bardzo go kocham i niemoge bez niego zyc caly czas o nim mysle.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 06.01.2016 03:11
Mówią że czas goi rany, ale w moim przypadku tak nie było. Przez kilka miesięcy tylko egzystowałam. Nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu, ten czas to był koszmar. Musiałam z nim znowu być, ponieważ bez niego nie widziałam swojego życia. Brakowało mi jego głosu, dotyku, dosłownie wszystkiego. Postanowiłam spróbować rytuału miłosnego ze strony urok-milosny.pl , czekałam, odliczalam dni do jego powrotu, w pewnym momencie już traciłam nadzieję. Ale jednak wrócił. A moje życie odzyskało dawny blask : )
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 23.11.2015 04:52
Też miałam faceta zonatego który pisał i mówił że mnie kocha,i to on pierwszy do mnie napisał,z początku brałam wszystko za żart a potem naprawdę się zakochałam,i czekałam na sms lub na tel,jak koleżanka rozgadala nasze relacje,to on zamilkł a ja nadal bardzo go kocham
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo