FACET RADZI: Jak spławić znajomych i wyjechać tylko we dwoje? Czy mój facet to zboczeniec?

Zasypałyście Tomka pytaniami. Ten nie pozostaje dłużny i rozwiewa kolejne Wasze wątpliwości.
FACET RADZI: Jak spławić znajomych i wyjechać tylko we dwoje? Czy mój facet to zboczeniec?
23.06.2013

Chciałabyś wiedzieć, co tak naprawdę myślą mężczyźni? Kontynuujemy nasz cykl, w którym możecie podzielić się swoimi spostrzeżeniami i problemami z facetem. Dzisiaj kolejne 3 tematy, które rozpalają Waszą wyobraźnię. Jeśli anonimowo chcesz zapytać o coś Tomka, skontaktuj się z nami, wysyłając maila na adres redakcja(at)papilot.pl.

WERONIKA: Mam nadzieję, że zdołasz mi wytłumaczyć pewną kwestię, bo za chwilę wyjdę z siebie, stanę obok i dam mojemu facetowi po twarzy. Od dawna zachowywał się dziwnie, ale to co zrobił mi ostatnio, to już kompletny dramat. Niby błahostka, ale tak bardzo mi na tym zależało! Krótko mówiąc – mieliśmy pojechać we dwoje na romantyczne wakacje, a zapewne wyląduję w jakimś małym domku z jego kumplami.

Planowaliśmy wypoczynek od kilku miesięcy. Jeszcze niczego konkretnego nie zarezerwowaliśmy, bo z tym nie powinno być problemu. Wystarczy tydzień w jakimś fajnym pensjonacie, gdziekolwiek w Polsce. Mnie marzą się góry, świeże powietrze i cisza, on wolałby nad morze. Wszystko mi jedno, mogę zgodzić się nawet na centrum Sopotu. Byle razem. Wydawało mi się, że w ten sposób wzmocnimy nasz związek i z nowymi siłami wkroczymy na kolejny etap. On podobno też tego chciał. Ostatnio zgadał się ze znajomymi, którzy zaproponowali mu wspólny wypad na Mazury. W sumie jakieś 8-10 osób, pływanie na jachcie itp. Łaskawie wziąłby mnie ze sobą, ale miałam wypocząć tylko z nim, a nie jego znajomymi!

A może to znak, że tak naprawdę mu nie zależy? Skoro wiedział, że marzę o czym innym, a po jednej rozmowie z kolegami zmienił plany, to może ma mnie dosyć? Mam ochotę postawić mu ultimatum – albo ja, albo oni. Boję się, że od razu mi podziękuje...

Droga Kingo,

faktycznie, nie odniosłem się do ekstremalnych przypadków. Na szczęście przychodzisz mi z pomocą i teraz mogę opisać... Ciebie. Absolutnie się nie obrażaj, przecież nie chcę mieszać Cię z błotem, a jedynie coś uświadomić. Z facetem jest jakiś problem, skoro nie potrafi zrobić niczego w domu, ale potwierdzasz tylko moje obawy – większość kobiet próbuje nam matkować i źle się to skończy. Tym sanitarnym terrorem zwyczajnie go ubezwłasnowolniłaś i chłopak nie ma innego wyjścia.

Już to sobie wyobrażam – Kinga wpada zdyszana po pracy do domu i co robi? Wyciąga wiadra, szmaty, płyny i spraye, doprowadzając mieszkanie do perfekcji. Delikwent leży do góry brzuchem, chwali perfekcyjne umiejętności wybranki, a ona w głębi duszy pęka z dumy. Na koniec wspólnie uczestniczycie w teście białej rękawiczki, który kończy się upojną nocą w wysprzątanej sypialni. Jest w tym coś? Obawiam się, że tak właśnie może być.

Jeśli sensem Twojego życia jest utrzymywanie porządku i szaleńcze dążenie do sterylności przestrzeni wokół Ciebie, to nie znaczy, że facet będzie taki sam. Wybrałaś bałaganiarza, bo zapewne w głębi duszy lubisz się nim zajmować. Cieszy Cię jego upominanie, wyręczanie i pokazywanie swojej zaradności. Ale jeśli faktycznie chcesz coś zmienić, to radzę zastosować się do moich poprzednich rad. Odpuść sobie na chwilę, a zobaczysz, że on także wiele potrafi. I wcale nie będzie płakał przy myciu naczyń lub wkładaniu brudnych skarpet do pralki. Wreszcie poczuje się jak duży chłopiec.

PAULINA: Chyba związałam się z jakimś zboczeńcem. Nie dość, że ciągle mu mało, to jeszcze bez krępacji ogląda przy mnie filmy porno. Nie interesuje mnie na co patrzy i co wyprawia swoją dłonią, kiedy mnie nie ma, ale coś takiego w mojej obecności to już dramat.

O co mu chodzi? Chce pokazać, że ma tyle testosteronu, popędu i sił witalnych, że nie potrafi usiedzieć kilku godzin bez upuszczenia płynów ustrojowych? No bo, to raczej nie gra wstępna? Jeśli tak, to jest jeszcze głupszy, niż myślałam. Patrzy na te plastikowe szmaty i myśli, że mnie tym nakręci?

Myślałam, że ludzie w stałym związku wolą tradycyjny seks, a nie ręczne robótki przy obleśnych filmikach. Chyba, że to naprawdę jakiś zbok i powinnam od niego uciec. No właśnie, powinnam?

Szanowna Paulino,

jeśli lubisz bawić się w berka, to uciekaj. Jeśli jednak masz na myśli rozpad związku z powodu sprośnych filmików, to chyba nie tędy droga. Nie piszesz nic o innych kwestiach, więc mam wrażenie, że facet ogólnie daje radę. A jego jedyną wadą jest niepohamowany popęd. Naprawdę, ludzie miewają gorsze problemy i jakoś dają radę. „Myślałam, że ludzie w stałym związku wolą tradycyjny seks, a nie ręczne robótki przy obleśnych filmikach” - mam nadzieję, że tym wyznaniem nie zrujnuję Twojego światopoglądu, ale trochę się mylisz.

Po pierwsze – porno oglądamy nie tylko po to, by „upuścić płyny ustrojowe”. Czasami tylko popatrzymy, by nacieszyć oko, pomijając inne organy. Zazwyczaj kobiety wpadają w paranoję – to znaczy, że on mnie nie kocha, woli plastikową laskę z pornosa, już go nie podniecam itp. itd. To nie tak. Jesteśmy ciekawi świata i chętnie zasięgamy informacji, jak robią to inni. Gdyby nie „obleśne filmiki”, to większość z nas leżałaby w łóżku jak kłoda i czekała, aż coś samo się wydarzy. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że akcje z filmów pornograficznych są wyreżyserowane i odgrywane przez nierealnych aktorów. Zawsze istnieje jednak szansa, że jakiś ciekawy element wprowadzimy do własnego życia intymnego. I za to powinnaś być wdzięczna.

Tyle ogólnie, bo Twój przypadek jest bardziej skomplikowany. Jeśli nie masz ochoty, by robił to przy Tobie, to zwyczajnie to powiedz. Zasugeruj, że w przeciwnym wypadku pozostanie mu tylko ręką, bo nie będziesz go dodatkowo nadwyrężała. To powinno do niego trafić. Chyba, że to faktycznie zbok... Ale chwileczkę, czy nie w każdym facecie jest coś ze zboczeńca? Lepsze ręczne robótki, niż zdrada. Najwyraźniej on jest tego samego zdania.

Szanowna Weroniko,

sam przerabiałem podobną sytuację, więc trafiłaś na wakacyjnego eksperta. Nie, nie dorabiam w biurze podróży. Scenariusz był identyczny – ja i ona, a po jakimś czasie na horyzoncie pojawia się propozycja poszerzenia tego składu. Naiwnie zapytałem, czy nie miałaby nic przeciwko temu, bo we dwoje możemy wyjechać kiedykolwiek, a z taką paczką znajomych może być naprawdę świetnie. U niej pojawiły się te same wątpliwości.

Nie zwierzyła mi się ze swoich myśli, ale mam wrażenie, że odebrała to w ten sam sposób. Bydlak ma mnie dosyć, woli kumpli, chlanie do rana i rzyganie przez burtę. Tyle o odczuciach, bo usłyszałem coś innego. „Jak chcesz, to może być”. Ja chciałem, więc faktycznie „może być”? Później okazało się, że wcale nie może. Nie zdawałem sobie sprawy, że to tylko pusty frazes. Pewnie gotowała się w środku, ale postanowiła odegrać rolę panny „wszystko mi jedno”.

Może postąpiłaś podobnie i teraz masz pretensje, że on nie odczytał Twoich intencji? Często wypominacie nam, że jesteśmy mało skomplikowanymi istotami, którym trzeba wyłożyć kawę na ławę. Następnie przeceniacie nas, rzucacie niedomówieniami i każecie wszystkiego się domyślać. Powiedz mu po prostu jak to widzisz. Podejrzewam, że wolałby twardą odmowę, niż rozmyślanie nad Twoim stanem emocjonalnym. Jeśli tego nie zrobisz, to... życzę udanego wypoczynku w szerokim gronie :)

KINGA: Czytałam ostatnio Twoją odpowiedź na temat czystości w związku. Tej rozumianej dosłownie, bo do sypialni lepiej nam nie zaglądaj. Udzieliłeś kilku rad, jak poradzić sobie z facetem-bałaganiarzem. Przyznam, że brzmi to sensownie, ale nie sprawdzi się u mnie. Od lat jestem perfekcyjną panią domu i nie znoszę brudu, bałaganu, niedbalstwa. Nie przełknę tego nawet na chwilę.

Szlag mnie trafia, kiedy widzę sterty brudnych garów, legendarne skarpety na podłodze czy łazienkę wysmarowaną kremami, piankami i całym tym tłustym syfem. Radzisz, żeby przymknąć oko i powoli eliminować jego chore zwyczaje. Odmówić gotowania, prania, może seksu też? Mówić „nie” potrafię, z tym nie będzie problemu. Gorzej z tym olewaniem sprawy, bo nie jestem w stanie wytrzymać w takich warunkach ani chwili, nawet dla dobra związku. Jak nie posprzątam, to oszaleję.

Jedyna rada, to chyba wyprowadzka, ale to też czarno widzę. Po pierwsze – nie mam gdzie, po drugie – po tygodniu wrócę do jeszcze gorszego burdelu i przez kolejny będę odgruzowywała mieszkanie. A on i tak się nie zmieni. Szkoda, że nie odniosłeś się do tak ekstremalnych przypadków...

Polecane wideo

Komentarze (36)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 28.06.2013 11:56
Parę lat temu miałam podobną sytuację. Byliśmy razem 1,5 roku mieszkalismy razemale widywaliśmy się raz na 2 tyg bo on miał taką pracę,że wyjeżdżał. I na wakacje bardzo chciałam,żebyśmy pojechali gdzieś tylko we dwoje. Nie chciał. Pojechaliśmy we 4 a potem dojechały do nas jeszcze 3 osoby. I żałuję,że się nie zorientowałam,bo facet już dawno nic do mnie nie czuł i poznał kogoś na wyjeździe do pracy. Nie chciał spędzać ze mną czasu. Dopiero po powrocie i po ponad miesiącu wszystko się rozpadło,a ja zrozumiałam,że byłam oszukiwana. Oczywiście nie piszę tego,żeby Cię zdołować,ale miej się na baczności i bądź uważna. Czasem takie szczegóły to pierwsze znaki.Pozdrawiam!
odpowiedz
Daniela (Ocena: 5) 25.06.2013 09:26
My z chłopakiem znaleźliśmy złoty środek. Po prostu lecimy na wakacje najpierw ze znajomymi, a później na kilka dni tylko we dwoje. W lipcu z grupką przyjaciół lecimy do Sharm. W alfa starze ogarnęliśmy nie drogi wyjazd także z oszczędności wystarczy mi jeszcze na to żeby w sierpniu pojechać tylko z chłopakiem nad nasze morze. Wakacje zapowiadają się super, oby wszystko wypaliło i poszło zgodnie z planem.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 24.06.2013 11:41
Skąd wy wzięliście tego oszołoma? Pawełek z ciebie debilu haha robi.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 23.06.2013 22:06
Różnie to z facetami bywa. Raz się przyznają do Ciebie, a raz nie przed znajomymi. Ja ostatnio odkryłam, że miałam tylko wzbudzić zazdrość w jego przyjaciołce, w której kocha się od lat. So sweet ...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 23.06.2013 21:27
wnerwia mnie, kiedy spotkamy się z siostrą czy kumplami mojego chłopaka, a on jak na komendę puszcza moją rękę i w ogóle najchętniej szedłby 5 metrów ode mnie;/ nie wymagam, żebyśmy się miziali przy ludziach, no ale to jest jakaś paranoja! Ledwo szłam na obcasach, oni wszyscy pruli do przodu i złapałam swojego za rękę - w pierwszym odruchu mnie odtrącił, potem łaskawie mnie podtrzymywał...a jak wszyscy się rozeszli, to się pięć razy obejrzał, czy na pewno sobie poszli i czy na pewno nikt nas nie śledzi, zanim znów wziął mnie za rękę. Przesadza.
zobacz odpowiedzi (2)

Polecane dla Ciebie