MĘSKIM OKIEM: Co wyobraża sobie facet, kiedy znikasz na długie godziny w łazience?

Sprawdź, czy panowie mijają się z prawdą.
MĘSKIM OKIEM: Co wyobraża sobie facet, kiedy znikasz na długie godziny w łazience?
26.08.2014

Z łazienki korzystamy wszyscy, ale kojarzona jest głównie z Wami. Pewnie dlatego, że kiedy już przekroczycie jej progi, zazwyczaj znikacie na długie godziny. To bez wątpienia najbardziej kobiece miejsce w domu. W czasach, kiedy coraz rzadziej lubicie i potraficie gotować, kuchnia traci na znaczeniu. Pomieszczenie z wanną, umywalką i półeczkami wypełnionymi szczelnie najróżniejszymi specyfikami to Wasz raj na ziemi. Bardzo rzadko dajecie nam do niego dostęp. Chyba, że już koniecznie musimy i nie na dłużej, niż 5 minut.

Jedną z największych zagadek ludzkości pozostaje kwestia, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. I chociaż nie podejrzewacie nas o nadmiar fantazji, w takich momentach męska wyobraźnia pracuje na zwiększonych obrotach. Jakoś musimy to sobie wytłumaczyć. A mając do dyspozycji wyłącznie Wasze opowieści i kiczowate reklamy środków czystości, najprawdopodobniej trochę mijamy się z prawdą...

To nie jest sprawa, która nie daje nam spać. Co jednak nie oznacza, że nie mamy własnych przemyśleń na ten temat. Spróbujmy porównać, jak robimy to my, a o co posądzamy Was. Bardzo się mylimy?

Barbie

DEPILACJA

Mężczyzna: Nie dotyczy, a jeśli już, to ogranicza się do skrócenia nożyczkami lub maszynką elektryczną. W grę wchodzą wyłącznie pachy lub strefa intymna, więc nie trwa to dłużej, niż 2 minuty i jest całkowicie bezbolesne.

Kobieta: Zamykasz się w łazience i chce Ci się płakać. Dopada Cię poczucie niesprawiedliwości. Świat wymaga od Ciebie gładkiego ciała, więc musisz się przełamać. Nie będzie to ani proste, ani przyjemne, ale kogo to obchodzi? Ocierasz zapłakane oczy i robisz swoje. Najpierw pachy – zwilżasz je wodą, nakładasz krem/piankę i trzesz do czerwoności. Obracasz się do lustra w każdy możliwy sposób, sprawdzając czy coś nie zostało. To jeszcze nie jest najgorsze. Kiedy przychodzi pora na miejsce intymne, wtedy czujesz się jak saper. Wiesz, że jeden nieostrożny ruch może pozbawić Cię kobiecości. Z grymasem na twarzy i niemal przez łzy przesuwasz maszynką. I po co to wszystko? Dla tego zarośniętego ogra? Wątpliwości odstawiasz na bok. Jest misja do wykonania.

Masz już wszystkiego dosyć. Jakoś udało się pozbyć owłosienia z niewielkich pod względem powierzchni części ciała, ale najgorsze dopiero przed Tobą. Całe życie narzekasz, że masz zbyt krótkie nogi, ale w czasie depilacji wydają się zdecydowanie za długie. Nakładasz substancję, która ułatwi poślizg lub chwytasz za golarkę elektryczną. Kiedy tylko pomyślisz, że nie jest aż tak źle, nagle się zacinasz. Krew leje się strumieniami. Spływa po nodze, a na podłodze tworzy się coraz większa kałuża. Przez godzinę czujesz się jak na wojnie. Problem w tym, że Twoim oprawcą jesteś Ty sama.

Grzegorz Lawendowski

Barbie

PORANNA TOALETA

Mężczyzna: Wpadam do łazienki jeszcze w półśnie. Załatwiam potrzebę fizjologiczną i kieruję się do umywalki. Myję zęby, pewnie nie dłużej, niż przez 2 minuty. Jeśli muszę, golę się kilkoma nieostrożnymi ruchami. Zwilżam twarz wodą. Wychodzę. Wyimaginowany stoper nie odliczył nawet 5 minut.

Kobieta: Wchodzisz do środka z promiennym uśmiechem. Wreszcie czujesz się, jak u siebie. Także załatwiasz potrzebę fizjologiczną, ale z namaszczeniem i poczuciem triumfu. Czujesz się lekko jak skowronek. Spoglądasz w lustro i dobry nastrój znika. Dobrze wiesz, że doprowadzenie się do stanu używalności będzie od Ciebie wymagało sporego zaangażowania. Myjesz dokładnie twarz, by później osuszyć ją ręcznikiem. Ruchy nie są przypadkowe. Tkanina tylko muska cerę, aby przypadkiem jej nie podrażnić. Z ogromnym zaangażowaniem myjesz zęby, jeden po drugim i wszystkie razem. Po wypłukaniu ust dochodzisz do wniosku, że daleko Ci jeszcze do hollywoodzkiego uśmiechu. Na wszelki wypadek nakładasz na szczoteczkę kolejną dawkę pasty wybielającej. 

Myjesz twarz i rozpoczynasz rytuał nakładania kremów. Przeciwzmarszczkowe, na przebarwienia, pod oczy. Sama nie wiesz co do czego służy. Rozczesujesz włosy. Część z nich opada wokół Ciebie, ale zawsze będziesz mogła zwalić winę na mnie. To moje krótkie owłosienie zatyka odpływ, bo na pewno nie Twoje.

Barbie

FRYZURA

Mężczyzna: Układam włosy dłońmi. Jeśli są szczególnie niesforne, zwilżam je wodą. Kilka ruchów i gotowe. Od święta pozwalam sobie na odrobinę żelu, który sklei je i przytwierdzi do głowy na amen.

Kobieta: Rozczesujesz je z ogromnym zaangażowaniem. Z góry na dół, z dołu do góry, grzywka, końcówki i jeszcze kilka razy w podobnej kolejności. Nie możesz przestać, bo myśli zaprząta rozpacz nad ich stanem. Zbyt suche, zły kolor, za bardzo kręcone, za bardzo proste. Kiedy wreszcie zaczynają przypominać ludzkie owłosienie, a kołtuny zniknęły gdzieś pod bezlitosnymi ząbkami szczotki, rozpoczyna się kolejny etap. Nakładasz odżywkę i chwytasz po prostownicę lub suszarkę. Modelujesz tak długo, aż głowa zaczyna skwierczeć od nadmiaru ciepła

W końcu i tak dochodzisz do wniosku, że to nie to. Całość utrwalasz ogromną ilością lakieru do włosów. Toksyczna mgiełka gryzie Cię w oczy, wnika do układu oddechowego, zaczyna dusić. Piękno rzeczywiście wiąże się z fizycznym cierpieniem..

Barbie

MAKIJAŻ

Mężczyzna: Nie dotyczy.

Kobieta: Rytuał malowania twarzy rozpoczyna się od długotrwałego i w efekcie nieznośnego spoglądania w lustrzane odbicie. Dostrzegasz pierwsze oznaki starzenia. Zaczynasz robić dziwne miny, których nikt postronny nigdy nie powinien zobaczyć. Marszczysz czoło, naciągasz skórę na skroni, poruszasz ustami w każdym możliwym kierunku i Twoim oczom ukazują się kolejne niedoskonałości. Jesteś tak sfrustrowana, że masz już dosyć. Na szczęście to nie trwa długo. Wiesz, że musisz coś ze sobą zrobić, bo opuszczenie łazienki w takim stanie byłoby porażką.

Choć nie lubisz tego określenia, nakładasz na twarz pierwszą warstwę szpachli. Najpierw to niewielkie punkciki cielistej substancji, które po chwili rozprowadzasz po całej powierzchni. Zmarszczki wyraźnie się zmniejszają, a po przebarwieniach nie ma żadnego śladu. Odzyskujesz spokój ducha i możesz kontynuować. Instynktownie poprawiasz całość pudrem. Tuż na wysokości oczu dostrzegasz, że brwi zaczynają kiełkować i z impetem wyrywasz te, które psują obraz całości. Pora na cień do powiek. Byle jaki, byle było kolorowo. Facetowi i tak wmówisz, że to przemyślana kompozycja. Tusz do rzęs nie daje efektu, jak na reklamie, więc aplikujesz go wielokrotnie. Po chwili są już tak sklejone, że dajesz za wygraną. Zapomniałaś o korektorze. Czujesz niedosyt i rozczarowanie, ale grunt, że nie wyglądasz już jak zmora, która godzinę wcześniej przekraczała próg łazienki.

Barbie

CZYNNOŚCI FIZJOLOGICZNE

Mężczyzna: Wersja podstawowa – tradycyjnie zapominam o podniesieniu deski. Kilka kropli opada na nią wbrew moim intencjom, ale problem znika tuż po zamknięciu klapy. Co z oczu, to z serca. Wersja rozszerzona – wreszcie mogę sobie posiedzieć i nadrobić prasowe zaległości. Nie zdążę przeczytać nawet zajawki tekstu i już jest po wszystkim. Wychodzę z triumfalną miną, a jeśli trzeba, ostrzegam, że przez najbliższych 20 minut lepiej tam nie wchodzić.

Kobieta: Podnosisz klapę i na desce dostrzegasz to, co zostawił na niej facet. Jesteś wściekła, ale także zmotywowana do działania. Kropelki wycierasz grubą warstwą papieru toaletowego, całość spryskujesz płynem do czyszczenia powierzchni płaskich i znowu polerujesz. Stanowisko jest wreszcie gotowe. Zanim usiądziesz, musisz rozpiąć pasek, zasunąć dolną część garderoby. Potem jeszcze rajstopy, bieliznę. Tyle zachodu, a wszystko po to, by posiedzieć tam kilkanaście sekund. 

Jeśli udałaś się do toalety w bardziej konkretnej sprawie, to dla Ciebie prawdziwa udręka. Jeśli za ścianą przebywa facet, ten nigdy nie powinien się zorientować, że tak paskudne czynności fizjologiczne w ogóle Cię dotyczą. Nie może nic usłyszeć w trakcie, ani poczuć tuż po. Po wszystkim boisz się wyjść z łazienki. Na wszelki wypadek udajesz, że przyszłaś się przemyć i nawet nie zbliżałaś się do muszli klozetowej. Odkręcasz wodę i biegasz po całym pomieszczeniu z butelką perfum. Szkoda ich na takie okoliczności, ale musisz to przeboleć.

Barbie

PRYSZNIC

Mężczyzna: Odkręcam wodę, wchodzę, nakładam na dłoń pierwszy lepszy płyn. Nie ważne do czego jest przeznaczony, w końcu głowę i ciało umyję przy pomocy każdej pieniącej się substancji. Spłukuję, wycieram się, wychodzę.

Kobieta: Wszystko rozpoczyna się od przygotowania stanowiska. Z brodzika (lub wanny) spłukujesz męskie włosy, które napawają Cię obrzydzeniem. Na wszelki wypadek przemywasz całość detergentem. W odpowiednim miejscu ustawiasz szampon, odżywkę, żel, peeling, oliwkę i kilka innych tajemniczych buteleczek. Odkręcasz wodę, sprawdzając jej temperaturę. Kilkakrotnie poruszasz pokrętłami, aby była idealna. Wchodzisz i nawilżasz ciało. Tracisz poczucie miejsca i czasu. Stoisz bezczynnie i zaczynasz rozmyślać. O tym, co zdarzyło się wczoraj i jak powinien wyglądać kolejny dzień. Minęło 10 minut. Twoje nasączone ciało domaga się czegoś innego. Nakładasz i spłukujesz kolejne kosmetyki. Różne konsystencje, kolory, zapachy. Czujesz się jak w domowym spa. Z błogim uśmiechem wcierasz następne specyfiki. 

Po pół godziny orientujesz się, że szkoda czasu na takie głupoty. Zakręcasz wodę i aplikujesz oliwkę lub balsam, albo jedno i drugie. Wszystko wchłania się w ręcznik, którym próbujesz delikatnie osuszyć ciało, ale i tak masz poczucie spełnionego obowiązku. Pod nogami plączą się Twoje włosy, ale zostawiasz je w spokoju. Będzie na niego.

Komentarze (60)

Ocena: 4.13 / 5
gość (Ocena: 5) 14.10.2016 21:33
Tyle w tym prawdy co i męskości w tym marnym pismaku...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.11.2015 00:27
ja tylko chciałam dodać, że mieszkam z dwoma facetami, ja w łazience spędzam standardowe 20 minut dziennie, oni potrafią godzinę, bo żel na włosach musi być dokładnie nałożony na każdy kosmyk:) ot taki mały smaczek do artykułu:)
odpowiedz
aj (Ocena: 5) 28.10.2014 23:50
prawda :) tylko przesada z tymi detergentami co chwilę, to chyba jakieś chore pedantki tak maja :D
odpowiedz
barbara (Ocena: 3) 26.10.2014 11:33
słabe, aczkolwiek duzo prawdy w tym jest. Jednak z tymi łzami i strumieniami krwi po zacięciu golarką to gruba przesada. U mnie procedura wygląda tak: najpierw ważenie, potem mydło w ruch, szampon, odzywka, golarka, suszenie, prostowanie i delikatny makijaż. Nie ma szpachli tylko krem nivea, nie ma kolorowych cieni, nie ma sklejonego tuszu z grudami tylko kreska ołówkiem do oczu i błyszczyk. Wystarczy.
odpowiedz
kobieta (Ocena: 2) 09.09.2014 20:32
stereotypy
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo