MĘSKIM OKIEM: Dlaczego faceci płaczą (ze śmiechu) na wieść o Twoim odchudzaniu?

Grzegorz uderza w nasz czuły punkt. I chyba ma sporo racji...
MĘSKIM OKIEM: Dlaczego faceci płaczą (ze śmiechu) na wieść o Twoim odchudzaniu?
21.01.2014

Współczesny świat boryka się z wieloma problemami, które wydają się niemożliwe do opanowania. Głód, ubóstwo, bezrobocie, ocieplenie klimatu, ekstremizm, konflikty, zbędne kilogramy. Wbrew pozorom, ta ostatnia kwestia urasta do rangi najpoważniejszego z nich. Pozostałymi sprawami przejmują się specjaliści i niewielkie grupki zapaleńców, nadwaga spędza sen z powiek co drugiego mieszkańca globu. Czyli Was, drogie panie. Można odnieść wrażenie, że jesteście na permanentnej wojnie, która pochłania wiele ofiar, a wygrywają tylko nieliczni.

Dlaczego, pomimo rzekomego problemu i motywacji do zmiany, od lat nie potraficie się z tym uporać? Zapewne dlatego, że co druga z Was nie ma się tak naprawdę czym przejmować, a pozostała połowa jest tylko mocna w gębie. Ofiarami są nie tylko panie, które nie potrafią ujarzmić swojego apetytu i kondycji, ale przede wszystkim mężczyźni, którzy muszą na to patrzeć. Niestety, od gadania nikt jeszcze nie pozbył się oponki z brzucha i drugiego podbródka. Dlatego postuluję – dajcie sobie z tym wreszcie spokój, albo zacznijcie podchodzić do tematu na poważnie.

Nie jestem dietetykiem, ani trenerem, ale postronnym obserwatorem. Nie powiem Ci, jak na pewno schudniesz. Podpowiem jednak, kiedy na pewno Ci się to nie uda. I nie ma się co obrażać, że jakiś facet wypomina Ci niekonsekwencję. Jeśli naprawdę chcesz się zmienić, powinnaś mi za to podziękować. 

 

jedzenie

NADWAGA JEST MODNA

Kolorowe gazetki dla pań (tak chętnie przeglądane również przez spragnionych dobrej rozrywki panów), od przynajmniej kilkudziesięciu lat kształtują modę na bycie fit. Czytelniczka ma do wyboru – albo dostrzec problem i zacząć coś z tym robić, albo się załamać. Wychodzi na to, że lepiej borykać się ze zbędnym tłuszczem, by móc go efektywnie redukować, niż dojść do wniosku, że jesteś fajną, zgrabną i zdrową kobietą. To byłoby za bardzo podejrzane. Kobieta lubiąca swoje ciało? Przyznaj się, że jesteś leniwym grubaskiem, któremu nic się nie chce.

To więc nie moda na zdrowy styl życia i rozmiar zero, ale zachęcanie do tego, by dostrzec w sobie problem, którego najprawdopodobniej większość z Was wcale nie ma. Jak kobieta, to kompleksy, a jak kompleksy, to wieczne odchudzanie. Kości prześwitujące przez skórę to żadne usprawiedliwienie. Media wpędzają w poczucie winy Ciebie, Ty koleżanki, koleżanki inne koleżanki i interes się kręci. Chyba lepiej nieco się zapuścić, by mieć z czego schodzić, niż być jedyną w towarzystwie, która jeszcze nie podjęła tej walki. Bo modna nie jest sylwetka fit, ale walka o nią.

jedzenie

ROZPACZ

W ten sposób około 90 procent kobiet żyje w przekonaniu, że czas wreszcie wziąć się za siebie. Nawet jeśli brakuje obiektywnych powodów, zawsze lepiej spróbować. Bo o czym miałabyś rozmawiać z przyjaciółkami, gdyby wszystko było z Tobą w porządku? A tak przynajmniej skomentujecie, kto zmienił się nie do poznania, kto się roztył, dlaczego warto jeść tylko orzechy albo jagody, ewentualnie, dlaczego nie warto jeść niczego. To dyżurny temat, który sprawdzi się w każdych okolicznościach. W ten sposób tworzy się kółko wzajemnej adoracji kobiet. Skrzywdzone przez los i naturę, wiecznie niezadowolone, ale solidarne w swojej (często wymyślonej) nadwadze.

W dobrym tonie jest publiczny napad paniki („zobaczcie, jak ja wyglądam, zaraz się porzygam!”), motywowanie innych („chyba nie chcesz zjeść tego ciastka?!”), wzajemne wsparcie („nie przejmuj się, ja też wyglądam jak spasiona świnia”), podrzucanie sprawdzonych pomysłów („słyszałam, że wystarczy pić wodę i jakoś to będzie”) i rachunek sumienia („mam na imię Ania, mam 23 lata i zjadłam wczoraj dwie czekoladki”). Do czego to wszystkiego prowadzi? Do jeszcze większej paniki, którą tak lubicie. Mam wrażenie, że gdyby zniknął ten wyimaginowany problem, nie miałybyście o czym rozmawiać i czym się przejmować, a życie nie znosi próżni.

jedzenie

MOTYWACJA

Na szczęście potraficie się wziąć za siebie i odnaleźć w sobie ogromne pokłady siły woli, które pozwolą uporać się z problemem raz na zawsze. Tak jakby... Motywacja kończy się zazwyczaj w momencie wygłoszenie deklaracji – jestem gruba i postanowiłam schudnąć. Ale co to oznacza? Nie chcę być złym prorokiem, ale w tym przypadku jestem w stanie przewidzieć przyszłość. Nie będzie to przemyślana walka nastawiona na konkretne efekty, ale życie od zrywu do zrywu. Dziś odmówię sobie słodkiej drożdżówki, jutro nadrobię litrowym pudełeczkiem lodów, dziś zacznę biegać, jutro zacznę już na pewno, a pojutrze dojdę do wniosku, że przecież nie mam odpowiednich butów, więc nie ma sensu się wygłupiać.

Po tygodniu takiej szarpaniny, czyli myślenia, które wcale nie jest połączone z działaniem, dajesz sobie spokój. Aż do następnego razu, kiedy koleżanka zapyta, czy przypadkiem nie jesteś w ciąży, albo zobaczysz w telewizji Ewę Chodakowską. Wtedy ponownie dojdziesz do wniosku, że miarka się przebrała i teraz na pewno się uda. Po 10 brzuszkach wymiękasz i zabawa zaczyna się od początku. Niestety, publiczne samobiczowanie i gorzkie żale nie spalają kalorii, ale w najbliższym czasie ograniczysz się tylko do tego. Będziesz mówiła na lewo i prawo, że jesteś chodzącą ruiną z nadwagą, a inni będą Ci współczuć. Lubisz to.

dieta

DIETA

Jeśli jakimś cudem Twoja heroiczna walka nie zakończy się na samym mówieniu i jednej nieudanej próbie, wkrótce zaczniesz wprowadzać w swoje życie rygorystyczną dietę. Nie masz o tym zielonego pojęcia, ale w końcu tyle się nasłuchałaś od innych amatorek, że przecież wszystko już wiesz. Żadnych ziemniaków, pieczywa i makaronów, a 15 kilogramów zejdzie w tydzień, jak nic. Po tygodniu orientujesz się, że trzeba było zrezygnować też z coca-coli i ciasteczek, a słodkie jogurty i płatki kukurydziane w lukrze, to też nie do końca dietetyczne rozwiązanie. Tyle się namęczyłaś i znowu nic? Widocznie organizm się buntuje.

Problem w tym, że to nie organizm, ale zwyczajny brak wiedzy i samozaparcia. Przy koleżankach odmawiasz sobie hamburgera na rzecz sałatki, której tak nienawidzisz, ale w domowym zaciszu nie żałujesz sobie niczego. Fajnie, że chociaż raz potrafiłaś wybrać dobrze, ale trudno nazwać to dietą. W większości przypadków wystarczy postawić na mniejsze porcje, ale częściej i rezygnację z najbardziej kalorycznych przysmaków. Ale to jest dla Was za proste i jeszcze nie daj Boże przyniosłoby skutek... Musiałabyś przestać się nad sobą użalać i obwieszczać światu, że od jutra podejmujesz nierówną walkę z tłuszczem. A bez tego byłoby przecież nudno.

pills

WSPOMAGACZE

Tak jak wspomniałem, najprostsze rozwiązania wydają Wam się zbyt podejrzane, więc szukacie zamienników. Jeszcze prostszych, ale kompletnie nieskutecznych. Nie chce Ci się ćwiczyć, nie potrafisz zrezygnować ze swojego ulubionego jedzenia, ale winny jest przecież cały świat, a nie Ty. Koszmarny metabolizm, nieregularny tryb życia, geny... Z tym nie wygrasz. Ale próbujesz dalej i dajesz zarobić innym na swojej naiwności. Nie ma w tym nic dziwnego – zawsze wygodniej kupić sobie spokojne sumienie, niż się przemęczać.

Pierwsze kroki kierujesz do księgarni. To i tak można uznać za sukces, bo wreszcie dochodzisz do wniosku, że mądrości koleżanek odchudzających się bezskutecznie od 15 lat, to pic na wodę. Tracisz przynajmniej godzinę, bo poradniki na temat zdrowego odżywiania, skutecznych ćwiczeń i filozofii życia w stylu fit jest więcej, niż wszystkich innych książek razem wziętych. Wybierasz jedną cudowną („Schudnij w 3 dni – skuteczny plan treningowy i dieta, które odmienią twoje życie!”) lub kilka, także cudownych („Jedz co chcesz i chudnij”, „Stwórz domową siłownię ze sprzętów gospodarstwa domowego”, „Jestem szczupła – buddyjska mantra motywująca”). Może nawet przeglądniesz je w domu, ale najważniejsze, że w ogóle je masz. Teraz na pewno schudniesz.

Z księgarni prosto do apteki, bo skoro wszystkie dotychczasowe „metody” zawodziły, to z całą pewnością przyda się wyciąg z karczocha, buraka, jagody goji lub cokolwiek innego. Z czystym sumieniem połkniesz całe opakowanie czekając na cud.

fitness

A NIE MOŻNA NORMALNIE?

Moje spostrzeżenia nie mają na celu pogrążenia Cię. Nie wypominam kolejnych niepowodzeń i bezmyślnych metod, których nawet nie chce Ci się wprowadzić w życie. Może jednak z tych obserwacji wyniknie coś dobrego? Może dojdziesz do wniosku, że wszystko z Tobą w porządku, a jeśli nie, to wypadałoby podejść do tematu na serio? Więcej róbcie, mniej mówcie, a na pewno będzie Wam dane.

W oczach mężczyzny zyskasz wyłącznie własną konsekwencją. Samo wałkowanie tematu od wielu lat nie wystarcza. Trzeba jeszcze coś z tym zrobić. Zyskasz także w swoich oczach, bo kiedy zobaczysz efekty, będziesz z siebie dumna.

Chyba, że chodzi Ci tylko o tracenie energii na rozmyślania nad własną ułomnością i w rzeczywistości nie zależy Ci na efektach. W takim razie nie było tematu. Każdy musi mieć jakieś hobby.

Grzegorz Lawendowski

Komentarze (40)

Ocena: 4.98 / 5
Anonim (Ocena: 5) 11.11.2014 17:49
hahaha, popłakałam się ze śmiechu XD pisz dalej :)
odpowiedz
Lila (Ocena: 5) 04.08.2014 23:53
Z góry zakładasz, że każda kobieta trąbi że schudnie, a potem je 3 czekolady. dobrze Ci radzę, nie próbuj w tym aspekcie rozumieć kobiet. Wśród nas są przedstawicielki z lekką ułomnością, ale nie wszystkie.Publiczne użalanie się nad sobą jest moim zdaniem...poniżające. Za nic nie chciałabym zobaczyć LITOŚCI w oczach towarzystwa. Nie chcę, by ktokolwiek wiedział, że się odchudzam, odsłaniam w tedy słabą część-tą biedną i zakompleksioną.Raz na jakiś czas muszę niestety przyznać, powiem najbliższej osobie np. że jestem brzydka.Ona odpowie oczywiście, że gadam bzdury-moja próżna strona wymaga czasem małego dowartościowania, ale nie rozgłoszę niczego na cały świat.A już nigdy nie będę się użalać, że jestem gruba, nawet najbliższej osobie, jeśli w tym samym momencie nie jestem na diecie i nie mam pewności, że nad tym pracuję. I to ostro.W tym roku schudłam 10kg- jeśli ktoś z mojej paczki wie, że stosowałam diety, to dlatego, że widać że schudłam, a nie, bo to powiedziałam,
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 17.02.2014 16:45
a ja ... hmm cóż nie wiem czego faceci oczekują od kobiet...jeszcze niedawno byłam bardzo szczupła ważyłam 46 kg, postanowiłam wziąć się za siebie, po 3 miesiącach fitnessu, siłowni, basenu zauważyłam że moje ciało jest bardziej jędrne, ogólnie czuje sie fajnie, ale waga jest plus 2 kg myślę, że to mięśnie, bo nie mam problemu z ubraniami, jem tak jak jadłam nawet zdrowiej, a moj narzeczony powiedział mi że widać ze przytyłam i zrobiło mi sie przykro bo to tylko 2 kg i zamiast mi powiedzieć ze jest dumny ze o siebie dbam ćwiczę jestem aktywna to on mi wypomina te 2 kg :(
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 22.01.2014 22:29
Fajny artykuł i jakże prawdziwy:)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 21.01.2014 20:21
Ja zawsze twierdzę, że lepiej być wesołym grubaskiem, niż smutną chudzinką wiecznie na diecie. :D
zobacz odpowiedzi (6)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo